TERMIN: 01.I-07.I.2024
TRASA: Phoenix, Sedona (Subway trail, Cathedral Rock trail via Baldwin trail, Devils Bridge trail via Mescal trail, Palatki Heritage Site, Doe Mountain trail, Birthing Cave trail, Mescal Mountain: Long Canyon, Deadman Pass, Mescal Loop trail, Lower Chimney to Chimney Rock loop trail, Amitabha Stupa, Cathedral Rock trail, Jerome, Prescott – (Granite Garden trail), Phoenix: (Dutchman state park – Treasure loop), Hieroglyphic trail, Shaka Cave via Carney Springs trail, Usery Mountain Regional Park: Wind Cave trial.

CAŁKOWITY KOSZT WYJAZDU: $2,010 /3 osoby
KOSZT PRZELOTU: Chicago-Phoenix-Chicago $598/3 bilety
KOSZT BENZYNY: $89 – przejechane: 599 mile
KOSZT WYNAJMU AUTA: Ford Edge SUV $320/6 dni
NOCLEGI: hotele $647/5 nocy
JEDZENIE: $234/3 osoby
BILETY WSTĘPU: parki stanowe $10, National Park Pass (dla uczniów czwartych klas szkół podstawowych bezpłatny pass, upoważniający do darmowego wjazdu dla całej towarzyszącej mu rodziny), Red Rock pass $5/auto – (automaty na karty kredytowe/debetowe na parkingach – jeśli nie posiadamy N.P. pass.
PRZEWODNIKI/MAPY: Atlas topograficzny Benchmark, Arizona Lonely Planet, www.alltrails.com , www.arizonaruins.com
SEDONA SHUTTLE: bezpłatne autobusy kursujące od czwartku do niedzieli oraz w święta. Ze względu na bardzo duże ograniczenia parkingowe, autobus dowozi turystów w miejsca, skąd wychodzą najbardziej popularne szlaki: Catherdral Rock, Soldier Pass, Little Horse, Dry Creek Vista z dostępem do Devil’s Bridge i Mescal. https://sedonashuttle.com/


SKŁAD ZESPOŁU: Zuza, Basia (10 lat), Jan (13 lat), Renata, Sara (11lat), Ala (9 lat), Magda, Luka (10 lat), Lenka (7 lat), gościnnie: Maria, Standa, Evan (13 lat), David (14 lat).
POGODA: Temperatury w okolicach Phoenix około 18°C podczas dnia, w okolicy Sedony w dzień około 2-12°C, w nocy poniżej 0°C. (Według danych statystycznych w Sedonie – średnia najwyższa temperatura w styczniu to 14°C, średnia najniższa to −1 °C).
NAJCIEKAWSZE SZLAKI: Sedona (Devils Bridge trail, Subway trail, Cathedral Rock trail, Phoenix (Dutchman state park – Treasure loop, Wind Cave trail, Hieroglyphic trail)
Dzień 1&2
W Phoenix lądujemy w środku w nocy, szybko odbieramy wynajęty samochód i ruszamy w drogę. Celem jest krótka drzemka na stacji benzynowej przy autostradzie #17, tuż za granicami miasta. Po dwóch godzinach snu ruszamy na północ, w stronę Sedony, gdzie spędzimy kolejne 3,5 dnia przemierzając malownicze szlaki.

Wciśnięta w głęboką dolinę, Sedona zachwyca majestatyczną scenerią czerwonych piaskowcowo wapiennych skał, kontrastujących z soczystą zielenią roślinności. Miejsce to przyciąga rocznie ponad 3 miliony turystów, pragnących doświadczyć jej wyjątkowego klimatu.
Pierwszym punktem dnia jest słynny szlak Subway Cave, liczący 5,4 mili długości.

Jest to najpopularniejszy odcinek Boynton Trail, wiodący przez malowniczą dolinę i zakończony widowiskową jaskinią. Docieramy na parking tuż przed godziną 11:00, zastając go niestety wypełnionym po brzegi. (Niewielki parking, przeznaczony na około 12 aut). Zmuszeni jesteśmy zaparkować na poboczu drogi, przy Boynton Pass Road, gdzie zastany tłum samochodów świadczy oczywiście o ogromnej popularności tego miejsca. Boynton trail wychodzi z głównego parkingu. Idziemy dość szeroką ścieżką pośród czerwono-pomarańczowych piaskowców i bujnej krzaczastej roślinności, początkowo wzdłuż zabudowań Enchantment resort (po praktycznie płaskim terenie).

Choć termometr wskazuje zaledwie 10°C, promienie słońca odbijające się od skalistych ścian kanionu sprawiają, że odczuwamy temperaturę znacznie wyższą, wędrując w samych podkoszulkach.

Dochodzimy do wielkiego jałowca – aligator juniper tree, służacego jako drogowskaz do odejścia od głównego szlaku Boynton trail w kierunku jaskini Subway. Drzewo to znajduje się po naszej lewej stronie (wędrując na północ) i jak tylko je miniemy musimy odbić w prawo (nie ma żadnego kierunkowskazu). (jest to mniej więcej 2 mile od wyjścia na szlak). (Chodzi tędy tak dużo ludzi, że na pewno ktoś nam pomoże wskazać odpowiedni kierunek, jeśli będziemy mieli wątpliwości). Jeśli pójdziemy za daleko to od razu zorientujemy się, że coś jest nie tak… roślinność drastycznie się zmieni i otoczeni zostaniemy bardzo wysokimi sosnami… Jeszcze przed dojściem do charakterystycznego aligator tree wchodzimy w cień rzucany przez pasmo górskie (należące do Red Rock Secret Muntain Wilderness), co oznacza znacznie niższą temperaturę otoczenia i konieczność założenia ciepłych polarów.


Po skręcie w prawo ścieżka znacznie się zwęża i po przejściu suchego koryta rzecznego – dry wash – wznosimy się już stromo do góry. Idziemy teraz głównie w otoczeniu kaktusów prickly pear, juk i agaw.


Samo wejście do jaskini jest najtrudniejszą technicznie częścią tego szlaku.

Stajemy przed bardzo stromym wąskim pęknięciem skalnym o dużym nachyleniu, które w jakiś sposób musimy pokonać by dostać się na samą górę.

Jak już się wdrapiemy na górę i odwrócimy o 180 stopni to ujrzymy Subway cave w całej okazałości!!! Jaskinia zawdzięcza swoją nazwę unikalnemu kształtowi, przypominającemu tunel metra.

Są tu dwie półki skalne po których możemy bardzo ostrożnie przejść nieco dalej, by ktoś mógł nam zrobić „to” wspaniałe zdjęcie.

Dochodząc na miejsce by zapozować do zdjęcia pod stopami mamy kilkunastometrową przepaść ….

Strona prawa wydaje się być bardziej stabilna do przejścia niż lewa, która sprawia wrażenie jakby była zbyt stromo nachylona do środka.

Dla miłośników fotografii pragnących uchwycić magię jaskini Subway najlepszym czasem na wycieczkę jest środek dnia lub popołudnie. (Wtedy promienie słońca nie wpadają już downętrza jaskini) Rano słońce świeci prosto w obiektyw, utrudniając fotografowanie).

Ponad 330 milionów lat temu obszar ten znajdował się na dnie morskim, a muszle stworzeń tam żyjących utworzyły warstwę wapienia, która leży obecnie pod tym obszarem, (nazywana wapieniem Redwall – ze względu na swój kolor, powstały w wyniku osadzającego się w skałach tlenku żelaza – hematytu, pospolicie znanym jako rdza).

Stromość tego terenu wynika z faktu, że górne warstwy skalne zbudowane są z wulkanicznego bazaltu oraz wapienia, i są o wiele twardsze niż leżący pod nim piaskowiec. Kiedy woda spływająca z krawędzi skarpy „wyżera” niższe warstwy, tworzą się urwiska i kaniony o stromych pionowych skałach. W końcu zwietrzały wystarczająco miękki materiał, który podcina warstwę górną, odrywa się i wpada do kanionów.

Jeśli ktoś ma ochotę można przejść tą półką skalną dalej w prawo kierując się do „ruin indiańskich”.


Powoli i ostrożnie… stawiając małe kroki przedostajemy się do kolejnych ciekawych form geologicznych –

zagłębień jaskiniowych oraz „ruin” domostw indiańskich, ułożonych z drobnych odłamków piaskowcowych skał.

Widoki są wspaniałe na otaczającą nas dolinę i góry.


Pełni wrażeń wracamy do auta tą samą ścieżką i szybko mkniemy dalej na spotkanie z Magdą, Lenką i Luką, z którymi umówiliśmy się na parkingu, skąd wychodzi szlak na Cathedral Rock. Dzisiaj jest wtorek, a więc parking powinien być otwarty dla samochodów (niestety z nieznanej nam przyczyny przed wjazdem na drogę prowadzącą na ten własnie parking stoi ranger, kierując wszystkich w oddalone o dwie mile miejsce, skąd odjeżdżają busiki miejskie – Sedona shuttle buses). Według „rzetelnych” informacji zawartych na stronie internetowej miasta Sedona, autobusy te kursują tylko od środy do niedzieli i w święta. Najwyraźniej ktoś podjął dzisiaj inną decyzję. Naszym celem jest wejście na Cathedral Rock na zachód słońca. Ostatni busik odjeżdża z parkingu o 4.10 pm, a więc nie ma fizycznej możliwości żeby takowy plan wykonać (zachód słońca jest o godzinie 5.27pm). Mamy jednak przygotowany plan B 😊, jedziemy na inny szlak, który doprowadzi nas do celu. Jest to Baldwin trail (Cathedral Rock trail via Baldwin trail) (wychodzący z oddalonego o 8,5 mili od ronda #179 i drogi Back o Beyond Rd). Jedziemy szutrową drogą Verde Valley School Road do parkingu. (Długość szlaku 3.8 mili, Przewyższenie 882 ft).

Przechodzimy przez drogę i idziemy dalej przez kilkaset metrów, aż dochodzimy do początku szlaku, który zaczyna się przy przełęczy Baldwin i biegnie wzdłuż potoku Oak Creek.

Przed nami rozpościera się majestatyczna Cathedral Rock oświetlona zachodzącym słońcem.


Scieżka stopniowo staję się coraz bardziej kamienista i zwiększa się też nachylenie powierzchni.


Szlak prowadzi nas do skrzyżowania z Catherdal Rock trail i dalej zaczyna się już prawdziwa wspinaczka 😊.

Widoki dookoła cudowne!


Słońce już prawie zaszło, ale dzielnie przemy do góry, żeby złąpać choć ostanie pasemko oświetlonych przez nie chmur.



Zdyszani i naprawdę z ostatkiem sił stajemy przy tabliczce „End of trial”.

Jeszcze dostrzegamy ostatnie oświetlone zachodzącym słońcem pasemko chmur …..

Odpoczywamy 10 minut, nakładamy na głowy czapki i latarki czołówki i zaczynamy powolne i bardzo uważne schodzenie.

W niedalekiej odległości zaczynają przeraźliwie wyć kojoty…. Jesteśmy tu już sami i mamy do pokonania dwie mile do naszego parkingu. Tu bardzo pomocna okazuje się „zciagnięta” na telefon mapa z alltrails, bo ciemnościach trudno jest wcelować w szlak 😊. Po 3 godzinach kończymy naszą wędrówkę w totalnych ciemnościach. Jedziemy spotkać się z resztą grupy do hotelu…… a tymczasem przed hotelem…. spotykamy stado ryjących w liściach pecari (zwanych lokalnie skunk pig lub javelina), które pomimo znaczącego podobieństwa w wyglądzie nie są spokrewnione ze świniami.

Temperatura na zewnątrz jest około zera°C. W nocy zapowiadane są przymrozki.
Dzień 3
Zaczynamy dzień od długiej (około godzinnej) jazdy samochodem do Palatki Heritage Site.

Droga prowadząca do tego miejsca jest szutrowa, ale bardzo dobrze utrzymana, przejezdna praktycznie dla każdego samochodu (jeśli nie pada deszcz).

Rezerwację wycieczki robimy na stronie www.recreation.gov („Guided Tour of the Grotto and Dwelling Areas” $1/osoba) (trzeba mieć ze sobą wydrukowaną lub cyfrową kopię swojej rezerwacji lub podać nazwisko na jakie została ona zrobiona, pokazując swoje ID w Visitor Center). Miejsce to jest otwarte dla zwiedzających przez siedem dni w tygodniu, od 9:30 do 3pm (ostatnia wycieczka rozpoczyna się o 2pm).

Zwiedzanie odbywa się wyłącznie z przewodnikiem w 10 osobowych grupach.

Na terenie parku znajdują się w sumie dwa szlaki: jeden prowadzący do klifowych mieszkań Sinagua (tylko z przewodnikiem), a drugi do oglądania piktogramów i petroglifów (możemy wybrać się tu sami, przewodnik jest na miejscu i odpowie na wszystkie nasze pytania).


Nasza wycieczka rozpoczyna się o 9.30am w Visitor Center, gdzie pokazujemy pracownikom parku nasze rezerwacje (plus dodatkowo National Park Pass).

Zabawnie opowiadający przewodnik zabiera nas na wycieczkę (0,9 mili zmiana elewacji 226 ft) ścieżką prowadzącą do ruin pueblo.

(Pueblo to budynek zbudowany z kamienia lub cegły, posiadający wiele połączonych ze sobą pomieszczeń).

Ruiny zachowane są w prawie niezmienionym stanie, co jest ewenementem w skali kraju, gdyż większość tego typu budynków została zrekonstruowana z powodu znacznych zniszczeń.

Stanowisko to zostało zbudowane przez lud Sinagua, który zamieszkiwał ten region od około 700 roku do 1400 roku n.e. Sinagua byli rolnikami i zbieraczami – (uprawiali kukurydzę, fasolę i dynie oraz zbierali owoce, warzywa i jagody), ale także jak się okazało po wielu latach byli najzdolniejszymi i najbardziej kreatywnymi budowniczymi.

Przewodnik pokazuje nam nawet miejce, gdzie można dostrzec oryginalne „odciski” dłoni budowniczego, który lepił to pueblo 🙂

Stanowisko Palatki składa się z kilku budynków i jest jednym z najlepiej zachowanych stanowisk Sinagua w regionie.

Indianie używali kamieni, które były układane na sobie w warstwach, a następnie wiązane zaprawą z gliny, używając czasami również drewna do wzmocnienia konstrukcji.


Te klifowe mieszkania zostały zbudowane pod wystającymi w kierunku południowym skalnymi nawisami, zapewniającymi schronienie i chłód w lecie i ogrzewające je słońcem w zimie.


Po tym niezwykle ciekawym wykładzie wracamy spowrotem do budynku Visitor Center.

Kolejna (odrębna) cześć wycieczki to spacer do skały na której znajdują się piktogramy oraz wyryte w skale petroglify.

Wiele piktogramów na ścianach skalnych pochodzi od ludu Sinagua, jednak te bardziej abstrakcyjne symbole i rysunki piktograficzne, pochodzą aż sprzed 3000 do 6000 lat.

Dopatrzeć się tutaj możemy petroglify przedstawiających często zwierzęta, symbole religijne i postacie ludzkie, a także cykl roczny słońca……

…. a my znajdujemy również Yodę z Gwiezdnych Wojen 🙂

Piktogramy są bardziej kolorowe i często przedstawiają sceny z życia codziennego.

Nazwa „Palatki” pochodzi od słowa „pa’aki” w języku Hopi, które oznacza „miejsce, w którym mieszkają duchy”.

Jedziemy dalej do kolejnego szlaku – Doe Mountain trail (długość1,5 mili, przewyższenie 511 ft).


Parking jest całkiem spory, ale niestety całkowicie zajęty o tej porze dnia. (Można parkować przy głównej drodze). (National park pass lub $5/parking).

Generalnie szlak prowadzi stopniowo serpentynami na szczyt, ale niektóre odcinki są bardzo strome i trzeba się trochę powysilać by wspiąć się na kolejną półkę skalną.


Tą stromą ścieżką wspinamy się na szczyt mesy, skąd rozciągają się panoramiczne widoki na otaczające nas formacje Verde Valley i urzekające krajobrazy Coconino National Forest.



Widoki petarda!






Zbiegamy z Doe Mountain i jedziemy w kierunku kolejnego szlaku – Birthing Cave trail.

(Mapę szlaku trzeba sobie „ściągnąć” na telefon, bo nie działa tu ani internet ani serwis telefoniczny).
Jeśli nie ma miejsca na głównym parkingu, można spróbować dojechać do pobliskiego Mescal Trailhead parking, który również znajduje się przy drodze Long Canyon Road. (prowadzi z niego szlak – łącznik (Mescal Connector) o długości około 0,5 mili. My parkujemy przy drodze, bo parking jest w całości zajęty. Nasz szlak nazywa się Long Canyon Trail. Płaska, szeroka i piaszczysta ścieżka wiedzie pomiędzy „mieszanką” drzew, krzewów i kaktusów. Najbardziej charakterystyczne gatunki tu występujące to krzaki manzanity, opuncje, agawy, jałowce i juki.

Po przejściu 0,6 mili dochodzimy do rozwidlenia szlaków. Tuż przed drewnianym ogrodzeniem skręcamy w lewo na nieoznakowaną węższą ścieżkę i idziemy w kierunku czerwonych klifów kolejne 0.3 mili.

Im bliżej klifów tym stromiej.



Po wdrapaniu do jaskini odwracamy się o 180 stopni i podziwiamy rozległe widoki na roztaczające się przed nami czerwone piaskowce.

Wspinaczka do małego zagłębienia w jaskini udaje się niestety tylko najmłodszym…


…..ściany jaskini są niemal pionowe i podczas wspinania nie ma się w zasadzie czego chwycić.

Jedna z teorii mówi, że rdzenni mieszkańcy Hopi wysyłali tu kobiety w ciąży, gdy nadszedł czas na poród…. Rozważając jednak jak trudno jest się tam dostać wydaję się to jednak bardzo mało prawdopodobne……



Długość szlaku do jaskini i z powrotem to 1,9 mili. Ja z Jankiem i Luką dodatkowo łączymy ten szlak z pętelką Mescal trail loop (długość 4,4 mile).

Spacerujemy mijając piękną pustynną roślinność z niesamowitymi widokami dookoła……

Ta część szlaku zdecydowanie opanowana jest przez rowerzystów.




Po godzinie marszu pogoda zaczyna się nieco zmieniać na naszą niekorzyść…..

Nadciągają groźnie wyglądające ciemne chmury, więc zaczynamy biec w kierunku parkingu.

I dobiegamy w momencie jak zaczyna padać deszcz. Jesteśmy delikatnie mówiąc skostniali z zimna. Jedziemy do hotelu, gdzie młodzi - niczym niepokonani od razu kierują się na basen…. Temperatura na zewnątrz spada do zera….
Dzień 4
O świcie jedziemy w stronę centrum Sedony, mijając okoliczne góry zatopione we mgle i gęstych chmurach.


Wygląda to bajecznie !!!!


Zaczynamy od szlaku Lower Chimney Rock to Chimey Rock loop (długość 2.3 mile+zejście do świątyni buddyjskiej Amitabha stupa razem: 2,5 mili, zmiana elewacji 377 ft).


Parking, z którego startuje szlak, jest całkiem sporych rozmiarów, ale mimo wczesnej godziny już niemal wypełniony po brzegi, co świadczy o popularności tego miejsca.

Chmury unoszą się bardzo nisko dodając grozy otaczającym nas górom.

Temperatura bliska zero°C. Zaczynamy wędrówkę idąc w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara, co wydaje się najlepszym rozwiązaniem, jeśli chodzi o możliwości fotograficzne.

Jest to początkowo szeroka i łatwa ścieżka……

Mijamy gęsto rozsiane rezydencje……..(Ceny nieruchomośći osiągają tu zawrotne ceny i bez minimum miliona w kieszeni nie mamy żadnych szans na przeprowadzkę)….


Odbijamy z głównego szlaku skręcając w prawo i schodzimy do świątyni buddyjskiej – Amitabha stupa.

Stupa najprostszy typ sakralnej budowli buddyjskiej, wywodzącej się z Indii i pełniącej funkcję relikwiarzy i „strażników” chroniących ludzi przed złymi siłami.

Pierwszym etapem trwającej 18 miesięcy budowy Amitabha stupy było złożenie pod jej fundamentem „skarbów”. Znajdują się tu setki milionów modlitw, a także 3600 ręcznie wykonanych tsa-tsas, czyli miniaturowych stup, ofiar z każdego kontynentu na Ziemi i wiele przedmiotów mających na celu zwalczanie różnych rodzajów ludzkiego cierpienia: duży zapas żywności jako antidotum na głód, naturalne i tradycyjne lekarstwa jako antidotum na choroby, i niezwykle rzadkie relikwie z przeszłych Buddów i oświeconych mistrzów, sięgające czasów Buddy.

Buddyści odwiedzają stupy jako symbole obecności samego Buddy, nazywając je „Klejnotem Spełniającym Życzenia”, trzykrotne je okrążając zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, aby otrzymać błogosławieństwo od drzemiącej w nich duchowej mocy.

Obok stupy znajdują się też młynki modlitewne.

Wprawienie takiego młynka w ruch wirowy jest jednocześnie symbolicznym wymówieniem modlitwy (mantry), której słowa zostały wyrzeźbione na wierzchu bębenka lub w jego środku. Jeden obrót w kierunku ruchu wskazówek zegara jest odpowiednikiem odmówienia jednej modlitwy. Młynki te osadzone są w szeregu i w takiej sytuacji nie należy żadnego z nich pominąć.
Wracamy na główny szlak i wędrujemy dalej na północ obserwując tańczące pomiędzy skalnymi szczytami chmury.

Wznosimy się powoli do góry, przystając co chwila na zrobienie zdjęcia.

i medytacje 🙂

Pada delikatnie śnieg i generalnie jest bardzo zimno, chociaż pomimo tych mało sprzyjających warunków wędruje się nam całkiem przyjemnie 😊.







Na szlaku spotykamy się z kolejnymi uczestnikami naszej eskapady – Standą, Davidem i Evanem, których dostrzegamy wędrujących po szczycie Little Sugarloaf summit.

A więc teraz „konwój na cztery auta” rusza na kolejny szlak, a naszym celem jest Teacup Trail. Mamy nadzieję, że uda nam się znaleźć miejsce na zatłoczonym parkingu. Niestety, parking jest pełen, a parkowanie przy drodze niemożliwe. Po krótkiej naradzie postanawiamy zmienić plany i skierować się ku Devil’s Bridge trail– wyjście od strony północnej (droga Long Canyon Road). (Devil’s Bridge via Moscal trail). I tu ku naszej radości znajdujemy tu wiele wolnych miejscówek do zaparkowania. (Długość tego szlaku to 4 mile, przewyższenie 531 ft).


Przechodzimy przez główną drogę (Long Canyon Rd) na drugą stronę, gdzie oficjalnie zaczyna się nasz szlak.

Początkowo wędrujemy Moscal trail #174C, następnie skręcamy w lewo w Chuckwagon trail#196.

Jest magicznie !!!- chmury dosłownie tańczą pomiędzy otaczającymi nas szczytami.

Szlak ten jest znacznie ciekawszy widokowo niż ten prowadzący przez Dry Creek Road.

Przez całą jego długość rozkoszujemy się przepięknymi widokami okolicznych gór, które co chwila oświetlane są wychodzącym zza chmur słońcem.


Szlak przecina drogę Dry creek Road i dalej prowadzi już nieco bardziej pod górkę.


Tu parkują samochody terenowe i ATV, które dostały się tutaj właśnie drogą Dry Creek.

Wdrapując się po coraz bardziej stromej ścieżce mijamy kilka miejsc z kamiennymi wieżyczkami.


Wspinamy się dalej po kamiennych schodach i dochodzimy do miejsca, gdzie mamy idealny widok na „Diabelski most” – tu ustawia się kolejka chętnych do zdjęcia.


My chętnymi jednak nie jesteśmy…. Tylko Standa jako jedyny odważny kroczy w jego kierunku……

My spokojnie czekamy w miejscu widokowym rozkoszując się otaczającymi nas górami…. i Standą stojącym na moście😊. Schodzimy w dół mijając dziesiątki turystów – to jeden z najczęściej uczęszczanych szlaków Sedony.


Przez pomyłkę spowodowaną brakiem wgranej w telefon mapy „przedłużamy sobie szlak idąc Chuckwagon trail i nadrabiając tam i z powrotem dodatkowe 1,7 mili 😊.

Bynajmniej dodatkowy spacer jest tego warty !


Kolejny punkt na dzisiaj to panorama miasta oglądana z Sedona Airport Scenic Lookout (538 Airport Road). (Parking $3/auto, może pomieścić około 100 samochodów).

Najlepsza pora dnia by podziwiać tą panoramę to popołudnie, kiedy to słońce oświetla całą dolinę i jeszcze bardziej podkręca kolory pomarańczowych i czerwonych piaskowców.


Cieszymy oko tym wspaniałym widokiem przez chwilę i wracamy tuż po zmierzchu do hotelu.
Dzień 5
Przed świtem, w totalnych ciemnościach, wyruszamy na podbój Cathedral Rock. Naszym celem jest parking – Park and Ride (B) – North SR179, skąd o 7 rano odjeżdża pierwszy autobus (shuttle bus), dowożący turystów do wyjścia na szlak (parking G). Wschód słońca zawsze jest tutaj bardzo widowiskowy, więc by na niego zdążyć dosłownie wbiegamy pod górę, łapiąc z trudem oddech.

Przeraźliwie zimne powietrze wypełnia nam płuca…..

Wejście zajmuje na około 35 – 40 minut.


I to jest ten moment dla którego warto poświęcić cały trud…..

Słońce wyłania się zza potężnej góry, oświetlając Cathedral Rock jaskrawo żółtym kolorem.

Wychodzimy na półkę skalną by uwiecznić ten spektakularny widok.

Światło oświetlające tą półkę utrzymuje się tylko kilkanaście minut, więc trzeba się generalnie pośpieszyć….



W oddali widzimy unoszące się w powietrzu ogrzewane ciepłym powietrzem balony…

…. Schodząc ze szlaku mijamy już dziesiątki wdrapujących się na górę turystów.


My mieliśmy wchód słońca praktycznie tylko dla siebie 😊!

Wracamy do hotelu po walizki i jedziemy w kierunku klimatycznego miasteczka Jerome, założonego w 1876 roku zaraz po odkryciu tutaj bogatych złóż miedzi.

W szczytowym okresie swojej działalności w latach 20. XX wieku miasto było największym miastem w stanie Arizona. W tym czasie w mieście mieszkało ponad 15,000 osób, a wydobycie miedzi było głównym źródłem dochodów dla miasta.

W latach 30-tych XX wieku wydobycie miedzi wstrzymano, a miasto zaczęło podupadać. W latach 60. XX wieku Jerome zostało odkryte na nowo przez artystów i hipisów, którzy stacjonują tutaj do dzisiaj 😊.

Zarówno przed jak i za miasteczkiem droga 89-A jest bardzo stroma i zakręcona, przez co niesamowicie widowiskowa.

Przedzieramy się przez górską przełęcz Mingus i wyjeżdżamy na płaski teren Prescott Valley, mijając skaczące po poboczu widłorogi (Pronghorn)- najszybsze ssaki lądowe Ameryki Północnej. I chociaż może ustępują one gepardom w maksymalnej prędkości, widłorogi utrzymuje ją dłużej, osiągając 65 km/h (40 mil/h) na dystansie co najmniej 11 km (7 mil). Na krótkich dystansach (do 1,5 km) osiągają do 95 km/h, wykonując przy tym skoki o długości do 6 metrów. Potocznie nazywane po prostu antylopami, widłorogi wcale nimi nie są, a „bliżej” im do żyraf czy okapi.

Potrafią one wykryć ruch z odległości nawet 4 mil, a ich oczy zapewniają im pole widzenia wynoszące aż 300 stopni.

W Stanach żyje ich obecnie około około 800 000 sztuk.

Wjeżdżamy do przepięknej krainy bajecznie ukształtowanych granitowych skał i idziemy na krótki spacerek Granite Garden trail (długość 1 mila).


Duże głazy granitowe, które uległy erozji i przybrały niezwykły, nierówny, pofałdowany wygląd tworzą „kosmiczne” skalne miasteczko.

Granit, po którym spacerujemy pochodzi sprzed ponad 1,4 miliarda lat (z prekambru), i charakteryzuje się niezwykle wysoką zawartością uranu, (dlatego wszystkie budowane tu domy powinny być sprawdzane pod kątem wycieków radonu z granitu).



Wdrapujemy się po metalowej drabinie na najwyższą elewację szlaku…




Odkrywamy też tajemniczą komnatę…,


ale niestety bez skarbu, tylko z zalegającymi w niech starymi śpiworami 😊.

Przez cały szlak poprowadzone są białe kropki namalowane na skałach, więc nie sposób się tu zgubić.


Po godzinnym spacerku wskakujemy z powrotem do aut i mkniemy do Phoenix, kierując się bezpośrednio do Lost Dutchman state park ($10/auto).

Na zachód słońca wybraliśmy szlak Treasure trail.

A ponieważ do zachodu pozostało nam niewiele czasu (5.40 pm) dlatego do plecaków pakujemy również latarki, które okażą się bardzo przydatne w drodze powrotnej.



Mijamy ogromne kaktusy saguaro (polska nazwa to Karnegia olbrzymia).

Kaktusy saguaro żyją średnio około 150 lat (a rekordowo nawet 200) i mogą ważyć nawet do 6 ton…Ich wysokość dochodzi nawet do 18 metrów. Rekordowe okazy mogą osiągać obwód do 2 metrów!!!

Innym ciekawym gatunkiem kaktusów jaki spotykamy na szlaku jest tzw. „skacząca cholla„. Nazwa pochodzi od łatwości, z jaką kulki kaktusowe odrywają się od rośliny. Wystarczy delikatny dotyk i momentalnie otrzymujemy przysłowiowego rzepa……Kolce cholli zakończone są tzw. „kotwicami”, które po wbiciu w skórę, poza ogromnym bólem są bardzo trudne do usunięcia……

Idziemy szlakiem pętelką w kierunku góry Green Boulder (wysokość 786 m. n. p. m)…..

Słońce powoli zachodzi oświetlając miękkim ciepłym światlem otaczające nas pasma górskie…..



Zza góry Green Boulder „wylatują” co chwila paralotniarze …


Zachód słońca jest przepiękny, kolory od czerwonego po różowy i fioletowy zalewają niebo nad całym miastem.

Wspaniałe zakończenie dnia.


Dzień 6
Rozpoczynamy dzień od wędrówki szlakiem Hieroglyphic Trail, liczącym 3 mile (przewyższenie 574ft).

Parking jest spory, ale limitowany ze względu na zakaz parkowania przy drodze.

O świcie, kiedy słońce jeszcze nie zdążyło ogrzać ziemi, pustynia roztacza wokół siebie niesmowite aromaty, co w połączeniu ze śpiewem ptaków tworzy niepowtarzalny klimat.

Najbardziej rozpowszechnionym gatunkiem jaki spotykamy na tym szlaku jest Curve-billed Thrasher (Przedrzeźniacz krzywodzioby),

oraz Cactus wren (Strzyżyk kaktusowy).

Ptaki te przystosowały się idealnie do surowych pustynnych warunków.

By przetrwać nie potrzebują w zasadzie w ogóle wody, a wszystkie płyny czerpią z „soczystych” owadów i kaktusów.

By ochronić siebie i swoje młode przed drapieżnikami, budują gniazda w wyższych partiach saguaro.



O świcie temperatura przyjemnie oscyluje wokół 10°C – i jest wręcz idealna na rozpoczęcie wędrówki.

Delikatnie wznosimy się pod górę, mijając majestatyczne saguaro rozsiane po pustyni.

Przed samą doliną, gdzie znajdują się petroglify, natrafiamy na ich najpotężniejsze okazy.

Niestety, w potoku wody brak ☹… co nieco odbiera uroku temu magicznemu miejscu.

Mimo to, z zapałem wspinamy się na skały, by z bliska podziwiać te wspaniałe dzieła pierwotnych ludów.

Dokładna data powstania petroglifów nie jest znana. Szacuje się, że zostały one stworzone w latach 700-1450 n.e.

Petroglify przedstawiają szeroką gamę symboli, od ludzi i zwierząt po abstrakcyjne wzory i geometryczne figury.

Znaczenie wielu symboli pozostaje tajemnicą. Niektóre z nich mogą przedstawiać opowieści religijne, historyczne lub mitologiczne, podczas gdy inne mogą być mapami lub kalendarzami.
Jedziemy dalej na kolejny szlak Shaka Cave via Carney Springs (długość 2,5 mili, przewyższenie 416 ft).


Dojazd do parkingu, skąd wychodzi szlak jest szutrową, ale dobrze utrzymaną drogą (Peralta Road).

Jedziemy podziwiając widoki i mijając co chwila kempingujących w kamperach turystów.

Obszar ten należy do Arizona State Trust Land https://azland.my.salesforce-sites.com/recreationalpermit/ Żeby legalnie przebywać na tym terenie potrzebujemy Arizona State Land Department Online Recreational Permit ($15 za osobę/rok lub 20$ za rodzinę/rok).

My jednak o tym nie mieliśmy pojęcia więc podejmujemy ryzyko otrzymania mandatu i wychodzimy na szlak parkując przy drodze bez takowego permitu.


Szlak jest bardzo popularny, ale to dlatego, że pierwsza jego połowa jest „wspólna” ze szlakiem prowadzącym do Wave cave.

Idziemy szeroką ścieżką mijając wielkie saguaro ….





i pasące się w kaktusowych zaroślach czarne groźnie patrzące na nas byki ☹ ….

Jak się okazuje 99% ludzi wędruje do Wave cave. Samotnie więc wspinamy się do naszego celu – Shaka cave. Tu bardzo przydaje się mapa z alltrails…. Bez niej w zasadzie nie da się trafić do jaskini.
Ścieżka wije się pod górę i staje się bardzo wąska.

W końcu stajemy przed małą, ale dosyć głęboką pieczarą, w której całkiem przyjemnie można odpocząć od palącego południowego słońca.


Znajdujemy kilka ciekawych okazów wyschniętych kawałków saguaro, które wykorzystywane było przez indian jako opał.

W stanie Arizona zniszczenie lub usunięcie saguaro jest nielegalne bez odpowiedniego pozwolenia wydawanego przez Arizona Department of Agriculture. Czyn taki zagrożony jest nawet pozbawieniem wolności do 25 lat!!!! Koszt usunięcia z własnej posiadłości kaktusa waha się w granicach od $300 do $2,500. Jeśli np. zechcemy w kolei zasadzić sobie saguaro w ogródku, to zakup też nie jest tani – za 1 stopę, czyli 30 centymetrowy kawałek saguaro zapłacimy około $100. A więc za 3 metrowy „kawałek” będzie to około $1,000.
Wracamy do auta praktycznie zbiegając w dół po stromej ścieżce.
Ostatnim szlakiem na dzisiaj jest Wind cave (długość 3.2 mile, przewyższenie 1,043 ft). Wjeżdżamy do bardzo przyjemnego parku – Usery Mountain Regional Park ($8/auto).


Ruszamy szybko do góry z nadzieją, że wystarczy nam czasu na dokończenie tego szlaku.


Mijamy drewniane ławeczki ulokowane przy ścieżce na samym początku ścieżki.
Słońce już powoli zachodzi więc zaczynamy biec….. co przy tak kamienistym podłożu o dość sporym nachyleniu okazuje się całkiem trudne.
Mijamy gęsto rozsiane skupiska saguaro.

Nastepnym razem musimy przyjechać tutaj na wiosnę, by móc podziwiać te olbrzymy, kiedy zakwitają.

Saguaro zakwita po raz pierwszy w wieku około 75 lat i wtedy pojawiają się też jego pierwsze rozgałęzienia. Jego kwiaty otwierają się nocą i są otwarte tylko do południa.

Rośnie bardzo powoli – Po 10 latach ma tylko około 15 cm wysokości. W czasie deszczu pobiera bardzo szybko wodę, którą magazynuje w łodydze na okres suszy.


W ostatnich promieniach słońca wdrapujemy się w końcu do „jaskini” …



a z samej góry mamy wspaniałe widoki na Phoenix, East Valley i całą okolicę.



Zchodzimy ze szlaku już w totalnych ciemnościach.

Dzień 7
Rano w strumieniach deszczu opuszczamy Arizonę…….

Ciekawostką jaką możemy spotkać w Phoenix są wszechobecne taksówki autonomiczne…. którymi to zamierzamy kajtnąć się następnym razem (Waymo) https://waymo.com/ .
Dodaj komentarz