14.VI-22.VI 2025
Szybki samotny wyskok do Colorado by złapać oddech i trochę oderwać się od szarej rzeczywistości, powędrować po górach i dolinach, i przy okazji wspiąć się na mój pierwszy czterotysięcznik! Przyroda Colorado jest po prostu wspaniała, oferując niesamowite widoki, które w mgnieniu oka wynagradzały trud wstawania o czwartej rano i wiecznie obolałe mięśnie….
TRASA: Chicago – Colorado (Denver, Georgetown, Whiteriver National Forest: Guanella pass: South Park 600 to Square top lakes trail, Mt Bierstadt trail, Geneva mountain trail, Silver Dollar lake trail, Hoosier Pass loop trail, South Park Ghost town, Blue lakes fall trail, Blue lakes trail, Breckenridge, Saille Barber mine trail, Trollstigen Trail – Thomas Dumbo – Isak Hearthstone troll, Mt. Royal trail, Mayflower Gulch trail, Leadville, Pike San Isabel National Forest: Independence Pass, Lost man Reservoir trail; Pikes Peak, Painted Mines Interpretive Park) – Chicago

CAŁKOWITY KOSZT WYJAZDU: $901/9 dni
KOSZT BENZYNY: $192/ 9 dni (2,564 mil)
NOCLEGI: hotele $604/5 nocy, 2 noclegi w aucie
JEDZENIE: $105
POGODA: Czerwiec jest perfekcyjnym miesiącem na wędrowanie po szlakach Colorado – z jednym wyjątkiem – zalegająca pokrywa śnieżna w wyższych partiach gór jest czasami zbyt duża by pozwalało to na „wygodne” i bezpieczne przemieszczanie się. Również wczesno popołudniowe burze mogą często popsuć plany podczas wędrówek.
NAJCIEKAWSZE MIEJSCA: Mt Bierstadt trail, Silver Dolar Lake trail, South Park Ghost town, Independence Pass, Georgetown.
SKŁAD ZESPOŁU: Zuza
PRZEWODNIKI/MAPY: atlas topograficzny Benchmark map, http://www.alltrails.com
Dzień 1&2
Przejazd z Chicago do Denver zajmuje mi 17 godzin (14 godzin w sobotę i 3 proranne godziny w niedzielę), także drugiego dnia mam jeszcze sporo czasu, żeby ruszyć na szlak. Guanella Pass w okolicy Georgetown oferuje ich wiele – na dzień dobry wybieram więc wydawałoby się łatwy South Park 600 to Square top lakes trail (długość 4.9 mili, zmiana elewacji 935 ft)……

Parkuje na przełęczy Guanella na dużym głównym parkingu wypełnionym po brzegi autami – jest niedziela, więc nic dziwnego, że ciężko znaleźć miejsce.

Szlak jest bardzo popularny z przewagą rodzin z małymi dziećmi oraz ludzi spacerującymi z psami.

Zaczyna się na wysokości 3,557 m n.p.m.

Dla kogoś, kto większość czasu przebywa na wysokości 180 metrów n.p.m. okazuje się to nie lada wyznaniem….. Bardzo ciężko jest złapać oddech i serce „wali” dosłownie 140 razy na minutę pompując z wielkim trudem krew… Muszę przystawać dosłownie co kilka kroków, bo mam spore problemy z oddychaniem; Niestety przy mniejszej ilości tlenu w powietrzu i obniżonym ciśnieniu atmosferycznym, serce i płuca muszą pracować dużo ciężej, aby dostarczyć organizmowi niezbędny tlen. Odczuwam niestety lekkie zawroty głowy, zmęczenie i duszności…. Między innymi też dlatego, że nie przeszłam jeszcze odpowiedniej aklimatyzacji.

Stopniowa ekspozycja pomaga organizmowi dostosować się do niższego poziomu tlenu. Idę więc bardzo powoli, odpoczywając co kilkadziesiąt merów i popijając regularnie wodę. (Odpowiednie nawodnienie zmniejsza nieco zmęczenie i zawroty głowy).

Szlak położony jest całkowicie powyżej granicy lasu, oferując wspaniałe alpejskie widoki i niesamowite bogactwo dzikich kwiatów…. miejscami zatopionych jeszcze w śniegu.

Ścieżka, która prowadzi na przełęcz, skąd następnie docieram do dwóch jezior – Square Top lakes.

Robię sobie zasłużony odpoczynek przy pierwszym jeziorku, próbując wyrównać oddech i uspokoić walące w klatce piersiowej serce ………

Następnie wspinam się jeszcze trochę do wyżej położonego drugiego jeziora.

Tutaj zalega jeszcze sporo śniegu i większość szlaku jest tak błotnista, że trzeba szukać alternatywnych przejść.

Robię kolejny dłuższy postój nie dochodząc do samego jeziora, bo teren jest bardzo grzązki.


W przeciągu dosłownie kilkunastu minut pogoda znacznie się pogarsza, i zawisają na de mną ciemne, ciężkie chmury…. czas zatem zawracać…..



W miesiącach letnich popołudniowe burze zdarzają się tu niestety dosyć często…..


😊Nocuję w uroczym pobliskim miasteczku Georgetown.
Dzień 2

Dzisiaj wielkie wyzwanie – zważywszy na fakt, że mój organizm nie przystosował się jeszcze dosyć dobrze do wysokich elewacji…. W planach wejście na Mt Bierstadt – wysokość 4,287m n.p.m. (14,065 ft) – mój pierwszy „czternastotysięcznik”…. (długość 7.2 mile, zmiana elewacji 2,726ft), Góra Bierstadt nie jest uważana za „łatwą” wędrówkę, chociaż uznawana za jedną z najłatwiejszych czternastotysięczników w Colorado (idealna dla początkujących) ze względu na dobrze wytyczony, mniej techniczny szlak.

Większość szlaku jest klasyfikowana za kategorię I (i teoretycznie można ją pokonać w trampkach), choć ostatnie podejście wymaga wspinaczki przy kategorii II. Początek szlaku prowadzącego do Mt. Bierstadt znajduje się na parkingu na Guanella Pass Road. Zaczynam wędrówkę o 5.15 rano, a wolnych miejsc parkingowych nie pozostało już zbyt wiele.

Po drewnianych kładkach pokrytych szronem, dochodzę do potoku Scott Gomer Creek, którego przekroczenie jest nieco utrudnione, ze względu na wysoki stan wody i rwący prąd.

Trzeba przejść po głazach zanurzonych w wodzie, bardzo uważając by się nie pośliznąć i nie wpaść do lodowatej wody. Po przekroczeniu potoku szlak zaczyna się wznosić. Cały czas idę pomiędzy gęsto obsadzonymi bagiennymi krzewami i pomimo nieznacznego zwiększania wysokości mam już spore problemy z trzymaniem równomiernego oddechu…. Zaczynając z wysokości 3,557 m n.p.m. po zaledwie osiemnastu godzinach przebywania w Colorado mój organizm zdecydowanie jest jeszcze gotowy na takie szlaki jak dzisiejszy. W miarę wznoszenia się krzaczasta roślinność przerzedza się i zaczyna dominować tundra. Na zakręcie szlaku (około połowa drogi na szczyt), gdzie ustawione są wysokie kopczyki i drewniany płotek zagradzający dostęp do jakiejś starej nieużywanej ścieżki („closed for Restoration”) dostrzegam kilka kozłów górskich (mountain goats) nerwowo poszukujących słonych „pokładów” w okolicach tychże kopczyków.

Kozice górskie aktywnie poszukują lizawek solnych i mineralnych, ponieważ ich naturalna roślinność nie dostarcza im wystarczającej ilości sodu i innych niezbędnych minerałów.

Minerały te są kluczowe dla ich zdrowia, wspierając takie funkcje jak wytrzymałość kości oraz kontrola nerwów i mięśni, które są niezbędne do przetrwania i poruszania się w trudnych warunkach górskich.

Kozice górskie wędrują do bogatych w minerały klifów, odsłoniętych brzegów rzek i innych naturalnych złóż, a nawet narażają się na niebezpieczeństwo, liżąc je, aby zaspokoić swoje potrzeby żywieniowe.

Czasami mogą stać się bardzo uciążliwe dla człowieka, jak to miało miejsce w parku narodowym Olympic (stan Washington).

Ze względu na brak naturalnych lizawek solnych w parku, kozły zaczęły atakować ludzi ….. Duża zawartość soli w moczu i pocie powodowała, że w zetknięciu z człowiekiem stawały się agresywne. Jedna z takich kóz zabiła turystę w 2010 roku.

Władze ostatecznie zdecydowały się na pozbycie się ich z Półwyspu Olimpijskiego, usuwając setki osobników, głównie poprzez ich łapanie i przesiedlanie w Góry Kaskadowe.

Po krótkim odpoczynku i obserwacji tych fascynujących zwierząt ruszam dalej do góry…..

Niedługo potem pojawiają się pierwsze połacią śniegu poprzeplatane z grząskim błotem.

Ścieżką płynie potok, utworzony z topniejącego śniegu.

Zakładam raki, by lepiej przylegać do śliskiego podłoża. I tak co kilka kroków zatrzymuję się by złapać oddech.

Im wyżej tym trudniej ze względu na stromość, niestabilność podłoża i zmniejszającą się ilość tlenu w powietrzu. Przed samym szczytem czeka bardzo strome podejście, gdzie raki i kijki wydają się jedyną opcją w jego pokonaniu… chyba że jest się kozłem górskim… Tuż przed de mną, dosłownie wyprzedzając mnie tanecznym krokiem przechodzi nagle śnieżnobiały kozioł.


Po dotarciu na szczyt (po 5 godzinach) rozpościerają się przede mną niesamowite widoki Gór Skalistych na pasmo Front Range.







Na zachodzie wznoszą się szczyty Grays Peak i Torreys Peak, a na północnym wschodzie szczyt Mount Blue Sky (na który można wjechać autem).




Jest tu tak pięknie, że koleją godzinę spędzam na wpatrywaniu się w góry, biegające świstaki i przeskakujące od czasu do czasu kozły górskie.

Świstaki wydają się być bardzo towarzyskie i ciekawskie, czasami pozując wręcz do zdjęć.

Ich głównym zajęciem jest wygrzewanie się na słońcu 😊. Są to gryzonie, których aktywność można obserwować od marca do września.

Resztę roku spędzają śpiąc (około 60% życia spędzają w hibernacji). Ich głównymi wrogami są niedźwiedzie, lisy, wilki, kojoty i orły….

I gdy któryś z osobników zauważy zbliżającego się drapieżnika wydaje głośny gwiżdżący głos ostrzegając inne świstaki.

Kozły śnieżne żyją w środowisku alpejskim i subalpejskim.

Na dużych wysokościach, czasami powyżej 4,000 m n.p.m. Wysokie położenie chroni je przed drapieżnikami. Latem przebywają powyżej granicy lasu, a zimą migrują w niższe rejony.

Zostały one introdukowane w Colorado w 1947 roku i od tego czasu rozprzestrzeniły się na wiele obszarów powyżej granicy lasu, takich jak okolice Mount Evans, Needle mountains i Park Narodowy Rocky Mountains.


Często spotykamy je na stromych zboczach, niemal pionowych klifach i oblodzonych przejściach.

Koziorożce górskie zazwyczaj unikają schodzenia w niższe partie gór – z wyjątkiem okresów sezonowych niedoborów pożywienia lub wyjątkowo złej pogody – ponieważ ekstremalne wysokości, na których żyją, stanowią ich główną obronę przed drapieżnikami, takimi jak niedźwiedzie czarne i brunatne, pumy i wilki.

Po tej wspaniale spędzonej na szczycie godzinie …

….zaczynam spokojne zejście przedzierając się najpierw w poszukiwaniu najlepszej możliwej opcji przejścia przez olbrzymie głazy znajdujące się w części szczytowej szlaku, potem już idzie się w miarę łatwo szczególnie po zdjęciu raków.


Znowu spotykam stado kozłów górskich, które dosłownie niepostrzeżenie przechodzi za moimi plecami podczas gdy odpoczywam wpatrzona w góry.

W drodze do Georgetown przy drodze spotykam kolejnych wielbicieli solnych lizanek – Bighorn Sheeps (owce kanadyjskie).

Podobnie jak kozły górskie poszukują soli i innych naturalnych minerałów, aby uzupełnić swoją dietę, co pomaga im zachować zdrowie i dostarcza niezbędnych składników odżywczych.


Jak widać poza skałami w górach uwielbiają też wylizywać ziemię zawierającą sól pochodzącą z zimowych sypań roztapiających lód.

Zajeżdżam też na chwilkę do bardzo popularnej atrakcji w okolicy – Georgetown Loop Railroad (646 Loop Drive).

Jest to wąskotorowa kolejka zabierająca turystów na czteromilową malowniczą przejażdżkę do miasteczka Silver Plume.

Na przejażdżkę się nie wybieram, ale cierpliwie czekam w okolicy parkingu, z którego można zobaczyć przejazd tegoż pociągu po spektakularnym moście – Devil’s Gate High Bridge, znanym z folderów i pocztówek Colorado.

Dzień 3
Kolejny dzień spędzam również przemierzając ścieżki na przełęczy Guanella Pass.

Zaczynam od Geneva mountain trail (długość szlaku 7.7mili, zmiana elewacji1,200ft).

Wędrówkę rozpoczynam o 5.45am z tego samego parkingu co zaczynałam wczoraj wejście na Mt. Bierstadt.


Pierwsza część szlaku charakteryzuje się łagodnym nachyleniem, prowadząc początkowo starą szutrową drogą. Szlak prowadzi całkowicie po otwartym terenie oferując wspaniałe widoki. Rośnie tu bardzo dużo dzikich kwiatów…. m.in. desert marigold,

Jacob’s ladder….

parry’s primrose,

scablend pleabane…

Bardzo przydatna jest mapka z alltrails bo w pewnym momencie, zapatrzona w widoki podążyłam drogą w złym kierunku i bez mapki nie byłabym w stanie odnaleźć miejsca, gdzie trzeba z tej drogi zejść. Dodatkowo ostatni kawałek szlaku nie ma ścieżki w ogóle i idzie się po prostu na przełaj.
Panuje tu niesamowicie spokojna i cicha atmosfera….

Może dlatego, że nikogo poza mną tu nie ma….



Mijam kilka ciekawie wyglądających skałek…

Na szczycie Geneva zasiadam o 8.40am. Zajadam suchary bieszczadzkie, które towarzyszą mi podczas każdej wędrówki górskiej od 30 lat… 😊

Podczas mojego odpoczynku w oddali dostrzegam ciemne groźnie wyglądające chmury, które w dość szybkim tempie zaczynają się przybliżać w moim kierunku….



W Górach Skalistych powyżej granicy lasu burze mogą być bardzo niebezpieczne dla wędrowców. Tworzą się przeważnie wczesnym popołudniem, ale jak widać dzisiaj nastąpi to zapewne wcześniej….


Warto więc rozpoczynać wędrówkę jak najwcześniej, aby wrócić przed nadejściem burz to auta.

Skracam więc znacznie moją przerwę śniadaniową i wyruszam w drogę powrotną, która w ostatnim odcinku zamienia się w szybki bieg.



Chociaż czarne chmury dalej wiszą nad górami zjeżdżam z przełęczy nieco na północ w kierunku Georgetown i wyruszam na kolejny tym razem krótszy spacer na Silver Dollar Lake and Murray Lake Trail (długość 4.2 mili, przewyższenie1,085ft).

Wyjście na szlak na dwa parkingi – niższy przy głównej drodze Guanella Pass Road (#381) i wyższy, gdzie można dostać się autem o napędzie 4×4. Odcinek szutrowej drogi to 0.7 mili w jedną stronę, a więc do całkowitej długości szlaku należy dodać 1,4 mili wędrówki przy zaparkowaniu na głównym niższym parkingu. W chwili obecnej szlak pokrywa w wielu miejscach śnieg, więc do plecaka pakuje raki, stuptuty i zabieram również hikingowy kijek. Pierwsza część szlaku prowadzi po szutrowej stromo nachylonej leśnej drodze. Po dojściu do wyższego parkingu ścieżka staje się bardzo wąska i wchodzi się w gęsty las. Duża ilość korzeni i wystających kamieni spowalnia nieco wędrówkę.

Po wyjściu na bardziej otwartą przestrzeń widzę pierwsze jezioro (Naylor lake), które mijam z góry… prywatna posiadłość z domkami letniskowymi. W górnej części szlaku znajduje się dużo gołoborzy i czasami ścieżka prowadzi centralnie przez te głazowiska. Pojawiają się też połacią śniegu, które bez większej trudności pokonuje w rakach.

Jestem tu zupełnie sama … otoczone przepięknymi pasmami górskimi zatopionymi w śniegu.

Chmury nie wyglądają zbyt optymistycznie, ale postanawiam iść dalej.



Im bliżej jeziora tym więcej błota i miejscami ścieżka jest całkowicie zatopiona w wodzie. Trzeba manewrować po miękkich mchach i zalanych łąkach by jakoś ominąć najgłębsze podtopione miejsca.

Dochodzę do jeziora Silver Dolar pokrytego w większości pływającymi krami lodowymi.

Wiatr jest bardzo zimny wręcz przeszywający…..

Chmury stają się jeszcze bardziej sine i gęstsze więc po kilku minutach wpatrywania się w jezioro zawracam i śmigam z powrotem do auta.

W drodze powrotnej do hotelu zaglądam jeszcze do centrum Georgetown (elewacja 2,600 m n.p.m.), które jest jednym z bardziej urokliwych i malowniczych małych miasteczek w stanie Colorado.


Miasteczko zostało założone w 1859 roku podczas gorączki złota, ale stało się głównym obozem górniczym zajmującym się wydobyciem srebra wzdłuż potoku Clear Creek.

W 1966 roku zostało wpisane na listę National Historic Landmark District.
Dzień 4
O świcie opuszczam Georgetown wspinając się ponownie krętą drogą na przełęcz Guanella. Przed wioską Grant mijam kilka stadnin z pasącymi się na łąkach końmi.

Skręcam na zachód w drogę #285 w kierunku miasteczka Fairplay. W porannej mgle dostrzegam pasącego się na mokradłach wielkiego łosia….

Łoś dostrzega również mnie 🙂

Łosie to duże (średnia długość ich ciała wynosi 3 metry), samotnicze zwierzęta, znane ze zdolności szybkiego biegania (do 56 km/h), dobrego pływania (10km/h) i nurkowania pod wodą.


Łoś potrafi zanurkować na głębokość sześciu metrów i pozostać pod wodą nawet przez 30 sekund!

Mają słaby wzrok, ale doskonały słuch i silny węch. Przeciętna samica waży 350 kg, a samiec 400 kg.

Ciekawostką jest to, że łosie mają przednie nogi dłuższe niż tylne 😊.

Zjeżdżam do doliny by ponownie wspiąć się na znaczne wysokości.

Skręcam w kierunku północnym (na Breckenridge Highway #9). Parkuję na przełęczy Hoosier Pass Continental divide (wysokość 3,518 m n.p.m.) skąd wychodzi szlak Hoosier Pass loop trail (długość 2.8 mili, zmiana elewacji 688ft).

Szlak prowadzi początkowo szeroką szutrową drogą (County Road #2) dostępną jedynie dla samochodów o napędzie na cztery koła i wysokim zawieszeniu…. początkowo przez las, ale zaraz po wyjściu na otwartą przestrzeń otwiera się przede mną panorama gór …..

….i łąki usłane kolorowymi dzikimi kwiatami.


Na mojej drodze znajduje się jedno spore połacie śniegu więc ze względów bezpieczeństwa nakładam raki i spokojnie pokonuję ten oblodzony kawałek.




Wchodzę na najwyższy punkt szlaku skąd rozpościerają się wspaniałe widoki ma okoliczne góry.


Przełęcz Hoosier (znajdująca się na granicy dwóch dorzeczy – Atlantyku i Pacyfiku) znana jest z jednego z najstarszych projektów w Colorado, który polega na przesyłaniu wody z jednego dorzecza do drugiego.

Nazywa się to przepompownią międzydorzeczną. Dawno temu zbudowano rów, aby odprowadzać wodę z małego strumienia zasilającego rzekę Blue River. Woda ta była następnie kierowana do rzeki Middle Fork South Platte. Przepływała ona przez Wielki Wododział. Woda była wykorzystywana do wydobycia złóż aluwialnych w pobliżu Almy. Do 1929 roku działały dwa rowy: wschodni rów Hoosier o długości 2,9 km i zachodni rów Hoosier o długości 2 km. Rowy te mogły odprowadzać duże ilości wody. Później prawa do tej wody kupiło miasto Colorado Springs. Zbudowano tunel Hoosier Pass, aby zastąpić stare rowy.

Ten duży tunel wodny ma 3 metry szerokości i 2,4 km długości. Ukończono go w 1951 roku. Tunel może dostarczać ogromną ilość wody do zbiornika Montgomery Reservoir. Zbiornik ten znajduje się około mili na południowy zachód od przełęczy. Stamtąd woda płynie rurami przez 113 km do Colorado Springs. Średnio rocznie przez tunel przepływa około 11 milionów metrów sześciennych wody.
Po zakończeniu wędrówki jadę do miasteczka Fairplay – a dokładnie do umiejscowionego na jego obrzeżach słynnego ghost town – South Park South Park City Museum (100 4th St, Fairplay czynne 9am-7pm $12). Dolina South Park była w przeszłości ośrodkiem wydobycia złota i srebra, a obecnie jest obszarem wiejskim znanym z naturalnego piękna, hodowli bydła i prawdziwej inspiracji dla serialu telewizyjnego South Park 😊😊😊!!!

Wśród głównych miejsc akcji kreskówki znajdują się szkoła podstawowa South Park, różne dzielnice i otaczające je pasmo górskie, autentyczne miejscówki oraz sklepy wzdłuż głównej ulicy miasta, wzorowane na wyglądzie podobnych miejsc w Fairplay.

South Park wiernie oddaje obraz miasta górniczego z lat 1860-1900.


Czterdzieści cztery autentyczne budynki wypełnione są ponad 60 tysiącami artefaktów.



Przedstawiają one większość ekonomicznych i społecznych aspektów życia w mieście w okresie rozkwitu.

Siedem z nich znajduje się na swoich oryginalnych miejscach.

Pozostałe budynki zostały przeniesione z opuszczonych obozowisk i miast-widm z okolicy.



Znajdują się w nich pomieszczenia z epoki oraz eksponaty ilustrujące zawody, rzemiosła i przemysły, które przyczyniły się do życia w XIX-wiecznym miasteczku górniczym.

Jadę na północ do Brickenridge…..

Szutrową, miejscami trudno przejezdną drogą dojeżdżam do parkingu, skąd wychodzą dwa szlaki: Blue lakes fall trail (długość 2mile EG390ft)…

i Blue lakes trail (długość 1.1 mili EG88ft).

Na parkingu wypełnionym autami przechadzają się swobodnie kozły górskie, co chwila rozkopując ziemię w poszukiwaniu resztek soli drogowej.

Nie czują żadnego strachu przed ludźmi, beż żadnego skrępowania podbiegając do każdego nadjeżdżającego auta…..







Jeziora Górne i Dolne Blue Lakes są sztucznymi zbiornikami retencyjnymi. Obydwa szlaki rozpoczynają się przy parkingu przy dolnym zbiorniku (Lower Blue Reservoir).

Trasa prowadzi w górę drogą, która w 2022 roku została zamknięta dla ruchu pojazdów.

Zaczynam od Blue lakes fall trail, idąc wzdłuż wschodniego, a następnie południowego brzegu jeziora dochodzę do skromnie wyglądającego wodospadu…..

……wracam tą samą drogą i przechodzę do szlaku prowadzącego do drugiego – górnego zbiornika.


Droga ta kończy się przy Górnym zbiorniku (Upper Blue Lake). Następnie można powspinać się powyżej Górnego Blue Lake do kotła polodowcowego poniżej szczytu Quandary Peak…. ale ze względu na bardzo wysoką temperaturę rezygnuje z tego wyczynu.

W jeziorze pływają jeszcze całkiem spore kawałki lodu….


Widoki z tamy całkiem przyjemne…



Wracam na parking, gdzie ciągle pasą się kozły górkie 🙂


Opuszczam to urokliwe miejsce i jadę już w kierunku Breckenridge. Miasteczko to słynie z bogatej historii związanej z gorączką złota, a także ze swojego wysokogórskiego położenia (2,925 m n. p. m.), gdzie słońce świeci ponad 300 dni w roku. To także światowej klasy kurort narciarski, który może pochwalić się najwyższym wyciągiem krzesełkowym na kontynencie.
Parkuję na bezpłatnym parkingu blisko wyciągu gondoli (170 Watson Avenue), który przez cały rok obsługuje turystów (przejazd bezpłatny) (9.30am – 6pm w lecie).

Gondola dowodzi mnie do Breckenridge Ski Resort (Base of Peak 8) położonego na wysokości 3,960 m n. p. m. Przejazd trwa13 minut w jedną stronę, a gondola może przetransportować do 3 tysięcy ludzi na godzinę. Nie ma tu w zasadzie nic ciekawego do roboty, chyba, że ktoś zainteresowany jest parkiem rozrywki czy restauracją.

Nie ma jeszcze uruchomionej tej słynnej kolejki, która wywozi w wyższe partie górskie, skąd można by powędrować po ciekawych szlakach. Zjeżdżam więc gondolą do parkingu i ruszam dalej poprzez obrzeża miasteczka…


….na kolejny szlak Sailly Barber mine trail, (długość 2.7 mili, EG 383ft) prowadzący do ruin zabytkowej kopalni.

Szlak jest bardzo prosty prowadzący starą zamkniętą dla ruchu drogowego drogą, którą w większości opanowali rowerzyści.




Na sam koniec zostawiam sobie Trollstigen Trail (długość 0.25-mili)-prowadzący do drewnianego trolla o imieniu Isak Hearthstone. Duński artysta Thomas Dumbo tworzy takie rzeźby z odpadów na całym świecie.


Obecnie na terenie Stanów Zjednoczonych znajduje się 139 trolli (rozmieszczonych w 19 stanach).

Dzień 5
O świcie wyruszam na szlak Mt. Royal trail (długość 4 mile, zmiana elewacji 1,377ft), wychodzący z miasteczka Frisco (parking bezpłatny).

Szlak początkowo prowadzi ścieżką rowerową wzdłuż przepięknie położonych rezydencji. Następnie po wejściu do lasu stopniowo wspinam się wąską ścieżką, która staje się w niedługim czasie tak stroma, że ciężko jest zrobić więcej niż dziesięć kroków bez odpoczynku.

Wzdłuż całej ścieżki rozsiane są piękne osiki.

Temperatura powietrza bardzo szybko się podnosi i wędrówka staje się mało komfortowa, zważywszy na fakt, że znajduję się na wysokości 3,200 metrów n.p.m. i ciągle nie mogę sobie poradzić z oddychaniem przy dużym wysiłku fizycznym.

Po dotarciu na górę szlak wypłaszacza się i wędrówka staje się bardzo przyjemna….

Widoki również……

Spoglądam w dół…..140 pięter poniżej widać miniaturowe samochody pędzące wzdłuż trasy I-70.

Wędrując grzbietem mijam co chwila pokręcone konary wyschniętych drzew …. Niektóre z nich wyglądają jak dzieła sztuki…





To zdecydowanie najbardziej widowiskowa część szlaku.




Dochodzę do końca szlaku, robię sobie zasłużony odpoczynek i po 20 minutach rozpoczynam mozolne zejście…. jest tak stromo i ślisko, że trzeba podtrzymywać się co chwilę o konary drzew, łapiąc w biegu również wystające gałęzie by nie stracić równowagi.
Kolejny szlak to Mayflower Gulch Grand Traverse (długość 6.4mili, zmiana elewacji 1,722 ft).

Szlak startuje z wysokości ok. 3,350 m n.p.m. (10,980 ft) i prowadzi szeroką, kamienistą drogą przejezdną tylko dla samochodów o napędzie 4×4. Wędruję po górkę mijając piękne sosny obsadzone po obu stronach drogi.

Szlak prowadzi do obozu górniczego “Boston Mine camp” i starych kopalni srebra, złota i hematytu, które było wydobywane tutaj od końca 1800-tych.



Po wyjściu z lasu szlak otwiera się na alpejską dolinę otoczoną wysokimi, surowymi szczytami.


Wszystko to zatopione w pięknych, górskich łąkach pełnych dzikich kwiatów, które miejscami pokryte są jeszcze gruba pokrywą śnieżną.



Widok opuszczonych chat na tle strzelistych szczytów jest spektakularny i stanowi idealny obiekt do zdjęć.




Kolejny punkt na mojej dzisiejszej trasie to Leadville....

mijając po drodze olbrzymią kopalnię molibdenu Climax.

Leadville, to najwyżej położone miasto w Stanach Zjednoczonych, (wysokość 3,084 m n.p.m.), otoczone dwoma najwyższymi górami Colorado – Mount Elbert and Mount Massive. Założone w XIX wieku, Leadville błyskawicznie stało się centrum jednej z największych i najbogatszych na świecie stref wydobycia srebra. W zaledwie trzy lata po powstaniu, miasto liczyło już ponad 15 tysięcy mieszkańców. Ponad trzydzieści kopalń i dziesięć wielkich hut pracowało na pełnych obrotach, wydobywając srebro, złoto i ołów. Roczny dochód z tych działań sięgał aż 15 milionów dolarów, a sława miasta jako symbolu „srebrnego stanu” rozeszła się po całym świecie. To właśnie to srebro sfinansowało znaczną część rozwoju Colorado, przyczyniając się do transformacji Denver z małej osady w elegancką metropolię.

Wraz ze wzrostem populacji i fortun, Leadville zyskało też reputację jednego z najbardziej niesfornych miast Dzikiego Zachodu. Bezprawie kwitło, o czym świadczy los pierwszych stróżów prawa: pierwszy szeryf został szybko wygnany, a jego następca zastrzelony w ciągu miesiąca. Obawiając się chaosu, burmistrz Horace Tabor zatrudnił Marty Duggana, słynnego i odważnego rewolwerowca. Duggan zaprowadził porządek surowymi metodami, ale nawet on padł ofiarą przestępczego podziemia, zastrzelony w 1889 roku przez nieznanego napastnika.

Właśnie w Leadville rozwinęła swoje umiejętności legendarna Alice Ivers, lepiej znana jako Poker Alice. Po śmierci męża w wypadku górniczym, ta elegancka, dobrze ubrana kobieta utrzymywała się z gry w karty. Opanowała sztukę hazardu, a jej uroda i talent sprawiły, że kasyna chętnie ją zatrudniały, ponieważ przyciągała tłumy klientów. Poker Alice twierdziła, że wygrała w grach karcianych ponad 250 tysięcy dolarów i nigdy nie oszukując, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci hazardowego świata Dzikiego Zachodu.

Mimo upadku gorączki srebra, Leadville znalazło nowe powołanie. Podczas II wojny światowej, pobliska kopalnia Climax zyskała globalne znaczenie dzięki wydobyciu molibdenu, metalu niezbędnego do wzmacniania stali. W szczytowym momencie kopalnia ta zaspokajała 75% światowego zapotrzebowania na ten surowiec, a do 1980 roku była największą kopalnią podziemną na świecie.
Kryzys na rynku w 1981 roku uderzył wLeadville, powodując masową utratę miejsc pracy i odpływ mieszkańców. Dziś jednak miasto znów „patrzy w przyszłość”. Kopalnia Climax, ponownie otwarta w 2008 roku, wznowiła produkcję i jest obecnie najbardziej wydajnym producentem molibdenu w Colorado, z przewidywaną żywotnością na kolejne 30 lat.
Współcześnie Leadville to również mekka dla sportowców wytrzymałościowych. Położenie na ponad 3 tysiącach metrów nad poziomem morza sprawia, że jest to idealne miejsce do treningów wysokościowych. Miasto jest gospodarzem legendarnej serii Leadville Trail 100 – morderczych wyścigów dla biegaczy i kolarzy górskich.

Odwiedzam miasteczko w porze lunchu więc korzystając z rekomendacji zamawiam pizzę w najwyżej w Stanach Zjednoczonych położonej pizzerii. (High Mountain Pies). Strzał w dziesiątkę !

I ostatni punkt na dzisiaj – wjazd na Independence Pass (Pike San Isabel National Forest).

Droga na przełęcz osiąga wysokość 3,686 m n.p.m. (12,095 ft.) co czyni ją najwyższą asfaltową drogą stanową w Colorado.

Droga jest niezwykle kręta, stroma i w wielu miejscach bardzo wąska, bez barier ochronnych. Z tego powodu pojazdy dłuższe niż 35 stóp (ok. 10.7 metra) są na niej całkowicie zakazane.

Na szczycie przełęczy znajduje się wypoziomowany, utwardzony szlak prowadzący do platformy widokowej, skąd roztacza się zapierający dech w piersiach widok na otaczający pasmo górskie Sawatch, w tym pobliskie szczyty o wysokości ponad 4 tysiące metrów (13 tysięcy stóp).

Dominuje tu klimat alpejski, a roślinność to typowa tundra alpejska: trawy, mchy, porosty, małe krzewy. Warunki są tu bardzo surowe, a sezon wegetacyjny krótki.

Przejazd przez przełęcz oznacza przekroczenie kontynentalnego działu wodnego.

Wody na zachód od przełęczy (strona Aspen) płyną do rzeki Roaring Fork, a następnie do rzeki Colorado i ostatecznie do Oceanu Spokojnego.

Wody na wschód (strona Twin Lakes) płyną do rzeki Arkansas i uchodzą do Zatoki Meksykańskiej / Oceanu Atlantyckiego.

Zjeżdżam z przełęczy w kierunku Aspen by dosłownie przebiec się krótkim szlakiem Lost man Reservoir trail (długość 1.4 mili).

Szlak jest mało ciekawy i jest po prostu zwykłym spacerem po lesie……

Zawracam wspinając się znowu na przełęcz i zaczynam powolny zjazd do doliny…..

Widoki dookoła przepiękne.


Zjeżdżam z przełęczy i wracam przed Leadville do hotelu w Breckenridge.





Dzień 6
Wstaję przed świtem i pędzę w kierunku Manitou Springs. Tuż obok miasteczka rozpoczyna się malownicza dziewiętnastomilowa droga (Pikes Peak Highway) prowadząca na szczyt Pikes peak (4,302 metrów n.p.m.)

Wjazd na autostradę Pikes Peak Highway zaczyna się na wysokości 2,255 metrów i wspina się aż na sam szczyt góry, na wysokość 4,302 metrów.

W okresie letnim od 23 maja do 30 września wymagana jest rezerwacja ($2/auto www.drivepikespeak.com bilet $18/ osoba). Przy bramce wjazdowej pracownik sprawdza, czy mamy przynajmniej pół baku paliwa i czy kierowca potrafi obsługiwać automatyczną skrzynię biegów w trybie manualnym. Przy zjeździe należy obowiązkowo włączyć niski bieg, np. #2, aby oszczędzać hamulce.


Na szczycie, na wysokości 4,302 m n p m znajduje się nowoczesne centrum turystyczne Pikes Peak Summit Visitor Center.

Pod względem wysokości, Pikes Peak zajmuje 32 miejsce wśród wierzchołków Colorado. Jego granitowy, stosunkowo płaski wierzchołek jest przez większą część roku pokryty śniegiem.


Na szczyt prowadzi linia kolei zębatej (Pikes Peak Cog Railway) to najwyżej położona i najdłuższa kolej zębata na świecie, droga dla samochodów oraz szlak pieszy.

Regularnie organizowane są tu rajdy samochodowe – Pikes Peak International Hill Climb, zawody kolarskie i biegowe. W dniu dzisiejszym niestety mają miejsce wyścigi samochodów, przez co wjazd na górę wstrzymany jest o ponad godzinę.

Pikes Peak International Hill Climb to jedno z najbardziej spektakularnych wyścigowych wyzwań na świecie. Trasa ma 12,5 mili (około 20 km) długości, a na jej odcinku kierowcy muszą pokonać aż 156 zakrętów oraz ogromne przewyższenie — startując z 2,862 m n.p.m.) aż do samego szczytu na wysokości 4,302 m n.p.m. Rekord szybkości (7min 57 sec) ustanowiony został przez Romain’a Dumas’a w 2018 roku, (elektryczny Volkswagen „I.D.”).

Pomimo aklimatyzacji na wyższych elewacjach przez ostatnie kilka dni, moment wjazdu na Pikes Peak okazał się niezbyt przyjemnym doświadczeniem…….Zaraz po wyjściu z auta odczuwam zawroty głowy i zachwiania równowagi….. do tego dochodzi przeszywający wiatr i dotkliwe zimno, co szybko odbiera mi chęci na dłuższy pobyt, więc po 15 minutach zaczynam zjazd w dół….

W drodze powrotnej do Chicago zajeżdżam jeszcze to Painted Mines Interpretive Park (29950 Paint Mines Road Calhan, wejście bezpłatne, otwarte od świtu do zmierzchu).


Nazwa kopalni pochodzi od barwnej gliny zbieranej przez Indian amerykańskich do produkcji farb.

Jaskrawo kolorowe pasma, powstałe w wyniku utleniania związków żelaza, występują w różnych ilościach w wielu warstwach gliny.

W kopalniach farby znajdują się ślady życia ludzkiego sięgające 9 tysięcy lat wstecz.


Park charakteryzuje się fantastycznymi formacjami geologicznymi, w tym iglicami i kominami skalnymi, które powstały w wyniku erozji, tworzącej wyżłobione wąwozy oraz odsłonięte warstwy gliny i jaspisu.


Jest tak gorąco, że nie da się wytrzymać dłużej niż 30 minut spacerując po szlaku…. zawracam więc i ledwo dysząc wracam do auta, rozpoczynając mozolny 15 godzinny powrót do domu…
Dodaj komentarz