TERMIN: 29 VII – 13 VIII 2024
Alaska to dzika dusza Ameryki, arcydzieło natury, którego ogrom przyciąga rocznie ponad 2 miliony turystów z całego świata. Na każdych tysiąc mieszkańców przypada prawie 200 niedźwiedzi, znajduje się tu największa gęstość światowych lodowców, których naliczono ponad sto tysięcy, ponadto 3 miliony jezior, 300 tysięcy rzek… Latem do wybrzeży stanu przypływa ponad 10 tysięcy humbaków…. Z dwudziestu najwyższych szczytów w Stanach Zjednoczonych, 17 znajduje się właśnie na Alasce, w tym najwyższy szczyt w Ameryce Północnej – Denali…. Jest tu więcej wulkanów i pól wulkanicznych niż w jakimkolwiek innym stanie. Patrząc na to wszystko trudno sobie wyobrazić bardziej dzikie miejsce na Ziemi. Tu przyroda naprawdę zaskakuje swoją potęgą i pięknem, a człowiek jest tylko gościem.
TRASA: Anchorage – Anchorage, Kenai peninsula (Whittier, Seward (Resurrection Bay- Kenai Fjords National Park Cruise), Kenai Fjords National Park (Harding Icefield trail), Tern Lake, Soldotna, Skilak Wildlife Recreation Area, Kenai, Ninilchik, Nikolaevsk, Homer, Hope, Alaska Wildlife Conservation Center), Palmer, Reed lake trail (Hatcher Pass), Independence Mine State Park, Talkeetna, Denali National Park (Savage Alpine trail, sled dog demonstration), Fairbanks, Chena Hot Springs, North Pole, Tangle lake ridge trail, Delta Junction, Castner glacier ice cave trail, , Valdez, Valdez glacier lake, Thompson pass trail, Worthington glacier trail, Chitina, Lake Louise, Matanuska glacier, Lion’s Head trail, Anchorage, Reflections lake trail, Eklutna, Mt Baldy trail, Whittier, Byron Glacier trail, Anchorage (Alaska Public Lands Information Center)

CAŁKOWITY KOSZT WYJAZDU: $11,664
KOSZT PRZELOTU: Alaska Airlines $1,483/ 3 osoby
KOSZT WYNAJMU RV: Cruise America $5,525/15 dni


KOSZT BENZYNY: $861/15 dni (2291 przejechanych mil)
NOCLEGI: bezpłatne „na dziko” (boondocking) + leśne kempingi $20/noc
JEDZENIE: $707/3 osoby
BILETY WSTĘPU: $2,675/3 osoby: (Grand Denali Tour with Glacier Landing $536/dziecko$375; Matanuska glacier trip $150/dziecko$30; Seward: Major marine cruise $239/dziecko$120; Whittier: Glacier Quest Cruise $174/dziecko$114; Chena hot springs $20/dziecko$17)
PRZEWODNIKI/MAPY: Alaska Lonely Planet, atlas topograficzny Benchmark maps, alltrails.com
POGODA: bardzo zmienna. Temperatury w dzień w zależności od lokalizacji (najcieplej w Fairbanks i Chena) około 25°C, najzimniej i najbardziej deszczowo w Valdez około 10°C. W nocy temperatury spadały do 5°C. (Około 5 dni deszczowych). Średnia ilość dni deszczowych w miesiącach lipiec i sierpień to 17.
NAJCIEKAWSZE MIEJSCA: Harding Icefield trail (Kenai Fjords National Park), Chena Hot Springs, Reed lake trail (Hatcher Pass), Richardson Hwy, Valdez hatchery, Thompson pass, Seward Wildlife cruise, Matanuska glacier trail, Denali flight, Lion’s head trail,
SKŁAD ZESPOŁU: mama Zuza, Basia (10 lat), Jan (13 lat) + gościnnie: Monika i Hannah (16 lat) z Kanady
KAMPER: $308/doba plus $0.39 za każdą przejechaną milę. (2291 przejechanych mil)
Jeżeli chcemy wynająć samochód osobowy w sezonie letnim – najtańsze auto to koszt $180/dzień, SUV $220/dzień, najtańsze noclegi od $180 – $250/noc, więc pomimo wysokiego kosztu wynajmu kampera i tak całościowo wychodzi taniej, bo za noclegi płacić nie musimy. My korzystaliśmy z kempingu tylko 2 razy w celu rozpalenia ogniska. Były to kempingi prymitywne leśne. Jeśli ktoś ma ochotę skorzystać z RV parku to ceny wahają się od $45 do $85/dobę i są to z reguły miejsca pozbawione jakiegokolwiek „klimatu”, gdzie dostajemy kawałek parkingu, podłącze do prądu i wody oraz w tych droższych opcjach również gorący prysznic płatny dodatkowo (na monety czy żetony).
Dump station i dostęp do wody potrzebnej do napełnienia zbiornika w kamperze – Wbrew pozorom nie jest to takie łatwodostępne na Alasce. Stacje benzynowe Chevron posiadają czasami bezpłatne dump station, ale w większości przypadków trzeba zapłacić od $5 za wodę i od $15 za wylanie nieczystości. WODA: W kryzysowych sytuacjach należy wykonać lejek z jednorazowej butelki plastikowej i wlewać wodę manualnie, co też zrobiliśmy z powodu braku dostępu innej opcji – czas napełnienia zbiornika tą metodą około 10 minut przy jednoczesnym ręcznym pompowaniu wody do butelek galonowych. My korzystaliśmy tylko ze zlewu i prysznica (pojemność zbiornika na ścieki 16 gal (62 L), a więc „nasza brudna woda” z minimalną ilością mydła była w kryzysowych sytuacjach spuszczana do studzienek kanalizacyjnych lub do przydrożnych rowów. Tylko dlatego, że po prostu nie było w pobliżu miejsc, gdzie można by to było zrobić przepisowo.
WC (pojemność zbiornika na nieczystości kibelkowe to 17 gal/64 litry) – nie korzystaliśmy, bo i też miejsc ustronnych na Alasce nie brakuje. Powodem była niechęć do zabawy w wypuszczanie śmierdzących ścieków, co wiązałoby się z dodatkowymi kosztami i szukaniem stacji, gdzie tych ścieków pozbyć się można legalnie.
Prysznic: 15-20 minut wcześniej należy uruchomić grzałkę – heater wciskając po prostu przycisk ON. Po podgrzaniu wody włączamy dodatkowo pompę i rozkoszujemy się gorącym prysznicem oszczędnie korzystając oczywiście bo zbiornik jest mały (20.5 gal/76 L). (Pojemność ta wystarcza średnio na wykonanie 5 skromnych prysznicy plus dzienne używanie zlewu). W celu oszczędnego korzystania z wody można zakupić plastikową miskę, którą podstawiamy początkowo pod prysznic, z którego przez pierwsze 15-20 sekund leci zimna woda, a następnie tą wodę wykorzystujemy do spłukania namydlonego ciała. Każdy, kto podróżuje w typie „boondocking” powinien nauczyć się bardzo racjonalnego trybu korzystania z wody by nie spędzać zbyt dużo czasu na poszukiwania miejsc, gdzie można napełnić zbiornik.
Propan: Dostępny do uzupełniania w wypożyczalniach przeprowadzkowych U-Haul, a także na niektórych stacjach benzynowych. Propan służy do zasilania lodówki, piecyka i do kuchenki gazowej. Pojemność zbiornika na propan to 11 gal/45 L. W ciągu 15 dni wydaliśmy $54 na gas. (Zużyliśmy 10.4 galona).
Benzyna – pojemność zbiornika to 40 galonów – wystarczy na przejechanie maksymalnie 400 mil. (Najtańsza cena benzyny w Anchorage – Costco $3.48/galon, najdrożej Valdez stacja Tesoro $4.39/galon).
Reimbursment: Jeśli podczas wycieczki zepsuje się nam np. wycieraczka to kupujemy nową, i zatrzymujemy paragon. Firma odda nam pieniądze – do kwoty $75. Jeśli zepsuje się np. lodówka to pokryją również koszt przenośnego „coolera” i lodu do kwoty $75. Najważniejsze jest, żęby zawsze okazać rachunek przy oddawaniu kampera.
Generator: $3.50/godzinę użytkowania. Pobiera paliwo ze zbiornika, musi być powyżej ¼ zbiornika, żeby generator w ogóle zadziałał. My nie korzystaliśmy, bo nie było takiej potrzeby. Baterie do telefonów i aparatu ładowaliśmy podczas jazdy poprzez wielogniazdkowy „power inverter”, zakupiony wcześniej na Amazon (ALLWEI 300W Car Power Inverter with 65W USB-C and 3.0 USB Port – DC 12V to 110V – $25). A światło, które używaliśmy podczas postojów i wieczorem w kabinie zasilane jest w pełni z drugiego akumulatora (który doładowywuje się podczas jazdy) i nigdy nam się ten akumulator nie wyczerpał.
CIEKAWOSTKI:
* Alaska jest ponad 5 razy większa od Polski (zajmując powierzchnię 1 723 337 km²)
*W 1867 roku sekretarz stanu William H. Seward wynegocjował zakup Alaski od Rosji za 7,2 miliona dolarów ($0.02 za akr).
*Gdyby Manhattan w Nowym Jorku miał taką samą gęstość zaludnienia jak Alaska, na wyspie mieszkałoby tylko 16 osób.
*Alaska jest oddalona o około 50 mil od Rosji.
*Alaska Earthquake Center odnotowało ponad 150 tysięcy trzęsień ziemi w ciągu ostatnich pięciu lat, z czego 31 o magnitudzie 6 w skali Richtera (lub wyższej). Spośród ośmiu najsilniejszych trzęsień ziemi kiedykolwiek zarejestrowanych na świecie trzy miały miejsce na Alasce. Chociaż te statystyki dotyczące trzęsień ziemi wydają się przerażające, wiele z tych trzęsień ziemi występuje na niezamieszkanych obszarach lub jest tak małe, że ledwo można je wyczuć.
*Alaska jest jedynym stanem, który nie pobiera podatku od sprzedaży (sales tax) ani podatku dochodowego od osób fizycznych.
*Dwa największe lasy narodowe (National Forests) kraju znajdują się na Alasce. (Tongass na południowym wschodzie obejmuje 16,8 miliona akrów, a Chugach w południowo-środkowej części ma 4,8 miliona akrów).
Dzień 1
Lądujemy w największym mieście Alaski – Anchorage, na którego małym przytulnym lotnisku, spędzamy kolejne 5 godzin, próbując zdrzemnąć się chociaż na chwilkę po nieprzespanej nocy.
Odbiór kampera mamy umówiony dopiero na godzinę 1pm, postanawiamy jednak pojechać tam około 11 am, licząc na to, że uda nam się jakoś załatwić wszystkie formalności. Dojazd do wypożyczalni Cruise America postanawiamy wykonać autobusami miejskimi, co nie jest jakoś szczególnie skomplikowane, i przyznać trzeba, że People movers działa prawie bez zarzutu. Autobus #65 (jeździ co 30 minut) dojeżdżamy do Diamond shopping center i następnie z tego samego przystanku, na którym wysiadamy przesiadamy się na linię #55 docierając niemal do celu – niecałe pół mili od wypożyczalni, które musimy pokonać pieszo. (Bilet dla osoby dorosłej kosztuje $2 lub $5 dzienny pass, dzieci jeżdżą bezplatnie). A więc za kwotę 4$ docieramy do wypożyczalni 😊. Wszystkie formalności zajmują nam półtorej godziny, łącznie z wypakowaniem walizek na szybko i pozostawienie ich w schowku firmy Cruise America (bezpłatnie). Kamper, który wypożyczamy to najmniejszy model – compact plus długość 21 stóp (6,5 metra), który w swojej kredensowo podobnej budowie nie ma uwzględnionego miejsca na walizki. Jest tylko mały schowek z tyłu auta na drobne rzeczy typu 3 zgrzewki wody i kilka par butów. Po podpisaniu dokumentów udajemy się z przedstawicielem firmy na obchód pojazdu. Wcześniej trzeba obejrzeć filmiki instruktażowe na stronie http://www.cruiseamerica.com, żeby zapoznać się z funkcjonowaniem kampera. Przechodząc z punktu do punktu omawiany jest każdy aspekt korzystania z domu na kółkach. Oddawanie samochodu odbywa się również z inspekcją przedstawiciela, który sprawdza stan pojazdu, poziom paliwa i propanu, to czy wylaliśmy brudną wodę i czy auto jest w środku sprzątnięte.
W biurze udaje mi się wypożyczyć bezpłatnie gaz pieprzowy (bear spray) – niezbędny podczas wycieczek górskich na Alasce. (można też spróbować FB – „Alaska Bear Spray Exchange” lub Alaska Pacific University w Anchorage, gdzie poza gazem pieprzowym można pożyczyć kajaki, namioty, śpiwory, kaski, krzesełka kempingowe, raki itp).
***BEAR SPRAY można zakupić w Walmart $39, Costco pakowane po 2 sztuki za 42$ czy Sportsman’s Warehouse $35, inne sklepy typu REI mają wyższe ceny. (pojemność 7.9 oz = 225 g).

Pierwszy punkt po odebraniu kampera to odbiór zamówionych wcześniej rzeczy praktycznych w Walmart oraz hurtowy zakup jedzenia w Costco. Gotowi do drogi ruszamy w końcu na południe …

niestety w strugach lejącego się z nieba deszczu……

Pierwszy miejsce, gdzie się zatrzymujemy to Beluga Point,

…..widoki są jednak miernej jakości z powodu deszczu, który nie daje nam dzisiaj zbyt wiele możliwości zobaczenia czegokolwiek.


Czasu i tak mamy niewiele, a jedyną opcją jaką przy tak beznadziejnej pogodzie można „odhaczyć” jest odwiedzenie miasteczka Whititer. To miejsce, dokąd prowadzi jedna droga…a w zasadzie tory kolejowe w długim tunelu. Anderson Memorial Tunnel ma długość 2,6 mili. Pierwszeństwo mają pociągi 😊.

Ruch wjazdowy odbywa się zawsze w połowie godziny, wyjazdowy o równej godzinie (czynny w godzinach 5.30am-11.15pm). Kupujemy bilet ($13/auto) i grzecznie czekamy w przydzielonej nam linii na zielone światło, pozwalające wjechać do tunelu.

Anderson Memorial Tunnel został otwarty dla ruchu samochodowego dopiero w 2000 roku i tym samym stał się pierwszą drogą łączącą Whittier z Anchorage i wewnętrzną Alaską – do którego wcześniej można było dotrzeć wyłącznie koleją, statkiem lub samolotem.

Miasto Whittier zostało założone przez armię amerykańską podczas II wojny światowej. Jego położenie, pomiędzy górami (często zatopionymi w gęstej mgle), uczyniło je idealnym miejscem dla portu wojskowego, który dzięki temu był trudny do wykrycia przez wroga.
Armia Stanów Zjednoczonych wybudowała tu obiekt wojskowy z portem (Camp Sullivan). Kiedy w 1943 roku do Camp Sullivan doprowadzono kolej, port ten stał się głównym punktem wojskowym Alaski, a jego populacja osiągnęła 1200 osób.
Ponieważ Port Whittier jest niezamarzającym w zimie portem głębokowodnym, strategicznie położonym w stosunku do Anchorage i Alaski wewnętrznej, amerykańskie wojsko planowało rozwinąć w tym rejonie (po II wojnie światowej) duży kompleks dla swojego personelu.

Dwa duże budynki: Begich Towers i Buckner Building, ukończone między 1953 i 1957 rokiem nadal dominują nad horyzontem miasteczka.
Do wieżowca Begich Towers (zawierającego 150 mieszkań) przeniesiono rodziny pracowników wojskowych. Szkoła była połączona z budynkiem tunelem, aby uczniowie mogli bezpiecznie dostać się do niej podczas złej pogody. Obecnie mieszka w nim większość mieszkańców miasta.

Buckner Building został zaprojektowany jako kompleksowy obiekt wojskowy.

Miał służyć samowystarczalnej społeczności Whittier zdolnej do przetrwania w surowym klimacie Alaski w razie zaistniałych działań wojennych. W czasie swojego ukończenia budynek ten był jednym z największych budynków w stanie. Był znany jako „miasto pod jednym dachem”, oferując między innymi szpital, kręgielnię, teatr, siłownię, bibliotekę i basen. Dzięki temu personel wojskowy i ich rodziny mogli żyć wygodnie bez konieczności opuszczania budynku.

Po roku 1960 wojsko ograniczyło swoją obecność na tym terenie i budynek Buckner został opuszczony. Z biegiem lat popadał w ruinę, ale pozostał jednak znaczącym „zabytkiem”.

Po opuszczeniu bazy przez wojsko populacja miasta znacznie spadła – obecnie mieszka tu 265 osób.
Pomimo tego, że Whittier znany jest ze swojego wyjątkowo wilgotnego klimatu (otrzymując średnio 5 metrów opadów rocznie), co czyni go jednym z najwilgotniejszych miejsc w Stanach Zjednoczonych, przyciąga każdego roku ponad 700 tysięcy turystów (głównie w okresie letnim). Jeśli pogoda akurat dopisze, można cieszyć się jego malowniczym pięknem dzikiej przyrody, korzystając z wielu dostępnych tu rejsów statkami wycieczkowymi czy spływów kajakowych. Whittier jest „bramą” do oszałamiająco pięknej cieśniny Księcia Williama, gdzie znajduje się 150 lodowców i niesamowicie bogate życie morskie, będące domem dla wydr morskich, fok i wielorybów.

Whittier położony jest niestety na obszarze bardzo aktywnym sejsmicznie……27 marca 1964 roku odniósł ponad 10 milionów dolarów szkód w tym, co stało się znane jako trzęsienie ziemi w Wielki Piątek. Było to największe trzęsienie ziemi odnotowanym w historii Ameryki Północnej, mierząc 9,2 na skali Richtera, powodując niszczycielskie tsunami (na wysokość 13 metrów) powodując rozległe zniszczenia i ofiary śmiertelne.
Przejeżdżamy przez miasto nie wysiadając w ogóle z kampera, bo deszcz leje tak intensywnie, że na ulicach powstały już rwące rzeki.


O pełnej godzinie stajemy znowu w linii przed tunelem by „wydostać” się na zewnątrz. Widoczność jest bardzo słaba i jedyne co udaje nam się dostrzec to piękne wodospady spływające z pionowych stoków górskich przy tunelu.

Jedziemy w kierunku południowym (Seward Hwy) cały czas w lejącym deszczu, zatrzymując się na nocleg na rest area tuż po przejechaniu przez przełęcz Turnagain (mila 69).
Dzień 2
Budzimy się o świcie i jedziemy dalej na południe w kierunku miasteczka Seward, skąd wypływamy na siedmiogodzinny rejs statkiem wycieczkowym (Kenai Fjords National Park Cruise) (MAJOR MARINE TOURS http://www.majormarine.com). Zbiórka i rejestracja odbywają się w lobby hotelu Harbor 360 o godzinie 8.30am. (Rejs 9.30am-5pm, Parking $10/auto/dzień naprzeciwko hotelu). W cenę biletu rejsowego wliczony jest lunch – kanapka plus deser oraz nielimitowana kawa i herbata. (Koszt biletu na 3 osoby wyniósł $540 (dzieci do 11 roku płacą połowę, wieku dzieci nikt nie weryfikuje więc można troszkę pokombinować, $240 dorośli/ $120 dzieci plus opłaty i podatki). Na statku mamy przydzielony stolik z numerem, ale poruszać możemy się po wszystkich 3 poziomach.

W planie wycieczki jest zwiedzanie Parku Narodowego Kenai Fjords: obserwacja wielorybów, orek i kolonii lwów morskich, ptasich ostoi, które są domem dla tysięcy gniazdujących tu ptaków morskich oraz aktywnych lodowców pływowych: Holgate i Aialik Glaciers.

Trasa rejsu – Wypływamy z Resurrection Bay w kierunku Kenai Fjords National Park.


Wpływamy do Gulf of Alaska i skręcamy do zatoki Aialik Bay podpływając pod lodowiec Aialik Glacier następnie pod lodowiec Holgate, przepływamy pomiędzy wyspami Chiswell Islands, i wracamy przez Gulf of Alaska i Resuration bay do Seward.


Przez cały rejs jesteśmy otoczeni górami pokrytymi śniegiem i lodowcami. Podpływamy do wpadających bezpośrednio do zatoki wodospadów.



Ciężko opisać słowami to dziewicze piękno i dzikość, którą jesteśmy osaczeni z każdej strony.






I to niesamowite wzruszenie, kiedy podpływamy tak blisko do lodowców……


Przy lodowcu Aialik załoga wyławia z wody kawałek góry lodowej, co następnie w rozdrobnionych kawałkach serwowuje z kolorowaną margeritą…. 🙂





Pierwszym fascynującym okazem fauny, który mamy szansę zobaczyć są orki oceaniczne.

Duże rozmiary i siła orek czynią je jednymi z najszybszych ssaków morskich.

Są w stanie osiągnąć prędkość nawet 34 mil na godzinę! Trudno to zobaczyć z powierzchni wody, ale dorosłe osobniki mają średnio mniej więcej tyle samo długości, co mały autobus szkolny (długość od 6 do 8 metrów) i mogą ważyć do sześciu ton.

Można je spotkać we wszystkich oceanach świata.

Orki specjalizują się w polowaniu na ssaki morskie, takie jak np. lwy morskie czy foki. Jedną z technik ich polowań jest uderzanie ogonami w powierzchnię wody by wywołać fale, by następnie strącić fokę czy lwa morskiego do wody, gdzie łatwiej będzie ją zaatakować.

Grupy orek współpracują podczas polowania – czasami stado łączy siły, aby otoczyć większe zwierzę, takie jak płetwal błękitny. Ścigają go, gryzą i wykańczają, aż stanie się na tyle słaby, że będą mogły się nim pożywić. Dorosłe osobniki jedzą średnio 227 kg jedzenia dziennie. Mają około 45 zębów (każdy o długości około 7,5 centymetra), które są ukształtowane tak, aby rozrywać i rozdzierać ofiarę. Zamiast przeżuwać jedzenie, biorą jeden duży gryz – i aż trudno uwierzyć, ale te genialne bestie potrafią połknąć w całości małe foki i lwy morskie!

Naukowcy uważają, że wzór ubarwienia orek może pomóc im w podkradaniu się by atakować swoją ofiarę. Ich grzbiety są czarne, a brzuchy białe. Zwierzęta patrzące z góry na tego potężnego drapieżnika, na przykład foka siedząca na krze lodowej, może nie zobaczyć orki, ponieważ jej ciemny grzbiet zlewa się z wodą poniżej. Z drugiej strony biały spód orki zlewa się ze światłem spływającym z powierzchni do morza, przez co trudno go dostrzec od dołu. Taki podstępny kamuflaż oznacza, że ofiary takie jak ryby, pingwiny i foki prawdopodobnie nie zauważą zbliżającego się niebezpieczeństwa.

Orki śpią z jednym okiem zamkniętym, a ich jedna połową mózgu w tym czasie odpoczywa. Następnie na zmianę zamyka drugie oko i odpoczywa drugą połową. Jest to forma snu zwana snem jednopółkulowym. W przeciwieństwie do ludzi, orki muszą pamiętać o oddychaniu, nawet gdy śpią! Zatem jedna połowa mózgu odpoczywa, podczas gdy druga połowa pozostaje czujna, aby kontrolować oddychanie, w związku z czym jedno oko pozostaje otwarte!


Jedną z głównej atrakcji tego rejsu jest podpłynięcie dosyć blisko do dwóch pływowych lodowców Aialik i Holgate.

Tego rodzaju lodowce odłamują się („cielą się”) do słonej wody na poziomie morza.

Podmywająca czoło lodowców woda, powoduje odrywanie się wielkich bloków lodowych o wysokości nawet do 60 metrów, które odrywają się i rozbijają o wodę.

Lód na lodowcach wygląda na niebieski, ponieważ długie, czerwone fale są pochłaniane przez kryształki lodu, podczas gdy krótkie, niebieskie fale są transmitowane i rozpraszane.

Im gęściej skrystalizowany jest lód, tym bardziej jest on niebieski, dlatego lodowce często mają tak żywy turkusowy kolor.




Na sam koniec wycieczki kapitan „wywozi” nas na bardziej otwarte wody zatoki, gdzie choć co prawda z dosyć daleka, ale udaje nam się wypatrzeć humbaki.

Te wielkoludy mierzą około 14–17 metrów długości i a ich waga osiąga mniej więcej 30–45 ton.



Każdego lata przypływa ich tu około 10 tysięcy.

W okresie żerowania w bogatych w składniki odżywcze wodach Alaski dorosłe humbaki zjadają dziennie ponad tonę pożywienia, co powoduje szybki spadek populacji różnych gatunków ich ofiar ☹, które zaspokajają ich ogromny apetyt.

Wieloryb humbak ma długie płetwy, które mogą sięgać prawie jednej trzeciej długości jego ciała.



Humbaki znane są ze śpiewania głośnych, skomplikowanych „piosenek” – trwających nawet do 30 minut! Najprawdopodobniej śpiewają, aby komunikować się z innymi i przyciągnąć potencjalnych partnerów.

Po tym ekscytującym widowisku zawracamy i płyniemy w kierunku portu w Seward, podziwiając na koniec kolejne niesamowicie rozległe lodowce.





Przemarznięci i konkretnie przewiani po prawie 8 godzinnym rejsie wychodzimy na suchy ląd w Seward.


Wyjeżdżamy z miasteczka kilka mil na północ i bez problemu znajdujemy miejsce na nocleg na dużym parkingu w lesie.
Dzień 3
Wjeżdżamy do parku narodowego Kenai Fjords mijając po drodze „pasącego” się przy drodze łosia.

Tuż przed 7 rano parking jest jeszcze zupełnie pusty.

Dzisiaj mamy do pokonania trudny – prawie 9 milowy szlak – Harding Icefield trail, który zaczyna się przy Kenai Fjords National Park Exit Glacier Nature Center.

Asfaltową dróżką idziemy mijając kolejno tabliczki z naniesionymi datami, informującymi gdzie znajdywało się w danym roku czoło lodowca. Odbijamy w prawo (prosto szlak prowadzi do Exit Glacier trail – długość 2 mile) w gęsty las i powoli zaczynamy się wspinać po kamiennych stopniach.

Pierwsza część szlaku jest kompletnie nieciekawa i pozbawiona jakichkolwiek widoków.

Do góry i stromo, coraz stromiej…

Dopiero, kiedy wychodzimy na Marmot Meadows zaczynają się wyłaniać piękne góry i jęzor lodowca Exit.

Harding Icefield jest największym polem lodowym w Stanach Zjednoczonych, zajmującym powierzchnię ponad 700 mil kwadratowych.

Pole lodowe Hardinga powstało ponad 23 tysiące lat temu w epoce plejstocenu…..

i jest źródłem ponad 35 nazwanych lodowców, w tym lodowca Tustumena, lodowca Exit i lodowca McCarty.

Idziemy dalej w otoczeniu dużej ilości kwitnących kwiatów.

Im wyżej się wspinamy tym bliżej podchodzimy do lodowca i tym większe na nas robi on wrażenie.

Pole lodowe Hardinga otrzymuje ponad 10 metrów opadów śniegu rocznie!!!

Jego maksymalna głębokość to ponad 100 metrów.


Wspinamy się coraz wyżej i wyżej i w pewnym momencie w oddali widzimy 2 niedźwiedzie biegnące przez dolinę znajdującą się tuż pod nami.

Jest to matka z młodym, a więc najbardziej niebezpieczne połączenie.

Prawie 50% ataków ma miejsce, ponieważ niedźwiedzia matka zaatakowała w obronie swoich młodych. Z czego aż 70% to ataki śmiertelne. I chociaż ataki tych zwierząt na ludzi są niezwykle rzadkie w całych Stanach Zjednoczonych, to ważne jest, aby być czujnym, gdy jesteśmy w „krainie niedźwiedzi”, zwłaszcza na Alasce, którą zamieszkuje ich aż 140 tysięcy.

To właśnie w tym stanie zdarza się ponad 29% ataków niedźwiedzi. Jest niepisaną zasadą, że każdy kto wychodzi na szlak lub do lasu powinien mieć przy sobie gas na niedźwiedzie (bear spray), przydatny też będzie gwizdek i dzwoneczki, które można przyczepić do plecaka. Najlepiej spacerować w grupie i robić hałas, wtedy niedźwiedź będzie wiedział, że jesteśmy w okolicy i pójdzie sobie inną drogą.

Chociaż większość niedźwiedzi stara się unikać ludzi, to jednak należą one do zwierząt „ciekawskich”. Czasami ta ich ciekawość przybliża ich do ludzi i wtedy mogą stać się agresywne. Według służby parków narodowych szanse, że zaatakuje nas niedźwiedź wynoszą 1 na 2 miliony.
W latach 2020-2022 doszło do 6 śmiertelnych ataków niedźwiedzi grizzly i 2 śmiertelnych ataków niedźwiedzi czarnych. Na Alasce średnia liczba hospitalizacji z powodu ich ataków wynosi obecnie 3,8 rocznie.

Misie są również bardzo opiekuńcze wobec jedzenia. Jeśli jesteś w obszarze, w którym niedźwiedź zabił zwierzę to jest to obszar o wysokim poziomie zagrożenia. Może to być również polana pełna smacznych jagód. Wiele ofiar „pogryzień” to myśliwi, którzy zostali zaatakowani podczas wyciągania zastrzelonego zwierzęcia z lasu. Niedźwiedzie są niebezpieczne, gdy są głodne. Na obszarach Alaski o dużej gęstości niedźwiedzi, zwierzęta te nauczyły się, że strzał z karabinu oznacza świeże jedzenie. Dlatego tak ważne jest by być czujnym, zwłaszcza na polowaniu.

Bardzo rzadko zdarza się, aby misio polował na ludzi jako zdobycz. W sytuacjach, gdy samotny niedźwiedź zaatakuje człowieka jest zazwyczaj wytropiony i odstrzeliwany przez służby parkowe. Najlepszą opcją, gdy znajdziemy się w bliskiej odległości od niedźwiedzia jest powolne oddalanie się (w żadnym przypadku nie należy uciekać). Kiedy niedźwiedź widzi, że biegniemy, może pomyśleć, że jesteśmy ofiarą, na którą można zapolować. Są one jak psy, będą gonić coś, co ucieka od nich. Nigdy nie prześcigasz niedźwiedzia. Grizzly mogą biec 35 mil na godzinę, a niedźwiedzie czarne osiągają prędkości bliską 30 mil na godzinę. Zarówno niedźwiedzie czarne, jak i grizzly potrafią wspinać się na drzewa, więc należy unikać również tej metody ucieczki.

Statystycznie miesiące od maja do października są najbardziej niebezpieczne dla ataków niedźwiedzi na Alasce.

Jest mało prawdopodobne, że spotkasz niedźwiedzia podczas zimy, ponieważ zapadają one w sen zimowy. Co ciekawe budzenie niedźwiedzia na Alasce podczas hibernacji jest nielegalne.

W czerwcu 2021 roku na szlaku pojawił się agresywny czarny niedźwiedź, który zaatakował turystów. Po zgłoszeniu wypadku w siedzibie parku został on odnaleziony i od razu uśpiony przez pracowników parkowych ze względu na istniejące niebezpieczeństwo ponownego ataku. Od tamtej pory nie zdarzył się tutaj żaden groźny incydent z udziałem tych zwierząt….


Idziemy dalej pokonując kilka sporej wielkości połaci śniegu.

Nakładamy raki by przejść je bezpiecznie.


Dochodzimy w końcu do małego domku-schronu, gdzie można się schować w razie złej pogody.


Krótki odpoczynek …..


I jeszcze kilkanaście metrów w górę i stoimy na końcu szlaku z widokiem na „spływający” w dół ogromny lodowiec Exit i pole Lodowe Hardinga.









Wracając udaje nam się jeszcze wypatrzeć odpoczywającego kozła górskiego wysoko w górach.

Ciekawostką w górnej części szlaku są również czerwone smugi na śniegu.

Czerwony śnieg, znany również jako śnieg arbuzowy, jest powszechnym zjawiskiem na Alasce i w innych częściach świata, który pojawia się, gdy zakwity glonów śnieżnych powodują, że śnieg zmienia kolor na czerwony lub różowy. Algi powodujące czerwony śnieg to rodzaj zielonych alg zwanych Chlamydomonas nivalis, które zawierają czerwony pigment zwany astaksantyną. Kiedy więc komórki glonów rosną na śniegu, wytwarzają czerwony pigment, który zmienia kolor śniegu na różowy, a jeśli glony są naprawdę duże, mogą zabarwić śnieg na czerwono. I ten pigment pomaga działać jak filtr przeciwsłoneczny dla alg. Pomaga chronić je przed wysokim poziomem światła.
Szlak Harding Icefield jest jednym z piękniejszych i popularniejszych jakie przewędrujemy podczas tegorocznych wakacji na Alasce, a jego przejście zajmuje nam prawie 10 godzin.
Wyjeżdżamy z parku i kierujemy się na północ jadąc drogą Seward Hwy.

Zatrzymujemy się na krótki spacer po lesie ścieżką prowadzącą do platformy widokowej, skąd można obserwować czerwone łososie Salmon Viewing at Moose Creek (5 mil przed Tern lake).

Łosoś sockeye zmienia kolor na jaskrawoczerwony, gdy przenosi się do słodkiej wody na tarło.


Są dwa miejsca, gdzie można je dobrze zobaczyć – pierwszy oficjalny drewniany podest oraz drugie idąc dalej bardziej zarośniętą ścieżką wgłębi lasu trochę przedzierając się przez powalone pnie drzew.


Nocleg spędzamy znowu „na dziko” parkując w zatoczce przy Tern lake.

Popołudniowe słońce przepięknie oświetla jezioro i okoliczne góry.

Idealne miejsce na spędzenie tu nocy.

Takich darmowych miejscówek jest na szczęście na Alasce niezliczone ilość……



Tylko jak ma się ochotę na rozpalenie ogniska to trzeba skorzystać z płatnego kempingu by zrobić to legalnie. Widzieliśmy w wielu dzikich miejscach kręgi ogniskowe, ale nie było zasięgu internetowego czy nawet czasu, żeby sprawdzać lokalne przepisy rozpalania ognisk, więc rezygnowaliśmy z tej przyjemności. W wielu miejscach niedogodnością były też upierdliwe komary czy padający deszcz. Chowaliśmy się więc w kamperze i zamiast smażyć kiełbaski czy ryby na ognisku smażyliśmy je na patelni 😊.
Dzień 4
Wyjeżdżamy z Tern lake drogą #1 (Sterling highway) kierując się na zachód.

Pogoda się nieco zepsuła, jest pochmurno i nad doliną wisi gęsta mgła, co z czasem nieco się na szczęście poprawia. Tak przepiękne wczoraj jezioro wygląda dzisiaj raczej przygnębiająco….

Pierwszy postój to Cooper Landing, które jest często nazywane „stolicą łososia” ze względu na obfitujące w tę rybę rzeki Kenai i Russian river. Miasteczko liczy tylko 357 mieszkańców, ale latem zapełnia się wędkarzami, których ilość powoduje, że dosłownie stoją ramię w ramię, konkurując o najlepsze stanowiska połowowe, a zjawisko to nazywane jest potocznie „combat fishing” (połów bojowy).


Wjeżdżamy następnie w szutrową drogę Skilak Lake Road (mila 58) prowadzącą do Skilak Wildlife Recreation Area. Przejazd kamperem tą drogą okazał się nienajlepszym pomysłem….. wytelepało nas okrutnie…..


Zajeżdżamy na chwilkę na kemping przy Hidden Lake…

i znowu wracamy z powrotem do głównej szutrowej drogi jadąc dalej na zachód mijamy wielkie polany wypełnione kwitnącymi na różowo kwiatami, nazwanymi trafnie fireweed (Wierzbówka kiprzyca).

Nazwa pochodzi od tego, że zazwyczaj jest pierwszą rośliną, która pojawia się po pożarze terenu.

Ze względu na bardzo wysoką zdolność rozsiewania pokrywa momentalnie całe pogorzeliska. Jest rośliną znaną na tym terenie od wieków – niegdyś wykorzystywaną przez rdzenną ludność jako roślina lecznicza z dużą zawartością witaminy C i A oraz minerałów takich jak żelazo czy potas.

Dojrzałe, wysuszone liście można wykorzystać do produkcji herbaty, a płatki do produkcji galaretki.

Jest przysmakiem niedźwiedzi, łosi oraz pszczół, które z jednego hektara tych roślin potrafią wytworzyć aż 600 kg miodu.
Droga, którą jedziemy jest częściowo w remoncie, więc nie możemy zostawić auta i pójść na szlak, który mieliśmy zaplanowany (Hidden creek trail), bo akurat w miejscu, gdzie jest parking, z którego ten szlak wychodzi, ustawione są maszyny i sprzęt drogowy. Idziemy więc na inny – Skilak Lookout trail (długość 4,2 mile), który okazuje się nieco nudny, a do tego bardzo błotnisty i zarośnięty.

Kilka ciekawych widoków ze szlaku jest w zasadzie identycznych z tymi widzianymi z drogi.

Wracamy do auta i jedziemy dalej na zachód.


Wyjeżdżamy z wielkim opóźnieniem na główną drogę Sterling Highway (mila75) i pędzimy dalej na zachód w kierunku miasteczka Kenai.

Pierwszymi europejskimi mieszkańcami w Kenai byli Rosjanie, którzy wzdłuż wybrzeża zbudowali obozy rybackie i fabryki konserw. Poszukiwacze nigdy nie znaleźli tu zbyt wiele złota, ale przemysł rybny wspierał ten obszar przez setki lat. W 1791 roku Rosyjscy osadnicy założyli Rosyjską Cerkiew Prawosławną – Holy Assumtion of the virgin Mary Russian orthodox church.

Obecny budynek (wzniesiony w 1894 roku), stoi w tym miejscu do dziś (jest to najstarsza cerkiew prawosławna na Alasce), wraz z wieloma innymi zabytkami kultury rosyjskiej.

Znajduje się tu kilka starych zabytkowych chatek,


a w jednej z nich klimatyczna restauracja, warto też podejść do małego parku (Erick Hansen scout park),


z którego rozpościera się przepiękny widok na zatokę Cook Inlet.

W pogodny dzień można zobaczyć trzy aktywne wulkany: Mt. Redoubt, Mt. Spur and Mt. Iliamna.
Kenai słynie też z rekordowych wielkości łososi, wyławianych z rzeki Kenai River. W 1985 roku pobito tu rekord świata w złowieniu największego okazu – łososia Chinook, który ważył 44 kg (97 funtów i 4 uncje). Osiem z dziesięciu największych łososi królewskich złowionych na świecie pochodzi właśnie z rzeki Kenai, co czyni miasto popularnym miejscem turystyki wędkarskiej.

Wyjeżdżamy z miasteczka kierując się na południe. Po drodze zatrzymujemy się w punkcie widokowym, do którego trzeba podejść kilkaset metrów polną ścieżką.

Kolejna atrakcja na naszej trasie (mila 134) to kościół Transfiguration of Our Lord Church, przylegający do niego cmentarz orz znajdujące się tuż obok gniazdo z 3 wielkimi orłami przednimi (Golden Eagle).

Olbrzymie rozmiary tych ptaków spowodowały, że w pierwszej chwili miałam wrażenie, że były to 3 małe niedźwiedzie 😊.

Długość ciała orłów przednich mierzy około 80–90 cm, a rozpiętość ich skrzydeł około 2 metrów, więc nie jest trudno się pomylić 😊.

Są to ptaki drapieżne, polujące głównie na małej i średniej wielkości ssaki, np. zające, kuny, susły czy świstaki. Są w stanie zapolować na lisa, owcę czy młodą kozicę górską.

Udokumentowano nawet zabicie tak dużej ofiary jak jeleń….. Mają niesamowicie szybkie (osiągają prędkość nawet do 200 km/h ), ostry wzrok – (mogą wypatrzeć ofiarę z odległości nawet kilku kilometrów)….i siłę w szponach, które są w stanie zmiażdżyć czaszkę.

Siedzimy sobie więc na cmentarzu i obserwujemy je przez chwilkę, bo takie momenty w naszym życiu nie zdążają się zbyt często…..

Następnie spacerujemy po cmentarzu dookoła cerkwi oglądając pięknie ukwiecone groby.

Wracamy do głównej drogi – Sterling Hwy i jedziemy dalej na południe odbijając znowu na mili 157 na drogę North Fork Road prowadzącą do rosyjskiej wioski Nikolaevsk.

Miejsce to zostało zasiedlone przez grupę starowierców rosyjskiego prawosławnego kościoła staro obrządkowego około 1968 roku i do dziś pozostaje wioską całkowicie etnicznie rosyjską.

Główną atrakcją jest tu cerkiew – Old Believers of the Russian Orthodox Old-Rite Church.

Nie dzieje się tu zupełnie nic, ulice są puste, a przydomowe rupieciarnie wręcz odstraszają nawet żeby się zatrzymać…..



Podjeżdżamy na chwilę do jedynego publicznego budynku – kawiarni – Samovar Cafe, ale jest zamknięta…. chyba już na stałe.


Wyjeżdżamy szutrową drogą kierując się z powrotem do Sterling Hwy


i skręcamy na południe w kierunku miasteczka Homer.


(Przy głównej drodze #1 znajduje się stacja benzynowa Chevron, na której można za darmo dolać wody do kamperowego zbiornika).

Wjeżdżamy na drugą co do długości mierzeję na świecie – Homer Split.

Jadąc długim (4,5 mile), wąskim pasem lądu w głąb zatoki Kachemak, podziwiamy specyficzny klimat tego miejsca.

Malutkie sklepiki z upominkami, biura podróży, wypożyczalnie kajaków, kawiarenki i restauracje – pomimo komercyjnego wyrazu jest tu bardzo przyjemnie i „przytulnie”.


To właśnie w tym miejscu znajduje się światowa stolica połowów halibuta.

Stąd też można wyruszyć na różnego rodzaju czarterowe wycieczki morskie, z których wraca się z własnoręcznie złowionym trofeum. Ryby te można sobie potem zabrać lub zamówić filetowanie i wysyłkę do domu.

Zatrzymujemy kampera na jednym z niewielu darmowych parkingów i idziemy na spacer po plaży…..

pełnej skarbów 🙂



Jest tu mnóstwo rozrzuconego drewna – dryftwood, z którego dzieci od razu zaczynają budować szałasy.



Czekamy na zachód słońca i niestety zaraz po nim musimy opuścić Split, gdyż nie ma tu możliwości spania na dziko, a wszystkie kempingi są już zajęte. (ceny za miejsce od 65$/noc). W większości kampery poustawiane na plaży jeden przy drugim… i to nazywane jest tu kempingiem ☹.





Wyjeżdżamy więc na nocleg na Homer Baycrest Overlook point znajdujący się kilka mil przed Homer.

Dzień 5
Jak zawsze pobudka o świcie, rozgrzanie gorącą owsianką i kawą i ruszamy.

Noce są tu całkiem chłodne – temperatura spada czasami do 7-8°C.



Jedziemy z powrotem na północ w kierunku Anchorage, zatrzymując się dopiero w spokojnym historycznym miasteczku Hope.


Jest to niewielka osada oddalona o 17 mil od głównej drogi #1.



Warto tu zajrzeć choćby na chwilę by odwiedzić lokalne muzeum – Hope and Sunrise Historic Museum i kilka starych chatek, oraz popodglądać rybaków w akcji.

To wszystko w otoczeniu przepięknych gór.


Hope jest takim miejscem, jakie odwiedzający Alaskę wyobrażają sobie jako Alaskę – leśne otoczenie, drewniane domki, stary sklepik i przyjaźni ludzie.
Liczba mieszkańców wynosi od 150 do 250, w zależności od tego, kogo zapytasz 😊.

W Hope rozpoczęła się pierwsza gorączka złota na Alasce – zanim jeszcze odkryto złoża w Klondike czy na plażach Nome. Gdy w 1895 roku wieść się rozniosła przybyło tu ponad 3 tysięcy poszukiwaczy złota. Społeczność szybko stała się tętniącym życiem centrum handlowym z sklepami, hotelami, salami społecznościowymi, radami społecznymi, pocztami i salonami.

Szczyt popularności Hope był jednak krótkotrwały. Trzy lata później – w 1898 roku rozeszła się wieść o kolejnej słynnej gorączce złota Klondike w kanadyjskim Yukon, i większość górników spakowała się, by tam się właśnie udać. Wiele z oryginalnych budynków z tamtego okresu wciąż jest w użyciu i niewiele się tu w zasadzie zmieniło od zakończenia gorączki złota……

Wędrujemy po śliskiej błotnisto – gliniastej ścieżce podglądając nielicznych rybaków rozstawionych wzdłuż Resurrection Creek.

Widoki wspaniałe….





Kolejny postój to Alaska Wildlife Conservation Center (mila 79 na Seward Highway). (Bilet $25/dorosły, $20/dzieci do 12 lat). Alaska Wildlife Conservation Center jest organizacją non-profit poświęconą ochronie przyrody, badaniom, edukacji i opiece nad zwierzętami.

Jest to rezerwat dzikiej przyrody dla osieroconych lub rannych zwierząt, a także dom lub tymczasowy ośrodek dla dzikich zwierząt urodzonych w niewoli i przenoszonych do naturalnego środowiska.






Począwszy od 2003 roku ośrodek bierze udział w programie mającym na celu ponowne wprowadzenie bizonów na Alaskę (po 100-letniej nieobecności).

Bizon jest największym roślinożernym ssakiem lądowym występującym w Ameryce Północnej.


W 2006 roku działacze na rzecz ochrony przyrody przewieśli do tego centrum trzynaście żubrów z różnych kanadyjskich miejsc.

Dwa lata później wysłali kolejne 53 sztuki.

Jak poinformowała nas rangerka, za kilka dni będą wypuszczać kolejne stado bizonów w środkowej części Alaski.


Najbardziej popularnym mieszkańcem tego ośrodka jest niedźwiedzica grizzly o imieniu Hugo. Została ona znaleziona jako młody niedźwiadek przez myśliwych w pobliżu Kotzebue, w północno-zachodnim rogu stanu. Osierocona i głodna, miała prawie 150 kolców jeżozwierza utkniętych w łapach i nie była w stanie znaleźć pożywienia. Niedźwiadka została zabrana do Kotzebue na skuterze śnieżnym przez myśliwych, a następnie przetransportowana do Anchorage samolotem.

W Alaska Wildlife Conservation Center została poddana antybiotykoterapii i przez długi czas karmiona dietą wysokotłuszczową by nabrała sił. Teraz Hugo dorosła i chociaż nigdy nie zostanie wypuszczona na wolność, paraduje po swoim przestronnym 20-akrowym, ogrodzonym terenie jak królowa, którą w sumie jest 😊.

Zwiedzający mogą z bliska zobaczyć jej charakterystyczny sposób chodzenia – przechodzi tuż obok ogrodzenia. Podobno może nawet wspiąć się na dach małej chaty, aby zjeść kawałek łososia, który dokarmiający ją pracownik tam wrzuci.

Opieka nad większością zwierząt odbywa się na dużych obszarowo siedliskach przypominających te naturalnie występujące w przyrodzie.

Na przykład trzy niedźwiedzie brunatne żyją na ośmiohektarowym terenie gęsto porośniętym zaroślami i drzewami iglastymi, a dwa niedźwiedzie czarne na 6 hektarowym wybiegu z przepływającym przez jego teren strumieniem.


W Alaska Wildlife Conservation Center nakręcono kilka filmów dokumentalnych, fabularnych i innych materiałów wideo, w tym dokument dla National Geographic i „Into Alaska” z Jeffem Corwinem (2007 r.) oraz „Into the Wild” z Emilem Hirschem w roli głównej.


Znajduje się tutaj również niewielka wataha wilków.

Ich głównym pożywieniem są łosie i karibu oraz sarny. Na Alasce szacuje się, że żyje ich około 8 tysięcy, co czyni ją jedynym stanem w USA, w którym wilki nigdy nie zostały wpisane na listę gatunków zagrożonych wyginięciem. Ich zasięg obejmuje prawie cały obszar stanu. Wilki polegają na swojej unikalnej i wysoko rozwiniętej strukturze społecznej: watasze. Średnia wielkość watahy wynosi 5 lub 6 osobników i jest prowadzona przez parę „alfa”.

W oddali dostrzegamy też woła piżmowego…. (wszystkie woły występujące na Alasce są introdukowane). W miasteczku Palmer znajduje się farma wołów piżmowych, które po osiągnięciu odpowiedniego wieku są wywożone do północnej części stanu i wypuszczane na wolność.

Po 2 godzinach bacznej obserwacji wszystkich zagród ze zwierzyną jedziemy na lotnisko w Anchorage odebrać Monikę i Hannah z Kanady, które dołączają do naszej podróżniczej ekipy.

Zakupy, tankowanie i ruszamy na północ w kierunku Palmer.

Zatrzymujemy się na noc na parkingu niedaleko wyjścia na szlak Reed Lakes, który to będziemy zdobywać dnia następnego.
Dzień 6
Parkujemy tuż przed mostem w małej zatoczce (za mostem znajduje się większy parking, ale jego „chropowata” powierzchnia raczej nie zachęca w ogóle do wjeżdżania… tym bardziej kamperem) (parking $5/auto lub Alaska State Parks pass).

Wędrówkę zaczynamy o 7 rano idąc praktycznie płaską szeroką ścieżką w kierunku 2 alpejskich polodowcowych jeziorek Reed Lakes (długość szlaku 9 mil).

Pierwsze 1,5 mili tego szlaku są bardzo proste, prowadząc po starej górniczej drodze.

Mijamy krzewy obwieszone nie do końca jeszcze dojrzałymi borówkami, które podczas naszej drogi powrotnej będą oskubywane do czysta przez lokalnych mieszkańców (zbierających je w celu sprzedaży).

Zielono i spokojnie.

Przechodzimy przez 3 mostki nad wartko płynącym potokiem.

Jesteśmy otoczeni granitowymi szczytami górskimi.


Szlak rozwidla się kilka razy – za każdym razem trzymamy się bardziej uczęszczanej i szerszej ścieżki.

Jest pochmurno, ale pięknie 😊. Zaczynamy wspinać się pokonując niezliczoną ilość zakrętów.

Kiedy szlak w końcu się wyrównuje, łatwo pomyśleć, że najgorsze wspinanie mamy już za sobą……


Niestety tak nie jest – najtrudniejsza i najbardziej wyczerpująca część szlaku dopiero się zaczyna….


Musimy wspinać się przez plątaninę głazów wydłuż koryta rzeki.

Te chaotyczne pozostałości po spadających skalnych osuwiskach, niektóre o wysokości i szerokości ponad 2 czy nawet 3 metrów, wypełniają górną część basenu Reed Creek, i sprawiają, że kolejne 0,5 mili wędrówki jest bardzo powolne i wymaga od nas bardzo dużej ostrożności.



Czasami musimy zawracać, ponieważ doszliśmy do miejsca, skąd przeskok byłby zbyt ryzykowny….

Taka wędrówka po kamiennym labiryncie, pełnym śliskich porozrzucanych głazów jest dla dzieci oczywiście wspaniałą formą rozrywki, natomiast nieco mniej zwinni dorośli jak również i psy, (których wędruje tu całkiem sporo) są nieco mniej pozytywnie nastawieni to tej przeprawy.


Po przedostaniu się na bardziej płaską gliniastą powierzchnię zaczynamy brodzić w błocie i tak już do końca szlaku….

Wspinamy się dalej w górę doliny i po przejściu 3.3 mili docieramy do niesamowicie turkusowych wód Dolnego Jeziora Reed (Lower Reed lake).

Kolor wody jest tak jaskrawy, że dosłownie „bije” po oczach.




Tu robimy sobie krótki odpoczynek na złapanie oddechu….. i dalej do góry.


Mijamy piękny wodospad spadający z szerokiej granitowej półki…

i dalej znowu stromo do góry, mijamy kilka namiotów rozstawionych pomiędzy wielkimi głazami.

Dochodzimy w końcu do Upper Reed Lake.


Jest po prostu cudownie.

Jemy zasłużony posiłek i powoli zaczynamy wędrówkę z powrotem.



Przejście szlaku zajmuje nam aż 9,5 godziny. Ale też nigdzie się nie spieszymy……

Ponieważ mamy jeszcze trochę sił i czasu jedziemy do znajdującej się niedaleko Independence Mine state historical park (Mile 17.3 Hatchers Pass Road).

Jest to ogromna, opuszczona kopalnia złota, która znajduje się na szczycie Hatcher Pass, malowniczej przełęczy alpejskiej przecinającej Góry Talkeetna w Dolinie Mat-Su.

Independence Mine było drugą najbardziej wydajną kopalnią złota na Alasce.


W szczytowym okresie, w 1941 roku, firma zatrudniała 204 pracowników, wydrążyła prawie 12 mil tuneli i wydobyła ponad 34 tysiące uncji złota, którego obecna wartość rynkowa szacowana jest na prawie 18 milionów dolarów.

Chociaż II wojna światowa przerwała działalność górniczą (pozyskiwanie złota zostało uznane za nieistotną działalność wojenną) – wydobycie wznowiono krótko po wojnie, aż do ostatecznego zamknięcia kopalni w 1951 roku.

Independence Mine State Historical Park został założony w 1980 roku i od tego czasu stan konsekwentnie pracował nad renowacją budynków i tuneli, aby zapewnić odwiedzającym jak najbardziej realistyczny wgląd tych historycznych budynków górniczych położonych w spektakularnym górskim krajobrazie.

Ponieważ do zamknięcia parku mamy jedynie około 30 minut – zwiedzanie odbywa się w super expressowym tempie.

Następnie zjeżdżamy w dół do miasteczka Palmer na szybkie zakupy spożywcze i jedziemy na północ w kierunku Talkeetna. Nocujemy „na dziko” w lesie.

Dzień 7
Przed nami bardzo ekscytujące wydarzenie – lot nad Denali – najwyższą góry Ameryki Północnej (6,190m n.p.m). Przyjemność taka kosztuje całkiem sporo, ale jest warta każdego wydanego dolara. W Talkeetna znajdują się 2 duże firmy, które takowe wycieczki oferują. My skorzystaliśmy z Talkeetna Air Taxi (14212 E Second Street) (www.talkeetnaair.com). Rezerwacja jest w 100% refundowana w każdym przypadku … nawet jeśli nie będzie nam odpowiadać zbyt duże zachmurzenie nieba w chwili wylotu. W letniej ofercie znajdują się 4 wycieczki oferujące różne trasy.

My wybraliśmy opcję – Grand Denali tour z lądowaniem na lodowcu (całkowita cena $550 /dorosły, $403/dziecko do 12 lat).

Przed wejściem na pokład dostajemy długie śniegowe buty, które nakładamy na nasze obuwie. Na pokładzie samolotu może zmieścić się maksymalnie 10 osób.

Warto zapytać pilota czy można usiąść obok niego w kabinie – widoki o wiele lepsze niż z tylnej części😊.

Zakładamy słuchawki i startujemy.

Sam lot nie jest zbyt komfortowy, bo nieco zarzuca samolotem szczególnie w wyższych partiach górskich….


Ale widoki pochłaniają całą naszą uwagę.



Czegoś takiego jeszcze nigdy nie przeżyliśmy ….

Pilot podlatuje tak blisko szczytów górskich, że ma się wrażenie, że zaraz w nie uderzymy…. mijamy początkowo rozlewiska, meandrujące rzeki, lasy i zielone łąki, następnie pagórkowate wzniesienia i strzeliste szczyty górskie pokryte śniegiem…

No i petarda wycieczki – lodowce.


Obserwacja tych lodowców z góry jest wręcz wzruszająca.


Lecimy nad najdłuższym lodowcem pasma Alaskańskiego – Kahiltna Glacier (długość 44 mile – 71 km).


Lodowiec zaczyna się na wysokości 3,150 m.n.p.m.


Samego szczytu Denali niestety nie ujrzymy… zasłonięty jest gęstymi chmurami.

Ale zobaczymy go jutro z nieco dalszej odległości….. 😊

Zgodnie z danymi z sierpnia 2023 roku na Alasce „działa” ponad 9100 aktywnych pilotów.


Przy ponad 1% populacji stanu z różnym poziomem certyfikacji, jest to 3,6 razy wyższe niż średnia amerykańska.

Stan ma również cztery razy więcej lotnisk na milę kwadratową.

Można to przypisać faktowi, że tak wiele miejsc na Alasce jest dostępnych tylko drogą powietrzną lub wodną.

Alaska ma też niestety najwyższy wskaźnik wypadków lotniczych przypadających na mieszkańca w Stanach Zjednoczonych. Konieczność podróży lotniczych, w połączeniu z wyjątkowymi warunkami meteorologicznymi i górzystym terenem, sprawiają, że latanie tutaj jest bardziej niebezpieczne niż w większości stanów. Na Alasce jest wielu właścicieli samolotów (około10,000). Znajduje się tu około 747 zarejestrowanych obszarów lądowania, w tym obszary prywatne, publiczne i wojskowe. (400 lotnisk użytku publicznego, w tym 282 lotniska naziemne, 4 lotniska dla helikopterów i 114 baz wodnosamolotów).


Nasze lądowanie na lodowcu przebiega bardzo łagodnie. Przed nami przyleciał tu już inny samolot i za nami pojawia się kolejny….

Całkiem spory ruch jak na tak odludnie miejsce. Znajduje się tu też hotel (Sheldon Chalett) ….

Dla nieco bogatszej klienteli. Transport tej klienteli odbywa się helikopterem, a trzydniowe zakwaterowanie w 3 pokojowym budynku kosztuje wg. doniesień pilota 96 tysięcy dolarów. (noc $32 tysiące, rezerwacja minimum na 3 noce, posiłki wliczone).

Lodowce pokrywają powierzchnię jednego miliona akrów, czyli jedną szóstą Parku Narodowego Denali.


Podobnie jak ramiona ośmiornicy, lodowce spływają z gór, transportując każdego roku setki tysięcy ton lodu.


Lód ten ostatecznie topi się w niższych partiach lodowców i szybko napełnia rzeki burzliwą, błotnistą wodą.

Postój na lodowcu zajmuje nam 15 minut, troszkę za mało, żeby nacieszyć się otaczającym nas pięknem…




Startujemy, co również jest bardzo ekscytujące wydarzeniem i lecimy pomiędzy szczytami górskimi z powrotem do Talkeetna.

Po 2 godzinnym locie wskakujemy do kampera i jedziemy dalej na północ w kierunku Denali National Park.


Zatrzymujemy się w South Denali viewpoint (135 mila),gdzie wybieramy się krótki półmilowy szlak prowadzący do znacznie ciekawszego punku widokowego niż ten na parkingu.




Zatrzymujemy się również na chwilkę w North Denali View point (162 mila).


Ale tu widoki są już mniej ciekawe…. parking „porośnięty” jest za to kolorowymi grzybami…..

Późnym popołudniem wjeżdżamy do parku narodowego Denali, udając się od razu na Riley Creek campground ale dostępnych miejsc kempingowych oczywiście nie ma – wszystko zarezerwowane na następny tydzień do przodu ….Uzupełniamy więc zapas wody w kamperze oraz pozbywamy się tej brudnej (bezpłatna stacja dump station).

Korzystamy z pralni ($2/pranie+$2 suszenie) i gorących pryszniców $5/10 minut. Ponieważ nie możemy zostać w parku na noc, wyjeżdżamy kierując się kilka mil na północ, gdzie znajdujemy bardzo przyjemną miejscówkę na nocleg w zatoczce przy głównej drodze.

Dzień 8
Budzimy się o świcie i pędem jedziemy do parku „złapać” to wspaniałe „ciepłe” światło.

Prywatnym autem możemy dojechać tylko do mili 15.




Jeśli chcielibyśmy pojechać dalej wgłąb parku trzeba zarezerwować wcześniej bilet na autobus (transit bus). Dojazd obecnie odbywa się do mili 43 (East Fork Transit bus – mile 43; $33/osoba) ze względu na roboty drogowe usuwające potężne obsunięcie się ziemi.

Rezerwacji nie mamy, więc zostaje nam uboższa wersja zwiedzania parku.


Po przejechaniu kilku mil taki oto widok przed nami.

Poranne pomarańczowe światło oświetla pasma górskie, a w tle wyłania się przepiękna Denali. (Nazwa z Mount McKinley została zmieniona w 2015).

Najwyższy szczyt Ameryki Północnej (6,190 m. n.p.m) wyróżnia się znacząco od innych najwyższych szczytów na świecie ze względu na jego szerokość geograficzną, która ma decydujący wpływ na ekstremalną pogodę.
Wznosi się zaledwie dwieście mil na południe od koła podbiegunowego i jest najzimniejszym i najbardziej burzowym z siedmiu szczytów. Pozostałe sześć znajduje się wystarczająco blisko równika, aby uniknąć ekstremalnych temperatur, śniegu i wiatru, które regularnie wpływają na Denali. Dlatego też ujrzenie tej góry nie należy do standardowego widoku. Podobno tylko jeden na trzech odwiedzających park ma szansę go zobaczyć. Przy dobrej pogodzie można zobaczyć go z odległości aż 200 mil.

Dojeżdżamy do końca, parkujemy i postanawiamy zacząć od wspięcia się na szlak Savage Alpine trail.

Szlak ma długość 4.1 mili w jedną stronę, z przewyższeniem 1,414 ft.

Nie przechodzimy go do końca, a tylko wspinamy się na jego najwyższy punkt widokowy, skąd obserwujmy Denali w jeszcze lepszej okazałości.



Denali lśmi w słońcu!!!

Korzystając z okazji uzupełniamy poziom witamin pysznymi porzeczkami rosnącymi przy ścieżce…… Czerwone porzeczki są szeroko rozpowszechnione na Alasce szczególnie w lasach, na bagnach i subalpejskich wąwozach. Świetnie czują się w chłodniejszym klimacie, takim jak panujący właśnie na Alasce. Niskie temperatury zimą sprzyjają jej okresowi spoczynku, a chłodne lata zapewniają odpowiednie warunki do wzrostu i owocowania.


Wśród skał wypatrujemy też małego gryzonia. Szczekuszki (piki) żyją w skalistych rumowiskach lub polach kamiennych z pojedynczymi głazami W przeciwieństwie do susłów i świstaków nie hibernują. Aby przetrwać całą zimę, spędzają lato zbierając rośliny, susząc je na słońcu, a następnie przechowując je jako „kopce siana” między i pod kamieniami. Przechowują nawet toksyczne rośliny, takie jak skalnica alpejska, aby użyć ich jako konserwantu, i czekają z ich zjedzeniem, aż toksyczne chemikalia rozłożą się i będzie można je bezpiecznie zjeść. Ponieważ są bardzo wrażliwe na zmiany temperatury mogą być zagrożone przez zmiany klimatyczne. Wymienione są one jako gatunek o największym znaczeniu dla ochrony przyrody w Alaska’s State Wildlife Action Plan.

Kiedy schodzimy z powrotem na parking jakiś mało przyjemny wolontariusz udający ważnego pracownika parku informuje nas, że musimy opuścić parking ze względu na zakaz wjazdu kamperów…. Na nasze próby wyjaśnień o tym, że nie ma żadnego znaku o tym informującego odpowiada, że to w sumie to znaku nie ma, ale jest rekomendowane przez zarząd parku i mamy stąd się wynosić. Dadam tylko, że zajmowaliśmy perfekcyjnie zaparkowane jedno miejsce parkingowe nikogo przy tym nie blokując.

Wynosimy się więc do parkingu przy Park Headquaters (gdzie znajduje się przystanek autobusowy – przejazd bezpłatny) i krótkim spacerkiem (0.2 mili) wędrujemy do dog kennels (czynne 9.30 am to 4.30 pm). Jest to miejsce, gdzie hoduje się psy zaprzęgowe rasy husky. Zwiedzający mogą zobaczyć, jak żyją i pracują, dowiedzieć się więcej o ich roli w ochronie parku i nawet uczestniczyć w demonstracjach zaprzęgów.


(są to jedyne psy zaprzęgowe w Stanach Zjednoczonych, które pracują w parku narodowym).

Historia psów zaprzęgowych w Parku Narodowym Denali sięga ponad 100 lat, do 1922 roku. Chociaż na Alasce psy te były używane przez ludzi od wielu setek lat. Przed wprowadzeniem zmechanizowanego transportu prawie każda rodzina miała kilka huskich, które służyły jako zwierzęta transportowe (sled dogs) w podróżowaniu do sąsiednich wiosek. Psy te wyróżniają się bardzo dużą odpornością na zimno i ogólną wytrzymałością.

Chociaż zespół psów zaprzęgowych jest oczywiście znacznie wolniejszy niż samolot lub skuter śnieżny, są one prawdopodobnie bardziej niezawodne w działaniu w ekstremalnych warunkach subarktycznej zimy. Przy 40 stopniach poniżej zera może być prawie niemożliwe uruchomienie silnika, podczas gdy psy potrzebują po prostu dobrego śniadania i z pewnością po nim będą gotowe i chętne do biegu!

Kolejny nasz punkt to Denali Visitor Center, do którego podjeżdżamy parkowym bezpłatnym autobusem z przystanku przy Headquaters. Jest to olbrzymi kompleks kilku budynków w tym sklepu, restauracji, łazienek, przechowalni bagażu (na terenie parku znajduje się też lotnisko i stacja kolejowa). Rocznie przybywa tutaj 230 tysięcy turystów, głównie w miesiącach letnich.

Przebiegamy szybko do budynku informacji turystycznej, oglądamy filmik o przyrodzie parku narodowego i pędem z powrotem na przystanek autobusowy, gdzie utworzyła się już całkiem spora kolejka… musimy zdążyć na pokaz psich zaprzęgów, który odbywa się o 2pm (3 pokazy dziennie w sezonie letnim 10 am, 2 pm, 4 pm). Jest bezpośredni autobus do tego miejsca, ale my wsiadamy do autobusu wiozącego nas do Headquaters, skąd znowu spacerkiem dochodzimy do dog kennels.

Teraz są tu już wielkie tłumy. Ranger opowiada o historii hodowli huskich na Alasce, a na koniec oglądamy przejazd zaprzęgu z czterema psami.

Najciekawszym wydarzeniem Alaski dotyczącym psich zaprzęgów jest Iditarod odbywający się 3 marca każdego roku. Wyścig zaczyna się w Anchorage i kończy w oddalonym o tysiąc mil Nome.

Każda drużyna ma kierowcę psiego zaprzęgu, zwanego potocznie maszerem, oraz 12–14 psów zaprzęgowych, które muszą pokonać trasę w ciągu 8–15 dni. Uczestnicy często ścigają się w zamieci, gdy odczuwalny jest mróz dochodzący do minus 70°C. Zespoły mają średnio 14 psów, co oznacza, że podczas każdego wyścigu z Anchorage wyjeżdża ich ponad tysiąc. Obecnym rekordzistą najszybszego czasu ukończenia jest Mitch Seavey, (8 dni, 3 godziny, 40 minut) 14 marca 2017 roku.
Iditarod rozpoczyna się od zgromadzenia przewodników (maszerów) i ich zespołów psów zaprzęgowych w punkcie startowym w centrum Anchorage. Każdy zespół wyrusza w odstępach dwóch minut i pokonuje około 70 mil na północ do miasta Willow, gdzie odbywa się oficjalny start wyścigu. Musherzy i psy spędzą resztę dnia na przygotowaniach do wyścigu, który praktycznie rozpoczyna się następnego ranka. Z Willow drużyny wybierają trasy w zależności od roku. Trasa północna jest używana w latach parzystych, a południowa w latach nieparzystych.

Trasa północna ma 26 punktów kontrolnych, a południowa 27. Podczas pobytu w każdym punkcie kontrolnym maszerzy mogą odpocząć, jeść, komunikować się z bliskimi i monitorować zdrowie swoich psów. Wzdłuż trasy są stacjonowane weterynarze, aby zapewnić, że każdy pies jest w dobrym stanie i zapewnić opiekę medyczną. Są trzy obowiązkowe postoje, jeden na 24 godziny i dwa trwające osiem godzin. Po ukończeniu wyścigu zawodnicy dostają nagrody pieniężne – każdy uczestnik ma gwarantowaną nagrodę w wysokości około $1,049, a zdobywca pierwszego miejsca otrzymuje ponad 55 tysięcy dolarów.
Wyjeżdżamy z parku na północ w stronę Fairbanks.

Zatrzymujemy się na chwilkę w miasteczku Healy w 49th State Brewing Company.

Znajduje się tutaj replika autobusu #142 („Magic Bus”) użytego w filmie „Into The Wild” (wyreżyserowanego przez Seana Penn’a).

Jeśli chodzi o prawdziwy autobus, pozostał on w swoim odległym miejscu przez wiele lat, ale odwiedzanie go stało się wręcz pielgrzymką dla ludzi, którzy zainspirowali się historią Christophera McCandlessa.


Po tym, jak co najmniej 15 osób musiało zostać uratowanych, a dwie osoby zginęły podczas próby przekroczenia rzeki Teklanika, autobus został przetransportowany drogą powietrzną w 2020 roku na Uniwersytet Alaski w Fairbanks, (obecnie można go oglądać w fazie remontu i konserwacji w Museum of the North).

W Fairbanks doświadczamy istnych upałów – temperatura podskoczyła do 32°C…. co wydaje się wręcz niewiarygodne. Podjeżdżamy do Pioneer park, na którego parkingu mieliśmy pierwotnie spędzić noc (parking całodobowy kosztuje $12/auto) ale ilość zaparkowanych tu kamperów i brak toalet nas odstraszyła.

Wyjechaliśmy więc z miasta w stronę Chena hot spring i tam znaleźliśmy przyzwoite miejsce w małej zatoczce w lesie.
Dzień 9
Ruszamy o świcie w kierunku Chena, mijając po drodze kilka łosi brodzących w przydrożnych bagnach.

Na Alasce mieszka ich około 200 tysięcy, a więc nie sposób w końcu się na jakiegoś natknąć 😊. Trzeba być bardzo uważnym podczas jazdy, w miejscach, gdzie łosie występują, bo jeśli wyskoczy nam przed samochód to może skończyć się to tragicznie. Rocznie na Alasce dochodzi do około 800 kolizji z tym zwierzęciem (najwyższy wskaźnik wypadków w Stanach Zjednoczonych). Łosie mają bardzo długie nogi co powoduje, że przy zderzeniu przód auta je podcina, i mogą wpaść do środka pojazdu …przygniatając kierowcę i pasażerów… Niestety wyjęcie go wymaga nierzadko ciężkiego sprzętu, a nawet dźwigu….

Wjeżdżamy do resortu Chena Hot Springs.

Jest tu miło, czysto i przytulnie. Hotelik, kemping, basen z gorącymi źródłami, małe lotnisko, muzeum lodu, szklarnie, ogrody, mała fabryczka i ku wielkiej uciesze młodzieży dostępny INTERNET 😊.



Zaczynamy od rejestracji miejsca kempingowego ($20/ auto, dump station). Trzeba zaopatrzyć się wcześniej w drewno na ognisko, bo tutaj mała wiązka kosztuje aż $25 (średnia cena to $7). Zbieramy więc „opał” w okolicznym lasku ……



Następnie kupujemy wejściówki na gorące źródła (dorosły $20/dzień, dzieci $17/dzień, czynne od 7am do 11.30pm). (Trzeba mieć ukończone 18 lat, żeby skorzystać z głównego zewnętrznego źródła termalnego). Jest to całkowicie naturalna woda (nie jest chlorowana) stale wpływająca do i z jeziora termalnego, tworząc cyrkulację i naturalną filtrację. Jest ono opróżniane tygodniowo, czyszczone i napełniane ponownie. Średnia temperatura w tym basenie wynosi 41°C przez cały rok.

W środku budynku znajduje się basen o trochę niższej temperaturze wody (27-30°C) i dwa jacuzzi.

Chena Hot Springs zostały odkryte w 1905 roku przez dwóch braci poszukujących złota, Roberta i Thomasa Swan, którzy dowiedzieli się, że w 1904 roku, ekipa geologiczna zobaczyła parę unoszącą się z doliny gdzieś w górnej części rzece Chena. Geodeci stwierdzili, że para musiała pochodzić z gorących źródeł, ale nie prowadzili w tym kierunku dalszych badań.
Latem 1905 roku bracia Swan, szukając miejsca, gdzie mógłby złagodzić bóle reumatyczne, wyruszyli łodzią załadowanym zaopatrzeniem, w poszukiwaniu tych gorących źródeł. Po ponad miesiącu od wyjazdu z Fairbanks, dotarli do North Fork of the Chena i je znaleźli.
W ciągu 6 lat powstał tu pierwszy resort obejmujący dwanaście małych domków dla gości, łaźnię i stajnię, stając się w tamtym czasie jednym z najlepszych kurortów Alaski i ulubionym miejscem wypoczynku mieszkańców Fairbanks.
Kiedy w roku w 1998 nowi właściciele (Bernie i Connie Parks-Karl) kupili resort, ich wizją było zachowanie naturalnego otoczenia kurortu i wybudowanie nowego 40-pokojowego hotelu.

Dodatkowo nowi właściciele postanowili stworzyć samowystarczalną społeczność, produkującą własną energię, żywność i system recyclingowy przy wykorzystaniu jedynie technologii geotermalnej do jego zasilania w pełni przyjaznej dla środowiska.

Dziś pozyskiwana tu energia geotermalna dostarcza ogrzewania i elektryczności dla całego resortu (nie ma tu pociągniętej linii elektrycznej czy kanalizacji z miasta) i wszystkich znajdujących się tu szklarni, a także utrzymuje muzeum lodu (Aurora Ice Museum) w stałej temperaturze minus 4°C przez cały rok.
W 2004 roku rozpoczęto tu program Chena Fresh Gardens – zainstalowano małą testową szklarnię, która obecnie działa już przez cały rok i jest ogrzewana wyłącznie wodą z lokalnego geotermalnego źródła.

Zimą 2005 roku temperatura spadła tu do minus 48°C, ale system nadal był w stanie utrzymać temperaturę wewnątrz na poziomie 25C°! Ta różnica temperatur wynosząca 72°C była największym rekordem dla jakiegokolwiek kontrolowanego zakładu produkcyjnego w USA.

Wszystkie uprawiane tu warzywa, zioła i kwiaty prowadzone są metodą hydroponiczną, czyli bezglebową z zastosowaniem wodnych roztworów soli mineralnych. W szklarniach przez cały rok uprawia się tu 25 rodzajów sałat, kilkanaście odmian pomidorów, bazylię, jarmuż, pietruszkę, koperek. Zbiory są dostarczane do restauracji resortu (zwykle 24-72 główki sałaty dziennie), a nadwyżki sprzedawane poza resort. Szklarnie produkują ponad 4 tony pomidorów rocznie.
Prawie każdą roślinę można uprawiać hydroponicznie. Ziemię zastępuje się materiałem mineralnym, który jest chemicznie obojętny (pumeks, keramzyt, wełnę mineralną czy perlit).

Oznacza to, że nie pełni on funkcji odżywczej jak ziemia, a jedynie stabilizuje korzenie rośliny. Funkcję odżywczą pełnią nawozy rozpuszczone w wodzie. Pożywka, bo tak określa się roztwór soli mineralnych w wodzie, podawana jest bezpośrednio do korzeni. Dzięki temu taka uprawa jest czysta, daje dużą kontrolę nad rozwojem rośliny i co istotne jest także bardzo prosta.
Głównymi atutami takiej hodowli są przede wszystkim wyższe plony, dzięki gęstszemu wysiewaniu oraz szybszemu wzrostowi i rozwojowi roślin, niższe skażenie produktów z uwagi na niestosowanie pestycydów oraz niepobieranie z gleby metali ciężkich, możliwość przesunięcia kwitnienia i owocowania poza normalny sezon oraz oszczędność wody.


Podczas 45 minutowej wycieczki po szklarniach (greenhouse tour) przewodniczka pokazuje nam wszystkie idealnie dopracowane udogodnienia, które pomagają utrzymywać uprawę podczas bardzo srogich i śnieżnych zim. Specjalne nachylenia dachów z odpowiednio poprowadzonym ogrzewaniem, które powoduje topnienie i spływanie z niego śniegu, czy podgrzewane podłogi, w których zamontowano rurki z cyrkulującą geotermalna wodą.

W obrębie całego resortu rozmieszczonych jest też dużo sezonowych ogródków warzywnych i kwiatowych.



Głównie uprawia się tu kapustę, szczypior, kalarepy, selery i pory.



Po wycieczce po szklarni wybieramy się do muzeum lodu (zimowe kurtki do wypożyczenia).

Lepiej zabrać ze sobą ciepłą czapkę, bo temperatura wewnątrz wynosi minus 3,8°C.





Główną atrakcją są tu oczywiście lodowe rzeźby, ale i możliwość podejrzenia artysty podczas pracy, kiedy to wykonuje dla zwiedzających kieliszki do martini. (Tak idealnie podane martini kosztuje $21).



Cena nieco wygórowana, ale w końcu to nie lada atrakcja wypić drinka i później zjeść kieliszek 😊.




Najciekawszymi rzeźbami są zdecydowanie kwiaty zatopione w lodzie, które tworzy się albo zalewając je wodą albo wtapianie ich w istniejąca bryłę lodu.


Znajduje się tu hotel z lodowymi łóżkami, gdzie doba kosztuje $600 od osoby. Problem jest tylko taki, że nie ma tu dostępnej toalety, a więc i chętnych na te noclegi brak.



Jako ostatni punkt atrakcji przewidziany na dzisiaj, jest spacer do hodowli psów (dog kennel).



Podczas mniej gorących niż dzisiejszy dni odbywają się tu wycieczki psimi zaprzęgami (bilet $65/$32dzieci).




Jest tu bardzo dużo psów (huskich), niektóre z nich przeznaczone są do adopcji, wszystkie niestety „podłączone” do łańcuchów.

Wyglądają nieco na zabiedzone i smutne.


Chodzimy pomiędzy budami przez pół godziny i wracamy na kemping, by w końcu rozpalić porządne ognisko i zasiąść przy nim z kijkiem i kiełbasą.


Dzień 10
Wyjeżdżamy o świcie w kierunku Fairbanks…..


…… i następnie dalej na południe – Richardson Highway.



Znowu mijamy kilka brodzących w bagnach łosi.



W Fairbanks skręcamy na południe kierując się do North Pole – chyba najbardziej znanego na Alasce sklepu z upominkami.



Jest to sklep sprzedający przez cały rok ozdoby choinkowe i rezydującym tu prawdziwym Mikołajem, dzięki czemu przyciąga tu mnóstwo turystów, w szczególności zorganizowane wycieczki autokarowe.


A ponieważ pada deszcz a przed nami długa droga to i my decydujemy się na krótki spacer po sklepie, w którym zresztą akurat przebywa liczna wycieczka z Polski 😊.


W strugach deszczu jedziemy Richardson Highway dalej na południe, mijając znowu kilka brodzących przy drodze łosi.

Łosie są roślinożercami, które żywią się różnorodnymi roślinami, w tym liśćmi, gałązkami, pąkami i roślinnością wodną, której mają tu pod dostatkiem.

Łosie często można spotkać w pobliżu wody. Są niesamowitymi pływakami, przynajmniej jak na zwierzęta kopytne. Potrafią osiągać prędkość co najmniej sześciu mil na godzinę. Brzmi to jak nie więcej niż trucht dla ludzi, ale większość ludzi potrafi pływać tylko z prędkością dwóch mil na godzinę.

Łosie mogą zanurzyć się do głębokości 6 metrów i pozostać pod wodą przez maksymalnie 30 sekund! Robią to, aby dotrzeć do roślin wodnych na dnie rzek i jezior.

… i rozbitych przez te łosie samochodów….:(

Zatrzymujemy się w Big Delta Historic Site (mila 274), kiedyś ważnym punkcie dla podróżujących górników i żołnierzy na szlaku Valdez-Fairbanks (w latach1909 – 1947).

Znajduje się tu kilka odrestaurowanych budynków i muzeum. Najważniejszym z nich jest Rika’s Roadhouse zbudowany w 1910 roku, przez John’a Hajdukovicha, który 13 lat później sprzedał go szwedzkiej imigrantce (za „10 tysięcy dolarów i inne względy”). Pani ta zarządzała restauracją do późnych lat czterdziestych i mieszkała tam aż do śmierci w 1969 roku.

Innym ciekawym obiektem jest chata z dachem pokrytym trawą z artefaktami pionierów z lat 1900–1950.

Niektóre pokoje zostały umeblowane akcesoriami z lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku, podarowanymi przez lokalnych mieszkańców.

Miejsca takie jak te powstawały wzdłuż całej trasy Richardson Highway pomiędzy Valdez i Fairbanks, zapewniając podróżnym wygodny przystanek, z ciepłym posiłkiem i wygodnym łóżkiem. Te miejsca służyły również jako ośrodki lokalnego handlu, a wiele z nich, takich jak Big Delta, zawdzięcza swoje powstanie właśnie dzięki lokalizacji na tej trasie.

Pod koniec wizyty w tym miejscu uzupełniamy dzienne zapotrzebowanie witamin racząc się soczystymi malinami….

za Delta Junction zaczyna się kraina naprawdę przepięknych widoków. (mila 251)










Pomimo zbliżającej się burzy wybieramy się na szlak Castner glacier ice cave (długość 2.6 mili)

Idziemy praktycznie po płaskim terenie wzdłuż rzeki.


Widoki dookoła przepiękne……





Trzeba ściągnąć wcześniej mapę z alltrails bo nie ma tu żądnych oznaczeń ani znaków wskazujących szlak lub nawet miejsce jego rozpoczęcia.



Jaskinia lodowa, która znajduje się na końcu szlaku wygląda jak zbudowana z brudnej ziemi.

Z wielkim hukiem wypływa z niej rzeka Castner, która jest generalnie zbyt głęboka, aby się przez nią przeprawiać.

Najlepszy okres roku by odwiedzić jaskinię to luty i marzec. Rzeka zaczyna zamarzać zwykle około połowy listopada, przy czym woda w środku jaskini zamarza dłużej niż Castner Creek na zewnątrz, a pod lodem zawsze płynie woda, więc trzeba bardzo uważać zwłaszcza na początku zimy, Nawet w późniejszych miesiącach zimowych w tylnej części jaskini znajduje się otwarta woda i cienki lód na jej granicy.



Wracamy pędem z powrotem do kampera już niestety w strugach deszczu.


Kolejny punkt na naszej trasie to Pipeline viewing area.

TransAlaska Pipeline rozciąga się na długości ponad 800 mil (1286 km). Przechodzi przez trudny teren wietrznej zmarzliny, ponad 30 dużych rzek oraz trzy potężne pasma górskie zaczynając się Prudhoe Bay, gdzie ropę się wydobywa, a kończąc w Valdez, gdzie ropę ładuje się na tankowce (Valdez posiada niezamarzający w zimie port).

TransAlaska Pipeline System był największym prywatnym projektem budowlanym swoich czasów. Jego budowa kosztowała 8 miliardów dolarów i zajęła ponad 3 lata. (Od początków jego powstania przetransportowano już ponad 18 miliardów baryłek ropy).



Nocleg znajdujemy and Summit Lake przy głównej drodze. Pada deszcz, gdy zasypiamy i niestety pada deszcz, gdy się budzimy dnia następnego…….
Dzień 11
Wstajemy o 5.30 rano i po szybkiej rozgrzewającej kawie …. w strugach lejącego deszczu jedziemy dalej na południe…

Szkoda, że pogoda tak się zepsuła, bo góry i widoki dookoła są przepiękne.

W Paxson – (typowa dziura zabita dechami)…..



…. skręcamy na zachód (Denali hwy) i jedziemy w kierunku Tangle lake.

Droga prowadząca do jeziora jest asfaltowa, tuż za nim zaczyna się szutrowa i przejazd nią jest zabroniony przez firmy wypożyczające kampery, a nawet samochody osobowe.

Dojeżdżamy do Tangle lake, napełniamy wszystkie baniaki wodą z kempingowej pompy i wyruszamy na krótki szlak Ridge trail.



Wspinamy się delikatnie na wzgórze, porośnięte krzakami borówek i jagód.


Co kilka metrów napotykamy również sporych rozmiarów grzyby.



Idziemy wzdłuż jeziora po grani wąską ścieżką.

Dochodzimy do okręgu – spirali ułożonego z kamieni i w tym miejscu zawracamy…….

przyglądając się jeszcze przez chwilę małemu ciekawskiemu gryzoniowi…. susłogonowi arktycznemu (arctic ground squirrel).

Zwierzę to zapada w długi sen zimowy trwający 7,5–8 miesięcy (od końca sierpnia do końca kwietnia). W czasie snu temperatura ciała pod skórą spada nawet do minus 4 °- 10 °C. W związku z tym posiada specyficzne rodzaje białek w komórkach chroniące tkanki przed zamarznięciem.

Aktywny tryb życia prowadzi wyłącznie od 5 rano do 8 wieczorem. Nawet w czasie arktycznego dnia trwającego przez prawie całą dobę nie opuszcza norki po godzinie ósmej.

Pokarm susła jest zróżnicowany. Je trawy, zioła, bulwy, nasiona, jagody oraz owady, ale także grzyby, liście niektórych drzew, padlinę i jaja ptaków. Jesienią gromadzi w norce zapas roślinnego pokarmu, ale spożywa go dopiero bezpośrednio po obudzeniu się ze snu zimowego.

Wracamy do Richardson Hwy tą samą drogą, zatrzymując się na chwilę na Rest area (z dobrym punktem widokowym i wc)





i jedziemy dalej na południe do Glennellen.







Znajduje się tu stacja benzynowa (ceny benzyny wysokie).



Jedziemy dalej Richardson Hwy na południe i zatrzymujemy się w Wrangell St Elias National Park Visitor Center. Oglądamy wystawy i krótki filmik edukacyjny o parku. Przed budynkiem stoi model koła rybnego – fishwheel.

Koło rybne, znane również jako koło łososiowe, jest urządzeniem umieszczonym w rzekach do łapania ryb, które wygląda i działa jak młyn wodny. Jednak oprócz łopat koło rybne jest wyposażone w kosze z drutu przeznaczone do łapania i przenoszenia ryb z wody do pobliskiego zbiornika retencyjnego.

Prąd rzeki naciska na zanurzone łopaty i obraca koło, przepuszczając kosze przez wodę, gdzie przechwytują ryby, które pływają lub dryfują. Oczywiście silny prąd jest najbardziej skuteczny w obracaniu koła, więc koła rybne są zwykle sytuowane w płytkich rzekach o bystrych prądach.

Koła rybne stały się popularne na Alasce od czasu ich wprowadzenia przez poszukiwaczy złota około 1900 roku i nadal są używane w niektórych miejscach. Jakość złowionych w ten sposób ryb jest najwyższej klasy, ponieważ nie są uszkodzone przez sieci i mogą być trzymane żywe do momentu wysłania do przetwórców ryb.

Ruszamy dalej…. na południe.

W miarę zbliżania się do Valdez pogoda coraz bardziej się psuje, pojawiają się gęste chmury, aż w końcu zaczyna lać ….

Wjeżdżamy w Keystone Canyon (mila14-17 na Richardson Highway) w totalnej zlewie…szkoda bo to przepiękne miejsce z pionowymi granitowymi skałami, z których spływają do doliny liczne wodospady …..

Najbardziej znanymi wodospadami są Horsetail Falls i Bridal Veil Falls.

Roczny opad śniegu w okolicy Valdez to ponad 8 metrów rocznie.

Można sobie tylko wyobrazić jak liczne i spektakularne są te wodospady na wiosnę, kiedy to śnieg zaczyna się topić.
Zimą, gdy wodospady zamarzają, stwarzają doskonałe możliwości nie tylko fotografowania, ale również do wspinaczki lodowej, przyciągając entuzjastów sportów zimowych z całego świata. Valdez również słynie z tzw. heli-skiing. To rodzaj jazdy na nartach czy snowboardzie poza wytyczoną trasą, wykorzystujący helikopter do transportu narciarzy do odległych obszarów. Koszt jednorazowego lotu waha się pomiędzy $1,200-$1,500/osobę.

Jedziemy bezpośrednio do The Solomon Gulch Hatchery (1561 Dayville Rd, Valdez), zwanej potocznie wylęgarnią ryb.

W latach 1971-1973 obszar ten nawiedziły ekstremalnie ciężkie zimy, które stały się przyczyną wyginięcia większości łososi w zatoce Sound Prince Williams. Spowodowało to całkowite załamanie się rybołówstwa komercyjnego oraz sportowego na wiele lat. Lokalnie rybacy postanowili założyć „wylęgarnię” wyznaczając sobie za cel przywrócenie w zatoce takiej samej populacji łososi, jaka była przed tą katastrofą.

Każdego roku wypuszcza się tu na wolność 250 milionów narybku łososia różowego i 1,8 miliona smoltów łososia srebrzystego (co jest ściśle kontrolowane przez stan Alaska). Narybek tu wyhodowany znajduje również nabywców wśród hodowców ryb, a także służy do zarybiania alaskańskich rzek i jezior. Średnie powroty dorosłych ryb do wylęgarni wynoszą około 15,8 miliona dorosłych łososi różowych i 83 tysiące łososi srebrzystych.

Odłów jaj lub tarło odbywa się późnym latem. Ryby te wracają do budynku wylęgarni, za pomocą drabiny rybnej, która przenosi ryby ze słonej wody do rynny na brzegu.

Zimą personel opiekuje się jajami, gdy wykluwają się one w narybek i osiadają w specjalnym żwirze. Wczesną wiosną narybek gotowy jest do wypuszczenia do oceanu. Pracownicy pompują narybek do siatkowych wodnych zagród, gdzie jest on karmiony komercyjną paszą dla łososi, aż osiągnie docelową wagę co najmniej 0,5 grama. Stamtąd smolty są wypuszczane do ukończenia swojego cyklu życiowego na otwartym oceanie. Ten proces jest znany jako hodowla oceaniczna. Dorosłe osobniki, które mają średnio około 3,5 funta każda, wracają następnego lata i proces zaczyna się od nowa. Naukowcy uważają, że ryby te potrafią nawigować, używając ziemskiego pola magnetycznego jako kompas, (zawsze wracając do miejsca, gdzie się urodziły).


Potrafią odróżnić chemiczny „zapach” swojej rodzinnej rzeki od innych cieków wodnych. Wykorzystują również bodźce świetlne do odnalezienia właściwego kierunku migracji.


Setki skrzeczących w niebogłosy mew unosi się nad zatoką wypełnioną dosłownie po brzegi łososiami …i pływającymi pomiędzy nimi lwami morskimi.

Lwy morskie (Steller sea lions) mają nie lada ucztę otwierając paszcze do których same wskakują ryby.


Lwy morskie są drapieżnikami. Spożywają duże ilości ryb i pomagają regulować populacje gatunków ofiar. Są jednak również ofiarami i stanowią ważne źródło pożywienia dla dużych zwierząt takich jak orki.

W przeszłości zabijane były przez rdzenną ludność Alaski.

Pozyskiwano z nich mięso, olej i tłuszcz. Kości i wąsy były używane do narzędzi, ścięgna do sznurków, jelita i żołądki do wodoodpornych pojemników i odzieży, a skóry były używane do wyrobu kajaków. Znaleziono też narzędzia i elementy ozdobne wykonane z kości. (Obecnie jedynie rdzenna ludność ma prawo polowań na te zwierzęta po zdobyciu specjalnego pozwolenia).

Jedyną niedogodnością przebywania na tym terenie są setki martwych, rozkładających się ryb, które niestety wytwarzają niezbyt przyjemną woń unoszącą się w powietrzu….


Perspektywa zjedzenia na kolację pysznej świeżutkiej ryby nabiera całkiem realnego światła…..

Lokalny rybak pożycza nam swoją wędkę i szybko przyucza, jak złapać przy jej pomocy łososia.

Po 10 minutach mamy ich już 4…


Naszym trofeum stały się łososie różowe (pink salmon), które pan rybak nam filetuje.




A więc czas na kolacje! Co za smak – usmażone na maśle są przepyszne!

Pozostałe dwie ryby chowamy do zamrażalki z przeznaczeniem na kolejny posiłek. Po tej wspaniałej kolacji podjeżdżamy jeszcze około 1,5 mili na zachód… gdzie spotyka nas kolejna miła niespodzianka – wielki niedźwiedź na brzegu zatoki wcina sobie ryby……

Przyglądamy mu się przez chwilę z bezpiecznej odległości i zawracamy.

A tu kolejne 2 sztuki spożywające kolacje po drugiej stronie drogi …….

Ponieważ robi się już całkiem ciemno – ruszamy w poszukiwaniu noclegu w kierunku Valdez. Szybkie zakupy w Safeway‚u i wyjeżdżamy z miasteczka, bo nie możemy znaleźć żadnej miejscówki. Rzeki wystąpiły z koryt w niektórych miejscach, wszystko pozalewane, więc boimy się wjeżdżać gdziekolwiek w totalnej ciemności.… Wracamy więc do skrzyżowania z drogą prowadzącą do Solomon Gulch Hatchery i tu zostajemy na noc.
Dzień 12

Zaczynamy od wizyty w Chugach National Forest visitor Center, znajdującym się przy głównej drodze tuż przed wjazdem do Valdez. Znajduje się tu mała platforma widokowa, gdzie zauważamy kilka łososi i mały wodospad na rwącym potoku.


Można sobie też tu poskubać trochę malin. (Dużo ciekawych ulotek i mapek dostępnych w środku budynku).


Zatrzymujemy się na chwilkę na parkingu przy promie – Valdez Ferry Terminal (są tu czyste łazienki) ale widoki nie napawają optymizmem…. Wszystko tonie w gęstej mgle okrapianej deszczem.


Tankujemy ($4.39/galon) i za $5 kupujemy dostęp do wody, żeby uzupełnić zbiornik kampera. Jedziemy nad Valzdez lake, gdzie mieliśmy plan, żeby popływać kajakiem, ale przy takiej pogodzie nie ma to w ogóle sensu.


Tym bardziej, że ceny wynajmu są dosyć wysokie. (podwójny kajak $125, pojedyńczy $65/ 3 godziny). Na jeziorze pływają małe góry lodowe.


Jedziemy jeszcze raz do Solomon Gulch Hatchery ale jest odpływ, i lwy morskie sobie gdzieś odpłynęły…. misi też nie ma – pewnie jeszcze smacznie śpią po obfitej wczorajszej kolacji 😊.

W strugach deszczu wyjeżdżamy z Valdez i znowu nie mamy możliwości nacieszyć się pięknem kanionu i wodospadów.

Przejeżdżamy przez Thompson Pass i zatrzymujemy się przy lodowcu Worthington (mila 28, $5/parking) do którego podchodzimy krótkim szlakiem.



Worthington glacier jest jednym z najbardziej dostępnych lodowców na Alasce, co czyni go bardzo popularnym miejscem turystycznym


Pogoda w końcu się poprawia i jesteśmy w stanie ujrzeć niesamowite piękno okolicznych gór…..




Z powodu poprawy pogody zawracamy na Thompson pass,

skąd wychodzi szlak Thompson pass trail.

W zasadzie idziemy na przełaj (bo wytyczonego szlaku to nie ma).

Spacerujemy po gąbczastym mchu zapadając się nieco….



W końcu wiatr przewiał chmury i jesteśmy w stanie dostrzec wspaniałe otaczające nas pasma górskie i spływające z nich lodowce.


Przeszliśmy szlak – pętelkę, ale trochę inaczej niż pokazywała nam mapa z alltrails. To co nas zaciekawiło to dziwny długi płotczęsciowo zniszczony…. leżący sobie na jednym ze wzniesień….

Niestety nie znalazłam nigdzie informacji na temat jego zastosowania w tym odludnym terenie.

Znajdujemy tu bardzo ciekawe porosty m.in:

Chrobotek reniferowy (Grey reindeer lichen) – rosną przy ziemi w otwartych, wilgotnych siedliskach, wśród mchów i innych porostów, będący podstawowym pokarmem karibu w Ameryce Północnej.

Po „zdobytym” szlaku jedziemy dalej na północ …



i skręcamy w Edgerton Cutodd Road – skąd rozpościerają się wspaniałe widoki na park narodowy Wrangell St Elias.



Jest to największy park narodowy w Stanach Zjednoczonych oraz trzeci co do wielkości na świecie, zajmując taki sam obszar jak terytorium Mołdawii.😊.

Na terenie parku leży dziewięć z 16 najwyższych szczytów w Stanach Zjednoczonych, a w tym Góra Świętego Eliasza (5489 m n.p.m.) – druga co do wysokości (po Denali).

Park został utworzony w miejscu, gdzie łączą się cztery wielkie łańcuchy górskie: Alaska, Góry Wrangla, Góry Świętego Eliasza oraz góry Chugach. Około 25% powierzchni parku pokrywają lodowce.

Dojeżdżamy do wodospadu Liberty Falls, znajdującego się na kempingu.

A ponieważ nie jest on jakoś szczególnie widowiskowy nie zostajemy tam na dłużej.

Zawracamy kilka mil do punktu widokowego na przepiękne pasma górskie zatopione w zachodzącym słońcu, gdzie spędzamy noc.


Dzień 13

Wyjeżdżamy jak zawsze o świcie i pomimo soboty jesteśmy zmuszenie spędzić ponad 20 minut czekając na samochód -pilota w związku z robotami drogowymi, przez które ktoś musiał nas pokierować. Drogowcy ubrani są w specjalne siatki antykomarowe chroniące ich twarze przed krwiopijcami komarami. Wystarczy otworzyć okna na kilka sekund a już ma się ich niezłe stado w środku auta. Z powodu tegoż właśnie remontu drogi, nie możemy zjechać do miejsca, na którym nam najbardziej zależy…… (zjazd do lokalnego lotniska, gdzie znajdują się koła łososiowe – fishwheels. Jedziemy więc do Chitina, a w zasadzie wyjeżdżamy kawałek za miasteczko, przejeżdżając most nad rzeką Copper River.


Stąd też widzimy koła (patrząc na północ) ale są tak daleko, że tylko przez 600 mm obiektyw jesteśmy w stanie je dostrzec.

Chitina jest miniaturowym miasteczkiem z hotelem (wystawionym obecnie na sprzedaż), „galerią sztuki” i sklepem monopolowym. Tu kończy się przysłowiowy alfalt i zaczyna bardzo nieciekawej jakości szutrowa droga prowadząca do Kennecott Mines National Historic Landmark (Wrangell-St. Elias National Park).



Wracamy tą samą drogą do Edgerton cuttoff Road i do głównego skrzyżowania w Glennallen, gdzie następnie skręcamy na Glen Hwy i mkniemy na zachód.

Odbijamy następnie na północ do Lake Lewis.

Droga jest wybitnie wyboista, sprawiając wrażenie jakbyśmy przemieszczali się rozklekotaną kolejką górską w parku rozrywki.

Budowanie i remontowanie dróg na Alasce wygląda nieco inaczej niż w pozostałej części kraju ze względu na występującą tu wieczną zmarzlinę.

Zmarzlina to grunt, który pozostaje zamarznięty (czyli utrzymuje temperaturę poniżej 0°C) przez ponad dwa lata, a w wielu przypadkach przez setki lat. Departament Transportu stanu stara się unikać budowania na zmarzlinie, ale nie zawsze jest to możliwe, ponieważ zmarzlina pokrywa 85% Alaski.

Pod wpływem zamarzania i rozmarzania górnej warstwy nawierzchni następuje jej nierównomierne osiadanie, zapadanie lub przesuwanie, powodując efekt falowania w nawierzchni wyboje i dziury.

Stosuje się też liczne techniki utrzymywania ziemi w chłodzie takie jak: Używanie izolacji z płyt piankowych do utrzymywania ziemi w chłodzie podczas lata czy budowanie nasypów drogowych z dużych kamieni z przerwami między nimi, aby umożliwić ucieczkę ciepła.

Złą wiadomością jest to, że jednym z najszybszych sposobów na rozmrożenie zmarzliny jest budowanie na niej drogi. Dużym problemem jest bogaty w lód, mulisty materiał, który znajduje się tuż na krawędzi zamarznięcia. Ten rodzaj zmarzliny jest szczególnie podatny na rozmrażanie, gdy proces ten jest zakłócony poprzez budowę infrastruktury, a gdy się topnieje, osiada i staje się niestabilna. Niektóre z głównych dróg autostradowych w stanie, nie wspominając o niezbędnych wiejskich lotniskach, biegną niestety nad taką niestabilną zmarzliną topniejącą.
Dojeżdżamy do jeziorka i położonego nad nim małego kempingu.

Jest to całkiem przyjemne miejsce na biwak…. Nie mamy jednak czasu, żeby spędzić tu dłuższą chwilę, bo chcemy koniecznie zdążyć na wycieczkę po lodowcu Matanuska zarezerwowaną na godzinę drugą.

Pędem wracamy więc do głównej drogi #1 i mijając przepiękne krajobrazy jedziemy dalej na zachód.


Na mili 102 zjeżdżamy w dół do doliny szutrową stromą drogą, następnie przejeżdżamy znikomej jakości mostem nad rwącą rzeką i dojeżdżamy do szlabanu. Tu znajduje się sklep z upominkami, w którym ulokowane jest biuro firmy turystycznej Glacier tour of the Matanuska (66500 S Glacier Park Rd Sutton (Text 24/7: (907) 232-9046 – Call (907) 745-2534.) 10AM, 11AM, 1PM & 2PM. W biurze wykupujemy bilety ($150/dorosły,$30/dzieci poniżej 14 lat).
Po wykupieniu biletów jedziemy kolejną milę lub nawet dwie do głównej bazy – dużego hangaru, w którym umiejscowione są stoły z ławkami, toalety i wypożyczalnie kasków ochronnych.

Tu przejmują nas przewodnicy. Do naszej 5 osobowej grupy dołącza jeszcze tylko 1 osoba i przydzielają nam przesympatyczną przewodniczkę Naomi, która z wielką pasją i zaangażowaniem opowiada nam o lodowcu Matanuska.

Ruszamy metalowym pływającym pomostem do stanowiska z rakami,


….które musimy przymocować do butów przez wejściem na lodowiec.

Na Alasce znajduje się ponad 100 tysięcy lodowców, (z czego tylko 1% z nich jest nazwanych), pokrywając 5% powierzchni stanu.

Lodowce wymagają trzech warunków do powstania: obfitych opadów śniegu, chłodnych lat i grawitacyjnego przepływu lodu.

Powstają na obszarach lądowych, gdzie roczne opady śniegu są większe niż roczne topnienie śniegu.


Poniżej mapa lodowców, jakie pokrywały obszar Alaski w plejstocenie (okres od 2,58 mln do 11,7 tys. lat)

i aktualna mapa lodowców….



Niezależnie od pogody ciepłe czapki, polar i rękawiczki są bardzo przydatne ze względu na zimno „bijące” od lodowca, na którego powierzchni spędzamy 2 godziny.


Lodowiec Matanuska sięgał kiedyś aż do Anchorage…i od około 22 tysięcy lat zaczął się cofać do miejsca w którym znajdujemy się obecnie.

Matanuska Glacier jest najdłuższym dostępnym lodowcem w Stanach Zjednoczonych, do którego da się dojechać samochodem.

Jego długość to 27 mil (43 km), a szerokość przy czole lodowca 4 mil (6.4km) (średnia szerokość to 2 mile – 3.2km). Lodowiec porusza się około 30 cm na dzień.

Podczas wycieczki mijamy wiele szczelin lodowcowych, które wyglądają bardzo niewinnie, ale ich głębokość może sięgać nawet kilkudziesięciu metrów.

Szczelina lodowcowa to pęknięcie lub uskok tworzące się w wyniku pękania lodowca, spowodowanego przez jego ruch ponad wybrzuszeniami i uskokami podłoża.

Powstawanie lodowców to długotrwały proces, trwający setki lat.

Lodowce powstają ze śniegu w miejscach, których ukształtowanie terenu i odpowiednio niska temperatura powietrza umożliwia utrzymywanie się pokrywy śnieżnej przez cały rok.


Następnie nagromadzony śnieg zaczyna podlegać przeobrażeniom.

W cieplejszych okresach, wierzchnia warstwa topi się, a woda wsiąka w głąb.

Dolne warstwy śniegu, pod wpływem wpływającej w nie wody oraz ciężaru kolejnych warstw śniegu, zamieniają się w ziarnisty śnieg, który w trakcie kolejnych przeobrażeń przekształca się w lód lodowcowy.

Lodowce pochłaniają czerwone i żółte światło, ale obijają niebieskie, dlatego sprawiają wrażenie, jakby miały niebieski kolor.

Starsze części lodowców mają jeszcze większą gęstość, przez co wydają się być bardziej ciemne.






Kończymy naszą ekscytujący spacer po lodowcu przemarznięci ale pełni wrażeń.

Wracamy do kampera i wracamy do głównej drogi #1, cofając się kilka mil na wschód w celu zdobycia góry Lion’s head, skąd będziemy mieli wspaniały widok na lodowiec Matanuska z nieco innej perspektywy. Parkujemy na ogromnym parkingu (mila 106), zakładamy kurtki przeciwdeszczowe i ruszamy. Pierwsza część szlaku prowadzi nas szutrową szeroką drogą, która kończy się przy stacji firmy telekomunikacyjnej AT&T.


Na budynku znajduje się informacja, żeby zadzwonić pod podany numer telefonu i zostawić info z naszymi danymi. Omijamy ten punkt, ze względu na brak zasięgu (przewodniczka z Matanuska Glacier powiedziała nam, że nikt tego nie sprawdza i bardzo niewiele osób jest w stanie się zarejestrować właśnie ze względu na brak serwisu w tym terenie). Szlak ma zaledwie 2.1 mili w obie strony, ale przewyższenie jest ponad 300 metrów (tysiąc stóp) co oznacza, że będziemy się trochę wspinać.


Przydatne będzie zabranie rękawiczek rowerowych i po jednym kijku hikingowym…

Ponieważ pada deszcz – szlak jest bardzo błotnisty i śliski. Jedyną możliwością, żeby dostać się na górę jest wciąganie się na górę trzymając się korzeni i gałęzi drzew. Bez tego wejście byłoby po prostu niemożliwe. Ekstremalnie ślizgają się nawet powierzchnie najlepszych butów trekkingowych.

Szlak należy do raczej rzadko uczęszczanych – spotkałyśmy tylko 2 dwuosobowe grupy hikerów.

Ledwo wdrapujemy się na samą górę, gubiąc szlak kilkakrotnie i wspomagając się ściągniętą mapą z alltrails, która jest tutaj niezbędna.

Pomimo słabej widoczności i deszczu, szlak jest prawdziwą petardą. Widok z góry na całe wielkie cielsko lodowca rzuca na kolana.

przez teleobiektyw można dopatrzeć się wielu ciekawych szczegółów lodowca.

Wejście zajmuje nam 1godzinę i 15 minut, a zejście 1 godzinę. (Zejście jest o wiele trudniejsze niż wejście).

Trzeba bardzo uważać, i mocno trzymać się gałęzi i korzeni, żeby nie zjechać z impetem w dół.

Wracamy do kampera i decydujemy się na pozostanie tu na noc, leje deszcz więc i tak nie ma sensu się nigdzie ruszać.
Dzień 14

Wyruszamy o 7 rano we mgle…… na oparach benzyny… ☹ W naszych przeliczeniach nie uwzględniliśmy prawie 40 milowej trasy nad jezioro Louise i zjazdu na lodowiec Matanuska, co znacznie ukruciło nasz zasób paliwa…..

Mamy wielkie szczęście, że przed Palmer trafiamy na stacje benzynową, jadąc już na rezerwie pokazującej 13 mil do wyczerpania baku☹.

MIjamy kolejne przepiekne krajobrazy …. zatopione w gęstych chmurach.

Głównym punktem w dniu dzisiejszym jest farma wołów piżmowych Muskox farm ($14/$8 dzieci). Dobrze, że zrobiliśmy rezerwację na godzinę 10 (ze względu na odbywające się tu od godziny 11 biegi przełajowe kolejne trzy wycieczki zostały odwołane).

Meldujemy się w biurze i ponieważ mamy chwilkę wolnego czasu oglądamy sobie wyroby wykonane z wełny tychże wołów.

Ceny są iście ciekawe – szalik kosztuje $925, czapki można już dostać już od $275 za sztukę.

Wycieczka trwa 45 minut i odbywa się z przewodnikiem w dziesięcioosobowej grupie.

Znajdujące się na farmie osobniki zostały sprowadzone z Grenlandii i zostaną wypuszczone w północnej części Alaski po osiągnięciu odpowiedniego wieku.

Musk Oxen mają 2 warstwy futra – zewnętrzną warstwę (zwaną „włosami ochronnymi”) i wewnętrzną warstwę krótszych włosów zwaną „qiviut”, która wypada na sezon letni.

Warstwa wewnętrzna jest używana do produkcji wełny, jest jedną z najcieplejszych naturalnych włókien na świecie – jest 8 razy cieplejsza niż wełna owcza.

W połowie XIX na Alasce zostały odstrzelone ostatnie sztuki wołów. Teraz wszystkie występujące na Alasce są introdukowane.

Na początku XX wieku piżmowół był zagrożony wyginięciem ze względu na masowe polowania w innych obszarach Kanady i Grenlandii już prawie na całym obszarze swego występowania, a jego liczebność spadła wtedy do poniżej 20 tysięcy sztuk.

Obecnie liczebność populacji objętych ochroną wzrasta, i szacowana jest na 80-125 tysięcy osobników.

Jedynymi drapieżnikami, które polują na piżmowoły są wilki i białe niedźwiedzie, jednak w praktyce bardzo rzadko ich polowania są uwieńczone sukcesem i nie były w stanie zachwiać liczebności populacji.

Śmiertelnym zagrożeniem dla piżmowołów stała się dopiero broń palna.


Wyjeżdżamy z farmy kierując się do Palmer Visitor Center, gdzie podjadamy maliny z pokazowego ogrodu umiejscowionego za budynkiem…..



W Palmer co roku w drugiej połowie sierpnia odbywa się State Fair, gdzie rolnicy prezentują swoje gigantyczne warzywa i konkurują o rekordy świata.
W 2012 roku prezentowana była tu 63 kilogramowa kapusta oficjalnie uznana jako największa kapusta świata w księdze rekordów Guinnessa.

W 2022 wystawiono tu 973 kilogramową dynię.

Co roku można podziwiać coraz to większe i „dorodniejsze” wytwory lokalnych rolników, takie jak 10kg marchewki czy 23 kg buraki czerwone……
Pogoda nam niestety nie dopisuje, ale nie dajemy za wygraną i jedziemy na krótki szlak prowadzący dookoła Reflections lake.

Jest to w zasadzie milowa ścieżka po płaskiej powierzchni prowadząca do platformy widokowej, na którą trzeba się wspiąć po metalowych schodkach.

Jedynymi „widoczymi” atrakcjami w tak nieprzyjemną pogodę są tylko rozsiane po lesie grzyby i pływające po jeziorku kaczki loon.



Kolejnym punktem jest Eklutna historic park (Eklutna Village Rd, Chugiak).

Na terenie parku znajduje się ponad 100 małych kolorowych grobów w stylu domków dla lalek, zwanych domami duchów.

Te unikalne groby powstały w wyniku połączenia kultury rosyjskiej prawosławnej i dziedzictwa plemiennego Athabaskanów, przeplatając się ze sobą, aby zademonstrować wiarę w życie pozagrobowe.

Kiedy członek rodziny umiera, na grobach kładzie się koce, które służą praktycznemu celowi pocieszania zmarłego w trakcie przejścia do duchowego świata.

Po około czterdziestu dniach rodziny wracają, aby odprawić kolejny rytuał, umieszczając nad grobem „pudełko duchów” i pozostawiając pożegnalne spersonalizowane dary.

Pudełko duchów symbolizuje schronienie dla duszy zmarłego w życiu pozagrobowym, a dary wyrażają miłość i szacunek.

Groby te sięgają wielu pokoleń i jest to nadal aktywny cmentarz.

Kolejny nasz punkt to znajdujący się niecałą milę dalej Thunderbird falls trail (parking $5/auto, długość szlaku 1,8 mili)

– familijny szlak wiodący szeroką drogą do platformy widokowej, gdzie podążamy razem z tłumem turystów.



Ciekawe są tu okazy kolorowych grzybów porastających las. Sam widok wodospadu nie robi na nas jakiegoś piorunującego wrażenia.

***Znajdujemy w końcu dump station (bezpłatna) i propan na Chevron Denali Express gas station (11836 Old Glenn Hwy, Eagle River)***.
Na koniec dnia zostawiamy sobie Szlak Mt. Baldy (długość 2,6 mili, przewyższenie 1,138 ft), który pokonujemy przy praktycznie zerowej widoczności i siąpiącym deszczu.

Na samym początku szlaku natrafiamy na porzucone rudery domów…..


Jest bardzo błotnisto i stromo…..

Jakby nie ta pogoda byłby to całkiem przyjemny szlak z panoramicznymi widokami…. które odsłaniają się przed nami na około pół minuty…..


Mieszkańcy Anchorage przychodzą tutaj ze swoimi psami na spacery……



Na tym kończymy dzisiejsze zwiedzanie ze względu na ohydną pogodę i postanawiamy znaleźć kemping by upiec na ognisku pozostałe 2 łososie złowione w Valdez.

Przejeżdżamy Anchorage i mkniemy w kierunku Whittier, skąd jutrzejszego ranka wypływamy na wycieczkę statkiem.

Na chwilę łapiemy też tęczę 🙂


Znajdujemy super miejscówkę na Black Bear campground ($19/noc).

Ku naszej radości jest ręczna pompa wodna, z której zdobędziemy wodę nalewając prymitywnie wykonanym lejkiem do zbiornika kampera

Kemping ma nowe drewniane stoły i metalowe grille. Rozpalamy ognisko z zebranego na kempingu mokrego drzewa wspomagając się 2 suchymi kłodami schowanymi na czarną godzinę w kamperze. Zawijamy rybę w folię i pieczemy na grillu……..

SMAKUJE WYŚMIENICIE! Milion razy lepsza niż z patelni 🙂
Dzień 15
Wyjeżdżamy rano z kempingu i kierujemy się do Boggs Visitor Center.

Znajdują się tutaj ciekawe wystawy i film o Chugach National forest. O 11.30am przejeżdżamy tunelem do Whittier ($13/auto) …..

i parkujemy niedaleko przystani statków wycieczkowych ($11.50/auto). (Phillips Cruises & Tours, LLC, 100 West Camp Rd, Whittier). Cena 4,5 godzinnej wycieczki Glacier Quest Cruise to $174 za osobę dorosłą, $114 za dziecko. (kawa i herbata bez limitu, wliczony posiłek: przepyszna zupa krem z łososia+sałatka).

Whittier jest „bramą” do oszałamiająco pięknej cieśniny Księcia Williama, gdzie znajduje się 150 lodowców i niesamowicie bogate życie morskie, będące domem dla wydr morskich, fok i wielorybów.

O godzinie pierwszej wypływamy z portu z wielką radością, że pogoda znacznie się poprawiła i wiatr przewiał chmury, dając nam szansę podziwiania całego piękna znajdującego się na trasie wycieczki.


Rejs wycieczkowy jest nadzorowany przez rangerkę z Chugach National Forest, która opowiada ciekawe historie na temat lokalnej flory i fauny.


Coraz wspanialsze widoki powoli wyłaniają się zza chmur i pogoda poprawia się z każdą minutą oddalania się od Whittier.

Ze stromych szczytów wodospady wpadają bezpośrednio do zatoki.



I znowu udaje nam się zobaczyć orki (killer whales), których przez ostatnie 2 tygodnie załoga statku nie miała szansy zobaczyć ze względu na niesprzyjającą pogodę……




Tuż obok naszego statku wyłania się wydra morska. W 1973 roku alaskańską populację wydr szacowano na około 125 tysięcy. Jednak do 2006 roku spadła do 73 tysięcy. Za większość tego spadku odpowiadają Aleuty, chociaż bezpośrednia przyczyna nie jest znana – naukowcy podejrzewają drapieżnictwo orki. Populacja wydry morskiej w Zatoce Księcia Williama również mocno ucierpiała w wyniku wycieku ropy Exxon Valdez, który zabił tysiące wydr w 1989 roku.

Wydra morska (sea otter) jest jednymi z najmniejszych ssaków morskich. W przeciwieństwie do ich większości nie ma grubej warstwy tłuszczu i polega na swoim wyjątkowo gęstym futrze, aby utrzymać ciepło. Jej futro jest najgęstsze ze wszystkich zwierząt. Pomiędzy tym grubym futrem a skórą znajduje się komora powietrzna, w której to powietrze jest zatrzymywane i ogrzewane przez ciało. Zimna woda jest utrzymywana z dala od skóry, a utrata ciepła jest ograniczona, (jednak w miarę jak nurkowanie staje się coraz dłuższe i głębsze, spada zdolność warstwy powietrza do zatrzymywania ciepła lub pływalności).

Używanie skał do miażdżenia ofiar i otwierania muszli czyni wydry morskie jednym z niewielu gatunków ssaków, które używają „narzędzi”……

Podpływamy bardzo blisko lodowców i mamy szanse zobaczyć przez chwilę jak odrywają się jego kawałki i wpadają do wody. Proces ten nazywa się cieleniem się lodowca.







Podpływamy bliżej do skał by przyjrzeć się mewom…..

Mewy lodowe (Glaucous-winged gulls) zdobywają pokarm aktywnie polując na ryby i bezkręgowce morskie, pisklęta i jaja innych ptaków, odbierając zdobycz innym zwierzętom, żerują także na padlinie. Na terenach lęgowych gniazdują kolonijnie, ale wykazują też terytorializm – co prowadzi do sprzeczek między dorosłymi osobnikami, zazwyczaj samcami.

Poza sezonem lęgowym łączą się w stada, często także z innymi gatunkami mew.

Z oddali dostrzegamy kilka fok, wylegujących się na małych górach lodowych.

podpływamy bardzo blisko do lodowca i wtedy można dostrzec jak idealnie niebieski jest jego kolor i jak wspaniałe detale budują jego powierzchnie.




Nad naszymi głowami przelatuje orzeł bielik….. z koleżanką 🙂 lub kolejnym posiłkiem.

Bielik amerykański jest symbolem narodowym Stanów Zjednoczonych i najbardziej rozpoznawalnym północnoamerykańskim ptakiem. Jest szczególnie wrażliwy na działalność człowieka, dlatego występuje przede wszystkim na obszarach wolnych od jego działalności. Na Alasce ryby stanowią 66% ich pożywienia (w diecie bielika odnotowano co najmniej 100 gatunków ryb).

Jest znakomitym lotnikiem i unosi się wykorzystując prądy termiczne.

Podczas lotu osiąga prędkość 56–70 km/h, natomiast podczas lotu z rybą około 48 km/h.

Mijamy lwy morskie wylegujące się leniwie na boi. Aż strach pomyśleć, że w oblewających tą boję wodach aż roi się od ich głównego zagrożenia czyli orek…..



Ostatnie spojrzenia rzucone na masywne lodowce i wracamy do portu w Whittier.


Zostało nam jeszcze trochę czasu więc przejeżdżamy szybko przez tunel i idziemy na pożegnalny szlak – Byron Glacier (długość 2,2 mile).

Podejście jest łatwe – idziemy praktycznie płaską ścieżką do utworzonej przez śnieg jaskini lodowej, a następnie trochę się wspinamy po wielkich głazach narzutowych.

Do jaskini podchodzimy na bezpieczną odległość ze względu na możliwość jej zawalenia….

Pod lodową jaskinią przepływa Byron creek.



Ze śnieżnego stoku zjeżdżają na nartach lubiący jak widać ryzyko młodzi goście. Liczba i wielkość szczelin widzocznie im nie przeszkadza w uprawianiu sportu.

Ostatni nocleg spędzamy w leśnej zatoczce nad pięknym jeziorkiem (niedaleko Black Bear camping) racząc się ostatnimi promieniami zachodzącego słońca…..

Dzień 16
Pobudka 5.30 rano, szybkie śniadanie i pędem do Anchorage.

Wschodzące słońce pięknie oświetla mijane przez nas góry…..




Szybka akcja organizacyjna z oddaniem kampera (sprzątanie, tankowanie, uzupełnianie propanu, pakowanie). Oddajemy walizki do przechowalni lotniskowej ($17 duża walizka i $14 mała na całą dobę). Kosztuje nas to 45$ plus nielimitowany przejazd autobusem 5$ cały dzień i mamy zorganizowany czas na ostatnie godziny przed wylotem. (wypożyczenie najtańszego auta na pół dnia -to koszt 190$). Jedziemy do centrum Anchorage. Wysiadamy na głównym dworcu w centrum Anchorage i spacerkiem idziemy do największego na Alasce centrum turystycznego – Anchorage Alaska Public Lands Information Center (605 West 4th Avenue Suite 105) obsługiwane przez strażników parków narodowych.

Wystawy prezentujące naturalne, historyczne i kulturowe cechy całego stanu przygotowane są w bardzo interesujący sposób. Do dyspozycji mamy tu darmowe mapki parków narodowych i stanowych oraz rzetelną pomoc przy znalezieniu każdej istniejącej atrakcji turystycznej na Alasce.
Naprzeciwko Visitor Center jest olbrzymi sklep z upominkami – Polar Bear, gdzie w przystępnych cenach można zakupić sobie T-shirta czy czapkę z logo Alaski. Żegnamy się z Moniką i Hannah, które wracają na lotnisko, a my buszujemy jeszcze chwilę po sklepie i idziemy na spacer po miasteczku.

Niewiele jest tu do zwiedzania, a ilość bezdomnych Innuitów jest przygnębiająca.

Alaska jest domem dla jednej z największych populacji rdzennych mieszkańców w kraju. Licząc ponad 120 tysiące osób. Rdzenni mieszkańcy Alaski stanowią 17% populacji stanu – większy odsetek niż w jakimkolwiek innym stanie. Ich populacja składa się z wielu odrębnych kultur i zajmuje ziemie w każdym regionie Alaski. Dwa tysiące z nich to bezdomni.

W Anchorage odwiedzamy jeszcze Ulu Factory – fabrykę noży ulu (211 W Ship Creek Ave) i spacerujemy nad rzekę Ship creek, gdzie podglądamy kilku rybaków łowiących łososie.

Ulu to wielofunkcyjny nóż tradycyjnie używany przez kobiety Inuitów, Iñupiatów, Yupików i Aleutów. Był używany w tak różnorodnych zastosowaniach, jak skórowanie i czyszczenie zwierząt, strzyżenie włosów dzieci, krojenie jedzenia, a czasem nawet przycinanie bloków śniegu i lodu używanych do budowy igloo. Ulu są obecnie sprzedawane jako pamiątki na Alasce.

Tradycyjnie ulu było wykonane z poroża karibu, rogu woła piżmowego lub kości morsów, a powierzchnia tnąca z łupków, ze względu na brak technologii wytopu metali na Arktyce.

Rączka mogła być również wyrzeźbiona z kości, również drewna, gdy było dostępne. Nowoczesne ulu wykonywane przez rdzennych mieszkańców nadal wykonywane są z poroża karibu, ale ostrze zwykle wykonuje się ze stali. Stal często uzyskuje się poprzez przycinanie ostrza piły do drewna do odpowiedniego kształtu.
Na koniec wędrujemy do pomnika kapitana Jamesa Cooka, który gościł tu w 1778 roku…


i na obiecane lody😊.

I tym optymistycznym akcentem żegnamy się z przewspaniałą Alaską 🙂

Dodaj komentarz