4.VII – 20.VII.2025
Aż 40% powierzchni Colorado zajmują góry, lasy i tereny chronione. To właśnie tutaj wznosi się ponad 58 legendarnych „fourteeners” — szczytów przekraczających 14 tysięcy stóp wysokości oraz cztery niezwykłe parki narodowe: Rocky Mountain, Mesa Verde, Black Canyon of the Gunnison i Great Sand Dunes. Przez dwa tygodnie przemierzaliśmy najbardziej malownicze zakątki południowego i środkowo-zachodniego Colorado, zdobywając kolejne szlaki, odkrywając klimatyczne miasteczka i zasypiając pod rozgwieżdżonym niebem na leśnych kempingach.
TRASA: Denver, Pike-San Isabel National Forest: Devils Head trail, Cripple creek, Rita the rock planter trail, Victor, Florissant Fossil Beds National Monument, Paradise Hole Swimming Hole, Buena Vista, Pike-San Isabel National Forest: Cottonwood Pass, Ptarmigan Lake trail, Cottonwood Pass Overlook via CDT trail, odnalezienie wraku bombowca B-24 z 1943 roku- Taylor Canyon Tragedy, Curecanti National Recreation Are, Black Canyon of Gunnison National Park, Rio Grande National Forest: North Clear Creek Falls trail, Creede, South Fork, Alberta Peak via Continental Divide National Scenic trail, Durango, Mesa Verde National Park – Chaplin Mesa: Balcony House trail, Cliff Palace trail, Mesa Top loop; San Juan National Forest: Trout lake, Priest lake, Telluride, Bridal Veil trail, Bear Creek Falls via Bear Creek trail, Ouray, Lower Cascade falls trail, Red mountain#3 trail, Ouray Hot springs, Island lake and Ice lake trail, Silverton, Molas lake loop, One Hundred gold mine tour, Andrew Lake, Cascade creek falls trail, Pinkerton Hot spring, Sand Dunes National park, Canon City zip line, Royal George, Rocky mountains National Park: Alluvial Fan trail, Alberta falls trail, Bear Lake trail, Ute trail, Alpine Ridge trail, Arapaho Roosevelt National Forest: (Colorado Mines Peak trail).

CAŁKOWITY KOSZT WYJAZDU: $7,792
KOSZT WYNAJMU RV: $5,092/18 dni Cruise America; $/183 doba plus $0.39 za każdą przejechaną milę plus $20/dobę – ubezpieczenie „zero damage plan”
KOSZT BENZYNY: $1,085/18 dni (3,735 przejechanych mil)
NOCLEGI: bezpłatne „na dziko” (boondocking) + leśne kempingi $18-$40/noc
JEDZENIE: $642/3 osoby
BILETY WSTĘPU: $728/3 osoby
KAMPER: Długość auta 19 stóp (5.8 metra). Pojemność zbiornika na paliwo 40 gal (152 litry) – wystarczy na przejechanie maksymalnie 400 mil. Pojemność zbiornika na propan to 11 gal/45 litrów (wystarczy na około 2 tygodnie używania: kuchenka, lodówka, grzałka ciepłej wody – prysznic). Zbiornik z czystą wodą 20.5 gal/76 litrów. Wyposażenie: lodówka, kuchenka, prysznic, WC, generator (płatny dodatkowo $3.50/h), AC, piec, mikrofala, zlew kuchenny, 2 łóżka, składany stół.
NAJCIEKAWSZE SZLAKI: Red mountain# 3 trail, Island Lake and Ice lake trail, Ptarmigan Lake trail, Balcony House trail, Cottonwood Pass Overlook via CDT trail.
SKŁAD ZESPOŁU: mama Zuza, Basia 12 lat, Janek 14 lat
PRZEWODNIKI/MAPY: atlas topograficzny Colorado – Benchmark maps, http://www.alltrails.com
Dzień 1&2
Podróż z Chicago do Denver zajmuje nam półtora dnia…. Wczesnym popołudniem dnia drugiego rozpoczynamy zatem oficjalnie zwiedzanie Colorado 😊. Zaczynamy od wjechania na bardzo wyboistą szutrową czterdziestomilową drogę (Rampart Range Road) prowadzącą do szlaku Devil’s Head Lookout (długość 2.8 mili, EG 869 ft).

Szlak jest bardzo popularny i szczególnie podczas weekendu może wystąpić duży problem ze znalezieniem parkingu.

Z wielkim trudem parkujemy naszym kaperem na zapakowanym po brzegi górnym parkingu i ruszamy na szlak.

Mijamy fantastyczne formacje skalne „rozstawione” wzdłuż ścieżki …..


Znajduje się tu jedyna w Colorado wieża obserwacyjna (przeciwpożarowa), w której nieprzerwalnie od 1912 roku dyżurują pracownicy National Forest Service. (Dzięki temu miejsce to zostało wpisane do Krajowego Rejestru Miejsc Historycznych).

Z wieży rozciągają się spektakularne panoramiczne widoki na pasmo Rampart Range (Góry Skaliste).




Przy dobrej pogodzie widoczność dochodzi nawet do 100 mil (161 km) we wszystkich kierunkach.

Szlak pokonuje wysokość o 950 stóp (ok. 290 m) na przestrzeni 1,4 mili, i kończy się wejściem po 143 schodach, co stanowi krótkie, ale intensywne wyzwanie. …



…..raczej mało komfortowe dla osób zmagających się z lękiem wysokości.



Po szybkim powrocie do kampera wyjeżdżamy z parkingu i podążamy Rampart Range Road w kierunku południowym w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Wszystkie kempingowe miejscówki są rozmieszczone przy głównej drodze i są wręcz gigantycznych rozmiarów. Problem stanowi wjazd na takie miejsce…. Z powodu wysokości takowych wjazdów kamper zahacza swoją „pupą” …. co może skończyć się utknięciem.

W końcu znajdujemy miejsce z delikatniejszym podjazdem i rozpoczynamy nasz pierwszy biwak ($20/noc) !!!

Pole namiotowe położone jest wśród licznych bobkowatych skałek i pachnących wielkich sosen.

Rozpalamy wielkie ognisko, smażymy kiełbaski i cieszymy się wspaniałym rozpoczęciem kolejnych wakacji.

Dzień 3
O świcie wyruszamy dalej na południe w kierunku miasteczka Cripple Creek telepiąc się prawie dwie godziny szutrową Rampart Range road. Kamper telepie się do tego stopnia, że prawie odpada nam lewe lusterko…. chwiejąc się z powodu poluzowania wszelakich trzymających go śrubek. I na całe szczęście, że mamy ze sobą lekarstwo na wszystko czyli „duct tape”. Kamper niestety nie jest przystosowany do pokonywania tego typu dróg.

Mijamy Woodland Park i zjeżdżając do doliny, gdzie leży miasteczko Cripple Creek, które wita nas przepięknym sielskim widokiem.

Pod koniec XIX wieku Cripple Creek było prężnie rozwijającym się i jednym z najbogatszych miast górniczych na świecie — (The World’s Greatest Gold Camp).

Wydobyto tam ponad 21 milionów uncji złota (o wartości 500 milionów dolarów), co zapoczątkowało jeden z największych gorączek złota w historii USA. Wydobyte tu złoto przewyższyło wartością łączną produkcję pochodzącą z kalifornijskiej i alaskańskiej gorączki złota.

Miasto położone na wysokości prawie 3 tysięcy metrów n.p.m., zachowało oryginalny klimat dzikiego zachodu dzięki historycznym kasynom (których jest tu aż trzy), wiktoriańskim budynkom i drewnianym chodnikom.

My zaczynamy zwiedzanie okolicy od godzinnej przejażdżki wąskotorową kolejką Cripple Creek & Victor Narrow Gauge Railroad (bilet $19/$14 dzieci), która wiedzie raczej średnio malowniczą trasą, gdzie kiedyś transportowano rudę złota przez góry.


Pociąg ma tylko 2 wagony i sunie z zawrotną prędkością 10-15 mil/h.


Kolejny przystanek to Rita the rock planter. Ta ogromna, mierząca 6 ½ metra (21 stóp) rzeźba trolla znajduje się u podnóża gór w historycznym miasteczku górniczym Victor.

„Rita – sadząca skały” stworzona przez duńskiego artystę Thomasa Dambo, wykonana jest w całości z drewna pochodzącego z recyklingu.

Zainspirowana historycznym krajobrazem górniczym, Rita klęczy „naprawiając” ziemię, w której górnicy z XIX wieku pozostawili liczne dziury. Symbolizuje ona troskę o środowisko, przypominając nam o konieczności doceniania piękna otaczającej nas przyrody.

Szlak prowadzący do rzeźby to Little Grouse Mountain Trail (długość 1.7 mili).

(Jego początek znajduje się 1 milę na zachód od Victor przy drodze Hwy 67).

Można też dojechać bezpośrednio samochodem szutrową drogą (do górnego parkingu), skąd już Ritę widać. Znajdują się tu także dobrze zachowane pozostałości kopalni American Eagle Mine, niegdyś najwyżej położonej kopalni w dystrykcie Cripple Creek (3,277 m n.p.m.).

W 1902 roku wydrążono tu szyb o głębokości 470 metrów, co w tamtym czasie było imponującym rekordem technicznym.


Jak to było do przewidzenia przy trollu znajdują się tłumy ludzi, czekający na swoją kolejkę do wykonania efektywnego selfie.

Po godzinie kończymy szlak i jedziemy na krótki spacer po klimatycznym miasteczku Victor.



Ulice są tu o dziwo puste, i pomimo, że otwartych jest kilka restauracji i sklepików… miasto wygląda na umarłe.



Spacerujemy główną ulicą robiąc kilka zdjęć „zabytkowym” budynkom i pojazdom.



Mijamy Goldfield ghost town i jedziemy do kolejnej atrakcji na naszej trasie – Newmark Mine Overlook.

Wchodzimy na platformę widokową, która kiedyś była częścią ładunkową ogromnej wywrotki,

…aby podziwiać całkiem unikalny widok – olbrzymi kamieniołom, będący najbogatszą ciągle działającą kopalnią złota w historii Colorado.


W oddali widać pracujące wielkie ciężarówki.




Kolejny przystanek to Florissant Fossil Beds National Monument ($10/osoba lub National Park Pass). Pod porośniętą gęstą trawą doliną znajduje się jedno z najbogatszych i najbardziej zróżnicowanych stanowisk skamieniałości na świecie! Skamieniałe pnie sekwoi oraz tysiące skamieniałości owadów i roślin opowiadają historię prehistorycznego Colorado sprzed 34 milionów lat.

Pozostały tu niestety tylko dolne części pni drzew. Lahary czyli gęste błotne lawiny spływające z wulkanu z prędkością około 200 km/h przepłynęły przez dolinę potoku Florissant 34 miliony lat temu. Ten potok pogrzebał tamtejszy las pod ponad 5 metrami błotnistego gruzu i zabił drzewa, uniemożliwiając dotarcie tlenu do ich korzeni. Lahar otoczył i „zabezpieczył” dolne części pni, które zachowały się jako skamieniałe pnie. Korzenie i wierzchołki drzew uległy rozkładowi lub się połamały.
Większość skamieniałych pni z Florissant to sekwoje podobne do sekwoi rosnących obecnie na wybrzeżu Kalifornii i Oregonu. (Inne skamieniałe drewno pochodzi z drzew liściastych, takich jak akacja czy wiąz). Naukowcy poszukują takich pni w Florissant na kilka sposobów. Radar penetrujący grunt, który mierzy odbicia impulsów elektromagnetycznych, okazał się nieskuteczny, ponieważ górna warstwa gleby w parku jest bogata w glinę. Natomiast ostatnie badania wskazują na obiecujące możliwości wykrywania pni za pomocą magnetometru. Wynika to z faktu, że lokalne pole magnetyczne jest słabsze nad bogatymi w krzemionkę pniami niż nad otaczającą je skałą wulkaniczną, która zawiera magnetyczny minerał – magnetyt.

Proces skamienienia drzewa rozpoczyna się, gdy woda bogata w minerały przenika do drewna i osadza krzemionkę na ścianach komórkowych (minerały wytrącają się z roztworu, wypełniając wnętrza komórek i inne puste przestrzenie drewna). W miarę rozkładu drewna i ciągłego przesiąkania wody, wewnątrz komórek z czasem tworzą się kolejne minerały krzemionkowe (opal, kwarc i kwarc z mikroskopijnymi kryształami zwany chalcedonem) w procesie zwanym permineralizacją. Większość krzemionki w pniach w Florissant prawdopodobnie pochodziła z popiołu wulkanicznego. Niektóre rodzaje drewna, takie jak pnie sekwoi, są trwalsze niż inne, co może zwiększać prawdopodobieństwo ich skamienienia. Drewno może zacząć skamieniać w ciągu kilkudziesięciu do kilkuset lat w idealnych warunkach, ale prawdopodobnie skamienienie pni w Florissant trwało znacznie dłużej.

Przepływ błota wulkanicznego, który zachował pnie sekwoi, był bardzo gwałtowny, dzięki czemu tylko najtrwalsze części roślin, takie jak pnie, szyszki i nasiona, przetrwały w nienaruszonym stanie.

Delikatne części roślin (np. liście i kwiaty) zachowały się słabo lub wcale.


Delikatne części roślin osadziły się na dnie jeziora Florissant, w środowisku o niskiej zawartości tlenu. Ich delikatne struktury zachowały się w łupkach papierowych, (bardzo drobnoziarnistej skale powstałej w wyniku osadzania się popiołu wulkanicznego). Te delikatne skamieniałości są nadal uwięzione w warstwach skał i są odsłaniane jedynie w wyniku naturalnego wietrzenia, które powoduje niszczenie skamieniałości, lub wykopalisk prowadzonych przez paleontologów.

Podczas wykopalisk paleontolodzy wydobywali fragmenty łupków, rozłupują je, aby odsłonić skamieniałości i zabierają je do laboratorium, gdzie są konserwowane. W parku poza szlakami prowadzącymi do skamieniałych drzew jest również bardzo ciekawe muzeum ze wspaniałą kolekcją skamieniałych roślin i owadów.

W okropnym skwarze ruszamy na krótki spacer szlakiem Petrified Forest Loop and Ponderosa Loop Trail (długość 1,3 mili).

Po drodze mijamy kilka imponujących skamieniałych pni, ale upał daje się jednak tak bardzo we znaki, że brakuje nam i sił, i chęci na wędrowanie kolejnymi ścieżkami.

Przejeżdżamy dwie mile na północ do kilku starych chat – Hornbek Homestead.


Gospodarstwo to założyła Adeline Hornbek, samotna matka czwórki dzieci, która dzięki wytrwałości i ciężkiej pracy stworzyła rozległe, doskonale prosperujące rancho, stając się jednym z wczesnych pionierów regionu i ważną postacią lokalnej społeczności.


Kawałeczek na północ od gospodarstwa znajduje się Florissant Fossil Quarry (18117 Teller County Rd 1 Florissant) gdzie samodzielnie można wykopać sobie skamieniałości ($20/osoba/1 godzina kopania), ale niestety dzisiaj ta atrakcja turystyczne jest zamknięta (narzędzia do kopania są wliczone w cenę biletu wstępu).
Jedziemy więc do kolejnego punktu naszej dzisiejszej trasie-Paradise cove swimming hole ($6/parking).



Krótka ścieżka prowadzi do pionowego granitowego klifu z którego do wody skaczą dzieciaki.


Jest to nieco przerażające zważywszy na fakt, że woda jest stosunkowo płytka.

Jest tak dużo ludzi, że nie ma nawet gdzie usiąść.

Generalnie prowadzący do tego miejsca szlak jest bardzo widowiskowy, ale samo docelowe miejsce opanowane przez lokalną ludność raczej nie zachęca do pozostania tu dłużej.

Wyjeżdżamy więc dalej jadąc na zachód.

Mijamy Guffey – miasteczko z przeogromną graciarnią starych aut w samym jego centrum.

Przejeżdżamy przez Buena Vista i wjeżdżamy na Cottonwood pass Road w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Z powodu zmęczenia, nie mam siły na poszukiwanie noclegu na dziko…zresztą co chwila mijamy znaki o zakazie kempingowania. Tuż przed zmrokiem wjeżdżamy na Cottonwood Pass camground – i dosłownie łapiemy ostatnie miejsce, na którym ledwo mieścimy się z naszym kamperem. ($20/noc).
Dzień 4
O świcie kontynuujemy jazdę drogą Cottonwood Pass Road prowadzącą ostatecznie na wysokogórską przełęcz położoną na Głównym Dziale Wodnym Ameryki Północnej (Continental Divide). Droga ta jest najwyżej położonym asfaltowym przejazdem przez Continental Divide oraz drugą najwyżej położoną przełęczą w Colorado z utwardzoną drogą (najwyższą jest Trail Ridge Road – Hwy 34, na wysokości 3,929 metrów). Jest to czwarta najwyżej położona asfaltowa droga w stanie, po Mount Blue Sky Scenic Byway, Pikes Peak Hwy oraz Trail Ridge Road. Przełęcz jest sezonowo zamykana (od października do maja) z powodu obfitych opadów śniegu.
Zatrzymujemy się na parkingu, skąd wychodzi szlak Ptarmigan Lake Trail (długość 6.1mil, EG1,466ft).

Około 75% długości szlaku wiedzie przez piękny gęsty iglasty las. Przed wejściem do lasu znajdują się liczne ostrzeżenia o obecności niedźwiedzi na tym terenie. Jak zawsze zabieramy za sobą 2 duże „niedźwiedziowe spreje”.

Spokojnie suniemy do góry…. mając oczywiście problemy ze złapaniem oddechu.

Mijamy gołoborza co na chwilę odsłania nam widoki na okoliczne góry.

Dochodzimy do pierwszego jeziora, gdzie spotykamy kilka kempingujących tu grupek.

Tutaj też zaczyna się już otwarta przestrzeń z pięknymi widokami i rozsianymi po horyzont dzikimi kolorowymi kwiatami.


W zaroslach dostrzegamy White-crowned sparrow (Pasówka białobrewa) – ptaka znanego ze swej zdolności obywania się bez snu nawet przez dwa tygodnie (podczas migracji).

Podejście do drugiego jeziora – Ptarmigan jest nieco strome, ależ jaka czeka na nas niespodzianka – przez kolejne 60 minut mamy je tylko dla siebie!

Rozkoszujemy się więc tym pięknem mocząc nogi w lodowatej wodzie.




Schodzimy już w zasadzie biegiem ze szlaku by wjechać w końcu na dział wodny – Cottonwood Pass 12,119 ft (3,694 m).

Znajduje się tu obszerny parking, gdzie bez problemu parkujemy nasz kempingowóz i ruszamy na kolejny fantastyczny szlak – Overlook via CDT trail (długość1.5mili EG 435ft).



Na parkingu spotykamy też liczne grupy backpackerów wędrujących szlakiem Continental Divide trail (CDT) (długość 3,100 mil/4,989 km).

Szlak ten rozpoczyna się przy granicy z Meksykiem w stanie New Mexico, wiedzie przez Colorado, Wyoming, Idaho i kończy się na północy w Montanie na granicy z Kanadą.


Jesteśmy już całkowicie ponad granicą drzew więc widoki dosłownie rzucają na kolana….






Serpentyną wspinamy się z trudem na sam szczyt, gdzie znajduje się zrobiona z kamieni osłona przed wiatrem.


Piękne dzikie kwiaty dodają niesamowitego uroku całej okolicy.





Po powrocie do kamera, zjadamy zasłużony obiad i serpentynami zjeżdżamy w dół doliny.


Mijamy Taylor Park Reservoir i powoli zaczynamy rozglądać się za miejscem na kemping.

Przejeżdżamy przez kilka kempingów i wybieramy najbardziej klimatyczny przepięknie położony wśród wielkich sosen ponderosa pine i prawie niezamieszkały – Lodgepole campground ($18/noc). Tu od pani zajmującej się kempingiem dowiadujemy się o znajdującym się nieopodal wraku samolotu z II wojny świtowej. Żeby się jednak do niego dostać trzeba się trochę wysilić i nie każdemu się to udaje. Z kempingu należy przejść poboczem lub lasem około 0,75 mili na północ do słupka z napisem – „mila 15”.

Stoją obok tego słupka należy kierować się delikatnie na północny wschód i po dotarciu do stromych skał należy po prostu zacząć się wspinać. My krążymy tam około pół godziny zanim znajdujemy odpowiednie miejsce, gdzie możemy zacząć nasz atak na górę. Nie ma tu żadnego wytyczonego szlaku, są jakieś pojedyncze wydeptane kawałki ścieżek ginących co chwila w zaroślach. Prawie pionowo wdrapujemy się po jakiś powalonych drzewach i kamieniach przytrzymując się gałęzi. Czasami cofamy się, bo droga staje się całkowicie nie do pokonania.

W niektórych miejscach zauważamy, że ktoś przywiązał małe wstążeczki, które jak się okazuje prowadzą do wraku. Podrapani i wycieńczeni w końcu natrafiamy na wrak bombowca B-24 z 1943 roku. W zasadzie są to jego części porozrzucane na stoku. Radość dzieci nie zna granic. Jak się później okazuje jest to dla nich jeden z najciekawszych punktów wycieczki.

W katastrofie zginęło wszystkich dziesięciu członków załogi i jeden pasażer.

Na miejscu znajduje się teraz brązowa tablica przymocowana do granitowej skały, na której spoczywa lewa główna podpora podwozia rozbitego B-24.

Wracamy na kemping, zbierając po drodze drewno i rozpalamy megawielkie ognisko.



Dzień 5
Wyruszamy o świcie jadąc malowniczą drogą#135 wzdłuż rzeki Gunnison, mijając następnie wypalone słońcem tereny Curecanti National Recreation Area.




Nasz pierwszy punkt to Black Canyon of the Gunnison National Park ($30/auto lub National Park Pass). Park słynie z niezwykle stromych, ciemnych i wąskich ścian wyrzeźbionych przez rzekę Gunnison.

Ściany kanionów otrzymują tak minimalną ilość światła słonecznego, że wydają się być całkowicie czarne, stąd też pochodzi nazwa parku.


Jedne z najbardziej stromych klifów w Ameryce Północnej zbudowane są ze skał prekambryjskich (liczących 1,8 miliarda lat), które należą do jednych z najstarszych odsłoniętych skał na Ziemi.

Wjeżdżamy tylko do południowej część parku – South Rim odwiedzając wszystkie punkty widokowe do których prowadzą krótkie ścieżki, co zajmuje nam jakieś 3 poranne godziny.

Ściany kanionu sięgają ponad 820 metrów (ok. 2,700 stóp) w najgłębszym miejscu, a w najwęższym kanion ma zaledwie 12 metrów (ok 40 stóp) szerokości przy dnie.

Najbardziej interesującym punktem parku jest zdecydowanie Painted Wall – pionowa metamorficzna ściana o wysokości 685 metrów (2247 stóp), uznawana za najwyższą klifową ścianę w Colorado i znana z występujących na niej efektownych białych żył pegmatytowych (w których występują bardzo rzadkie minerały tj. beryl, lantan, niob, tantal czy itr).

Kolejny przystanek to Curecanti National Recreation Area i krótki piknik na plaży Willow Beach.

Znajdują się tutaj trzy ogromne zbiorniki wodne: Blue Mesa, Morrow Point i Crystal Reservoir, otoczone stromymi, skalnymi kanionami. (Blue Mesa Reservoir to największy sztuczny zbiornik wodny w całym stanie).
Ruszamy dalej na południe drogą #149 (Silver Thread Scenic Byway), w stronę miasteczka Lake City. Tuż za nim zaczyna się niezwykle malownicza trasa. Droga wspina się bardzo ostro w górę…. kamper ledwo daje radę … silnik się grzeje. Na szczęście po drodze jest jeden, jedyny punkt widokowy Windy Point Observation Site, gdzie zatrzymujemy się na moment – dla widoków i dla silnika, który musi wystygnąć….

Po przekroczeniu przełęczy krajobraz drastycznie zmienia się.


Zaczynamy zjeżdżać w dół, prosto do zielonej, sielankowej doliny, mijając po obu stronach drogi pasące się bydło.


Dojeżdżamy do kolejnego punktu na naszej trasie – North Clear Creek Falls trail (długość 0.3 mili). Nie jest to szlak a podejście do punktów widokowych, z których pod różnym kątem można oglądać wodospad.


Wodospad spływa po warstwie tufu wulkanicznego pochodzącego z wybuchu wulkanu ponad 27 milionów lat temu.

Z drugiej strony parkingu znajduję się punkt widokowy na góry i dolinę rzeki North Clear Creek.




Mijamy Creede –i tuż za miasteczkiem zatrzymujemy się przy rzece Rio Grande na zjeździe Wagon wheel Gap.

Zostajemy tu na noc.

Wagon Wheel to wąwóz wyrzeźbiony przez rzekę Rio Grande, będący niegdyś popularnym szlakiem dyliżansowym.

I z takim to oto widokiem zasypiamy 🙂

Dzień 6
O świcie wyruszamy w kierunku South Fork, a następnie drogą # 160 stromo wspinamy się na Kontynentalny Dział Wodny. Parkujemy na przełęczy Wolf Creek Pass na wysokości 3,309 m n.p.m. (10 856 ft), (na terenie San Juan National Forest). Naszym pierwszym celem jest Alberta Peak szlakiem Continental Divide National Scenic Trail (długość 5,9 mili, przewyższenie 1,187 ft). Mimo wczesnej pory dnia panuje już duży upał, który w połączeniu z wysokością powyżej 3 tysięcy m n.p.m. znacznie utrudnia nam wędrówkę.

Początkowy odcinek trasy prowadzi przez las i wznosi się licznymi serpentynami. Po wyjściu powyżej linii drzew otwierają się widoki na rozległe łąki porośnięte dzikimi kwiatami,


a lekki wiatr przynosi w końcu wyraźną ulgę.



Po drodze mijamy pozostałości nieczynnych wyciągów narciarskich.


Szlak jest słabo uczęszczany, co stanowi oczywiście dodatkowy atut.



Ostatnie podejście na szczyt prowadzi po kamienistym terenie — większość głazów jest niestabilna i wspinanie po nich wymaga sporej ostrożności.


Zdobywamy Alberta Peak o wysokości 3,613 m n.p.m. (11,854 ft).




Ze szczytu rozpościerają się przed nami widoki na East Fork Valley, Wolf Creek Ski Area oraz Alberta Reservoir.


Wracamy do kampera i ruszamy dalej na zachód w kierunku jednego z najważniejszych archeologicznych parków Ameryki Północnej – Mesa Verde National Park. Park ma bardzo dobrze zorganizowaną bazę kempingową – oferującą bezpłatne prysznice i dump station. Odwiedzamy Visitor Center i rejestrujemy się na kempingu organizując się na jutrzejszy dzień.

Na miejscu dowiadujemy się, że niestety z powodu limitu wagowego naszego kampera nie będziemy mogli odwiedzić części zachodniej parku – Wetherhill Mesa (limit to 8 tysięcy funtów; waga kampera to 10,5 tysięcy funtów). Udaje nam się na szczęście zmienić rezerwację wycieczki z Long House (część Wetherhill Mesa) na zwiedzanie Cliff Palace znajdujący się w części dostępnej dla wszystkich.

Mamy więc wykupione 2 wycieczki: Cliff Palace i Balcony House – moim zdaniem najciekawsze miejsca do odwiedzenia w części Chapin Mesa.
Dzień 7
O świcie wyjeżdżamy z kempingu pnąc się stromo i powoli do góry ….

w promieniach wschodzącego słońca …

Zatrzymujemy się w każdym punkcie widokowym……


O tej porze park jest zupełnie pusty i możemy w spokoju cieszyć się widokami….

Piękne poranne światło oświetla otaczające nas góry i pustynie…..

Tereny Mesa Verde zamieszkałe były przez koczownicze ludy Paleoindian już od około 7,500 lat p.n.e. Około 750 r. n.e. przybyli tu przodkowie Pueblo (Ancestral Puebloans).

Lud Pueblo utrzymywał się dzięki łowiectwu, zbieractwu oraz rolnictwu, uprawiając takie rośliny jak kukurydza, fasola i dynia. Pierwsze puebla na mesie zbudowano po 650 r. n.e., a pod koniec XII wieku rozpoczęto wznoszenie monumentalnych osiedli skalnych, z których park słynie do dziś. Około 1285 roku mieszkańcy wyemigrowali na południe — na tereny dzisiejszej Arizony i Nowego Meksyku, i najprawdopodobniej było to spowodowane serią ciężkich i długotrwałych susz.


Wjeżdżamy w Mesa Top Loop i zatrzymujemy się również w każdym punkcie widokowym.

Pierwszy punkt to Square tower house.

Z góry mamy idealny widok na skalne osiedle obejmuje najwyższą zachowaną architekturę w Mesa Verde — czteropiętrową konstrukcję o wysokości 8 metrów. W pobliskiej osadzie zachowało się 60 pokoi i 8 okrągłych świątyń znanych jako kivas.

W Square Tower House można znaleźć malowane murale oraz inną sztukę naskalną.


…co sugeruje, że budowniczowie dbali nie tylko o zaspokojenie podstawowych potrzeb, lecz także dostrzegali znaczenie sztuki i piękna jako niezbędnych elementów dobrze funkcjonującej społeczności.

Kolejny przystanek to Pit Houses and Pueblo sites.

Są to jedne z najstarszych stałych konstrukcji wzniesionych na płaskowyżu Mesa Verde.

Przodkowie Pueblo wykorzystywali naturalne właściwości izolacyjne ziemi, budując częściowo zagłębione w ziemi domy.


Sun Temple (Świątynia Słońca) jest jednym z najbardziej zagadkowych stanowisk w Mesa Verde.

Brak śladów życia codziennego, starannie zaprojektowany kształt litery „D” oraz możliwe powiązania z ruchem słońca sugerują, że pełniła wyłącznie funkcję ceremonialną.

Wzniesiona w technice podwójnych murów z precyzyjnie obrobionych kamieni, budowla ta świadczy o niezwykłych umiejętnościach i jasno określonym celu. Niektórzy badacze uważają, że mogła działać jak kalendarz słoneczny, wyznaczając zmiany pór roku.

Jadąc dalej wzdłuż trasy Mesa Top Loop mamy świetne widoki na Cliff Palace, który jest największym i najsłynniejszym osiedlem skalnym w Parku Narodowym.

Cliff Palace można podziwiać z bliska jedynie podczas wycieczki z przewodnikiem.


Zajeżdżamy na chwilę do Visitor Center i muzeum….

…by obowiązkowo „zaliczyć” Junior Ranger program i zerknąć szybko na znajdujące się tutaj wystawy:)

Mesa Verde museum oraz wszystkie pobliskie budynki zostały zbudowane z piaskowca Cliff House Sandstone, tego samego kamienia, którego przodkowie ludu Pueblo używali do wznoszenia osiedli skalnych.

Jest tu wiele ciekawych wystaw pełnych modeli ówczesnych budowli, ceramiki, koszy i innych artefaktów znalezionych w okolicy i stanowi to doskonałe wprowadzenie do dalszego zwiedzania indiańskich” pałacy”.

Następnie jedziemy do Cliff Palace Loop oferujące dwie fantastyczne wycieczki z przewodnikiem – Cliff Palace ($8/osoba, czas trwania 45 minut, limit 50 osób, dystans do przejścia 0.25 mili) i Balcony House ($8/osoba, czas trwania 1 godzina, limit 35 osób, dystans do przejścia 0.25 mili, do pokonania 2 dziesięciometrowe drabiny, przeciskanie się przez wąski tunel i wspinaczka po 20 metrowych kamiennych stromych schodach). (konieczna wcześniejsza rezerwacja na http://www.recreation.gov).

Zaczynamy od Cliff Palace. Punkt jedenasta zaczyna się wykład prowadzony przez rangerkę na temat historii regionu. Pałac Klifowy został odkryty przypadkowo w 1888 roku przez dwóch kowbojów, którzy dotarli na skraj kanionu w poszukiwaniu zaginionych krów.

Po wykonanej w warunkach „polowych” drabinie zeszli na dół i nazwali to miejsce klifowym pałacem. W odkrytych pomieszczeniach odnależli resztki naczyń, narzędzia, kosze, i inne przedmioty codziennego użytku.

Po wykładzie schodzimy całą 50-osobową grupą w dół kanionu by przyjrzeć się budowli z bliska.

Osiedle Cliff Palace zostało wbudowane w ścianę kanionu przez Indian Anasazi w latach 1073–1273. Ruiny mają ponad 80 metrów długości i składają się z około 150–200 wielopoziomowych pomieszczeń o różnym przeznaczeniu.

Część z nich miała paleniska, inne służyły jako spiżarnie i kiva, czy też miejsca kultu religijnego.

Pomieszczenia zdobiły geometryczne malowidła ścienne, od frontu znajdował się taras, na którym kobiety wyrabiały ceramikę i ucierały kukurydzę.

Pałac Klifowy został odkryty przypadkowo w 1888 r. przez dwóch kowbojów, którzy przypadkowo dotarli na skraj kanionu.

W latach 90. XIX w. miejsce stało się popularne wśród turystów i zostało w znacznym stopniu zniszczone i ograbione.

Dopiero utworzenie parku narodowego w 1906 r. zapewniło prawną ochronę obiektu.

Budując swoje osiedla Indianie wybierali wnęki skierowane na południowy zachód, dzięki temu zimą było im cieplej. Uważa się, że Cliff Palace pełniło funkcję centrum społecznego i administracyjnego regionu oraz było miejscem licznych ceremonii.


Po zakończeniu wycieczki wspinamy się po drewnianych drabinach z powrotem na parking.

Wracamy do kampera, by chwilę odpocząć od upału i wrzucić coś na ząb i podjeżdżamy na kolejny parking, skąd wychodzi kolejna megaciekawa wycieczka do Balcony House.




Balcony House było średniej wielkości osadą składającą się z 38 pomieszczeń oraz dwóch kiv i prawdopodobnie zapewniało schronienie maksymalnie 30 osobom.

W pobliżu znajdowały się dwa naturalnie występujące źródła wody – jedno wewnątrz niszy skalnej, a drugie tuż poniżej.



Co ciekawe, wnęka ta jest skierowana na północny wschód, co oznacza, że domostwa w jej wnętrzu otrzymywały niewiele ciepła słonecznego w miesiącach zimowych.


Być może mieszkańcy uznali inne potrzeby, takie jak łatwy dostęp do wody, za ważniejsze.


W Balcony House można z łatwością dostrzec dowody na to, jak z biegiem czasu ewoluowała konstrukcja pomieszczeń i przejść wewnątrz niszy.



Obecnie tunel, przejścia oraz 10-metrowa drabina sprawiają, że jest to najtrudniejsza do pokonania trasa do zwiedzania skalnych osiedli w całym parku.

Wyjeżdżamy z parku drogą 145 w kierunku Telluride.

W miarę jak przemieszamy się coraz bardziej na północ widoki stają się wręcz niesamowite!

Tuż za Lizard Head Peak Vista Overlook (ale jeszcze przed Trout Lake) jest mała zatoczka przy drodze #145 oferująca jeden z najpiękniejszych punktów widokowych w Colorado.

Podjeżdżamy do samego jeziora – Trout Lake skręcając na prawo w szutrową drogę 63A.

Trout Lake jest jeziorem naturalnym, które zostało powiększone w 1894 roku poprzez budowę zapory Trout Lake Dam w celu stworzenia dodatkowych rezerw wody dla elektrowni wodnej Ames , znajdującej się około 3 mil w dół rzeki.



Ponieważ zbliża się już wieczór przemieszczamy się na niedaleki kemping – Priest Lake Campground (bezpłatny) – dojazd szutrową wyboistą drogą 64B.

Dzisiaj pełnia księżyca …. W otoczeniu pięknych gór daje to niesamowitą scenerię….

Dzień 8
O świcie wyruszamy w kierunku Telluride.

Telluride to dawne miasteczko górnicze, położone w przepięknej górskiej dolinie i słynące z braku sieciowych sklepów i fastfoodów oraz festiwalu filmowego obywającego się tu pod koniec lata.

To tutaj Quentin Tarantino kręcił sceny do filmu “Nienawistna ósemka” (Hateful Eight) (2016). Swoje wakacyjne domy mają tu Oprah Winfrey, Ralph Lauren, Sandra Bullock. W 2021 roku za kwotę 40 milionów $ sprzedało się wielkie rancho Tom’a Cruise’a.

Naszym pierwszym punktem jest szlak Bridal Veil, który chcemy przejść dzisiaj jak najwcześniej ze względu na olbrzymią jego popularność. Przejeżdżamy przez centrum miasteczka (limit prędkości 15mil/h). Parking skąd wychodzi szlak znajduje się na końcu przejezdnej dla wszystkich drogi tuż przed wjazdem na Black Bear Pass (dostępnej tylko dla pojazdów z wysokim zawieszeniem i napędem 4 x 4). Na szlak wychodzimy o 6.50 rano (o tej porze jest jeszcze sporo wolnych miejsc parkingowych).

Szlak ma jedynie dwie mile długości i przewyższenie 858ft.

Ale ponieważ znajdujemy się na wysokości ponad 3,000 metrów n.p.m. idzie się znowu ciężko dysząc i przystając co chwila, by złapać oddech.

Szlak prowadzi wąską, krętą i kamienistą ścieżką przez świerkowy las do najwyższego w Colorado wodospadu (wysokość 111 metrów (365 ft.) (na rzece San Miguel River). Po drodze mijamy 2 mniejsze wodospady, do których prowadzą dodatkowe ścieżki.

Pomimo tak wczesnej pory, z każdą minutą na szlaku pojawia się coraz więcej turystów…….

Wodospad Bridal Veil jest ogromny i robi naprawdę duże wrażenie, kiedy podejdzie się do niego bliżej.

Niestety poranek nie jest najlepszą porą dnia na jego fotografowanie, bo patrząc na niego stoimy dosłownie pod światło.



Schodzimy szutrową drogą Black Bear Pass Road prowadzącą nas bezpośrednio do parkingu.

Droga ta jest ekstremalnie wyczynową trasą przeznaczoną wyłącznie dla samochodów terenowych z napędem 4×4. (długość około 10 –11 mil).

Szlak jest znany z ekstremalnych serpentyn, bardzo wąskiej szerokości oraz stromych, niebezpiecznych przepaści.

Trasa otwarta jest jedynie od lipca do października.

Idąc drogą zauważamy naszego kampera zaparkowanego nieopodal zbiorników wodnych o przepieknych zielonych odcieniach. Woda w rejonach górniczych, takich jak Telluride, często ma zielonkawy kolor z powodu zawiesiny bardzo drobnego pyłu skalnego (tzw. rock flour, czyli drobnego mułu lub iłu), który rozprasza światło. Może to być również spowodowane spływem wody bogatej w składniki odżywcze, co sprzyja zakwitom glonów.

Wracamy do miasteczka i parkujemy na olbrzymim darmowym miejskim parkingu Carhenge Parking Lot (700 West Pacific Avenue). W miasteczku jest to jedyna rozsądna opcja parkingowa dla kamperów. Zabieramy plecaki i wędrujemy wzdłuż San Miguel River i rozmieszczonych tu rezydencji do wyjścia na kolejny szlak Bear Creek Falls via Bear Creek Trail (długość 4,5 mili przewyższenie 1,092 ft). Szlak jest niestety ekstremalnie popularny, więc dzielimy go z setkami innych turystów …..….

Prowadzi starą szutrową drogą przez sosnowo-świerkowy las.

Dzisiaj jest wyjątkowo gorąco, co znacznie utrudnia wędrówkę….. odpoczywamy dosłownie co kilka kroków….

W miarę zbliżania się do wodospadu, widoki staja się coraz ciekawsze…..

Punktem kulminacyjnym jest Bear Creek falls o wysokości 25 metrów (80 ft).

Tu niestety światło pada znowu niekorzystnie…

Najlepiej wybrać się tu o świcie lub późnym popołudniem. Odpoczywamy rozkładając się na głazach blisko wodospadu, by ochłodzić się od nieprzyjemnego skwaru.

Szlak nas wymęczył do tego stopnia, że rezygnujemy z kolejnych ścieżek w dniu dzisiejszym i wybieramy się jedynie na spacer po miasteczku i przejażdżkę darmową gondolą (stacja: Oak Street, czynna 7 dni w tygodniu od 6.30 am do północy).

Gondola dowozi nas do Mountain Village w ciągu 12 minut. Przesiadamy się i wracamy spowrotem do Telluride.


Wyjeżdżając z miasteczka kupujemy przepyszny chrupiący chleb na zakwasie w supermarkecie Clarks Market ($7) znajdującym się przy głównej drodze #145.
Wyjeżdżamy z miasteczka kierując się na północny zachód.


Nocujemy na ogromnym parkingu w punkcie widokowym San Juan Mountains Scenic View.

Dzień 9
O świcie wjeżdżamy do śpiącego jeszcze miasteczka Ouray – zwanego Szwajcarią Ameryki.
Jest to kolejne zwiedzane przez nas historyczne miasteczko górnicze położone w górach San Juan, znane ze wspaniałych krajobrazów i przede wszystkim z gorących źródeł. Tu też nakręcono kilka odcinków kultowego serialu MacGyver 😊.

Zwiedzanie okolicy zaczynamy od szybkiego spaceru do wodospadu Lower Cascade Falls (długość szlaku 0.3 mili).



Wodospad nie robi na nas jakiegoś wielkiego wrażenia, więc szybko wracamy do kampera i wyjeżdżamy z miasteczka by ruszyć na jeden z najpiękniejszych szlaków w tej części stanu – Red Mountain Number 3.

W Ouray zaczyna się Million Dollar Highway – 25-milowa droga (Highway 550), prowadząca do miasteczka Silverton. Autostrada została pierwotnie zbudowana pod koniec XIX wieku jako szlak służący do transportu górników i zaopatrzenia do bogatych kopalni złota i srebra w tym regionie. Jest jedną z najbardziej widowiskowych tras w stanie Colorado.
Po przejechaniu około 2 mil w kierunku południowym jest taki bardzo niebezpieczny odcinek drogi, gdzie bardzo, ale to bardzo trzeba uważać, Nie ma barierki ochronnej, nie ma pobocza tylko z głęboka spadająca pionowo w dół przepaść .….

Mijamy Iron creek – Znajduje się tu darmowy kemping, gdzie „koczuje” bardzo dużo kamperów


….i parkujemy w małej zatoczce przy głównej drodze #550.

Szlak prowadzący na górę Red Mountain #3 ma 5.7 mil długości (zmiana elewacji 1,807ft).

Jeśli ktoś dysponuje SUV z napędem 4×4 to śmiało może podjechać drogą około milę dalej.

(Miejsce parkingowe przy szlabanie zapewnia parking tylko na 4 auta i nie można parkować wzdłuż drogi.

Mijając szlaban wchodzimy na teren prywatny idąc dalej szutrowa drogą prowadzącą stromo w górę.

Po drodze mijamy piękny domek letniskowy, ukryte w krzakach jurty, ruiny kopalni złota i jakąś mini świątynię umiejscowioną w walącej się chacie.


Dochodzimy do kolejnej bramy.

Tu mijamy ostatnie drzewa wychodząc na otwartą przestrzeń.

Mijamy piękne kolorowe łąki z kwiaty rozsianymi aż po horyzont…

Widoki stają się coraz piękniejsze w miarę wznoszenia się do góry ….


Z powodu wysokości na jakiej się znajdujemy maszerowanie staje się coraz trudniejsze.

Wszyscy łapiemy zadyszki i musimy co chwila odpoczywać, żeby „odzyskać” oddech.


Szlak jest słabo uczęszczany – Przez te kilka godzin jakie tu spędzamy spotkaliśmy tylko 8 osób.


Największą niespodzianką jest widok z samego szczytu….

Czerwone pasma górskie wydają się jakby namalowane, aż trudno uwierzyć, że stworzyła je natura.



Podziwiamy mieniące się kolory przechodzące od żółtego, pomarańczowego, brązowego, do intensywnie czerwonego.


Ten oszałamiający jaskrawo czerwony odcieni skał pochodzi od występujących tu „na bogato” rud żelaza.


Znajdujemy się na wysokości 12,890 ft. (3,929 metrów i cieszymy sie panoramicznymi widokami otaczających nas gór San Juan.



Po tym wyczerpującym spacerze wracamy do miasteczka by zrelaksować się w gorących źródłach – Ouray Hot Springs Pool (1220 Main St, Ouray, 11am-10pm $30/$18 dzieci).

Jest to bardzo przyjemne miejsce, przepięknie położone w dolinie górskiej.

Poza basenami z różną temperaturą wody, dodatkową atrakcją jest zjeżdżalnia oraz wodna siatkówka.

Woda jest całkowicie pozbawiona chloru, a jej „czystość” regulowana jest przez stały przepływ.
Wyjeżadżamy późnym popołudniem w kierunku Silverton. 2,5 mili przed miasteczkiem wjeżdżamy w szutrową drogę (South Mineral Road) #585 w poszukiwaniu noclegu…..Pierwszy kemping (Kendall campground) znajduje się zaraz po przejechaniu niecałej mili, i jest on bezpłatny, ale niestety zapakowany tak, ze nie ma jak się wcisnąć…. Jedziemy dalej na zachód, mijajać setki rozpitych na dziko namiotów, ale miejsce znajdujemy dopiero na końuc drogi, na parkingu przy wyjściu na szlak Lake and Ice Lake via Ice Lakes Trail. Parking jest już praktycznie wypełniony do końca samochodami. Przez całą długość drogi we wszystkich możliwych zatoczkach kepingowali już ludzie….. Jest to ekstremalnie popularny teren z powodu sporej gęstości przepięknych szlaków.
Dzień 10
O 7.15 am wyruszamy na przepiękny ale bardzo wyczerpujący szlak Island Lake and Ice Lake via Ice Lakes Trail (długość 7,3 mili, zmiana elewacji 2,650 ft).

Przejście go zajmuje nam aż 9 godzin……..
Bardzo powoli wznosimy się w górę startując z elewacji 3,000 m. n. p. m.

Najpierw idąc serpentynami przez las (uwaga – tną komary),

… następnie mijamy kikuty spalonych drzew…..

i przeprawiamy się przez potok.

Ze szlaku mamy też widok na mały wodospad.

Mijają nas też prawdziwi kowboje 😊.

Ze względu na spore nachylenie szlaku i wysokość na jakiej się znajdujemy musimy robić częste odpoczynki.

Na rozgałezieniu szlaków wybieramy kierunek prowadzący nas odwrotnie do wskazówek zegara.

I ta opcja wydaje się nieco łatwiejsza….

Stromość terenu i wysoka temperatura oraz prażące słońce nie są raczej pomocne….

Nasza wędrówka w górnej części szlaku wygląda tak – powtażający się wzór: trzy kroki i odpoczynek….. Cały czas pionowo do góry.

W miarę wznoszenia odsłaniają się przed nami coraz wspanialsze widoki.


Dookoła dzikie kwiaty, szumiący potok….





Docieramy w końcu do Island lake położonego na wysokości 3,777 m.n.p.m !!!

WOW!!!

To jest prawdziwa pejzażowa petarda !!!

Intensywny turkus wbija się dosłownie w nasze oczy.


Trzeba uważać podchodżac blisko do jeziora bo teren jest nieco grzązki.

Można się zapaść i przemoczyć sobie buty.

Ludzie pływają w lodowatej wodzie….. my mamy problem, żeby utrzymać w niej stopy dłużej niż 10 sekund.


Szlak prowadzi dalej ale my z powodu braku czasu idziemy dalej wyznaczonym „loopem” do kolejnego przepięknego jeziora – Ice lake.

Pokonujemy kilka stromych podejść i przed nami ukazuje się kolejne cudo.


Odpoczywamy chwilkę i ruszamy dalej przechodząc przez wypływającą z jeziora rzekę po rozrzuconych kamieniach.



Zejście do doliny jest dosłownie pionowe…..




W oddali „świszczą” świtaki……

Idzie burza więc przyspieszamy kroku…..

Szlak nas na prawdę porządnie wymęczył……kończymy dopiero o 4.15pm… padając jak muchy…
Dzień 11
Na dziś zaplanowaliśmy spokojny dzień, bez pośpiechu…. śpimy więc aż do 6.30 rano. Przejeżdżamy Silverton …

i wybieramy się na krótki szlak wokół jeziora Molas lake (loop Trail długość 1.8 mili EG 209ft).


Łatwo stracić tu orientację i zboczyć z głównego szlaku (wiele przecinających się szlaków), dlatego warto ściągnąć sobie mapkę szlaku z alltrails.


Szlak generalnie do nawspanialszych nie należy i widok na jezioro jest po prostu o.k.


Po tym porannym rozprostowaniu kości, znowu przejeżdżamy przez Silverton i udajemy się szutrową, ale dobrze utrzymaną drogą do kopalni złota (5 mil na wschód od miasteczka) – Old Hundred Gold Mine Tour (czynna od 10am do 4pm, 721 County Road 4-A; bilety $30/$18 kids).


Początki kopalni sięgają roku 1872, kiedy to trzej bracia Neigold przybyli z Niemiec rozpoczynając swoją 30 letnią przygodę z poszukiwaniem złota na górze Galena. Kopalnia nigdy nie przyniosła dużych zysków i została zamknięta w latach 70-tych, a w 1992 roku ponownie otwarta jako atrakcja turystyczna.

Wykupujemy wycieczkę z przewodnikiem, który zabiera nas oryginalną elektryczną kolejką wgłąb kopalni (około 500 metrów).


Przewodnik opowiada ciekawe historie zwiazane z wydobyciem tu złota i demonstruje działanie sprzętu górniczego, młotów i wiertarek pneumatycznych, wind górniczych….

…opowiada jak wysadzano dynamitem skały by pogłębić tunele.


Wewnątrz kopalni spędzamy około 45 minut i po wyjechaniu na powierzchnię otrzymujemy jeszcze jedną ciekawą propozycję – „panningowanie” czyli płukanie złota w specjalnie do tego ustawionych drewnianych pojemnikach wypełnionych piaskiem i wodą….

Znajdujemy kilka ciekawych kolorowych minerałów i malutkie opiłki srebra, które możemy zatrzymać na pamiątkę.


Wyjeżdżamy z kopalni by ponownie zawitać do Silverton.

Tym razem parkujemy w centrum i idziemy na długi spacer po tym uroczym wiktoriańskim miasteczku.

Znajduje się tu początkowa stacja kolejowa Durango and Silverton Narrow Gauge Railroad.

Zabytkowaparowa lokomotywa i podłączone do niej również wiekowe wagony stoi w centrum miasteczka czekając na turystów udających się do Durango (długość trasy 45 mil, czas przejazdu w jedną stronę 3.5 godziny).

Kolej zaczęła tu funkcjonować w roku 1882 i nieprzerwalnie działa do dzisiaj.

Zaglądamy do kilku sklepików z upominkami, w których królują oczywiście produkty wątpliwej jakości wyprodukowane w Chinach otoczone setkami tłoczących się turystów……

Z powodu nagłej burzy i dosyć mocnej ulewy decydujemy się na szybkie opuszczenie miasteczka wyjeżdżając z niego w kierunku południowym.




Zatrzymujemy się przy Andrews Lake, ale padający nieustannie deszcz nie zachęca raczej do wędrówki więc rezygnujemy z tej przyjemności.


Kolejny punkt to krótki szlak do wodospadu Cascade Creek Falls (długość 0.5 mili, EG144ft).

Dojazd do wyjścia na ten szlak jest szutrową drogą (Lime Creek Road) odbijającą z głównej 550-tki. Szlak wydaje się w ogóle nieuczęszczany…. Nie spotkaliśmy tu nikogo…. Poza tym są tu tylko 2 miejsca parkingowe, a w zasadzie jest to tylko mała zatoczka przy drodze.


Deszcz ciągle pada, przez co wędrowanie staje się bardzo niekomfortowe ze względu na śliskie kamienie, po których się idzie i wystające równie śliskie korzenie…. Przydatne są w tym przypadku kijki. Schodzimy w dół doliny bardzo stromo przedzierając się przez gęste krzaki. Następnie szlak prowadzi wzdłuż pionowej skały.

Idziemy wzdłuż potoku, który szumi w dole doliny.

Punktem kulminacyjnym jest uroczy wodospad wciśnięty pomiędzy pionowe granitowe skały.

Kolajna urocza perełka na mapie Colorado….

Jedziemy dalej na południe w kierunku Durango i przy głównej 550- tce zatrzymujemy się na chwilę przy trawertynowej wielobarwnej wieży Pinkerton Hot Springs skąd wypływa geotermalna woda o temperaturze wahającej się od 35°C do 41°C.

Źródła Pinkerton Hot Springs zostały odkryte w XIX wieku przez Jamesa Pinkertona, który postanowił przekształcić je w atrakcję turystyczną. Ludzie niemal natychmiast zaczęli ściągać w to miejsce, gdyż był to czas, w którym wielu wierzyło, że gorące źródła stanowią cudowne lekarstwo, a ich wody posiadają moc uzdrawiania. Pinkerton wybudował tu ośrodek wypoczynkowy, wyposażony w basen zasilany wodą ze źródeł. Podobno gościły tu wielkie gwiazdy m.in. Marilyn Monrou.

Przejeżdżamy przez Durango, robimy zakupy i uzupełniamy poziom propanu w kamerze. Śpimy na kempingu UTE za Durango ($22/noc) położonym w super pachnącym lesie sosnowym…..
Dzień 12
Około godziny 7 rano docieramy do Chimney Rock National Monument, licząc na szybkie rozpoczęcie wędrówki po szlakach.

Na miejscu okazuje się jednak, że brama do parku otwierana jest dopiero o 9 a.m. (obiekt czynny do 4 pm).

Podejmujemy więc decyzję by jechać dalej i ruszamy w kolejne miejsce….. niestety z równie nieudanym skutkiem.

Treasure falls – nasz kolejny punkt okazuje się również nieosiągalny ze względu na prowadzone tu roboty drogowe i zablokowanie dojazdu do parkingu, skąd wychodzi szlak prowadzący do wodospadu. Jedziemy więc dalej ……w kierunku Great Sand Dunes National Park, prowadzeni objazdami z powodu pozamykanych dróg ….. Docieramy w końcu do parkingu skąd wychodzi szlak Zapata FallsTrail (długość 0.8 mili).

(Znajdują się tutaj dwa duże parkingi).

Zabieramy ze sobą croksy, bo dostęp do wodospadu prowadzi bezpośrednio przez rzekę…..


Szlak prowadzi początkowo po „patelni” ale w końcu wchodzimy do doliny, gdzie płynie potok, który daje niesamowitą ochłodę.

Jest bardzo gorąco……

Wchodzimy do potoku i idziemy pod prąd w górę.

Dochodzimy do małego wodospadu, wciśniętego w wysokie skały kanionu.





Chwilkę brodzimy po wodzie i zawracamy, bo robi się tu zbyt tłocznie.

Jedziemy już bezpośrednio do parku narodowego Great Sand Dunes ($25/auto lub NPS pass).

Zaczynamy zwiedzanie od Visitor Center, gdzie młodzi rozwiązują zagadki do programu Junior Ranger, następnie „zdają egzamin” i zostają nagrodzeni odznaką młodego strażnika parku.

Oglądamy również krótki dokumentalny film o geologii, florze i faunie parku oraz ciekawe przygotowane wystawy znajdujące się w budynku.

Pogoda nieco się “psuje” i nadciągają ciemne chmury….



Zaczyna padać deszcz, zabieramy więc kurtki przeciwdeszczowe i udajemy się na szlak High Dune Loop (długość 2.8 mili, EG 603 ft.).


Nie jest to oficjalny szlak z jakimikolwiek oznaczeniami….

Po prostu idziemy na przełaj po wydmach…..

Uwaga – polecam założenie solidnych długich butów… ( nie kroksów czy sandałów) … Temperatura powierzchni piasku może osiągnąć nawet 65°C w słoneczne, letnie popołudnia…..

Z powodu deszczu, który obiżył znacznie temperaturę piasku, spacer w kroksach lub boso staje się realnie możliwy i bezpieczny…..

W parku znajdują się najwyższe wydmy w Ameryce Północnej. Piaszczyste „góry” sięgają prawie 230 metrów wysokości.

Dodatkową atrakcją są „legalne” zjazdy z wydm na sandboardzie lub sankach !

Niestety zarząd parku nie zajmuje się wypożyczaniem takowego sprzętu. Można wypożyczyć lub kupić sprzęt niedaleko parku (4 mile od głównego wejścia w Great Dunes Oasis Store (719)-378-2222 lub w oddalonym 23 mile od parku miasteczku Mosca – Dune Valley Distillery (719)-206-3356).

Wraz z ciemnymi chmurami przychodzi też porywisty silny wiatr, ciskający ziarenkami piasku po odsłoniętej twarzy i nogach z taką siłą, że powoduje to spory dyskomfort.

Musimy co chwilę siadać na piasku i przeczekiwać te silnie podmuchy, bo wbijające się w skórę nóg ziarenka piasku powodują bardzo nieprzyjemny ból .….



Ciężko się wchodzi po stromych wydmach. Stopy się zapadają…. I ma się wrażenie, że robiąc krok do przodu cofamy się dwa 😊

Wydmy piaskowe na terenie parku kształtowały się przez tysiące lat, a wiatry nawiewały piasek z pobliskiej Doliny San Luis, osadzając go na obszarze parku.

Wysokość wydm waha się od około 10 do około 225 metrów, a same wydmy zajmują powierzchnię około 30 m2 (78 km2).


Krajobraz parku jest zróżnicowany i obejmuje nie tylko wydmy piaskowe, ale i lasy sosnowe oraz świerkowe, łąki, a także tereny podmokłe. Najstarsze ślady obecności człowieka na tym obszarze pochodzą sprzed około 11 tysięcy lat. Pierwszymi ludźmi, którzy wkroczyli do Doliny San Luis oraz na obszar Wielkich Wydm (Great Sand Dunes), byli koczownicy łowcy-zbieracze, których do tego regionu przyciągały stada mamutów i prehistorycznych bizonów, pasące się w pobliżu. Ludzie ci, żyjący w epoce kamienia, polowali przy użyciu dużych, kamiennych grotów do włóczni lub oszczepów.

Star Dune to jedna z najwyższych wydm w Ameryce Północnej; mierząc 225 metrów (741 stóp) od podstawy do szczytu, dzieli ona ten tytuł z wydmą Hidden Dune.

Po tej ekscytującej wspinaczce po wydmach jedziemy na parkowy kemping ($20/noc/auto, nie ma tu prysznicy). Kemping jest bardzo przyjemny i zadbany. (Uwaga na niedźwiedzie i pumy!!).
Dzień 13
Wyjeżdżamy z kempingu o świcie, uzupełniając zapasy czystej wody i pozbywając się tej brudnej na bezpłatnej „dump station” znajdującą się tuż przy wyjeździe z parku.

Jedziemy przed pustynne nudne bezdroża w kierunku miasteczka Salida.

Skręcamy na wschód na drogę#50 i krajobraz staje się o wiele bardziej ciekawszy …. Jedziemy spektakularną drogą wydłuż wijącej się w dolinie rzeki Arkansas. Naszym pierwszym punktem na dzisiaj jest Royal Royal George ZIP line tours (45045 us hwy 50 West Canon City; czynne 8am-8pm.). Wycieczka trwa 3 godziny i kosztuje $120 od osoby. Zostajemy wyposażeni w uprzęże i kaski, po czym rozklekotanym jeepem ruszamy w stronę miejsca, gdzie zaczyna się pierwszy zjazd.

Dziewięć zjazdów poprowadzonych jest ponad lasami i łagodnymi zboczami Royal Gorge, a najwyższy z nich zawieszony jest aż 15 metrów nad ziemią.

Widoczność do najlepszych dzisiaj nie należy…. Niedalekie pożary powodują, że niebo jest szarobure, a powietrze ciężkie. Widoki raczej przeciętne…. Ale jakoże to nasze pierwsze zetknięcie z tego typu rozrywką, można powiedzieć, że adrenalina podnosi nieco ciśnienie.

Ostatni – dziewiąty zjazd to prawdziwa kulminacja – podwójna, równoległa trasa z dwiema najdłuższymi zip-linami o długości 305 metrów pozwala ścigać się ze sobą nawzajem.

Pomiędzy wszystkimi zjazdami poprowadzone są przyjemne ścieżki wśród jałowców i kwitnących kaktusów, co daje chwilę wytchnienia i pozwala nacieszyć się surowym, pięknym krajobrazem.
Kolejnym punktem naszej wycieczki jest Royal Gorge Bridge & Park (bilet: $35/osobę, dzieci $30). W cenie otrzymujemy nielimitowane przejście przez imponujący most (o długości 384 metrów), przejazdy kolejką Aerial Gondola oraz pokaz ptaków drapieżnych prezentowany w sali kinowej Plaza Theatre.

To bardzo komercyjne miejsce przypominające trochę wesołe miasteczko, pełne dodatkowych, płatnych atrakcji i tłumów turystów.

Na plus należy zaliczyć świetną organizację: do dyspozycji są ogromne parkingi (w tym osobny dla kamperów), a na teren parku dowożeni jesteśmy przyczepką ciągniętą przez traktor. Już przy samym wjeździe wita nas stado owiec kanadyjskich – Bighorn sheep, dodając temu miejscu odrobiny dzikiego klimatu.


Spacer przez Royal Gorge Bridge zaczynamy z lekko ściśniętym żołądkiem…

Konstrukcja zawieszona jest aż 291 metrów nad rzeką Arkansas River, która z ogromną siłą przeciska się przez granitowe ściany, rzeźbiąc ten kanion od milionów lat.

To jedno z najbardziej spektakularnych miejsc w Colorado i jeden z najwyższych mostów wiszących na świecie.

Most przez długie lata dzierżył tytuł najwyższego na świecie – od 1929 aż do 2001 roku, kiedy wyprzedził go Liuguanghe Bridge w Chinach. Do 2003 roku pozostawał jednak najwyższym mostem wiszącym, zanim rekord przejął Beipan River Guanxing Highway Bridge. Do dziś jest najwyższym mostem w Stanach Zjednoczonych i jeszcze do 2012 roku znajdował się w światowej czołówce.

Stalowa konstrukcja mostu pokryta jest 1292 drewnianymi deskami… a pomiędzy nimi widać w dole rwącą rzekę. Lepiej więc nie patrzeć pod nogi ……..
Niestety, nadciągające ciemne chmury i odległe grzmoty sprawiają, że przejazdy gondolą zostają tymczasowo wstrzymane. Po drugiej stronie czeka na nas jednak Plaza Theater, gdzie – w zależności od sezonu – odbywają się różne pokazy.




My trafiamy na 20-minutową prezentację ptaków drapieżnych: nad naszymi głowami „szybują” sępy, sowy, jastrzębie i sokoły, pokazując swoją siłę i niezwykłą precyzję lotu. 😊.







Po tym ekscytującym przedstawieniu mamy w końcu szansę skorzystać z przejazdu gondolą.





Serwujemy sobie 3 przejazdy nad kanionem (wszystkie ze ściśniętym żołądkiem) ….




Ale widoki są wspaniałe.


Jedziemy na pobliski kemping na noc.

(East Ridge Campground $20/noc, nie ma tu wody, zjazd na drogę 3A). Wieje tak bardzo, że nie decydujemy się na rozpalanie ogniska.

Dzień 14
Pierwsza atrakcja na dzisiaj to przejazd Skyline Drive (otwarta 5 am–11 pm, limit długości auta 20 ft).

Jest to droga o długości 2,6 mili, prowadząca jednokierunkową, asfaltową drogą wzniesioną na wąskiej grani ponad 800 stóp ponad miasteczkiem Canon City.

Zbudowana została przez więźniów w 1905 roku.

Przejazd Skyline drive odbywa się przy podwyższonym poziomie adrenaliny….

Nie ma tu barierek ochronnych, a ostre spadki przy obu krawędziach drogi powodują, że jazda odbywa się w stresującej atmosferze.

Na szczycie trasy znajduje się mała zatoczka, gdzie można zaparkować i przespacerować się kawałeczek do wychodni skał, gdzie dostrzegamy ślady prehistorycznego świata – skamieniałe tropy dinozaurów, odciśnięte miliony lat temu.






Przed nami widoki na dolinę rzeki Arkansas River Valley….


Zjeżdżamy w dół bardzo powoli, ledwo mieszcząc się (z powodu gabarytów kampera – 19 ft ) na najostrzejszym z zakrętów …..

Kolejny nasz punkt to Red Rock Canyon Open Space Park znajdujący się w Colorado Springs (3550 W High Street).

Jest to olbrzymi opuszczony kamieniołom zamieniony w park ze ścieżkami pieszymi i rowerowymi oraz trasami wspinaczkowymi. (wstęp bezpłatny).

Pod koniec XIX wieku wydobywano tu piaskowce i gips, ale spadający popyt na kamień oraz rosnące zapotrzebowanie na beton i stal doprowadziły do zamknięcia kamieniołomu na początku XX wieku.



Po jego zamknięciu planowano tu budowę wieżowców i pola golfowego, jednak ostatecznie teren wykupiło miasto, przeznaczając go na park przyrodniczy.



Spacer zaczynamy od Mesa trail dochodzimy do najciekawszej części – Quarry Pass Trail, i kończymy Red Rock Canyon Path (około 2 mil) wracając na parking.


Red Rock Canyon Open Space zachwyca potężnymi, czerwonymi kanionami zbudowanymi z piaskowców (tzw. hogbacks) formowanymi ponad 600 milionów lat temu….

Rdzawy kolor skał, intensywne czerwienie, pomarańcze i brązy to efekt utleniania minerałów żelaza – naturalnego „rdzewienia” zachodzącego przez miliony lat.
Po tym krótkim spacerze kierujemy się już na północ do parku narodowego Rocky mountains. ($35/auto lub National Park Pass). W okresie pomiędzy majem a październikiem potrzebna jest rezerwacja na wjazd do parku ($2/auto www.recreation.gov – nie ma możliwości skasowania czy przekazania wejściówki komuś innemu). Są dwa rodzaje rezerwacji: Timed Entry (9 a.m. do 2 pm) i Timed Entry+ Bear Lake Road (5 am do 6 pm). Poza tymi przedziałami czasowymi możemy swobodnie wjeżdżać do parku bez żadnej rezerwacji. Dodatkowo, jeśli posiada się rezerwację na kemping to można wjechać na teren Bear Lake o dowolnej porze. (Musimy wjechać do parku w ciągu 2 godzin od rozpoczęcia rezerwacji, bo przepada).

Zaczynamy od krótkiego szlaku Aluvian Fan trail (długość 0.6 mili), a w zasadzie spaceru po wyasfaltowanej ścieżce prowadzącego nas do stożka napływowego.

Stożek napływowy to formacja osadów o kształcie wachlarza, który w tym przypadku powstał nagle (15 lipca 1982 roku), gdy pękła tama Lawn Lake Dam, powodując powódź, która zalała część parku oraz pobliskie miasteczko Estes Park.

Jest to malownicze miejsce, ale niestety bardzo zatłoczone, dlatego też ciężko tu znaleźć parking.

Szlak Aluvial Fan Trail dostępny jest z parkingów po wschodniej i zachodniej stronie drogi.

Obie części stożka łączy most przerzucony nad rzeką Roaring River. Trasę można pokonać w obie strony, rozpoczynając wędrówkę z dowolnego punktu.

Podczas wędrówki tym szlakiem przechodzimy się przez piaszczysty teren usiany ogromnymi głazami – to właśnie stożek napływowy.

Na tym wykresie widać jego wachlarzowy kształt, rozciągający się wokół rzeki Roaring River. Dziś między głazami i rumoszem skalnym płyną malownicze kaskady wody.
Jedziemy na kemping Aspen Glen zarejestrować się i sprawdzić miejscówkę i okazuje się ze posiadając rezerwację na kemping możemy wjechać na Bear lake area przed 6pm.

Przy wjeździe na drogę Bear lake Road ustawiona jest budka strażnicza, gdzie ranger sprawdza naszą rezerwację (w naszym przypadku na dzisiejszy kemping. Od maja do października na wjazd pomiędzy 5 am a 6 pm trzeba mieć rezerwację (Timed Entry+ Bear Lake Road).

Parkujemy przy Alberta falls (długość szlaku 0.8 mili), i postanawiamy połączyć ten szlak z Bear Lake i wrócić na nasz parking parkowym autobusem, (który kursuje co 15-20 minut).

Szlak do wodospadu Alberta jest łatwy delikatnie pnąc się w górę.

Jest tu tyle ludzi, że trudno w ogóle zrobić zdjęcie.

Po kilku minutach opuszczamy więc punkt widokowy i przemieszczamy się w okolice Bear Lake,

… gdzie robimy szybką pętelkę wokół jeziora (0.7 mili), równie zatłoczonego.




Mając jeszcze chwilę czasu przed zachodem słońca jedziemy nad bardzo malownicze jezioro – Sprague Lake,

…. wokół którego również widzie szlak (długość 0.8 mili).

Zachodzące słońce pięknie oświetla jezioro i okoliczne szczyty górskie.

Wzdłuż pętli ustawiono ławki, na których można usiąść, odpocząć lub obserwować ludzi łowiących ryby w jeziorze.

Znad wody rozciągają się wspaniałe widoki na okoliczne szczyty oraz Continental Divide – główny dział wodny Ameryki Północnej.



Nad podmokłą zachodnią częścią jeziora zbudowano drewniane kładki i mostki.

Sprague Lake zostało nazwane na cześć przewodnika i właściciela schroniska, który mieszkał na tym terenie jeszcze przed utworzeniem Parku Narodowego Gór Skalistych w 1915 roku.


Na kemping wracamy już o zmroku, manewrując pomiędzy wychodzącymi na drogę jelonkami.
Dzień 15
Rocky mountains National park to jeden z najwyżej położonych parków narodowych w Stanach Zjednoczonych, przez który przebiega kontynentalny dział wodny – Continental Divide (o długości ponad 355 mil) oraz słynna, 48-milowa droga Trail Ridge Road – najwyżej poprowadzona, asfaltowa droga w USA.

Droga Trail Ridge Road wznosi się na wysokość 3,713 metrów (12,183 stóp), a podróż nią pod względem zmieniających się stref klimatycznych i roślinnych, można porównać do przejazdu z Colorado na północ Alaski.

W miarę wznoszenia się w miejsce sosny z gatunku ponderosa pine zaczynają „zmieniać się” w jodły daglezyjskie i karłowate świerki Englemanna.

Mijamy granicę lasu i wjeżdżamy w alpejską tundrę, która stanowi ponad 30 % powierzchni parku.


Na terenie parku znajduje się ponad 60 szczytów przekraczających 12 tysięcy stóp (3,658 metrów n.p.m.), w tym najwyższy – Longs Peak o wysokości 4,346 metrów (14,259 stóp).

Naszym pierwszym dzisiejszym szlakiem jest Tombstone Ridge via Ute Trail (długość 3.9 mili).

Jest to łatwa śieżka (nie biorąc pod uwagę wysokości nad poziomem morza – około 3,500 metrów i zmniejszoną ilość tlenu, co powoduje trudności w oddychaniu).

Szlak prowadzi Ute Trail oraz grzbietem Tombstone Ridge, aż do jego najwyższego punktu i z powrotem.


Znajduje się tutaj parking na 5-6 aut, czego wynikiem jest bardzo małe zagęszczenie turystów.



Więcej spotykamy tu świstków niż ludzi 😊.

Wyruszamy na dwugodzinną godzinną wędrówkę po tundrze usianej skromną roślinnością. Okres wegetacji jest tu bardzo krótki – około 2,5 miesiąca – trzeba więc unikać deptania kwiatów i trzymać się wytyczonej ścieżki.



Co chwila dostajemy dawkę pięknych widoków na Forest Canyon, Longs Peak, i Never Summer Mountains i wyłaniających się zza skał świstaków żółtobrzuchych (yellow-bellied marmot),😊.

Dochodzimy do punktu kulminacyjnego – wysokiej skałki,


na którą się wspinamy nie spodziewając się, że staniemy za chwilę twarzą w twarz z parą świstaków 😊, które najprawdopodobniej zamieszkują to miejsce.

Powoli więc wycofujemy się w dół.

Świstaki to zwierzęta, które około 60% życia spędzają w hibernacji, a ich głównymi wrogami są niedźwiedzie, lisy, wilki, kojoty i orły.


I gdy któryś z osobników zauważy zbliżającego się drapieżnika wydaje głośny gwiżdżąco-wiszczący głos ostrzegając inne świstaki.

Odpoczywamy chwilkę z widokiem na góry i wracamy spowrotem do kampera.




Około godziny 10 rano zaczyna się już spory ruch na drodze i problem ze znalezieniem parkingu na punktach widokowych.


Niektóre z nich musimy sobie więc odpuścić…..





Przy Alpine Visitor Center są już tłumy i pomimo, że parking jest naprawdę spory brakuje już miejsc i ranger nie wpuszcza kolejnych aut.

Na szczęcie jako kamper dostajemy zielone światło i możemy wjechać na parking dla RV i autobusów.


Wędrujemy asfaltową krótką ścieżką Alpine Ridge Trail na górę, skąd rozpościerają się piękne widoki (długość 0.6 mili).



Znajdujemy się na wysokości 3,600 metrów n.p.m i wędrówka nawet na tak krótkim dystansie powoduje u nas zadyszkę.


Zaglądamy do Visitor Center, żeby obejrzeć wystawy przyrodnicze i powoli zbieramy się do opuszczenia parku zjeżdżając 34-ką do miasteczka Grand Lake.

Po drodze „łapiemy” jeszcze kilka malowniczych widoków…..

Ta część parku jest bardzo słabo uczęszczana….

Przy wyjeżdzie z parku przejeżdżąmy przez olbrzymi obszar popożarowy. Jesienią 2020 roku w Colorado wybuchły dwa największe pożary lasów w historii stanu: Cameron Peak Fire oraz East Troublesome Fire. Choć większość obszarów objętych pożarami znajdowała się na terenach otaczających Park Narodowy Gór Skalistych, niemal 30 tysięcy akrów — czyli około 9% powierzchni parku — spłonęło w jego granicach.

Na zakończenie wakacji wędrujemy jeszcze bardzo malowniczym szlakiem Colorado Mines Peak Trail….

….znajdującym się w okolicy miasteczka Winter Park.

Szlak wychodzi z dużego parkingu znajdującego się na przełęczy Berthoud i ma długość 4 mile (przewyższenie 1,134 ft).


mijamy połacia pięknych kolorowych kwiatów…..

Szczyt Colorado Mines Peak został nazwany na cześć stacji meteorologicznej wykorzystywanej przez Colorado School of Mines do badań nad pogodą w górach.

Trasa prowadzi drogą serwisową na sam szczyt.

Ten popularny szlak biegnie wzdłuż słynnego Continental Divide — głównego działu wodnego Ameryki Północnej.


Szlak oferuje przepiękne widoki….. wspaniałe miejsce by zakończyć tak intensywnych i pełnych wrażeń wakacji.

Ciężko … krok za krokiem…. z zadyszką wspinamy się do góry……


Górna część trasy oraz sam szczyt znajdują się powyżej granicy lasu, dlatego warto być przygotowanym na trudne warunki pogodowe przez cały rok…..letnie burze mogą nadejść nagle szczególnie po południu….. i czarne chmury nadchodzą właśnie teraz….. zatem biegiem w dół……

Około 50% wszystkich ofiar porażeń piorunem w Colorado ma miejsce na szczytach gór, w pobliżu samotnych drzew lub na otwartych terenach położonych wysoko nad poziomem morza.

Popołudniowe burze w lipcu i czerwcu są najbardziej niebezpieczne; dlatego zaleca się opuszczanie szczytów przed południem….. Szczyt tego szlaku niestety wypadł na godzinę 3 pm ….

Na szczęście udaje nami się wskoczyć do kampera tuż przed wielką zlewą i walącymi dookoła piorunami i tym właśnie optymistycznym akcentem zakańczamy naszą wspaniałą wycieczkę do Colorado. A przed nami długa droga do Chicago…….(1,050 mil).
Dodaj komentarz