TERMIN: 5.X-10.X.2023
Październik to najlepszy czas na jesienne wagary 😊, które poniekąd stały się naszą coroczną tradycją. Dzięki mniejszej liczbie turystów i niższym temperaturom powietrza, tworzą się idealne okoliczności na zwiedzanie tego pustynnego stanu. Podczas naszej pięciodniowej wycieczki skupiamy się przede wszystkim na penetrowaniu kanionów szczelinowych (slot canyons) oraz widowiskowych formacji skalnych zwanych grzybami skalnymi czy iglicami (hoodoos). Spotykamy też na swojej drodze kilku przedstawicieli lokalnej fauny takich jak tarantula czy wąż żarłoczny. Zjawiskowe formacje skalne podkręcane intensywnym światłem zachodzącego słońca pozostaną na długo w naszych podróżniczych umysłach i sercach…..
TRASA: Las Vegas – UTAH: (Snow Canyon State Park (Jenny’s canyon trail, Pioneer Names trail, Petrified Dunes trail, Butterfly, Lava Flow Overlook), ARIZONA: (Pipe Spring National Monument), UTAH: Kanab, Grand Staircase-Escalante National Monument: Paria Road, Red Canyon Peek a boo, Little Hollywood Museum, Grand Staircase-Escalante National Monument: Cat stair Canyon trail, Nautilus trail, Lake Powell – Lone Rock Beach, Grand Staircase-Escalante National Monument: Toadstool trail, Paria Canyon Vermilion Cliffs National Monument: Buckskin Gulch Wire pass trail; Sand Caves trail, Bryce Canyon National Park (Navajo Loop and Queens Garden Trail + Peekaboo Loop Trail); Belly of the dragon trial, Zion National Park (Zion Canyon Overlook trail), St. George – Red Hills Desert Garden; Nevada: Valley of the Fire State Park (Elephant Rock trail, Fire Wave trail + Pink Cayon trail + Fire Cayon Road, Rainbow Vista Trail, Petrified Log trail), Las Vegas.

CAŁKOWITY KOSZT WYJAZDU: $2,193/3 osoby
KOSZT PRZELOTU: Las Vegas – Chicago – Las Vegas $625/3 osoby
KOSZT BENZYNY: $128/966 mil
KOSZT WYNAJMU AUTA: Toyota Rav4 –$537/6 dni
NOCLEGI: $312/4 noce (motel)
JEDZENIE: $151
BILETY WSTĘPU: parki stanowe $10-15; parki narodowe (Annual Pass $80),
PRZEWODNIKI/MAPY: Utah Atlas topograficzny Benchmark, Paria Canyon, Kanab Vermilion Cliffs NM Grand Staircase-Escalante NM topographic map National Geographic.
SKŁAD: Zuza, Basia (10 lat), Janek (13 lat), gościnnie: Renia, Tomek, Sara (12 lat), Ala (9lat), Ania, Daniel (14lat)
POGODA: Temperatura 16-35°C, słonecznie i bardzo gorąco, w nocy 0-10°C
NAJCIEKAWSZE MIEJSCA: Valley of the Fire State Park, Paria Road, Wire Pass trail, Peek-a-boo trail.
ZWIERZĘTA, KTÓRE SPOTKALIŚMY NA SZLAKACH:
Big Horn Sheep (owca wielkoroga): to największa dzika owca w Ameryce Północnej. Samce mają duże, zakrzywione rogi, które mogą ważyć do 14 kilogramów, (czyli tyle, co reszta kości ciała samca). Starsze barany mają masywne rogi, które mogą urosnąć do ponad 0,9 metrów. Chociaż nie są tak zwinne jak kozy górskie, owce wielkorogie są dobrze przygotowane do wspinania się po stromym terenie, trzymająć drapieżniki na dystans. Mają szeroko rozstawione oczy, które zapewniają duży kąt widzenia. To, w połączeniu z ostrym słuchem i wysoce rozwiniętym zmysłem węchu, pozwala wykryć zagrożenia z dużych odległości.

Tarantula (Ptasznik): Te wielkie pająki przyprawiają ludzi o dreszcze….. ponieważ mają duże owłosione nogi….. Mogą boleśnie ugryźć człowieka…ale ich jad ma dla ludzi na szczęście niską toksyczność. Ptaszniki poruszają się powoli na ośmiu włochatych nogach, ale są doskonałymi nocnymi drapieżnikami. Ich główną ofiarą są owady, ale ich celem jest także większa zwierzyna, w tym żaby, ropuchy i myszy. Ptaszniki są kopaczami i zazwyczaj żyją w ziemi. Pająki te chwytają nogami, wstrzykują paraliżujący jad, a następnie gryzą ofiarę kłami. Wydzielają również enzymy trawienne, aby upłynnić ciała swoich ofiar, aby mogły je zassać przez przypominające słomkę otwory w ustach

Gopher snake (wąż żarłoczny): Czasami mylone z grzechotnikami nie są jadowite. Wąż żarłoczny podczas zagrożenia, „nadmuchuje” swoje ciało, spłaszcza głowę i energicznie potrząsa ogonem, co może powodować grzechotanie, (jeśli odbywa się to w suchej roślinności). Mimo, że czasami są mylone z grzechotnikami, nie są agresywne ani szkodliwe dla ludzi.

Dzień 1/2
Po nocnym locie i trzech godzinach snu w aucie ruszamy w kierunku Utah i Snow Canyon State Park ($15/auto). Park położony jest wśród pól lawy i strzelistych klifów z pomarańczowego piaskowca w otoczeniu piaszczystych pustyń.

Pomarańczowy piaskowiec (Navajo), dominująca skała w parku, jest pozostałością starożytnego pustynnego morza. Z biegiem czasu woda rozcięła i ukształtowała piaskowiec, tworząc w nim kaniony. Przez okres zaczynając od około 1,4 miliona lat temu, do zaledwie 27,000 lat temu, wybuchły pobliskie stożki wulkaniczne, powodując spływ lawy w dół tych kanionów, wypełniając je bazaltem. To przekierowało starożytne drogi wodne, ostatecznie rzeźbiąc nowe kaniony.

Zaczynamy od krótkiego szlaku Jenny’s Canyon trail (długość 0.3 mile).



Po płaskiej piaszczystej ścieżce wędrujemy w kierunku ściany skalnej, w której znajduje się krótki kanion szczelinowy.



To najkrótszy i najłatwiejszy szlak w parku.

Wracamy do auta i podjeżdżamy 0.7 mili do kolejnego szlaku.

Kolejna równie krótka i piaszczysta ścieżka – Pioneer’s name trail prowadzi nas do ciekawych piaskowcowych formacji skalnych.




Przy skale z „dziurką” odbijmy w lewo i idziemy dalej wzdłuż olbrzymiej pionowej skały….


wypatrując „podpisów pionierów” (pochodzących z przed 150 lat)…



Wdrapujemy się dosyć wysoko ponad dolinę po prawie pionowych skałach……

by następnie już w sposób mniej kontrolowany zbiec spowrotem do dna doliny….

Najbardziej charakterystyczną rośliną spotykaną na całym obszarze pustynnym zachodniej części USA jest zdecydowanie sagebrush (Bylica trójzębna). W tych trudnych warunkach zapewnia on pożywienie i schronienie dla różnych gatunków zwierząt. Rdzenni Amerykanie używali tej rośliny w celach leczniczych (zapobiega infekcjom ran, pomaga w tamowaniu krwawień wewnętrznych oraz leczeniu bólów głowy i przeziębień). Przydaje się również jako drewno opałowe. Ma silny, ostry ale bardzo przyjemny zapach (zwłaszcza gdy jest mokry).

Kolejnym szlakiem, którym wędrujemy jest w zasadzie połączenie 3 szlaków: Petrified Dunes trail, Butterfly i Lava Flow Overlook.

Zaczynamy od wdrapania się na skamieniałe wydmy.

Niektóre z z nich, utworzone zostały ponad 183 miliony lat temu i mają grubość dochodzącą nawet do 750 metrów.

W jednym z małych baseników ulokowanych pomiędzy skamieniałymi wydmami wypatrujemy dziwne stworzenie – Tadpole shrimp zwane po polsku nieborakiem albo przekopnicą.

Te prymitywne słodkowodne bezkręgowce występują w okresowo wysychających zbiornikach i od wielu milionów lat istnieją w praktycznie niezmienionej formie (żywa skamielina).

W naturze przekopnice zamieszkują płytkie i zamulone sadzawki oraz kałuże, które okresowo całkowicie wysychają. Są to zbiorniki, w których nie występują ryby. Przekopnice są wszystkożerne i nie pogardzą ani gnijącymi liśćmi, ani larwami owadów czy też padliną. Można je też hodować w akwariach – wtedy karmi się je marchewką czy ziemniakiem a nawet bananem. Do rozmnażania zwykle dochodzi mając tylko jednego osobnika, gdyż znaczna większość populacji to samice (ponad 99%), które są zdolne do tzw. partenogenezy. Wymagane jest piaszczyste podłoże (warstwa minimum 3 cm), w którym dorosłe osobniki zagrzebują jaja. Są one bardzo odporne i długowieczne. Potrafią przetrzymać mróz lub suszę, przetrwać w uśpieniu nawet 20 lat i przejść przez układ pokarmowy innych zwierząt, a mimo to wylęg z nich i tak będzie możliwy. Jednak by do tego doszło jaja te muszą być całkowicie przesuszone (minimum przez okres 3 tygodni). (U gatunków ze strefy umiarkowanej muszą być również przemrożone). Żeby doszło do wylęgu potrzebna jest słodka woda. Jaja muszą być namoczone minimum przez 2 dni.

Po 10 minutach wpatrywania się w zielone nieboraki schodzimy ze wzniesienia do doliny i wędrujemy znowu po piaszczystej nawierzchni w kierunku tuneli lawowych (lava tubes).

Tunele te powstały około 27,000 lat temu z lawy wypływającej z pobliskiego, obecnie wygasłego wulkanu. Tunele takie formuują się, gdy powierzchnia płynącej lawy ostyga i twardnieje, (tworząc solidną skorupę), a pod nią stopiona lawa ciągle przepływa.


Ciekła lawa w końcu całkowicie wypływa, pozostawiając tunele lawowe, które widzimy dzisiaj.

Niektóre z nich są całkowicie zawalone….

Rozgrzani do czerwoności palącym wczesnopopułudniowym słońcem opuszczamy park i jedziemy w kierunku Arizony do Pipe Spring National Monument ($7/osoba lub N.P Pass, czynne 8.30am-4.30pm w sezonie zimowym). Począwszy od około 12,000 lat temu przez obszar ten przechodziły ludy koczownicze, zajmujące się łowiectwem i zbieractwem, następnie zasiedlali je Indianie Pueblo, a po nich pokrewne plemiona Południowego Paiute, które żyją tu nadal. Od XVIII wieku przybyli z Hiszpani misjonarze, odkrywcy i handlarze odwiedzali ten obszar, korzystając z dobrodziejstw tych źródeł. W połowie XIX wieku na stałe osiedlili się tu Mormoni (czyli wyznawcy Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich), których głównym zajęciem była produkcja sera i mleka i sprzedaż tych produktów mieszkańcom pobliskiego miasteczka Saint George.

Park oferuje do zwiedzania – Kaibab Band of Paiute Indians Visitor Center Museum, „zamek” Winsor (wejście tylko z przewodnikiem – wliczone w cenę biletu wstępu), szlak widokowy, zagrody z rogatym bydłem (Texas Longhorn cattle) i kurami, sad i ogrody (nieco „klapnięte” o tej porze roku).

My w zasadzie skupiamy się na obserwacji rogatego bydła😊, ponieważ budynek Winsor jest dzisiaj zamknięty dla zwiedzających.


Przejeżdżamy następnie przez nasze docelowe miasteczko Kanab i korzystając z ostatnich chwil światła słonecznego jedziemy dalej na wschód w kierunku miasteczka Page by odwiedzić jedną z najbardziej widowiskowych szutrowych dróg w stanie Utah – Paria Road (#585).

Droga (o długości 6 mil) jest całkowicie przejezdna dla wszystkich samochodów (oczywiście w okresie bezdeszczowym).

Niesamowicie kolorowe klify (po obu stronach drogi) składają się z wielowarstwowych poziomów skalnych.

Dominują barwy pomarańczowe, białe, fioletowe i szaro-niebieskie.

Formacje te pochodzą sprzed około 220 milionów lat, należącego do formacji Chinle. (Formacja Chinle to kontynentalna formacja geologiczna górnego triasu, składająca się z osadów rzecznych i jeziornych).

Po przejechaniu około ponad 5 mil, urozmaiconych cudownymi widokami Vermillion Cliffs, docieramy do niewielkiego parkingu (chyba z najpiękniej położonym WC na świecie), gdzie kiedyś znajdowało się plan zdjęciowy” Paria Movie Set”.



Nakręcono tu m. in. „The Outlaw Josie Wales” z Clintem Eastwoodem). Wszystkie zabudowania niestety w zagadkowy sposób spłonęły w 2006 roku.

Najlepsza pora by odwiedzić to miejsce to późne popołudnie lub wieczór, kiedy to ciepłe światło zachodzącego słońca podkręca jeszcze kolory wielobarwnych skał.

Wracamy już o zmroku do Kanab, gdzie mamy zarezerwowany hotel.
Dzień 2
Dzień zaczynamy od (wykupionej) wycieczki do kanionu szczelinowego – Peek-a-boo canyon. (Coral Cliffs Tours of Kanab oferowało najniższą cenę za 2,5 godzinną wycieczkę – $70/osoba). Wejście do kanionu jest bezpłatne, ale dojazd do niego wymaga niestety auta z napędem 4×4.

Można też pójść pieszo (8.7 mil) po głębokim piachu, co zajęłoby nam z pewnością większość część dnia.

A, że dzień o tej porze roku jest stosunkowo krótki, to inwestycja w komercyjną wycieczkę jest zdecydowanie warta wydania tych 2 stówek.

Peek-a-boo Canyon (Red Canyon) znajduje się zaledwie 10 minut na północ od Kanab, tuż przy autostradzie # 89. (Nie należy go mylić z innym Kanionem Peek-a-boo położonym dalej na północ w pobliżu Spooky Gulch w Grand Staircase Escalante).

Najbardziej popularnym kanionem szczelinowym w Stanach Zjednoczonych jest zdecydowanie Antelope canyon, położony niedaleko Page na terenie rezerwatu Navajo (a w zasadzie 2 kaniony – Upper Antelope Canyon i Lower Antelope Canyon) … rocznie odwiedzany przez 4 miliony turystów…. To oczywiście przekłada się na trudne do ogarnięcia tłumowisko ludzi, dosłownie przepędzane jest przez kanion, dzięki czemu nie ma się zbyt wiele czasu, aby naprawdę docenić piękno natury. W Peek-a-boo poza naszą 5 osobową grupą nie ma nikogo 😊. Wyjeżdżamy spod biura Coral Cliffs o 8 am, i większość czasu dojazdowego spędzamy oczywiście brnąc po głębokim piasku i podskakując na wertepach. Przed wejściem do kanionu jesteśmy około 8.30am. W samym kanionie spędzamy tu około półtorej godziny.

Kaniony szczelinowe – slot canyons – formowane są przez wiele lat wskutek wymywania piaskowca głównie przez gwałtowne powodzie (flash flood).

Występujący tu piaskowiec formacji Navajo jest plastyczny, dzięki czemu woda łatwo formuje charakterystyczne wyżłobienia i wgłębienia o zaokrąglonych krawędziach.

Kaniony takie zaczynają się od małych pęknięć w ziemi.

Z biegiem czasu woda powoduje ich erozję, przekształcając się w głębokie i wąskie szczeliny.

Powodzie w kanionie występują oczywiście nadal…. wezbrana woda spływa po nich błyskawicznie kierując się zawsze do najniższego punktu – wyschniętego koryta rzeki.


Dlatego ważne jest by przed wejściem do takiego kanionu sprawdzić prognozę pogody dla najbliższej okolicy (nawet do 50 mil dookoła).


Jeżeli jesteśmy w środku kanionu w czasie gwałtownej powodzi to nie mamy w zasadzie drogi ucieczki, co często kończy się tragicznie.


Peek-a-Boo jest przeprzepięknym i bardzo łatwym do przejścia kanionem.


Jego ściany mają ponad 15 metrów, a niektóre sekcje są na tyle wąskie, że można postawić stopy na ścianach i przesuwać się w górę.

Niekończące się zakręty kanionu tworzą naprawdę świetne kadry do zrobienia niesamowitych zdjęć.


Na końcu kanionu znajduje się bardzo wąskie zwężenie i wkraczamy w ciemną przestrzeń pod dużą zwisającą skałą.


Przy dobrych predyspozycjach wspinaczkowych można by było się tam wdrapać i kontynuować wędrówkę, ale jest to już zdecydowanie zabawa dla profesjonalistów.

Wracamy tą samą drogą do zaparkowanego przed wejściem do kanionu samochodu.

Jest godzina 10 am i już zaczynają pojawiać się kolejne wycieczki.

Wracamy do Kanab i wskakujemy na chwilkę do Little Hollywood museum (297 W Center St; wjazd bezpłatny, otwarte codziennie od 9 rano ).

Plączemy się tu kilka minut pomiędzy eksponatami pochodzącymi z wielkich produkcji filmowych – przeważnie westernów.

Najbardziej znanym filmem, którego gadżety możemy tu zobaczyć jest “Desperate Hours“ (Anthony Hopkins i Mickey Rourke) z 1990 roku.

Miejsce dosyć ciekawe i warte obejrzenia – dużo makiet drewnianych konstrukcji i całych domów..

(wszystkie eksponaty w muzeum pochodzą z planów filmowych).

Muzeum znajduje się na zewnątrz zaraz za wielkim sklepem z upominkami, przez który musimy przejść, żeby do nie go dotrzeć).

Kolejny nasz punkt na dzisiaj to Catstair Canyon trail. Znalezienie miejsca skąd wychodzi szlak jest trochę trudne. Jeśli po prostu wpiszemy „Catstair Canyon trail” w GPS, zostaniemy doprowadzeni na wschodni parking, który znajduje się na dnie kanionu, bardzo daleko od stosów samochodów, które zamierzamy odwiedzić. (szlaku nie da się przejść, jak sugeruje alltrail ze wschodu na zachód, chyba że ktoś dysponuje sprzętem wspinaczkowym – jest to techniczna trasa kanioningowa). Jadąc od strony Kanab w kierunku Page, prawidłowy parking znajduje się w kanionie, tuż za dużym zakrętem, gdy pojawi się zjazd (39.4 mile od Kanab; 0.8 mili za zjazdem na drogę House Rock Valley Road prowadzącą do The Wave czy Wire pass.

(Jest tu miejsce na około 3 samochody, a na zakręcie zaczyna się mała droga gruntowa).

Schodzimy do wyschniętej doliny rzeki i to nią wędrujemy na wschód aż do małego kanionu szczelinowego.



Dochodzimy do „wieży” ułożonej ze starych wraków samochodów.

Samochody są ułożone w sterty po około dziesięć sztuk, a większość modeli pochodzi z lat pięćdziesiątych do siedemdziesiątych XX wieku.

Samochody te zostały wykorzystane do wypełnienia …… luki w autostradzie.

Ułożono je w stosy, przykryto ziemią, a na ich szczycie zbudowano autostradę 😊.

Wiele osób (tak jak my) wybiera to miejsce jako cel wędrówki, ponieważ jest łatwa i ma mniej niż 1 milę długości w obie strony.

Wracamy do auta tą samą drogą, wędrując wyschniętym, korytem rzecznym i jedziemy dalej na wschód w kierunku Page. Skręcamy w szutrową drogą White House trailhead road #751 na południe (mijając po prawej Paria Contact Station) – i po przejechaniu 1.6 mili parkujemy w małej zatoczce po prawej stronie drogi. Nie ma tu żadnych oznaczeń dotyczących szlaku Nautilus.

Schodzimy do suchego, piaszczystego koryta rzeki – (dry wash) i wędrujemy nim praktycznie cały czas w pełnym słońcu.

Otaczają nas wspaniałe formacje skalne.

Po przejściu około 0,5 mili od początku szlaku docieramy do Nautilusa.

Jest nieco ukryty w skałach, więc trzeba mieć oczy szeroko otwarte.


Nautilus ma bardzo ciekawy kształt i przypomina wnętrze muszli.


Został wyrzeźbiony przez wodę przepływającą przez miękki piaskowiec przez tysiące lat.

Wdrapujemy się z dolnej jego części do góry i wracamy tą samą drogą do auta.

Jest bardzo gorąco a cały szlak praktycznie prowadzi po otwartej przestrzeni bez kawałka cienia.

Tak rozgrzani postanawiamy podjechać do Lone Rock Beach położonej (nad jeziorem Powell), żeby się nieco ochłodzić. Powell lake leży na terenie Glen Canyon National Recreation Area ($30/auto lub N.P. pass). Dojazd do plaży jest po drodze piaszczystej, także należy bardzo uważać, by się nie zakopać…

… my podjeżdżamy około 0.2 mili od zjazdu z asfaltówki, zostawiamy samochód przy kępie krzaków i dalej kolejne 0.3 mile idziemy pieszo do plaży, na której poustawiane są dziesiątki kamperów i namiotów. Kempingować można tu w dowolnym miejcu ($14/ auto).


Jezioro Powell jest tak naprawdę sztucznym zbiornikiem wodnym utworzonym w 1963 roku na rzece Colorado. Po jeziorze Mead, także leżącym na rzece Colorado, jest drugim pod względem wielkości rezerwuarem wodnym w Stanach Zjednoczonych.

Powstało na skutek spiętrzenia rzeki Colorado w rezultacie budowy zapory Glen Canyon Dam, której głównym zadaniem miało być, zapobieganie powodziom jakie miały miejsce na początku XX wieku. Napełnianie jeziora wodą ukończono w 1980 roku, czyli trwało ono siedemnaście lat. Powell Lake ma ponad 3,150 km linii brzegowej – ponad dwukrotnie więcej niż linia brzegowa Kalifornii😊.

W jeziorze występuje obecnie bardzo niski poziom wody z powodu suszy i nadmiernej alokacji zasobów wodnych w zachodnich Stanach Zjednoczonych. Poziom wody spada od kilku lat i pojawiły się obawy, że zbiornik osiągnie niedługo krytycznie niski poziom. W ostatnich latach toczyły się ostre dyskusje rozwiązania tego problemu …. Są nawet plany, żeby całkowicie wypuścić wodę z Powell lake…… 😦

Łapiąc ostatnie promienie słońca wędrujemy szlakiem Toadstools Trail.


Szlak jest stosunkowo łatwy (długość 1,6 mili w obie strony) i prowadzi początkowo suchym korytem rzeki, potem jest trochę delikatnej „wspinaczki” i dochodzimy do oświetlonych zachodzącym słońcem pięknych piaskowcowych grzybów skalnych zwanych Red Toadstools.



Następnie wędrujemy w kierunku zachodnim do punktu zwanego White Toodstools.

Toadstools czyli grzyby skalne, powstają w wyniku procesów erozyjnych – głównie przez działanie wody i wiatru.


Odporniejszy na erozję kamień na wierzchu, chroni miększą skałę u podstawy. Ta nierównowaga w odporności na erozję powoduje, że w miarę upływu czasu tworzy się charakterystyczny „kapelusz” (kształtem przypominający grzyb) oparty na niewielkim „trzonie” zaliczanym do miększej skały.

Wracamy do auta już w znacznie przyjemniejszym niż palące słońce chłodzie…..

Dzień 3
Zaczynamy od cudownego wschodu słońca…….


W powiększonej już o 4 kolejne osoby (Renia, Sara, Ala i Tomek) grupie podróżniczej jedziemy odwiedzić najdłuższy kanion szczelinowy na świecie Buckskin Gulch (a w zasadzie tylko jego niewielką część). Dojazd do parkingu skąd wychodzi szlak Buckskin Overlook via Wire Pass and Buckskin Gulch jest szutrową drogą (nieprzejezdną podczas opadów deszczu ze względu na miejscami gliniaste podłoże). Z głównej 89-tki skręcamy na południe w House Rock Valley Road i jedziemy 8.4 mile do wielkiego parkingu znajdującego się po prawej stronie drogi.

Ze względu na popularność szlaków stąd wychodzących (m.in. Coyote Buttes North -The Wave) parking znacznie powiększono do pojemności około 150 samochodów. Obecnie każdego dnia (poprzez system loterii) na wędrówkę do Wave może przyjechać tu aż 64 osoby… Nam szczęście niestety w loterii nie sprzyja, zarówno poprzez losowanie internetowe „advanced” (3 miesiące wcześniej) jak i również lokalne dzienne … W loterii bierzemy udział od 7 lat i będziemy brać udział aż do skutku).

Parking, a w zasadzie wejściówka na szlak kosztuje $6/osobę. Serwis internetowy jest tutaj kiepski, jeśli chodzi o T-Mobile, działa natomiast Verizon, co umożliwia nam zakup wejściówek na stronie http://www.recreation.gov. Zmieniła się zupełnie sytuacja, że można było wsiąść kopertę i wrzucić do niej gotówkę, a następnie położyć odcinek z tej koperty za szybę… Wszystko obydwa się teraz przez Internet. Na parkingu są jedynie żółte karteczki, gdzie możemy wpisać numer naszej rezerwacji i imię i nazwisko i włożyć ją do auta w widocznym miejscu.
Jeśli chodzi o nasz dzisiejszy szlak to w 2008 roku magazyn Backpacker uznał go za jedną z 10 najniebezpieczniejszych wycieczek w Ameryce…… „Najbardziej przerażający: Pionowa ściana z piaskowca na całej długości jest praktycznie nie do pokonania – z wyjątkiem jednego odcinka „ratunkowego” na trasie środkowej, około 8 mil od przełęczy Wire”. Buckskin Gulch, jeden z najdłuższych ciągłych kanionów szczelinowych na świecie, przebiega przez około 16 mil unikalnych formacji i pofałdowanych ścian z piaskowca w północnym odcinku kanionu Paria-Vermilion Cliffs Wilderness. My przewędrujemy dzisiaj tylko jego mały kawałek. Stan Utah ma największe na świecie skupisko kanionów szczelinowych – szacuje się, że jest ich około 1,000 !!! Wędrując nim rzadko kiedy szerokość jest większa niż 3 metry!!! A wysokość dochodzi nawet do 120 metrów!!!!!

Idziemy początkowo suchym, piaszczystym korytem rzeki Coyote Wash. Po prawej stronie mijamy ścieżkę prowadzącą do The Wave.

Po przejściu około 1,4 mili wchodzimy do kanionu The Wire i idziemy mały kawałek w nadziei, że uda nam się zejść na dół bez obchodzenia przeszkody „obwodnicą”.




Niestety trochę się tu zmieniło od 2016 roku, kiedy wędrowaliśmy tym szlakiem ostatni raz. Sześć lat temu bez większego problemu można było pokonać około 3 metrowe przewyższenie w kanionie, bo w jego dolym odcinku leżało mnóstwo wielkich kamieni ułożonych na stercie. Teraz pomimo liny przytwierdzonej zresztą niezbyt solidnie do podłoża, okazało się to zbyt ryzykowne. Drabina, która była zainstalowana tutaj jakiś czas temu, też została usunięta najprawdopodobniej przez ostatnia powódź. Wracamy więc z powrotem do wejścia do kanionu i wspinamy się wyznaczonym „bypassem” do góry i następnie stromo w dół. (Dobre buty hikingowe bardzo przydatne). I dalej już bezproblemowo suniemy wąskim korytarzem w kierunku Buckskin Gulch.


Po drodze w węższych odcinkach kanionu mijamy kilka kłód zawieszonych nad naszymi głowami …. To nic innego jak świadectwo gwałtownych powodzi, niosących ze sobą potężne kawałki drzew. W marcu 2023 miała tutaj miejsce tragedia. Zginęło 2 turystów złapanych właśnie w pułapkę – gwałtowna powódź zaskoczyła ich podczas wędrówki i zmiotła ich „pędzącą ścianą wody”. Jeden z nich został porwany przez wody powodziowe prawie 16 mil w dół kanionu, drugiego woda niosłą przez około siedem do ośmiu mil w dół rzeki.
Po przejściu 1.7 mili dochodzimy do wielkiego „okna” gdzie szlak Wire Pass spotyka się z Buckskin Gulch.



Po spacerze tak wąskim kanionem ogrom tego „otwarcia” zapiera dech w piersiach! Poranne światło nadaje wielkiej pionowej skale jasny pomarańczowy kolor… niesamowity widok! Dodatkową atrakcją są petroglify wyryte na ścianach (po północnej stronie).



Tu urządzamy sobie krótką przerwę na lunch i następnie skręcamy w prawo idąc dalej wyznaczonym szlakiem.

Co zakręt to piękniejsza formacja skalna….



Skały mienią się gamą ciepłych czerwieni, chłodnych brązów i gorących pomarańczy w „pomarszczonym” i karbowanym piaskowcu.


W przeciwieństwie do kanionu Wire Pass, który jest dość krótki, Buckskin Gulch ciągnie się wiele mil, a w części środkowej jest znacznie wyższy i okazały.



Zaraz po wejściu do niego pojawio się mnóstwo kałuż …..deszcz padał tutaj kilka dni wcześniej.

Kiedy kałuże stają się coraz głębsze postanawiamy zawrócić i przejść się również kawałek lewą odnogą Buckskin Gulch, która wydaje się nam trochę mniej spektakularna. Tu dzieci znajdują węża odpoczywającego pomiędzy skałami.

Jest to na szczęście niejadowity wąż żarłoczny – Gopher snake, przypominjący nieco grzechotnika.

Kanion w tej części jest znacznie szerszy, dzięki czemu dociera tu więcej promieni słonecznych wysuszających nacznie szybciej podłoże doliny.
Zawracamy i wędrujemy Wire pass aż do przepaści, gdzie Tomek podrzuca dzieci na „górną półkę” a my – ludzie starsi i nieco przy kości 😊 decydujemy się znowu na przejście obwodnicą.


Po wyjściu z kanionu otrzymujemy konkretne uderzenie gorącem… co powoduje, że zdyszani ledwo dochodzimy do auta…. Wracamy do Kanab i po szybkiej przekąsce w lokalnej hamburgerowni jedziemy na kolejny ciekawy szlak – Sand caves (Moqui Caverns).
Szlak zaczyna się na wielkim parkingu przy skrzyżowaniu dróg # 89 i Kanab Canyon Rd około 5 mil na północ od Kanab – (jaskinie są widoczne z drogi#89).

Długość szlaku to 1,2 mili. Te piaskowe jaskinie zostały „zbudowane” przez człowieka, gdy w okolicy rozpoczęto wydobycie piasku, wykorzystywanego do produkcji szkła.

Idąc na północ poprzez gęste zarośla „sagebrush’owe” dochodzimy do stromej skały, na którą musimy się wspiąć, aby dotrzeć do jaskiń.


Nie jest to takie proste i wymaga przede wszystkim butów o idealnej przyczepności i dobrego balansu.

Po dojściu do jaskiń widzimy kilka sąsiadujących ze sobą „pokoi” i „okienek” wychodzących na dolinę poniżej.

Mówiąc delikatnie ściany jaskiń są bardzo zniszczone przez wyryte podpisy małodpowiedzialnych odwiedzających…….


Późne popołudnie i wieczór to najlepsza pora na ich odwiedzenie.


Schodzimy ze szlaku już po zachodzie słońca i wracamy do Kanab, gdzie dołączają do nas Ania i Daniel.
Dzień 4
Dzisiejszy dzień spędzamy w parku narodowym Bryce Canyon National Park ($35/auto lub N.P. pass). Z Kanab wyjeżdżąmy jeszcze przed wschodem słońca (dojazd zajmuje nam to 1,5 godziny). Parkujemy przy Sunrise point. Jest przeraźliwie zimno – temperatura o poranku bliska jest O°C (znajdujemy się na wysokości około 2,500 n.p.m.).

Idziemy na punkt widokowy Sunrise (który podobnie jak Sunset point jest świetnym miejscem do oglądania wschodów i zachodów słońca, przy czym widoki z obu punktów nie różnią się zbytnio 😊).




….. i stąd rozpoczynamy wędrówkę początkowo szlakiem Queen garden trail.

Schodzimy w dół mijając kosmicznie bajeczne formy skalne.

Bryce Canyon, (który wbrew swojej nazwie nie jest wcale kanionem), jest „zbiorowiskiem” gigantycznych naturalnych amfiteatrów złożonych z tzw. hoodoos (położonych wzdłuż wschodniej strony płaskowyżu Paunsaugunt).

Hoodoos to wysokie, cienkie iglice skalne utworzone w wyniku erozji.


Składają się one zazwyczaj ze stosunkowo miękkiej skały zwieńczonej twardszym, trudniej ulegającym erozji „czubkiem”.

Minerały osadzone w różnych typach skał mogą powodować, że hoodoos będą miały różne kolory na całej wysokości.

Hoodoos można spotkać głównie na pustyniach, w suchych i gorących obszarach, gdzie gruba warstwa stosunkowo miękkiej skały, takiej jak mułowiec, słabo cementowany piaskowiec lub tuf („zgnieciony” popiół wulkaniczny), jest pokryta cienką warstwą twardej skały, takiej jak dobrze scementowany piaskowiec, wapień, lub bazalt.

Iglice te powstały w wyniku procesów wietrzenia mrozowego i erozji skał osadowych. Każdego roku hoodoos w Bryce Canyon przechodzą ponad 200 cykli zamrażania i rozmrażania. Zimą topniejący śnieg w postaci wody przedostaje się w szczeliny, a następnie zamarza w nocy. Kiedy woda zamarza, rozszerza się o prawie 10%, stopniowo powiększając pęknięcia.

Oprócz klinowania się mrozu, deszcz jest kolejnym procesem wietrzenia powodującym erozję. Latem przez region Bryce Canyon przechodzą burze monsunowe, przynosząc krótkotrwałe opady o dużej intensywności. Obecnie w większości miejsc woda deszczowa jest lekko kwaśna, (co pozwala słabemu kwasowi węglowemu) powoli rozpuszczać wapń. To właśnie ten proces zaokrągla krawędzie iglic i nadaje im nierówny i wybrzuszony profil. Tam, gdzie spotykamy warstwy mułowców (zamiast wapienia), można się spodziewać, że skała będzie bardziej odporna na wietrzenie chemiczne. Wiele z trwalszych iglic jest pokrytych specjalnym rodzajem wapienia bogatego w magnez, zwanego dolomitem. Dolomit, wzmocniony minerałem magnezowym, rozpuszcza się znacznie wolniej, chroniąc w ten sposób słabszy wapień znajdujący się pod nim.
Dochodzimy do punktu zwanego Queen Victoria i rzeczywiście spoglądając w górę widzimy profil królowej siedzącej na tronie.

Dookoła nas mienią się czerwone, pomarańczowe i białe skały zapewniając spektakularne widoki.

Park odwiedza rocznie około 2,4 miliona turystów, chociaż dzisiaj pomimo świetnej pogody i niedzieli nie daje się aż tak bardzo we znaki.


Około godziny 10 am zaczyna robić się już bardzo gorąco…

Odpoczywamy na skrzyżowaniu szlaków. Szlak Wall Street jest zamknięty z powodu uszkodzeń nad których naprawą cały czas pracują wolontariusze rangerzy.



Przechodzimy łącznikiem Tropic trail do kolejnej pętelki Peek-a-boo loop trail.

To już znacznie trudniejsza pętla, ale dzięki temu mniej uczęszczana.

Wspinamy się początkowo dosyć stromo a palące słońce wcale nam w tym nie pomaga.

Widoki za każdym rogiem coraz piękniejsze, chociaż w pewnym momencie już oczy zaczynają nas dosłownie „szczypać” od tych jaskrawych kolorów.



W niektórych miejscach hoodoos osiągają wysokość nawet do 60 metrów.





Kończymy pętelkę Peek-a-boo I znowu łącznikiem Tropic trail wracamy do rozwidleń szlaków kierując tym razem kroki na Navajo Loop. Mamy konkretne przewyższenie do pokonania a powoli zaczyna nam brakować sił. Odbijamy na chwilkę z głównego szlaku by zobaczyć Two Bridges. Następnie wracamy i zaczynamy mozolną wspinaczkę niekończącymi sięzygzakami do Sunset point.




Końcowy etap to wędrówka „rimem” do Sunrise point.



Po tak wyczerpującej wędrówce w pobliskim sklepie kupujemy sobie gorące chili I hot-dogi. Chwila odpoczynku i ruszamy w kierunku Kanab…

….. zahaczając jeszcze o tajemnicze miejce zwane Belly of Dragon Jest to tunel przypominający jaskinię, który w rzeczywistości został stworzony przez człowieka.

Jego celem było odprowadzanie wody pod drogę Hwy-89, ale z czasem drenaż ze strumienia wody wyrzeźbił piaskowcowe ściany i stworzył malowniczy, falujący tunel.


Wjeżdzamy do Kanab w świetle zachodzącego słońca ……

Dzień 5.
Wyruszamy w kierunku Las Vegas, skąd późnym wieczorem odlatuje nasz samolot do Chicago. Wybieramy ciekawszą i ale dłuższą drogę (#9) prowadzącą przez Zion National Park ($35/auto lub N.P. Pass).
Tuż przed wjazdem do parku mijamy stado bizonów….

….największych zwierząt lądowych występujących w Ameryce Północnej. Ich waga może dochodzić nawet do 1,000 kg a prędkość do jakiej mogą się rozpędzić to 60 kilometrów na godzinę. Warto o tym pamiętać będąc w ich otoczeniu….
Zanim wjedziemy do parku, odstajemy „swoje” w długiej kolejce …. Rocznie park ten odwiedza 5 milionów turystów, co wiąże się oczywiście z przeogromnymi korkami, brakiem parkingów i tłumami na szlakach. My dzisiaj chcemy jedynie przejść jeden krótki szlak – Canyon Overlook Trail (długość 1 mila). Jadąc od wschodu nie znajdujemy jednak ani jednego wolnego miejsca, żeby zaparkować, a parking położony przy wjeździe do tunelu (po lewej stronie) jest niedostępny dla samochodów jadących na zachód (zakaz skrętu). Przejeżdżamy więc tunel i zawracamy, stojąc znowu w długiej kolejce. (ruch w tunelu odbywa się wahadłowo). Znajdujemy jakimś cudem 1 wolną miejscówkę na parkingu skąd wychodzi szlak. Wchodzimy po stromych schodkach i zaczynamy wędrówkę …

aż tu nagle pomiędzy naszymi nogami dostrzegamy maszerującą wielką tarantulę!!!!

Te wielkie pająki przyprawiają wszystkich o dreszcze, ponieważ mają duże, owłosione ciała i nogi. Mogą boleśnie ugryźć człowieka, ale ich jad ma dla ludzi na szczęście niską toksyczność. Ptaszniki poruszają się powoli na ośmiu włochatych nogach, ale są doskonałymi nocnymi drapieżnikami.

Ich główną ofiarą są owady, ale ich celem jest także większa zwierzyna, w tym żaby, ropuchy i myszy. Pająki te chwytają nogami, wstrzykują paraliżujący jad, a następnie gryzą ofiarę kłami. Wydzielają również enzymy trawienne, aby upłynnić ciała swoich ofiar, aby mogły je zassać przez przypominające słomkę otwory w ustach. Obserwujemy przez chwilę tego potwora i ruszamy dalej, przechodząc przez grotto i trochę nieprzyjemną kładkę nad przepaścią….



Dochodzimy do punktu widokowego na całą wielką dolinę.

Widok niczego sobie 😊.

Wracamy jakimś niezaplanowanym skrótem do parkingu i przejeżdżamy ponownie przez tunel.



Pierwotnie mieliśmy spotkać się z resztą znajomych na parkingu pod Visitor Center, ale jest to niemożliwe z powodu tłumowiska i korków na parkingu. Wyjeżdżamy więc z parku i jedzeiemy do St. George – do miejskiego miniogrodu botanicznego – Red Hills Desert Park (znajdującego się na terenie Pioneer park).

Spacerujemy tu kilkanaście minut przyglądając się różnorakim gatunkom kaktusów i roślin pustynnych (oraz haloweenowym dekoracjom 😊)






i wyruszamy w kierunku Nevady do Valley of the Fire State park ($15/auto). Ponieważ wjeżdżamy od wschodu zaczynamy od szlaku Elephant Rock trail….


W zasadzie „Słoń” znajduje się tuż przy parkingu, więc ciężko nazwać to szlakiem…..

Temperatura powietrza jest około 35C…. więc jest raczej mało sprzyjający czas to hikingu.
Dolina w której się znajdujemy zaczęła formować się około 150 milionów lat temu, po opadnięciu mórz śródlądowych i podniesieniu się lądu.

To co teraz głównie widzimy to różne odcienie piaskowców przechodzące od koloru czerwonego poprzez różowy, pomarańczowy, brązowy aż do białego. Dominujacym kolorem jest tu jednak pomarańczowo-czerwony, a odcień ten pochodzi od tlenku żelaza znajdującego się w dosyć sporych ilościach w osadach tego obszaru.

Jedziemy następnie do parkingu nr #3 skąd wychodzi szlak Fire Wave trail.

Szlak ten zamykany jest w lecie ze względu na maksymalnie wysokie temperatury i dopiero od 1 października można nim legalnie wędrować.

Pomimo krótkiego dystansu do przejścia (długość szlaku 1.5 mili) zabieramy bardzo dużo butelek wody – (przyda się każda jej ilość)… przez koleje półtorej godziny będziemy dosłownie maszerować po „patelni”.

Schodzimy piaszczystą ścieżką do podnóża Gibraltar Rock.

Dalej wędrujemy w dół meandrując pomiędzy wielkimi skałami, a następnie po ciekawie uformowanej skale piaskowcowej, i tu już zaczynają się pojawiać charakterystyczne dla tego szlaku pasy i fale.



Kulminacją są wzniesienia z zebrowatą strukturą w kolorze czerwono–pomarańczowo-białym.

Schodzimy w dół i dalej wędrujemy suchym korytem rzeki (dry wash). Skręcamy w prawo (na zachód) i idąc po piasku dochodzimy do Pink Canyon (Różowego Kanionu), który jest krótkim kanionem szczelinowym (slot canyon) ze ścianami w żywych pastelowych kolorach.

Po przejściu najbardziej wąskiego odcinka kanionu otwiera się przed nami niesamowicie ubarwiona dolina.


Wychodzimy z kanionu dochodząc do drogi i już ledwo dysząc wracamy do auta tą właśnie drogą, a w zasadzie jej poboczem. Jest tak gorąco, że kręci nam się od wysiłku w głowach….






Tu żegnamy się już z resztą brygady, która pędzi ku Las Vegas, a ja z dziećmi jeszcze odwiedzamy kilka miejsc parku.

Jedziemy do końca drogi Fire Cayon Road…


a następnie maszerujemy krótkim 1- milowym szlakiem Rainbow Vista Trail.


Szlak prowadzi w zasadzie po płaskim piaszczystym terenie do punktu widokowego, który nie rzuca niestety na kolana….

Dodatkowo idziemy jeszcze kawałek okrężną ścieżką w kierunku skał z pięknymi odcieniami różu.




Ostatni szlak na dzisiaj to Petrified Log trail (długość 0,25 mili), prowadzący do 4 ogrodzonych stanowisk skamieniałych drzew.

Nie są one w jakiś szczególny sposób wyeksponowane…. ale warto pośwęcić na tą ścieżkę te 10 minut…. jeśli ktoś nigdy nie widział skamieniałego drzewa.


Jako końcowy punkt w parku jedziemy na kemping w celu skorzystania z prysznica….



I tuż przed samym wjazdem spotykamy stado pasących się i skaczących po wzgórzu owiec wielkorogich – big horn sheeps.


Widok niesamowity.

Wspaniałe uwieńczenie naszej krótkiej wycieczki.
Jeszcze tylko obiecane hamburgery w In’n’out i na pędem na lotnisko. W przyszłym roku wagary również w Utah😊.
Dodaj komentarz