Washington Lato 2023

TERMIN: 26.07-10.08.2023

TRASA: Chicago – Seattle (Hat & Boots Park, The Spheres Amazon Corporate Headquarters, Kerry Park, Space Needle, Chihuly Glass Garden, Ballard Locks), Mt. Baker-Snoqualmie National Forest: Chain Lakes Loop Trail, Lake Ann trail, Table Mountain trail, Huntoon point via Artist point, Picture lake trail, Sauk mountain and Sauk Lake trail, Concrete, North Cascade National Park: Cascade Pass trail, Baker Lake, Mt. Baker-Snoqualmie National Forest: North fork Soak falls trail, Lake 22 trail, Granite falls trail, Mukilteo lighthouse, Mount Baker-Snoqualmie National Forest: Bridal Falls trail, Deception falls interpretive trail; Mukilteo Ferry, Fort Casey State Park, Olympic National park: Blue Mountain trail, Rialto Beach, Hole in the wall trail, Hurricane Hill via Hurricane ridge trail, Madison Falls, Devil’s Punchbowl trail, Sol Duc Falls trail, Ruby beach, Tree of life, Quinault Rain Forest Trail, World’s Largest Sitka Spruce trail, Mount Rainier National Park: Mowich Lake area: Spray Park to Mt. Pleasant trail, Paradise area: Comet falls via Van Trump trail, Narada falls, Bench and snow lakes trail, Sunrise area: Naches Peak Loop, Dege Peak trail, Paradise area: Glacier point trail, Nisqually river, Seattle.

CAŁKOWITY KOSZT WYJAZDU: $5,932/3 osoby

KOSZT PRZELOTU: Chicago-Seattle-Chicago $1,392/3 osoby

KOSZT BENZYNY: $261; średnia cena: $5/galon

KOSZT WYNAJMU AUTA: Fox Rental: Toyota Rav4 $1,290/15 dni (wliczony serwis road assist)

NOCLEGI: hotele, motele, Airbnb $1,967/15 dni

JEDZENIE: $479/3 osoby

BILETY WSTĘPU: $177/3 osoby

PRZEWODNIKI/MAPY: Washington Atlas topograficzny Benchmark, http://www.alltrails.com

SKŁAD ZESPOŁU: Zuza, Basia (lat 9), Jan (lat 12), gościnnie: Monika & Hannah z Kanady 

POGODA: Temperatura podczas dnia 16-28°C, 85% słoneczne dni, 1 dzień deszczowy

NAJCIEKAWSZE MIEJSCA: Seattle: Chihuly Glass garden, The Spheres; Szlaki: Cascade pass trail, Sauk mountain and lake trail, Chain lakes trail, Rialto beach, Ruby beach, Spray Park to Mt. Pleasant trail, Comet falls, Dege Peak trail.

Dzień 1&2

Lądujemy (tuż po północy) w Seattle. Lotniskowym autobusem jedziemy bezpośrednio do wypożyczalni samochodów Fox Rental. Rezerwację zrobioną mamy dopiero na godzinę 6 rano. (Przy rezerwacji samochodu wpisując godzinę 2 am koszt wynajmu był wyższy o około $700!) Ku naszemu zaskoczeniu stanowisko Fox było otwarte i pracownik zgodził się wydać nam auto ponad 5 godzin wcześniej, co znacznie ułatwiło nam sytuację. Zamiarem było przespanie się te 5 godzin na dmuchanych materacach😊 w holu wypożyczalni. Nocujemy zatem w samochodzie (zaparkowanym przy placu zabaw Hat & Boots Park).

Rano serwujemy sobie śniadanko i kawę w supermarkecie Safeway i ruszamy na miasto😊. Pierwszy punkt to główna siedziba firmy Amazon – zwana „The Spheres” – (a potocznie „Bezos’ balls”).  

Niestety niedostępne dla zwiedzających … („by appointment only” …. i tylko w pierwszą i trzecią sobotę każdego miesiąca).

Zaprojektowanie i budowa całego kampusu Amazon, włączając w to trzy oszklone kopuły, kosztowało internetowego giganta aż 4 miliardy dolarów.

Kule te są miejscem pracy dla około 800 pracowników, którzy w otoczeniu ponad 400 gatunków roślin (łącznie 40,000 roślin pochodzących z 50 krajów), kilku „wodospadów i rzek” układają nowe strategie dla rozwoju firmy.

Przed kulistymi budynkami stoi kamper serwujący darmowe banany (każdy może sobie podejść i wsiąść dowolną ilość owoców).

Auto parkujemy przy Kerry park – skąd rozpościera się wspaniała panorama Seattle i jest to w miarę bezpieczne miejsce na pozostawienie samochodu nawet na cały dzień.

Ruszamy pieszo uliczkami stromo w dół…. w kierunku Space Needle. Kupujemy bilet łączony Space Needle+ Chichuly garden ($59.50 za osobę dorosłą i $44.50 za dziecko). Zaczynamy od wjazdu na wieżę widokową Space Needle.

Znajdują się tu 2 poziomy.

Winda wwozi nas na najwyższy taras, po którym spacerujemy dookoła (na zewnątrz). Piętro niżej znajduje się platforma obrotowa ze szklaną podłogą.

Zdecydowanie najlepszy czas na zwiedzanie to pora wieczorna…. a nie poranek serwujący ostre światło.

Zjeżdżamy z Needle i kierujemy się od razu do znajdującego się tuż obok Chihuly Garden and Glass museum.

…. Ta wystawa rzuca nas dosłownie na kolana… Zgromadzono tu najwspanialsze dzieła Dale’a Chihuly’ego – jedenego z najwybitniejszych artystów w dziedzinie dmuchania szkła na świecie.

Jego największe dzieło „zwisające z sufitu” znajduje się w hotelu Bellegio w Las Vegas.

Są to szklane ręcznie dmuchane kwiaty o wadze ponad 20 ton i wartości około 3 milionów dolarów.

Ponad 200 muzeów na całym świecie posiada jego dzieła w swojej kolekcji. Każdy eksponat tutaj ma niepowtarzalny charakter.

Podstawowym narzędziem pracy „Glass blowers” oprócz pieca hutniczego (we wnętrzu, którego znajduje się rozgrzana do około 1200°C półpłynna masa szklana) jest długa i ciężka metalowa słomka, czyli tzw. piszczel hutnicza, (wykonana ze stali żaroodpornej). To na nią nabiera się porcję gorącej masy szklanej i za jej pośrednictwem artyści są w stanie wdmuchiwać powietrze prosto z płuc do wyrobu, który formują. Pierwszym etapem jest niewielka bańka szklana, którą się wydmuchuje. (Nie da się jednorazowo nabrać dużej porcji szkła – należy to robić etapami). Wydmuchana bańka musi ostygnąć do około 360°C, by w takiej temperaturze nabrać na nią kolejną porcję szkła i poddać tak przygotowaną masę, wstępnej obróbce innymi narzędziami. Każdorazowy proces wydmuchiwania trwa od 10 do 60 sekund. Do jego produkcji szkła potrzebne są przede wszystkim piasek kwarcowy i wysoka temperatura. Piasek kwarcowy jest najpowszechniej występującą na Ziemi skałą osadową. Do produkcji tradycyjnego szkła dodaje się także różne dodatkowe związki chemiczne, które gwarantują jego bezbarwność czy wpływają na trwałość i wytrzymałość. Natomiast aby uzyskać szkło o odpowiednim kolorze, należy dodać tlenki metali, np. żelazo i chrom dla uzyskania barwy zielonej, mangan do fioletowej czy kobalt do niebieskiej.

Do dmuchania szkła wystarczy mały powiew powietrza, i jeśli przez przypadek zamiast dmuchnąć wciągniemy gorące powietrze do płuc, to nic nam się nie stanie, bo temperatura przechodząc przez długą rurkę zdąży już znacznie opaść.

Wychodzimy z muzeum totalnie zauroczeni pracami Chihulego…..

Idąc stromo w górę wracamy do naszego auta zaparkowanego przy Kerry park. Szybkie zdjęcie panoramy Seattle

… i jedziemy do kolejnej atrakcji – Ballard (Hiram M. Chittenden) Locks (parking $2/1 h). Przechodzimy przez piękny ogród botaniczny, zaglądając do centrum informacji turystycznej, a następnie kierujemy się w stronę śluz, by poobserwować je w akcji. (Ballard Locks wpisane są na listę narodowych zabytków historycznej inżynierii lądowej).

Imponująca liczba przepływających tędy 50,000 statków rocznie czyni je najbardziej ruchliwą śluzą w Ameryce. Zarówno duże, jak i małe statki mogą korzystać z nich bezpłatnie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Śluzy zostały zbudowane w latach 1911–1917, aby połączyć zatokę Puget Sound z górnymi jeziorami Seattle.

Kiedyś Puget Sound, Lake Union i Lake Washington były połączone kilkoma małymi kanałami. Te drogi wodne były wystarczająco duże, aby transportować kłody drzew, ale zbyt małe dla łodzi…. Dlatego jedynym rozsądnym rozwiązaniem była budowa śluz wodnych.

Budowa ta głęboko przekształciła topografię Seattle i okolic, obniżając poziom wody w jeziorach Washington i Lake Union o prawie 3 metry, dodając dosyć sporo nowego terenu nabrzeża, odwracając bieg rzek i pozostawiając bardzo wysokie mola i pomosty we wschodniej części Salmon Bay. Poza głównym celem, jakim jest przenoszenie łodzi z poziomu wody jezior na poziom wody Puget Sound i odwrotnie, śluzy zapobiegają mieszaniu się wody morskiej (z Puget Sound) ze słodką wodą z jezior, oraz utrzymują poziom wody w słodkowodnych jeziorach (Washington i Lake Union) na wysokości (6,1–6,7 m) nad poziomem morza.

Po drugiej stronie kanału znajduje się – wyjątkowa przepławka dla ryb (fish lader) znajdująca się na styku słonej i słodkiej wody. (Zwykle przepławki dla ryb znajdują się całkowicie w słodkiej wodzie).

Po obejrzeniu dwóch przepraw łodzi jedziemy na północ w kierunku góry Mount Baker znajdującej się bardzo blisko granicy z Kanadą. Nocujemy w Airbnb w Glacier.

Dzień 3

Pobudka o świcie i wyruszamy na siedmiomilowy szlak Chain lakes (zmiana elewacji 1,886 ft). Zostawiamy auto na olbrzymim parkingu na Artist Point (1,567 m n.p.m) (parking $5/auto lub N.P. pass). (koniec drogi #542). Parking ten dostępny jest tylko przez około 3 miesiące w roku z powodu zalegającego na nim śniegu (od listopada do czerwca). W 2020 roku na przełomie lipca i sierpnia parking był ciągle niedostępny – było tu tyle śniegu, że widoczny był tylko daszek budynku WC znajdującego się przy tymże parkingu…..

Mount Baker jest drugim po Mount St. Helens najbardziej aktywnym termicznie wulkanem w paśmie Cascades. Jego ostatnia erupcja miała miejsce w 1843 roku. Jest również jest najbardziej śnieżną górą na świecie – W sezonie 1998-1999 pobity tu został światowy rekord opadów śniegu w ciągu jednego sezonu zimowego! 29 metrów!!!

Zaczynamy szlak w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara (wschodnia część parkingu, Wild Goose trail # 684.3).

Zatrzymujemy się na chwilkę przy tymczasowej lodowej jaskini.

Stromymi kamienistymi schodkami schodzimy w dół przechodząc przez Austin Pass.

Przed nami widok na Table mountain (1,750 m.n.p.m).

Dochodzimy do kolejnego parkingu i pięknego alpejskiego jeziorka Terminal lake.

Nasz szlak zmienia nazwę na–#682 Chains Lakes trail.

Schodzimy dalej w dół, mijając wrzosowiska i soczyście zielone łąki pełne kolorowych kwiatów.

Po przekroczeniu kamiennego mostku dołącza do nas szlak Bagley Lakes trail.

Idziemy następnie wydłuż kolejnego znacznie większego górskiego jeziorka Bagley powoli wznosząc się po kamienistej ścieżce.

Przed nami najtrudniejszy odcinek na szlaku – wspinaczka na przełęcz Herman Saddle (1,646 m npm).

Wdrapujemy się po serpentynach stromo do góry…..

Na przełęczy, na której ciągle królował sezon zimowy, robimy sobie dłuższy odpoczynek lepiąc bałwana:)

Widoki z góry przepiękne 🙂

Schodzimy w dół z przełęczy wchodząc w teren znacznie bardziej zalesiony.

Mijamy przepiękne jeziora – Iceberg Lake po lewej….

i Hayes Lakes po prawej (Hayes lake #682.3).

Następnie jezioro Mazama lake i znowu wspinamy się wzdłuż Table mountain po „niewygodnych” gołoborzach.

Tu też zalegają wielkie połacia śniegu, co zostaje maksymalnie wykorzystane do zabawy 😊.

Dochodzimy do skrzyżowania z Ptarmigan Ridge Trail

i dalej wędrujemy już praktycznie „po płaskim”.

Pod nami znajduje się Swift Creek i dolina Rainbow.

Idziemy teraz po najbardziej płaskim odcinku szlaku (około 1,2 mili) dochodzącego do parkingu Artist point.

osatnie strome podejście …

i jeszcze chwila relaksu przy lodowej jaskini…..

Wracamy do naszego airbnb, gdzie dojeżdżają do nas Monika i Hannah z Kanady! Wielkie spotkanie po 20+ latach, (kiedyś z Moniką przemierzałyśmy bohatersko szlaki w Bieszczadach 😊).

Dzień 4

Dzisiaj razem wędrować będziemy szlakiem Lake Ann trail (długość 8,6 mili, przewyższenie 2,047 ft). Szlak zaczyna się około 0.9 mili przed końcowym parkingiem drogi #542 (Artist Point) (jest dobrze oznakowany).

Rozpoczynamy wędrówkę od zejścia serpentynami przez subalpejski, pachnący gęsty las.

Ścieżka schodzi stromo w dół (przekraczamy granicę Mt. Baker Wilderness) i następnie po wyjściu z lasu wkraczamy w malowniczą kotlinę alpejską.

Teraz idziemy po płaskim terenie….

….. wędrując przez pola głazowe, wyschnięte koryta potoków, łąki pełne dzikich kwiatów, przekraczając po kamieniach przejrzyście czyste strumienie.

(Obszar ten jest częścią górnego biegu rzeki Swift Creek).

Wędrujemy po kamienistym i porośniętym korzeniami szlaku i następnie znowu wchodzimy do lasu, trochę pod górkę i wychodzimy na otwartą przestrzeń tuż przed początkiem szlaku Swift Creek (po przejściu około 2 mil).

Od tego skrzyżowania zaczynamy się wspinać, z widokiem na górę Baker.

Kontynuujemy wspinaczkę po rumowisku skalnym na otwartej przestrzeni bezlitośnie przypiekani przez słońce…..  

Po drodze mijamy całkiem spore pola śnieżne, na których dzieci urządzają sobie oczywiście plac zabaw.

Po wejściu na przełęcz widzimy szczyty góry Shuksan i Fisher Chimney, powoli zbliżając się do jeziora Ann. Kontynuujemy w dół, mijając po lewej stronie ścieżkę odchodzącą właśnie do podnóża lodowca Lower Curtis i trasy wspinaczkowej Fisher Chimney na górę Shuksan znajdującej się już w gra cach North Cascade National Park.

My idziemy bezpośrednio w kierunku Jeziora Ann (1,670 m n.p.m) położonego w skalnej niszy.

Znajduje się tu całkiem przyjemny kemping dla backpackerów.

Kończymy wędrówkę na południowym krańcu jeziora, z którego to wypływa strumień tworząc mały wodospad.

Wracamy tą samą drogą do auta.

To jedyny nasz szlak na dzisiajszy dzień.

Dzień 5

Dojeżdżamy do końca drogi 542 (Artist point) gdzie wita nas niestety gęsta mgła ☹.

Zaczynamy od szlaku Table Mountain trail (długość 2,8m przewyższenie 692 ft).

Ta trasa zdecydowanie nie jest przeznaczona dla osób z lękiem wysokości!

Meandrujemy pomiędzy skałami i różowymi wrzosami przez pierwsze 0.3 mili i następnie zaczynamy wspinaczkę po skalistych schodach….

miejscami jest tu bardzo stromo ….

Wdrapujemy się w końcu na górę.

Widoczność nie jest zbyt dobra….

A jedyne co widzimy to otaczające nas duże połacia śniegu zatopionego w gęstej mgle.

Znajdują się tu małe jaskinie lodowe.

Idziemy spory kawałek po płaskim terenie i dochodzimy do bajorka utworzonego z topniejącego śniegu,

tu trzeba się stromo wspiąć po wystających z ziemi korzeniach …. co wymaga od nas dosyć sporo wysiłku 😊. Na samym końcu szlaku zamiast widoków obserwujemy kilka stad pardw. Łatwo też zauważyć jak delikatny ekosystem charakteryzuje to miejsce. Drzewa są niewielkie i pokrzywione przez hulające tu wiatry a roślinność uboga (głównie wrzosy).

Pardwy, które tu widzimy są jedynymi ptakami w Ameryce Północnej, które cały swój cykl życiowy spędzają na bardzo dużych wysokościach.

Jesienią wyrastają im na palcach solidne kępki sztywnych piór.

Te pokryte piórami stopy zachowują się zimą jak rakiety śnieżne, a ich ostre, wydłużone pazury pomagają im w pokonywaniu oblodzonych zboczy.

Przy schodzeniu mgła zaczyna powoli opadać…

i przed nami wyłaniają się przepiękne widoki otaczających nas gór i dolin.

Dochodzimy do parkingu ….

i od razu kierujemy się na kolejny szlak – Huntoon point via Artist point (długość 1,5m przewyższenie 265 ft).

Jest to bardzo łatwy (co czyni go niezmiernie popularnym) szlak wychodzący z południowej części parkingu.

Wszechobecne są tu olbrzymie kruki…..

Ptaki te są wysoko inteligentnymi ptakami i potrafią używać dziobów do rozrywania przedmiotów, pomagając sobie w ten sposób znaleźć zarówno pożywienie, jak i schronienie.

wędrujemy do pięknego malutkiego jeziorka,

które okrążamy i wracamy spowrotem tą samą ścieżką na parking.

Cały szlak przebiegamy szlak w ciągu niecałej godzinki. Zjeżdżamy w dół drogą #542, zatrzymując się przy kolejnym malowniczym jeziorku – Picture lake.

Spacerujemy razem z niezliczonną ilością pszczół dookoła (długość 0.4m)….

Pomimo wczesnej pory decydujemy się na powrót do naszej bazy noclegowej w celu skorzystania z jej dobrodziejstw (tj. bilard czy ping-pong oraz pralnia 😊).

Dzień 6

Wyjeżdżamy drogą #542 w kierunku miasteczka Deming, skręcamy na południe (#9) i dojeżdamy do North Cascades Highway (#20). Skręcamy na wschód, mijamy miasteczko Concrete i zaczynamy mozolną serpentynową wspinaczkę na Sauk Mountain (droga NF1030). Prawie siedem mil dosłownie niekończących się zakrętów.

Znajdujemy się na terenie Mount Baker-Snoqualmie National Forest. Dojazd do szlaku zajmuje nam aż 1.5 godziny. Szutrowa droga na samą górę nie jest najlepszej jakości… i preferowany jest raczej napęd na cztery koła. (Jest to mało uczęszczany szlak właśnie ze względu na utrudniony dojazd).

Ponieważ ścieżką tą wędrowaliśmy już 3 lata wcześniej, postanawiamy ją trochę urozmaicić i dołożyć drugi równie widowiskowy Sauk Lake trail, co razem daje nam do przejścia około 6,5 mil. (Oddzielnie: Sauk mountain trail 3.8m przewyższenie 1,148 ft + Souk lake 5 mil przewyższenie 2,168 ft).

Wędrówkę zaczynamy o godzinie ósmej rano, kiedy to jeszcze słońce na dobre nie zaczęło dodgrzewać ziemi.

Serpentynami pniemy się ku górze…

Szlak jest miejscami bardzo zniszczony! Niektóre miejsca wymagają bardzo szczególnej ostrożności, bo ścieżka jest dosłownie wymyta, pozostawiając olbrzymie dziury w podłożu.  

Mijamy łąki pełne kolorowych dzikich kwiatów.

Jedynym utrudnieniem w naszej wędrówce są upierdliwe muchy, które atakują nasze twarze…. No i może jeszcze całkowity brak cienia.

Idzie się cały czas po otwartej przestrzeni aż do przełęczy.

Dochodzimy do rozgałęzienia szlaków kierując się najpierw na Sauk mountain 1,689 m n p m.

Tu odpoczywając na szczycie obserwujemy świstaki i chipmunki.

Podziwiamy stąd Mount Baker, Mount Shuksan, Mount Chaval i Picket Range i nawet Olympic, a także doliny rzek Skagit i doliny rzek Sauk.

Nazwa góry „Sauk” pochodzi od jej położenia bezpośrednio na północ od ujścia rzeki Sauk do rzeki Skagit.

Schodzimy ze szczytu i wędrujemy stromo w dół również serpentynami do bardzo malowniczego jeziora Sauk.

Tu – na całej długości szlaku mijamy się jedynie z 4 grupami hikerów i kilkoma psami:).

Wchodzimy do gęstego lasu i dalej wędrujemy stromo w dół ….

Mijajmy kilka świstaków wylegujących się na rozgrzanych wielkich kamieniach.

Soczyście zielony kolor jeziora odbijający okoliczne górskie łąki jest chyba najpiękniejszym miejscem tej części szlaku.

Niesamowicie spektakularne miejsce……  

Słońce i wysoka temperatura nie ułatwiają wspinaczki z powrotem na przełęcz…. Ale po wielu odpoczynkach w końcu ją zdobywamy 😊.

I dalej już z górki po serpentynach zbiegamy do auta.

Dzień 7

Dzisiejszy dzień poświęcamy w całości na przejście szlaku Cascade Pass trail, znajdującego się na terenie North Cascade National Park.

Dojazd do parkingu, skąd wychodzi ścieżka zajmuje nam aż godzinę i 15minut. (długość szlaku 6,7 mil zmiana elewacji 1,784 ft).

Jest to bardzo uczęszczany szlak. Pomimo wczesnej pory parking jest już całkowicie zajęty, i zapewne będzie jeszcze przez kilka godzin, do momentu kiedy nocujący w górach backpakerzy zaczną schodzić ze szlaku.

Ścieżkę tą można opisać jako niekończące się serpentyny, (których jest tutaj aż 36)!

Wędrujemy przez 2.7 mili po gęstym lesie pozbawieni jakichkolwiek widoków.

Ale kiedy później wychodzimy na otwartą przestrzeń to co widzimy rekompensuje cały nasz poniesiony trud w 100%.

Wyrasta przed nami panorama przepięknych gór – otaczają nas szczyty takie jak Eldorado, Johannesburg, Magic, Mixup i McGregor. (Pomiędzy którymi znajduje się lodowiec Cache).

Do tego widowiska dochodzi jeszcze głośny szum wody pochodzący z licznych wodospadów, od których wzięła się właśnie nazwa parku – North Cascade National Park.

Idziemy kolejną milę i dochodzimy do przełęczy Cascade pass znajdującej się na wysokości 1,645 m n.p.m. Ale zanim do niej dotrzemy stajemy twarzą w twarz… z trzema kozłami śnieżnymi z gatunku mountain goats….

Biegną prosto na nas….

po wąskiej ścieżce…. a więc jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest zawrócenie i szybka ucieczka 😊…..

Kozły te żyją w środowiskach alpejskich i subalpejskich czyli na dużych wysokościach, co chroni je przed drapieżnikami.

Zwierzęta te mogą wspinać się na zbocza przekraczające nawet 60 stopni nachylenia.

Przełęcz Cascade położona jest w strefie subalpejskiej, miejscu charakteryzującym się śnieżnymi mroźnymi zimami i krótkimi latami.

Dlatego roślinność jest tu raczej uboga,…. A najbardziej charakterystycznymi roślinami są tutaj wrzosy górskie o przepięknych różowych kwiatach…

Koniec naszego szlaku znajduje się na przełęczy, ale z tego miejsca można wybrać się na znacznie dłuższe szlaki tj. Sahalie Arm trail czy dojść do jeziora Doubtful.

Jest dosyć gorąco i dzieci zaczynają trochę marudzić więc postanawiamy wracać do auta i wybrać się nad jezioro Baker w celach typowo rekreacyjnych.

Nocujemy w miasteczku o wdzięcznej nazwie Concrete 😊.    

Dzień 8

Wyjeżdżamy o świcie na południe w kierunku miasteczka Darrington i dalej leśną szutrową drogą Mountain loop hwy dojeżdżamy do małego parkingu skąd wychodzi szlak North fork Sauk falls (długość 0.5 mili). Nawigacja podaje nieprawidłową trasę na końcowym odcinku – parking znajduje się znacznie wcześniej niż sugeruje trasa wyznaczona przez GPS.

Schodzimy stromą ścieżką do punktu widokowego. Jesteśmy tu już trzeci raz i za każdym razem obserwujemy niesamowite zmiany w otaczającym wodospad lesie. Dochodzimy tylko do punku widokowego, bo zejście niżej wydaje się być zbyt niebezpieczne za względu na brak ścieżki i powalone na zboczu olbrzymie kłody drzew.

Toniemy dosłownie w otaczających nas gęstych paprociach i mchu delektując się wspaniałym wilgotnym soczysto zielonym lasem. Mamy to miejsce zupełnie dla siebie.

Niezapomniana chwila……

Dużo szutrowych dróg dojazdowych do szlaków, które mieliśmy dzisiaj przejść jest zamkniętych ze względu na szkody wyrządzone osunięciem się ziemi…. Jedyną ciekawą dostępną opcją pozostaje Lake 22 trail (długość 5,8 mili, zmiana elewacji 1,473 ft).

Szlak jest bardzo popularny, a parking dosyć spory i na szczęście znajdujemy na nim wolne miejsce. Zaczynamy mozolną wspinaczkę po kamienistej ścieżce.

Wędrujemy cały czas gęstym lasem.

Mijamy wiele małych wodospadów i kaskad na rzece Twenty two mile.

Mijamy wiele cedrowych drzew w środkowej części szlaku aż dochodzimy do „objazdu” z przytwierdzonymi do drzew pomocniczymi linami.

Ta część szlaku została zniszczona przez osuwisko… Pokonujemy przeszkodę i dalej pniemy się do góry aż dochodzimy do wyrzeźbionego przez lodowiec przepięknego jeziora – i po drewnianym pomoście idziemy do małej plaży.

Ludzie przynoszą dmuchane materace i wylegują się na nich na wodzie.

Spokojne urokliwe miejsce dla spragnionych natury ludzi.

Spotykamy tu znajomych z Chicago 🙂

Natomiast w drodze powrotnej „wpadamy” na węża – popularnego w całych Stanach niegroźnego ogrodowca (garter snake).

Wyjeżdżamy drogą Mountain Hwy Loop z National Forest i zatrzymujemy się na chwilkę by zerknąć na Granite falls (szlak o długości 0.7 mili).

Wodospad Granite Falls znajduje się w miejscu, gdzie południowe odgałęzienie rzeki Stillaguamish opuszcza wąską dolinę górską. Sam wodospad posiada 160-metrową przepławkę dla ryb (fish ladder) i 85-metrowy tunel. Wówczas był to najdłuższy tunel dla ryb na świecie. Poziom wody w rzece jest bardzo niski zatem i widok wodospadu nie rzuca raczej na kolana.

Dzisiejsza wysoka temperatura wykończyła nas fizycznie, więc jedziemy już bezpośrednio do naszego Airbnb w Lake Stevens.

Dzień 9

Zaczynamy dzień od szlaku Bridal Falls (Mount Baker-Snoqualmie National Forest) długość szlaku 4.2 mile, przewyższenie 1,043 ft ($5/parking lub National Park Pass).

Parking jest olbrzymi, ale zapełnia się bardzo szybko szczególnie podczas sezonu wakacyjnego. Jeśli przyjedziemy tutaj około 7am jest jeszcze sporo miejsc do zaparkowania, uważać należy na włamania do aut – właśnie o wczesnych porach. (3 samochody zaparkowane obok naszego zostały splądrowane po uprzednim wybiciu szyby).

Szlak zaczyna się bardzo łagodnie, przez około ¾ drogi prowadząc opuszczoną drogą przez las dużych pokrytych mchem klonów i starych drzew iglastych. Po przejściu 1,5 mili szlak rozwidla się i skręcamy w prawo i po wielkich kamiennych schodach dochodzimy w końcu do drewnianego pomostku z widokiem na dolny wodospad. Podchodzimy jeszcze kawałek do góry i korzystając z okazji przeskakujemy potok i zasiadamy na najlepszym głazie 😊.

Spędzamy tu półtorej godziny rozkoszując się cudownością tego miejsca. wodospad, kaskadowo spływając w dół surowej wschodniej ściany Góry Index, patrząc w górę na 30-metrową ścianę skalną widząc strumienie wody tworzące kaskadę przypominającą welon.

Po przejechaniu przez przełęcz Stevens docieramy do Deception falls interpretive site. Szlak jest krótki i tworzy pętlę prowadzącą nas przez gęsty las. (długość szlaku 0,6 mili).

Idziemy wzdłuż meandrującego potoku Deception Creek mijając liczne tablice informacyjne opisujące przyrodę tego obszaru. Znajdują się tu 4 główne punkty widokowe ulokowane na drewnianych pomostach (główny wodospad ma 28-metrów wysokości).

Zbyt ostre słońce przebijające się przez drzewa nie daje żadnej dobrej okazji do zrobienia dobrego zdjęcia.

Podjeżdżamy jeszcze kawałeczek na wschód do kolejnej atrakcji Iron Goat Rest Area, gdzie znajduje się zabytkowy czerwony wagonik kolejowy – Caboose.

Caboose nazywane były wagony służbowy przystosowane do przewozu personelu kolejowego w pociągu towarowym. Przyczepiany był zawsze na końcu pociągów. W USA wagony tego rodzaju wyróżniają się specyficzną budową, najczęściej z wieżyczką obserwacyjną pośrodku na dachu, umożliwiającą kontrolę stanu pociągu. Malowane na ogół w jaskrawe kolory, stały się typowym i przepisowym elementem amerykańskich pociągów towarowych od połowy XIX wieku aż do lat 80. XX wieku W połowie lat 20. XX wieku koleje w USA eksploatowały ok. 34 tys. wagonów tego rodzaju.

Zawracamy i kierujemy się ku wybrzeżu do Latarni morskiej – Mukilteo lighthouse.

Miejsce to ma duże znaczenie historyczne, ponieważ w 1792 roku przybył tu kapitan George Vancouver,  nadając temu miejscu nazwę Rose Point, (która dziś funkcjonuje w nazwie pobliskiej społeczności Rosehill).

Park Mukilteo posiada około 460 metrów piaszczystej plaży, obejmuje publiczną przystań dla łodzi, latarnię morską i nadbrzeżną promenadę.

Jest to jeden z najbardziej dostępnych odcinków brzegowych w tej części stanu i wspaniałe miejsce na oglądanie zachodów słońca.

Dzień 10

O świcie przemieszczamy się promem Ferry Mukiteo-Clinton (czas trwania: 20 minut), który przewozi nas na wyspę Whidbey. (Trzeba pokazać wydrukowaną rezerwację).

Bilety na promy trzeba zarezerwować znacznie wcześniej na stronie  www.wsdot.wa.gov/ferries/Wave2Go

Czas przejazdu to 20 minut.

Przejeżdżamy przez całą wyspę, aż do magicznego miejsca zwanego Driftwood Park.

Wychodzimy na krótki spacer po plaży…..

Mgła jest tutaj bardzo gęsta – dzięki czemu mamy niesamowite szczęście obserwować zjawisko zwane Białą tęczą (White rainbow).

Jest to zjawisko optyczno-meteorologiczne, powstające w analogiczny sposób jak klasyczna kolorowa tęcza, ale na kroplach mgły. Warunkiem powstania białej tęczy jest oświetlenie obszaru mgły równoległymi promieniami słonecznymi. (Gęsta mgła musi wystąpić naprzeciw słońca). Tęcza powstaje zawsze naprzeciw słońca pod kątem 30–40° do promieni świetlnych ją tworzących. Dlatego na poziomym terenie tęczę można zaobserwować rano lub wieczorem, gdy słońce jest niżej niż 30–40° nad horyzontem. Biała tęcza jest znacznie szersza niż zwykła tęcza, nie ma wyraźnych barwnych efektów, przez co zauważenie jej jest znacznie trudniejsze niż zwykłej tęczy. Mgły są często rozległe, umożliwiając obserwację całego jej łuku. Bieg promieni świetlnych w kropli wody jest identyczny jak przy powstawaniu kolorowej tęczy. W wielobarwnej tęczy światło przebiega przez krople deszczu, które są na tyle duże, że bieg promieni jest dokładnie zgodny z przewidywaniami optyki geometrycznej.

W tęczy powstającej na maleńkich kropelkach mgły, w wyniku dyfrakcji bieg promieni odbiega od przewidzianego przez optykę geometryczną, w wyniku czego nie występuje separacja kolorów światła.

Tęcza na mgle nie jest idealnie biała, obserwuje się wyblakłe kolory, z przewagą czerwieni na zewnątrz łuku i niebieskiego w wewnętrznej części łuku tęczy.

Podjeżdżamy kawałeczek dalej do historycznego fortu wojskowego – Fort Casey State Park ($10/auto). Główną atrakcją tego miejsca są znajdujące się tu bunkry ….

….i stanowiska obronne oraz latarnia morska Admiralty Head, a także całkiem przyjemna piaszczysta plaża, do której prowadzą drewniane schodki wychodzące z południowej części parku.

Tu również „unosi się” nad nami biała tęcza…

Na plaży porozrzucane są tysiące kawałków suchych kłód drzew (dryft wood), z których dzieci budują fortece 😊.

Dryfwood to pozostałości drzew, które zostały wyrzucone na brzeg oceanu przez wiatr, prądy lub fale.

Dzisiaj zaczyna się tu sezon na połów łososi….

Znajdujący się nieopodal wędkarz chwyta konkretny okaz dosłownie na naszych oczach…..

W stanie Washington występuje 5 gatunków łososi: Chinook, Coho, Chum, Pink i Sockeye.

Łososie pacyficzne są rybami anadromicznymi: pierwsze lata życia spędzają w słodkiej wodzie, następnie migrują do oceanu, gdzie pożywienia jest więcej, a potem wracają jako osobniki dorosłe do tych samych strumieni, w których się urodziły, aby odbyć tarło i umrzeć. Posiadają one wyjątkowo dobry węch – potrafią wyczuć substancje chemiczne w rozcieńczeniu nawet do jednej miliardowej części. Po powrocie do słodkiej wody dorosłe łososie w ogóle nie jedzą. Oznacza to, że osobniki dorosłe mogą przetrwać sześć miesięcy bez pożywienia, zamieniając zapasowy tłuszcz ze swojego ciała na gamety potrzebne do rozmnażania. Przemierzają niesamowite odległości w drodze do oceanu i z powrotem. Ten wyjątkowy cykl życia ewoluował przez miliony lat i przetrwał wiele epok lodowcowych.

W efekcie łososie wykształciły naprawdę niezwykłe zachowania i cechy fizjologiczne. Niektóre osobniki pokonują nawet 1200 kilometrów w obie strony podczas swoich podróży ze słodkiej wody do oceanu i z powrotem. Za każdym razem zmieniają swoją chemię ciała podczas migracji, dostosowując i ponownie dostosowując swój układ hormonalny do oddychania tlenem najpierw w słodkiej wodzie, potem w słonej wodzie, a następnie ponownie w słodkiej. Młode łososie (smaż) zapamiętują unikalny skład chemiczny wody rzek, strumieni lub jezior, w których się rodzą. Po powrocie jako dorosłe osobniki wykorzystują tę wdrukowaną pamięć, aby „odnaleźć drogę” do swoich rodzinnych strumieni. Rzeki i strumienie zachodnie mają duże spadki, więc niektóre łososie potrafią przeskoczyć wodospady o wysokości do 2,5 metra. Podczas tarła kopią ogonami gniazda (redd) w otoczeniu kamieni, które mogą pomieścić, w zależności od gatunku, od 1000 do 7000 jaj.

Po godzinie spędzonej na plaży wracamy z powrotem do fortu…..

Zbudowany w 1897 roku w celu ochrony przed potencjalną inwazją ze strony Japonii lub Rosji fort, pierwotnie służył jako ośrodek szkolenia wojskowego. Był również używany do obrony zatoki Puget Sound podczas I i II wojny światowej, (choć nigdy nie brał bezpośredniego udziału w żadnej bitwie).

Od 1899 do 1945 roku w Fort Casey stacjonowali żołnierze, jednak w 1945 roku fort został wycofany całkowicie ze służby. Fort i otaczający go teren zostały przejęte przez Washington State Parks w 1955 roku.

Oryginalna latarnia Admiralty Head, która została zbudowana w 1894 roku i po raz pierwszy zapalona w 1895 roku, była widoczna z odległości 14 mil.

Latarnia została wycofana z użytku w 1922 roku i obecnie oferuje znakowity punkt widokowy na zatokę Puget Sound łączącą się z cieśniną Juan de Fuca.

Wjeżdżamy na prom: Coupeville – Port Townsend (przejazd w sezonie letnim możliwy tylko z wcześniejszą rezerwacją https://wsdot.wa.gov/). ($12.80 – Trzeba wydrukować rezerwację).

Po 35 minutach spędzonych na promie, pędzimy w kierunku Port Angeles i parku narodowego Olympic.($30/auto lub N.P.Pass). To jeden a naszych ulubionych parków narodowych na zachodnim wybrzeżu.  Aż 95% parku zajmują dzikie, niedostępne tereny! My zaczynamy od wjazdu na Blue Mountain (wysokość 1,830 m n.p.m) i szlaku Rainshadow Trail.

Nazwa góry pochodzi od delikatnej, niebieskiej mgły, która pojawia się wokół szczytu przeważnie latem.

By dotrzeć na samą górę Blue Mountain należy jechać drogą Deer Park Road przez 18 mil. Ostatni 9 milowy odcinek jest nieutwardzony i bardzo wąski. (droga jest zamknięta od października do czerwca). Dochodzi do tego wiele zakrętów i mijanych przez nas przepaści… nie wiem czy kiedykolwiek pokonywałam bardziej przerażającą trasę górską. Silnik grzeje się z powodu ciągłego gazowania pod stromą górkę….. Na szczęście jeździ tędy niewiele samochodów. Każde mijanie się z innym jadącym z na przeciwka autem doprowadza do znacznego podniesienia ciśnienia…. Wjazd tą szutrową częścią drogi zajmuje mi około 40 minut.

Krótko przed kempingiem Deer Park Campground droga Deer Park Road rozwidla się w kształt litery „Y”. Należy trzymać się lewej drogi, kierując się w stronę kempingu Deer Park Campground i szlaku Three Forks Trail.

Na skrzyżowaniu przy kempingu należy skręcić w lewo i jechać w górę drogi, która wspina się po zachodnich i południowo-zachodnich stokach Blue Mountain.

Szlak zaczyna się na końcu drogi Deer Park Road.

Na szczyt o wysokości 1830 metrów prowadzi szlak Rainshadow Trail. (Blue mountain trail)

Jest to łatwa pętla o długości 0,4 mili z minimalnym przewyższeniem.

Nazwa szlaku pochodzi od Góry Olimp, najwyższego punktu Gór Olimpijskich, położonego na południowy zachód od Blue Mountain.

Góra Olimp otrzymuje ponad 5,080 mm opadów rocznie, a jej masywny cień deszczowy sprawia, że Blue Mountain otrzymuje tylko 1,270 mm opadów rocznie. To sprawia, że góra jest dość sucha i nieporośnięta żadną roślinnością przez większą część roku.

Choć sam szczyt jest skalisty i nieporośnięty roślinnością, to panorama z góry jest naprawdę spektakularna.

Z najwyższego punktu szlaku mamy zapierające dech w piersiach widoki 360 stopni na pokryte śniegiem Góry Olimpijskie, błękitne wody cieśniny Juan de Fuca, soczyście zielone lasy wiecznozielone i farmy Doliny Dungeness oraz słynne pięciomilowe piaszczyste wybrzeże Dungeness Spit.

Zjeżdżamy już z mniejszym stresem chociaż nie jest to również zbyt przyjemne doświadczenie….

Meldujemy się w naszym małym domku arbnb w Port Angeles i wyruszamy na koleją wycieczkę na jedną z najładniejszych plaż stanu WashingtonRialto Beach. Przejazd zajmuje nam aż 1,5 godziny. Jedną z niedogodności na półwyspie Olympic jest problem z noclegami …. Nie za bardzo jest z czego wybierać i nawet przy większym budżecie niewiele można wykombinować. Przydałby się tu chyba najbardziej kamper….jedyna zupełnie niezależna forma noclegowo-transportowa.  

Dotarliśmy na plażę Rialto jakieś 2 godzinki przed zachodem słońca co dało nam dużo czasu do spokojnego spaceru „szlakiem” Hole in the wall (długość 3.3 mile).

Szlak prowadzi całkowicie po plaży, która „znika” podczas przypływu, a więc podstawową informacją jaką musimy sprawdzić przed przyjazdem tutaj jest zapoznanie się z tabelą pływów.

Dzisiejszy odpływ idealnie dopasował się do czasu zachodu słońca. (Najniższy stan wody 8.36pm, zachód 8.53pm).  

Wędrując „po szlaku” obserwujemy stado pelikanów …

krążących przy brzegu w poszukiwaniu ryb….

„Hole-in-the-Wall” to naturalny łuk skalny będącą jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych wybrzeża w stanie Washington.

Łuk ten powstał w wyniku erozji spowodowanej przez morskie fale i prądy.

Przy samym łuku znajdujemy kilka stanowisk ukwiałów.

Ukwiały (Giant green anemones) są zwierzętami osiadłymi.

Wszystkie żyją pojedynczo, najczęściej przytwierdzone „podeszwą” do podłoża, zazwyczaj mogą się na niej przesuwać.

Rozkoszujemy się wspaniałym widokiem zachodzącego słońca …

i już po zmroku wracamy do auta.

I jadać już w zupełnych ciemnościach docieramy po północy do naszego noclegowego domku W Port Angeles.

Dzień 11

Zaczynamy o świcie od wjazdu na Hurracaine Ridge (Olympic N.P.)($30/auto or N.P. pass).

Ta część parku narodowego „przyjmuje” dziennie tylko do 350 aut, ze względu na niedawny pożar zabytkowego budynku Visitor Center znajdującego się na samej górze.

Ze względu na warunki sanitarne związane z limitowaną ilością przenośnych toalet i ogrodzonym pogorzeliskiem, (gdzie ciągle trwają prace porządkowe) zarząd parku zmuszony był ograniczyć liczbę turystów. W niektóre dni (szczególnie w weekendy) droga zamykana jest już o 9 rano…. A więc kto pierwszy ten lepszy 😊.  

Parkujemy na samym końcu Hurracane Ridge road, łapiąc dosłownie ostatnią parkingową miejscówkę i zaczynamy wędrówkę Hurracane Hill via Hurracane Ridge trail (długość 3,4 mili, przewyższenie 826 ft).

Co chwila przebierają przed nami małe jelonki – black tail deer.

Szlak prowadzi wyasfaltowaną szeroką drogą…… co trochę niestety odbiera klimat temu pięknemu miejscu.

Pełno tu dzikich kolorowych kwiatów, których zapach umila nam wędrówkę.

W wyższych partiach tego szlaku mamy okazję obserwować z zaciekawieniem występujące tu świstaki olimpijskie, które wygrzewają się leniwie na skałach.  

Są to gryzonie z rodziny wiewiórek i zamieszkują alpejskie łąki, na ogół powyżej granicy lasów (wysokości od 1500 do 1750 m n.p.m).

Charakterystyczne gwizdy – ich system komunikacji w sytuacjach zagrożenia sprawia, że większość świstaków pozostaje bezpieczna przez całe życie.

Świstaki olimpijskie są bardzo towarzyskimi zwierzętami, które często bawią się w walkę i wydają cztery różne gwizdy, aby się komunikować. Podczas hibernacji rozpoczynającej się we wrześniu zapadają w głęboki sen i nie jedzą, tracąc przy tym połowę masy ciała.

Dorosłe osobniki pojawiają się w maju, a młode w czerwcu.

Zjeżdżamy z Huracane Ridge do miasteczka Port Angeles i skręcamy na zachód w kierunku szlaku prowadzącego do Madison Falls (długość 0.2 mili). Jest to kolejny “chodnikowy” szlak prowadzący do małego, ale bardzo urokliwego wodospadu.

Wodospad ma wysokość 23 metry i powoli spływa po jaskrawozielonej omszonej skale tworząc sielsko-anielski klimat :).

Końcowym dzisiejszym punktem jest szlak Devils punchbowl via Spruce railroad (długość 2.4 mil)….

(i znowu chodnik:)

Poprowadzony starą kolejową drogą szlak prowadzi nas wydłuż brzegu błękitnego jeziora Crescent do starego tunelu kolejowego.

Po lewej stronie znajduje się mały znak wskazujący na Devil’s Punchbowl.

My przechodzimy najpierw przez tunel, bo droga ta wydaje się ciekawsza i zaraz po wyjściu z niego skręcamy od razu w lewo.

Spacerujemy wzdłuż jeziora docierając do dużego mostu, który przecina jezioro i prowadzi na drugi brzeg.

Po prawej stronie mostu rozciąga się jezioro Crescent.

Po lewej stronie znajduje się słynny Devil’s Punchbowl.

Woda w Devil’s Punchbowl jest krystalicznie czysta i niewiarygodnie turkusowo niebieska.

To popularne miejsce do pływania i skoków z klifu….Głębokość wody w tym miejscu to około 30 metrów… . Woda jest lodowata co nie przeszkadza w zasadzie nikomu….

Jezioro Crescent może pochwalić się jedną z najczystszych wód w stanie Waszyngton.

To szafirowy klejnot Półwyspu Olimpijskiego, o maksymalnej głębokości przekraczającej 180 metrów.

Wracamy do Port Angeles na „fish and chips” i na mało spektakularny zachód słońca udajemy się na mierzeje Ediz Hook, mijając po drodze jakieś obdrapane fabryki papieru.

Dzień 12

Rozpoczynamy jak zawsze o świcie od spacerku po szlaku Sol Duc Falls (długość 1,6 mili).

Szlak jest bardzo popularny i zawsze jest tu problem ze znalezieniem parkingu nawet w godzinach wczesnoporannych.

Wędrujemy do wodospadu poprzez gęsty porośnięty paprociami las.

Drzewa są tu po prostu magiczne….

Sol Duc Falls jest uważany za jeden z najbardziej wudowiskowych wodospadów w parku narodowym Olimpic (wysokość 15 metrów).

Wracamy dosłownie biegiem do auta , by jak najszybciej dotrzeć na Ruby beach (jeszcze przed weekendowymi tłumami).

Wszystko zatopione jest w gęstej mgle……

To kolejna wspaniała plaża należąca do parku narodowego Olympic….

I jak się można spodziewać zatłoczona.

Tłumy jednak pozostają głównie przy jej początkowym odcinku.

My wędrując w gęstej mgle idziemy dalej – jakieś 0,5 mili od parkingu i tu zatapiamy się w piękno natury do tego stopnia, że spędzamy zamiast zaplanowanej jednej godziny ….ponad pięć ….

A to za sprawą pelikanów, które przybyły tu razem z przypływem….

I rybami, na które się rzucają ja oszalałe.

Pelikany to jedne z największych ptaków na świecie i jedne z najbardziej rozpoznawalnych dzięki ogromnym dziobom, workowi na gardło i stopom.

Chociaż są one dosyć sporych rozmiarów, są bardzo lekkie i mają kieszenie powietrzne umiejscowione w szkielecie i skórze, co znacznie pomaga im unosić się na wodzie, a ich długie skrzydła pomagają im szybować podczas lotu.

Te charakterystyczne „zwisające” worki przy dziobie są używane do łapania ryb i spuszczania wody przed ich połknięciem.

Dzieci przez całe 5 godzin budują fortece z porozrzucanego na plaży suchego drewna……

i powstaje taka oto wspaniała budowla….

Znajdują również konkretnie wyglądające przekąski….

Kolejny przystanek to Tree of life znajdujący się niedaleko Kalaloch Campground. „Drzewo Życia” to świerk sitkajski, największy rodzaj świerka i jedno z najbardziej znanych drzew w stanie Washington.

Patrząc na niego wydaje się, że rośnie w powietrzu.

Z jego niesamowicie widocznymi korzeniami, które pozornie dostarczają mu życia, mimo braku gleby, wydaje się wręcz nieśmiertelne.

Erozja, która wymyła mu glebę, nie zatrzymała tego drzewa przed rozkwitnięciem.

Drzewo wciąż stoi, mimo, że jego korzenie „wiszą w powietrzu”, w niewyjaśniony sposób utrzymują je w miejscu podczas intensywnych sztormów, z których słynie wybrzeże.

Nie ma logicznego wyjaśnienia, dlaczego jeszcze się nie przewróciło. Żeby dotrzeć do Tree of Life trzeba przejść w kierunku wybrzeża aż do schodków.

Po zejściu na plażę należy iść na północ. Już po kilku minutach spaceru wzdłuż wybrzeża docieramy do drzewa.

Jest to obecnie tak popularna atrakcja turystyczna, że podczas weekendu reudno jest nawet zrobić zdjęcie bez kogoś obok……

Kolejnym równie ciekawym punktem jest Quinault Rainforest Loop Trail (długość 0.9 mili).

Idziemy gęsto zarośniętym szlakiem mijając oszałamiająco wysokie drzewa i szumiący w dole potok Willaby Creek.

Jest to bardzo wilgotne miejsce ze średnią roczną opadów wynoszącą 3,5 metra!!!! Najprawdziwszy las deszczowy  w pełnej okazałości mieni się zielonymi paprociami i wszechobecnym mchem.

Wspaniała ścieżka z dala od tłumów.   

Końcowy nasz punkt na dzisiaj to World’s Largest Sitka Spruce trail (długość 0.3 mile).

Szlak prowadzi do największego na świecie świerku należącego do gatunku sitka.

Jego wiek szacowany jest na około 1000 lat. Drzewo to ma wysokość 58 metrów i średnicę 5,4 metra.

Jego imponująca objętość wynosi 300 metrów sześciennych, a korona rozciąga się na imponujące 29 metrów.

Wyjeżdżamy z parku narodowego Olympic w kierunku Aberdeen… a nasza ukochana stacja radiowa „357” puszcza właśnie Nirvanę 🙂 

Dzień 13

Kolejne 3 dni przeznaczamy na zwiedzanie wspaniałego Mount Rainier National Park ($30/auto lub N.P pass).

Wznosząc się na ponad 4,267 metrów, Góra Rainier nie tylko góruje nad wszystkimi szczytami Gór Kaskadowych, ale jest również najwyższą górą w całym stanie Washington i piątą pod względem wysokości w dolnych 48 stanach USA. Jest to również najbardziej zlodowacony szczyt w dolnych 48 stanach amerykańskich.

(Posiada aż 26 głównych lodowców).

Góra Rainier została sklasyfikowana przez International Association of Volcanology and Chemistry (IAVCEI) jako „wulkan dekady” czyli wulkan, który stanowi poważne ryzyko dla życia i mienia na otaczającym go obszarze. Jako stratowulkan, Góra Rainier jest podatna na ekstremalnie wybuchowe erupcje. Gdy się rozgrzeje, może wystrzelić w niebo ogromne kolumny popiołu na wiele mil. Ponadto te wybuchowe erupcje mogą powodować potoki piroklastyczne, które są bardzo szybko poruszającymi się mieszankami gorącego gazu i fragmentów skał. Potoki piroklastyczne przemieszczają się po zboczach wulkanu z prędkością lawiny, nie pozostawiając za sobą niczego. Według ekspertów, przyszła erupcja Góry Rainier może wyrządzić jeszcze większe szkody niż ta z Góry St. Helens w 1980 roku!

Naukowcy uważają, że ostatnia erupcja magmowa Rainier’a miała miejsce około 1000 lat temu. Badania nad jej wybuchami w ciągu ostatnich 2600 lat wykazały, że w tym czasie wystąpiło ich około 10-12. Na szczęście dziś naukowcy aktywnie monitorują Górę Rainier, aby śledzić wszelką potencjalną aktywność wulkaniczną.

Zwiedzanie parku zaczynamy od jego najmniej komercyjnej jego części – Mowich Lake area. 16-milowa droga Mowich Lake Road prowadzi z miasta Carbonado do pola namiotowego Mowich Lake Campground. Droga jest w większości żwirowa, ale dobrej jakości i przejezdna dla każdego rodzaju samochodu. Zamykana jest w połowie października lub wraz z pierwszymi opadami śniegu na zimę.

Dojeżdżamy nad jezioro około godziny 9.30am i parking jest już całkowicie zajęty. Wciskamy się w jakąś niewielką szczelinę przy drodze i ruszamy na szlak Spray Park to Mt. Pleasant trail (długość 6,9 mili, przewyższenie 2,198 ft). Szlak zaczyna się przy kempingu.

Wchodzimy w gęsty las wędrując początkowo szlakiem Wonderland, a następnie na pierwszym oznakowanym skrzyżowaniu trzymamy się lewej strony.

Przechodzimy kilka mostków nad małymi potokami….

…. pnąc się generalnie cały czas do góry.

Pierwszym widokowym punktem jest Eagle Cliff, skąd po raz pierwszy od wejścia do lasu zobaczymy Mount Rainier.

Wracając na główny szlak i po nieco ponad dwóch milach wędrówki docieramy do rozwidlenia, gdzie szlak Spray Park prowadzi stromo zakosami wzdłuż Grant Creek. My odbijamy w prawo by dotrzeć do spektakularnego wodospadu Spray.

Przeprawiamy się przez rzekę na drugą stronę po 2 przerzuconych kłodach by dotrzeć bliżej do wodospadu.

i dalej bardzo stromo po zsuwających się łupkowatych skałach dochodzimy do podnóża Spray Falls.

Wysokość wodospadu to 108 metrów.

Wracamy do głównego szlaku i czeka nas teraz niezła wspinaczka.

Serpentyny nie mają końca…..

Cały czas jesteśmy w gęstym lesie bez widoków.

Aż w końcu dochodzimy to otwartych łąk porośnietych kolorowymi kwiatami….

Tu wypatrujemy również wspaniałą muszykówkę wierzbową odpoczywającą na gałęzi.

Willow flycatcher (Muszykówka wierzbowa) potrafi pokonać dystans około 1500-8000 km (930-4970 mil) w jedną stronę między zimowiskami a terenami lęgowymi. Wyczekuje na żerdzi u szczytu krzewu, a następnie wylatuje, by chwytać owady w locie. Czasami zbierają też owady z liści, zawisając w powietrzu.

To jest jeden z niewielu gatunków ptaków, które jedzą owłosione gąsienice – (potrafią zjeść nawet 100 na raz!) Muszykówki nie uczą się swoich śpiewów od rodziców, tak jak robi to wiele innych ptaków. Zamiast tego, wykluwają się już z umiejętnością śpiewania :).

Zaczynamy teraz prawdziwą wspinaczkę – najbardziej stromy kodcinek szlaku prowadzący na Szczyt Pleasant 1,939 m n.p.m i Hessong Rock 1,946m n.p.m.

Za naszymi plecami pozostaje Mt Rainier zatopiony w gęstych chmurach.

Poniewaz ten odcinek jest bardzo trudny do pokonania, zostawiamy ukryte w krzakach najcięższe rzeczy i ruszamy trochę lżejsi ku górze….

Po drodze spotykamy tylko jednego hikera…. szlak wydaje się mało uczęszczany….

Wspinamy się coraz wyżej, po dojściu na przełęcz czeka nas jeszcze kolejna wspinaczka na górę Pleasant.

Widoki z przełęczy rzucają na kolana….

Dociaramy w końcu na szczyt….. trzeba być bardzo uważnym, bo czasami szlak wiedzie nad przepaściami.

Przepiękny szlak chociaż bardzo ciężki i wyczerpujący.

Trudny ale przepiękny szlak !!!

PrJego przejście zajmuje nam 8,5 godziny….

Na koniec w nagrodę za poniesiony trud zostaję użądlona przez osę….. co kończy się niemałą opuchlizną i piekącym bólem. Wracamy do cywilizacji na krótki nocleg.

Dzień 14

Dzisiejszą wędrówkę zaczynamy od części Paradise area, przejeżdżając przez wioskę Elbe, (położoną przy drodze # 7), która słynie z atrakcyjnej kolejki parowej – (Mt. Rainier Railroad & Museum) i unikatowego „hoteliku” którego pokojami są stare zabytkowe wagony kolejowe pomalowane na jaskrawe kolory.

W strugach deszczu zaczynamy od malowniczego szlaku Comet falls via Van Trump trail (długość 3,8 mili, przewyższenie 1,286ft).

Wchodzimy w gęsty las i od razu zaczynamy stromo piąć się do góry.

Po przejściu 0.3 mili przechodzimy prze solidny drewniany most zbudowany nad rwącym potokiem Van Trump Creek.  

Stojąc na jego środku spoglądamy w dół i widzimy drogę i innych zwiedzających poniżej wodospadu Christine Falls.

Patrząc na północ obserwujemy przepiękne, ale i groźnie wyglądające kaskady potoku.

Po przejściu kolejnych 0.6 mili zaczynają się pierwsze zakręty. Po pokonaniu 300 metrów wznosimy się aż 90 metrów do góry.

Szlak prowadzi generalnie cały czas wzdłuż potoku Van Trump Creek.

Po przejściu 1.2 mili staje się bardziej skalisty i wspinamy się teraz po drewnianej drabinie.

Po kolejnych 0,4 m, docieramy do mniejszego dopływu East Fork i po prawej stronie mamy widok na Bloucher Falls.

Tablica informuje nas „Comet Falls 200 ft”. Dotyczy to pierwszego wyraźnego widoku na wodospad (o tej samej nazwie). Przekraczamy drewnianą kładkę, a następnie idziemy w lewo.

Po kilku minutach marszu Comet Falls pojawią się między drzewami.

Aby zobaczyć go z bliska, przechodzimy ostatnie 0,2 m, mijając dowody silnych szkód wiatrowych w postaci złamanych drzew, a następnie w górę kilku stromych zakrętów do wyraźnego skrzyżowania.

Szlak w prawo prowadzi stromo w górę do Van Trump Park, my skręcamy na ścieżkę po lewej stronie prowadzącą do podnóża Comet Falls.

Mgła momentami opada więc po wielu próbach udaje nam się uchwycić wodospad na zdjęciu.

Jego wysokość jest imponująca – 92 metrów w głównym nurcie.

Najbardziej widowiskowo wygląda on jednak z punktu oddalonego o 0.2 mile.

Mamy przed sobą całą panoramę doliny.

Po zejściu ze szlaku kolejny punkt to króciutki szlak prowadzący stromo w dół do Narada falls (długość 0.3 mili) – jedną z obowiązkowych ikon parku narodowego Mt. Rainier.

Tu spotykamy tłumy turystów.

I aby trochę odpocząć od tych tłumów udajemy się jadąc dalej na wschód na szlak Bench and Snow lakes trail (długość 2.2 mile, przewyższenie 440 ft).

Szlak prowadzi do dwóch malowniczych alpejskich jeziorek.

Idziemy do samego końca szlaku, mijając kwieciste łąki i wygrzewające się na kamieniach świstaki.

Snow lake, do którego docieramy, znajduje się w otoczonym piargami cyrku lodowcowym, pod najwyższym punktem Pasma Tatoosh – Unicorn Peak (2120 metrów n.p.m). Kolor wody w jeziorze jest dosłownie turkusowy.! Odpoczywamy na wielkich kamieniach i wpatrując się w krystalicznie czyste jezioro, którego zbiornik zasilany jest głównie z topniejącego śniegu. Przez cały rok można zazwyczaj znaleźć w jeziorze pływające bloki lodu, co nie pozostawia wątpliwości, skąd pochodzi nazwa jeziora 😊.

Wracając tym samym szlakiem, schodzimy stromo w dół do kolejnego malowniczego jeziorka Bench.

Żeby do niego dotrzeć trzeba zejść krótką, ale bardzo stromą ścieżką….

Tu mamy do dyspozycji piaszczystą chociaż niewielką plażę i piękny widok na wyłaniający się co chwila zza chmur Mt Rainier.

(wokół jeziora Bench nie ma szlaku). Nazwa jeziora Bench Lake odzwierciedla jego położenie.

Jezioro spoczywa na „ławce” pomiędzy otaczającymi je grzbietami.

Wracamy do auta i jedziemy jeszcze kawałeczek na wschód …

ale droga dookoła parku jest zamknięta ze względu na przeprowadzane remonty (tylko weekendy otwierają wahadłowy ruch samochodowy).

Wyjeżdżamy z parku narodowego na krótki nocleg do cywilizacji 🙂

Dzień 15

Dzisiejszy dzień spędzamy we wschodniej części parku Mt. Rainier National park.

O poranku podziwiamy Tipsoo Lake – które idealnie można sfotografować z odbijającą się w nim górą Rainier.…. my jesteśmy chwilę za późno….

Jezioro Tipsoo dostępne jest dla pojazdów tylko w okresie letnim, zwykle od czerwca do października.

Maksymalny rozkwit dzikich kwiatów na okolicznych łąkach przypada zwykle na koniec lipca….

Najlepszą miejscówką na zrobienie zdjęcia jest koniec pobocza w górnej części jeziora przy drodze numer 410.

Pierwszym szlakiem na dzisiaj jest Naches Peak Loop, (długość 3.5 mili, przewyższenie 659 ft). Częściej wybierany jest kierunek zgodny z ruchem wskazówek zegara spacerując kolejno najpierw szlakiem Pacific Crest Trail, a następnie szlakiem Naches Trail po tym, jak Pacific Crest Trail odbija w kierunku jeziora Dewey. Argumentem za tym kierunkiem jest lepszy widok na Mount Rainier. My wybieramy jednak odwrotny kierunek… pokonując większość wysokości na początku wędrówki, ale też zbyt często odwracając głowę by spoglądać na widoczny dzisiaj idealnie Mt Rainier.  

Kiedy pętla okrąża wschodnią stronę Naches Peak, szlak prowadzi do punktu widokowego z widokiem na jezioro Dewey, znajdujące się ponad 180 metrów niżej.

i Mt. Adams 3,743m n.p.m.

Zaraz za punktem widokowym jeziora Dewey, Pacific Crest Trail dochodzi do skrzyżowania ze szlakiem Naches Peak Loop.

Skręcamy w prawo i podążamy szlakiem wzdłuż południowej strony Naches Peak, który przecina alpejskie łąki z oszałamiającymi widokami na Mount Rainier.

Wiele osób uważa to za najlepszą część pętli.

Dochodzimy do malutkiego jeziorka, gdzie urządzamy sobie piknik.

Podążamy szlakiem z powrotem do parkingu przy jeziorze Tipsoo, aby zakończyć 3.5 milową pętlę.

Na kolejny szlak udajemy się do części parkowej zwanej Sunrise.

Po przestaniu godziny w kolejce aut wjeżdżamy w końcu przez  Sunrise White River Entrance Station, ulokowanej na 410. (Droga zwykle jest wolna od śniegu od początku lipca i pozostaje otwarta do października).

Parking znajdujący się na końcu drogi został ostatnio bardzo powiększony, wiec pomimo wczesnego popołudnia znajdujemy miejscówkę do zaparkowania. Idziemy w kierunku Visitor Center, skąd zaczyna się szlak Dege Peak (długość 2.8 mili, przewyższenie 807 ft).

Powoli wznosimy się do góry….

podziwiając Mt Rainier i okoliczne góry….

Szeroką ścieżką pniemy się powoli w górę dochodząc na grzbiet górski z bezpośrednim widokiem na pasmo Sourdough.

W przeciwieństwie do wielu szlaków prowadzących z Visitor Center, Dege Peak zabiera nas na tyle daleko od góry Mt. Rainier, aby uzyskać oszałamiający panoramiczny widok 360 stopni, od pobliskich Cowlitz Chimneys po dalekie szczyty Mount St. Helens, Mount Adams, Glacier Peak i Mount Baker.

Podczas powrotu podziwiamy cały czas majestatyczną „zbliżającą się” do nas Mount Rainier i świetnie widoczny jęzor lodowca Emmons.

Dzień 16

Dzisiaj atakujemy znowu najbardziej popularną część parku – Paradise area: odwiedzaną rocznie przez ponad 2,5 miliona turystów (ponad milion samochodów).

Zdecydowanie najbardziej popularnym szlakiem w tej części parku jest Glacier vista point (długość 2.7 mili, przewyższenie 912 ft).

Pierwotnie zamierzaliśmy zrobić całą prawie sześciomilową pętlę (Skyline loop Trail), ale ze względu na niekorzystne warunki pogodowe skróciliśmy znacznie wędrówkę.

Wszystko dookoła spowite było mgłą i padał zimny deszcz……

Wychodząc na ten szlak warto ściągnąć sobie szlak z alltraills ze względu na liczne jego odgałęzienia. Szlak wychodzi z Visotor Center, skąd bardzo stromą wyasfaltowaną ścieżką pniemy się ku górze.

Soczyści zielone drzewa ustępują stopniowo niskopnącej roślinności typu wrzosy.

W słoneczny i bezchmurny dzień widok Mt. Rainiera wysokość 4,392 metrów powala dosłownie na kolana….. Glacier point znajduje się na wysokości (1920 metrów).

Największą zatem atrakcją na szlaku okazało się spotkanie świstaków i chipmonków…. Występujący tu Świstak siwy zwany też kanadyskim (Hoary Marmot) jest głównym pożywieniem dla takich drapieżników jak: orły przednie, niedźwiedzie, rosomaki, kojoty czy lisy.

Sam – jest wegetarianinem i żyje w dużych koloniach dochodzących do 35 osobników. Świstaki są bardzo hałaśliwymi zwierzętami, wydając co najmniej siedem różnych typów odgłosów (w tym ćwierkanie, gwizdy, warczenie i skomlenie).

Wiele z tych odgłosów służy jako alarm, ostrzegający inne świstaki przed potencjalnymi drapieżnikami. Kilka lat temu wędrując tym szlakiem spotkaliśmy ich aż 14… Dzisiaj ze względu na bardzo słabą widoczność tylko jednego … i tylko dlatego że wykopał sobie norkę centralnie na szlaku co zainteresowało nas do tego stopnia, ze postanowiliśmy poczekać aż ktoś z niej wyjdzie 😊.

Wśród świstaków zaobserwowano wiele form zachowań społecznych, w tym zabawy w walkę, zapasy, ganianie i dotykanie się nosami.

Świstaki spędzają siedem do ośmiu miesięcy w roku na hibernacji Każda kolonia zwykle utrzymuje jedno legowisko zimowe i kilka mniejszych nor wykorzystywanych do spania i schronienia przed drapieżnikami. Nory sypialne i legowiska zimowe są większe i bardziej złożone, posiadają wiele wejść, głębokie komory wyściełane materiałem roślinnym i sięgają głębokości około 3,5 metra.

„Chipmunki” czyli pręgowce mają duże policzki, które mogą powiększać się do trzech razy w stosunku do głowy, co jest świetne do przenoszenia nasion, trawy, orzechów, jagód, korzeni, owadów lub małych jaj.

Chipmunki kopią rozległe systemy nor bezpośrednio pod lub obok naturalnych lub sztucznych schronień. Drążą dwa rodzaje nor: płytkie nory, w których szukają schronienia podczas żerowania w ciągu dnia, oraz głębsze, bardziej złożone nory, w których gniazdują, gromadzą pokarm i spędzają większość zimowych miesięcy.

Chipmunki rzadko oddalają się od swoich nor dalej niż o 1/3 mili.

Po dwugodznnej obserwacji zwierzyny wracamy przemoczeni do auta …

i wyjeżdżamy z ciągle zatłoczonego parkingu, zatrzymując się jeszcze na godzinny piknik przy rzece Nisqually river….

…..gdzie uroczyście zakańczamy naszą wycieczkę, obserwując wyłaniający się co chwilę zza chmur przewspaniały Mt. Rainier.

Wracamy do Seattle, skąd o świcie dnia następnęgo odlatujemy do Chicago ☹…..

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑