25.III – 29.III.2023
Pogoda w marcu, pomimo dosyć niskich temperatur, nadaje się idealnie do zwiedzania pustynnych okolic Las Vegas. Wszechobecne słońce pozwoliło nam na chwilę wytchnienia od ponurego i zimnego o tej porze roku Chicago… Różnorodność pustyń kamienistych i piaszczystych i ich niesamowite kolory zmieniające się w zależności od pory dnia, przeogromne pustkowia, tajemnicze ghost towns i minimalna ilość turystów – to wystarczyło by wycieczka okazała się kolejnym wspaniałym doświadczeniem podróżniczym.
TRASA: NEVADA (Las Vegas, Valley of the Fire State Park: Atlatl Rock, Fire Wave and Seven Wonders Trail, White Domes Loop trail); UTAH (Snow Canyon State Park: Jenny’s canyon trail, Pioneer Names trail, Snow Canyon trail, White Rock Amphitheater trail), NEVADA (Cathedral Gorge State Park: Moon Caves, Juniper loop trail), Caliente, Las Vegas, Beatty, Rhyolite ghost town, Goldwell Open Air museum, CALIFORNIA: Death Valley National Park (Harmony Borax Works, Devil’s Golf Course, Badwater Basin, Natural Bridge Trail, Artist’s Palette, Mesquite Flat Sand Dunes, Zabriskie point, Twenty Mule canyon, Amargosa Opera House, NEVADA: Nelson Ghost town, Boulder city: Nevada State Railroad museum, Nature Discovery Trail and Rock Garden, Hoover Dam, Las Vegas.

CAŁKOWITY KOSZT WYJAZDU: $1,461/2 osoby
KOSZT PRZELOTU: $427/2 osoby Chicago – Las Vegas – Chicago
KOSZT WYNAJMU AUTA: $327/4 dni Toyota Rav4
KOSZT BENZYNY: $122 (przejechany dystans: 958 mil)
JEDZENIE: $135/2 osoby
NOCLEGI: $342/3 noce
BILETY WSTĘPU: Parki stanowe $10/auto, National Park Pass $80/rok/auto
PRZEWODNIKI/MAPY: Benchmark atlas topograficzny Nevada, http://www.alltrail.com
SKŁAD ZESPOŁU: Zuza+Pati Aga
POGODA: Na pustyni Nevady i Utah w ciągu dnia około 5°-15°C, w nocy około 0°-5°C. (W Dolinie Śmierci około 30°C). Długość dnia 12,5 godziny (6.30am wschód, 7pm zachód słońca).
NAJCIEKAWSZE MIEJSCA: Fire Wave and Seven Wonders Trail, Snow Canyon trail, Nelson Ghost town, Moon Caves, Mesquite Flat Sand Dunes
Dzień 1
Nocny lot z opóźnieniem ☹, trzy godziny snu w aucie i ruszamy na podbój pustyni zaczynając od parku stanowego Valley of the Fire ($10/auto).

Wjeżdżamy tuż po wschodzie słońca do krainy wspaniałości geologicznych, której początki sięgają czasów, gdy po terenie tym przemierzały wielkie dinozaury.



Dolina zaczęła formować się około 150 milionów lat temu, po opadnięciu mórz śródlądowych i podniesieniu się lądu.



To co teraz głównie widzimy to różne odcienie piaskowców przechodzące od koloru czerwonego poprzez różowy, pomarańczowy, brązowy aż do białego.
Dominujacym kolorem jest tu jednak pomarańczowo-czerwony, a odcień ten pochodzi od tlenku żelaza znajdującego się w dosyć sporych ilościach w osadach tego obszaru.

Zwiedzanie parku rozpoczynamy od Atlatl Rock.


Jest to olbrzymia jaskrawo pomarańczowa piaskowcowa skała, na której szczyt prowadzą strome metalowe schody.

Po wdrapaniu się na samą górę (około 15 metrów) możemy „podziwiać” petroglify pochodzące z przed ponad 4,000 lat.

Petroglify są łatwe do zauważenia, ponieważ zostały wyrzeźbione w naturalnej warstwie ciemniejszego materiału zwanego lakierem pustynnym, odsłaniając czerwono-pomarańczową skałę znajdującą się pod spodem. Lakier pustynny to mikroskopijne powłoki na zewnętrznej powierzchni skał i luźnych głazów na pustyniach, składające się głównie ze związków manganu i żelaza oraz minerałów ilastych. Związki te nadają skałom ciemniejsze kolory począwszy od rdzawego i brunatnego, aż po czarny.

Na tablicy informacyjnej znajduje się wyjaśnienie dotyczące znaczenia rysunków naskalnych i słowa „atlatl”. „Był to kij do rzucania lub miotacz strzałek używany przez starożytne plemiona w celu zwiększenia siły rzutu. Zwykle był to drewniany kij o długości około dwóch stóp, z uchwytem na jednym końcu i hakiem na drugim końcu”. Naukowcy nie wiedzą dokładnie co oznaczają symbole namalowane na skałach… chociaż na pewno wiele historii było związanych z praktykami religijnymi lub corocznymi rytuałami. Z tego miejsca (na szczycie schodów) można podziwiać wspaniałe widoki na pustynny krajobraz otaczających nas grzbietów soczyście czerwonych piaskowców.
Przejeżdżamy następnie przez kemping (Atlatl Rock Campground),

wspaniale „urządzony” pomiędzy różnokształtnymi skałkami i mijając (zamknięte o tak wczesnej porze) Visitor Center,

… jedziemy drogą Mouse’s Tank Road do parkingu #3 (parking po obu stronach drogi).
Z tego miejsca „wychodzi” niesamowity szlak – Fire Wave and Seven Wonders Trail (długość 1,9 mili).


Schodzimy stopniowo w dół po piaszczystej ścieżce „usłanej kwiatami” (Birdcage Evening Primrose –Oenothera deltoides) i dalej bez znaczącej zmiany elewacji ….

….. idziemy chwilę wdłuż Gibraltar Rock (na południe) w kierunku „fali”.

W oddali skały mienią się w tysiącach odcieni….

Dalej wędrujemy w dół meandrując pomiędzy wielkimi skałami, a następnie po ciekawie uformowanej skale piaskowcowej, i tu już zaczynają się pojawiać charakterystyczne dla tego szlaku pasy i fale.




Kulminacją są wzniesienia z zebrowatą strukturą w kolorze czerwono–pomarańczowo-białym.

Widok „fali” od północy….


Najlepszym miejscem do zrobienia zdjęcia tej falistej struktury jest prawa strona gładkiej skały, gdzie spada ona ze stromego klifu.

Stąd widać niezliczone warstwy skalne wirujące i wyginające się w powietrze niczym prawdziwa wielka fala.


To naprawdę przepiękny widok!

Tak naprawdę to ze wszystkich kierunków można wypatrzeć ciekawe ujęcia….

Widok z pod „fali”…..

Kontynuując pętlę schodzimy w dół i dalej wędrujemy suchym korytem rzeki (dry wash).


Skręcamy w prawo (na zachód) i idąc po piasku dochodzimy do Pink Canyon (Różowego Kanionu),

który jest krótkim kanionem szczelinowym (slot canyon) ze ścianami w żywych pastelowych kolorach.




Po przejściu najbardziej wąskiego odcinka kanionu otwiera się przed nami niesamowicie ubarwiona dolina.

Tu jest naprawdę różowo 😊….





Przechodzimy przez drogę (Mouse’s Tank Road) i na rozwidleniu szlaków skręcamy w prawo, spacerując po kolejnym kanionie,


otoczonym równie niezwykle wyjątkowymi formacjami skalnymi.


Tu trochę się „gubimy” (szlak nie jest oznakowany) ale dzięki mapie z alltrails wracamy spowrotem na dobre tory…..

Wracamy do parkingu i podjeżdżamy kawałek do końca drogi, skąd wychodzimy na szlak White Domes Loop (długość 1,1 mili).


Tu też mijamy formacje piaskowcowe o różnych kształtach i kolorach z kulminacyjnym punktem w kanionie szczelinowym – znacznie wyższym i dłuższym niż na poprzednim szlaku (chociaż niestety nie tak różowym😊).


Zaczynamy piaszczystym szlakiem pomiędzy wysokimi formacjami skalnymi, schodzimy następnie w dół po kamiennych schodach.

Idąc dalej na południe warto na chwilę obejrzeć się za siebie by zobaczyć to skaliste piękno z innej perspektywy.

Po przejściu około jednej trzeciej mili od początku wędrówki docieramy do „ruin”….

Kamienna ściana z wystającymi belkami jest w rzeczywistości pozostałością po planie filmowym z 1965 roku. (film pt. „Profesjonaliści”). Park Valley of the Fire był miejscem kręcenia wielu filmów, takich jak: “Transformers”, “Casino”, “Total Recall”, “Star Trek: Generations”, and “Austin Powers”.


Idąc dalej na południe skręcamy w prawo do Kaolin Wash, którym to dochodzimy do kanionu.

W niektórych miejscach wysokie ściany są od siebie oddalone o zaledwie półtora metra.

Jest to bardzo niebezpieczne miejsce podczas gwałtownych powodzi, więc zdecydowanie należy unikać przejścia tego typu kanionami szczelinowymi, jeśli pada lub nawet zapowiadany jest deszcz w naszej okolicy ….

Kanion ma długość 60 metrów.

Wychodzimy następnie na otwartą przestrzeń …

i przez następne ćwierć mili wędrujemy pod górę dobrze oznakowanym szlakiem mijając wiele równie interesujących formacji skalnych.

Następnie zajeżdżamy na kilka minut (drogą Fire canyon Road) do Fire Canyon overlook,

i na koniec (spragnione wiedzy) do budynku Visitor Center, gdzie poza ciekawostkami geologicznymi można dowiedzieć się również wiele niesamowitych rzeczy dotyczących lokalnej fauny. Na terenie parku wystepują 3 gatunki skorpionów…. (w tym największy w Ameryce) gatunek Giant Desert Hairy Skorpion, którego długość dochodzi nawet do 17 cm. Pomimo swoich sporych rozmiarów jego jad nie jest zbyt silny, a użądlenie jest powszechnie uważane za tak samo bolesne jak użądlenie pszczoły czy osy (chociaż goi się znacznie dłużej).

Wyjeżdżamy z parku i kierujemy się na autostradę #15 (NE),

z której uciekamy bardzo szybko na boczną drogę z powodu wielomilowych korków…,


które zresztą bardzo szybko również pojawiają się na naszej lokalnej drodze…


Jakimiś objazdami docieramy w końcu do okolic miasteczka St. George w Utah…..

i wjeżdżamy do parku stanowego Snow Canyon ($10/auto). Park Śnieżnego Kanionu wita nas krótkotrwałym opadem śniegu 😊.


Zaczynamy od Jenny’s Canyon trail (długość 0.3 mile).

Po płaskiej piaszczystej ścieżce wędrujemy w kierunku ściany skalnej, w której znajduje się krótki slot canyon.



Wysoki i wąski zakończony stromą pionową ścianą budzi delikatną grozę …

Wracamy do auta i podjeżdżamy 0.7 mili do kolejnego szlaku.

W oddali kłębią się groźnie wyglądające chmury…..


Kolejna równie krótka piaszczysta ścieżka – Pioneer’s name trail prowadzi nas do pomarańczowych formacji skalnych, z których najciekawsza jest „skała z dziurką”.



Idziemy dalej wzdłuż olbrzymiej pionowej skały i zupełnie zapominamy o odszukaniu „podpisów pionierów” z 1881 roku…



skupiając się na skałach samych w sobie 😊 i wspinaczach, którzy przytuleni do powierzchni z mozołem suną ku górze.


Jednym z ciekawszych szlaków w parku jest Snow canyon trail (długość 3,5 mili).




Idziemy piaszczystą ścieżką mijając ciekawą pustynną roślinność m.in wszechobecne tu juki.

Wspinamy się ku górze prowadzeni przez zamontowane w skałach „kule przewodniki”.

Dochodzimy do miejsca zwanego „Petrifield sand dunes” czyli skamieniałych piaszczystych wydm, które na tle niebieskiego nieba wygląda przecudnie.

Ciekawostką jest fakt, że niektóre z tutejszych wydm, utworzone ponad 183 miliony lat temu, mają grubość dochodzącą nawet do 750 metrów!


Schodzimy ze wzniesienia do doliny i wędrujemy znowu po piaszczystej nawierzchni w kierunku tuneli lawowych (lava tubes).

Powstały one około 27 000 lat temu z lawy wypływającej z pobliskiego, obecnie wygasłego wulkanu.

Tunele takie formuują się, gdy powierzchnia płynącej lawy ostyga i twardnieje, (tworząc solidną skorupę), a pod nią stopiona lawa ciągle przepływa.

Ciekła lawa w końcu całkowicie wypływa, pozostawiając tunele lawowe, które widzimy dzisiaj. Niektóre z nich są całkowicie zawalone….

Słońce już zachodzi, więc nie mając czasu na dokładna penetrację jaskiń lawowych, wracamy szybkim krokiem do auta.

mijając kolejną kolekcję skamieniałych wydm…..




Już o zmroku wyjeżdżamy z parku i jedziemy do hotelu w St. George.
Dzień 2
O świcie wyruszamy do odrębnej części parku Snow Canyon – White Rock Amphitheater trail (długość 0.9 mili).


Jest przeraźliwie zimno i wietrznie…

dłonie dosłownie kostnieją nam pomimo założonych rękawiczek.

Szlak prowadzi do wspaniałego, białego kanionu utworzonego z piaskowca otoczonego strzelistymi wzniesieniami.


Na dnie kanionu widzimy zamaznięte wielkie kałuże…..

Piaskowiec zapewnia dużą przyczepność, dzięki czemu w zestawie z dobrymi hikingowymi butami można bezpiecznie pokonywać bardziej strome odcinki…. co też czynimy.


Skostniałe wsiadamy do auta i przez kolejną godzinę mkniemy po pustyni do Cathedral Gorge State Park ($10/auto), znajdującego się już na terenie stanu Nevada.

Cały obszar parku był kiedyś słodkowodnym jeziorem, gdzie przez miliony lat wulkanicznej aktywności mieszały się ze sobą osady pyłu i popiołu wulkanicznego z piaskiem i gliną nanoszoną (do tego jeziora) przez rzeki i strumienie.

Przez setki tysiący lat po wyschnięciu tego jeziora, pod wpływem erozji (głównie wiatru i deszczy) powstały tak fantastyczne wieżyczki i kaniony szczelinowe tworzące niekończące się labirynty.


Nazwa parku pochodzi od wieżyczek przypominających gotyckie iglice katedralne.

Pozbawione roślinności zbocza wyraźnie kontrastują z dnem doliny, gdzie glina, piasek i żwir tworzą glebę, na której rosną juki wąskolistne, jałowce, berberys szałwiowy, czy szałwia biała.

Najciekawszym i zarazem najłatwiej dostępnym miejscem w parku są jaskinie księżycowe – Moon Caves, znajdujące się zaraz przy parkingu.

Można tu krążyć po labiryntach w poszukiwaniu coraz to ciekawszych kształtów wieżyczek.

Jest to zapewne niesamowicie przyjemne miejsce podczas letnich upałów.



Jeśli weźmiemy w dłoń kawałek takiej gliny bentonitowej to momentalnie (po delikatnym zgnieceniu) rozpada się ona w pył.

Podjeżdżamy kawałek do końca drogi i wychodzimy na szlak Juniper Draw loop trail (długość 3,3 mile).


Szlak jest w zasadzie spacerkiem po płaskim dnie doliny, gdzie z daleka oglądamy strzeliste „budowle” skalne…



Wyjeżdżamy z parku w kierunku miasteczka Caliente, które słynie ze starego zabytkowego dworca kolejowego…… (który okazuje się niestety niedostępny ze względu na remont).

Jedziemy dalej w kierunku Las Vagas mijając występujące licznie na tym terenie Joshua tree.

Drzewa Jezuego tak naprawdę nie są drzewami (tylko gatunkiem juki)… a to dlatego, że nie posiadają specyficznych dla każdego drzewa pierścieni wzrostu.

Trudne też jest określenie ich wieku, choć ich żywotność określa się nawet na około 900 lat!!!. Tak długi okres życia jest spowodowany bardzo powolnym wzrostem, wynoszącym od 1 do 7 cm rocznie. (Największe okazy mogą osiągać do 12 metrów wzrostu).

Po drodze zaglądamy na chwilę do museum ufoludków – Alien Research Center (Area 51) w Crystal Spring, ale to okazuje się zamknięte (czynny jest jedynie sklepik z pamiątkami).



Dojeżdżamy do Las Vegas….. świątyni kiczu i miasta przeogromnych kontrastów.


Z jednej strony buzujące bogactwem hotele z butikami świecącymi drogą biżuterią czy torebkami od Luis Vuitton’a a z drugiej tuż obok bezdomni często pod wpływem alkoholu czy innych używek żebrający o pieniądze czy poprostu śpiący na środku chodnika.




Spacerujemy (nie wiadomo po co ☹) wdłuż Stripe Blvd od Excalibur hotel do Venetian hotel… czyli ponad 2,5 mili w jedną stronę ….w oparach palonej (prawie przez każdego przechodnia) marihuany …



Głośno, tandetnie i nieprzyjemnie……



Wracamy do hotelu drugą stroną równie nieprzyjemnego Stripu….


Dzień 3
Wyruszamy przed świtem w kierunku Kaliforni i Death Valley National Park…..


Przejeżdżamy przez Beatty, z nadzieją ujrzenia chociaż jednego dzikiego osła, z których to miasteczko słynie, ale po przepenetrowaniu wszystkich ulic i uliczek nie znajdujemy nawet po nich śladu…… ruszamy więc na południe do pobliskiego ghost town.
Rhyolite ghost town…. (Jesteśmy teraz na wysokości 1,150 m n.p.m)… jest przeraźliwie zimno…. i wietrznie.

Niewiele tu zostało do oglądania poza bogatą historią miasta.

Obecnie wszystkie budynki otoczono metalowymi ogrodzeniami….

Najciekawszy i najbardziej unikatowy z nich to Tom Kelly bottle house, zbudowany z 50 tysięcy butelek po piwie, whisky i lekarstwach.

Jest to najstarszy i najlepiej zachowany dom z butelek na terenie Stanów Zjednoczonych.

Butelki idealnie nadawały się do budowy pustynnym klimacie, gdzie znacznie chlodziły ściany w lecie i utrzymywały ciepło w zimie.

W roku 1904 odkryto w okolicznych górach (Bullfrog Hills) złoto, które to od razu zaczęło przyciągać spragnionych bogactwa górników. W ciągu 3 lat miasto miało już populację około 5,000 mieszkańców i jako pierwsze z niewielu w owych czasach zostało całkowicie zelektryfikowane. Miasto posiadało linie telefoniczne, betonowe chodniki, uliczne oświetlenie, własne gazety, wodociągi, szpital, dom publiczny, operę, szkołę z 250 uczniami i nawet fabrykę lodu…i aż 50 barów… Po kilku latach, kiedy to najbogatsze złoża zostały wydobyte i nastąpił krach na giełdzie …. miasto równie szybko jak powstało, zaczęło się wyludniać, by do roku 1920 stać się całkowicie opuszczonym miejscem.
Tuż obok ruin Rhyolite znajduje się kolejna atrakcja – Goldwell Open Air Museum (1 Golden St, Beatty, wstęp bezpłatny, czynne 24/7).

Jest to mała galeria na wolnym powietrzu z kilkoma ciekawymi abstrakcyjnymi rzeźbami.

Najciekawsze są chyba odlewy zakapturzonych duchów „The Last Supper”oraz „Ghostrider” ….gotowy do drogi z rowerem…. .

To wszystko wykonane zostało w 1984 roku przez polsko – belgijskiego artystę Charles’a Alberta Szukalskiego.

Jedziemy dalej na południe i wjeżdżamy do parku narodowego Doliny Śmierci.

Jest to najniższa, najgorętsza i najbardziej sucha część Ameryki Północnej, znana z ekstremalnych temperatur i suchości.

Dolina ma długość około 225 kilometrów i szerokość od 6 do 26 kilometrów. Rocznie przyjeżdża tu około 1,1 miliona turystów.

Cechą charakterystyczną doliny jest niezwykle wysoka temperatura powietrza dochodząca w lecie do 50 °C (rekord 57°C). W środku dnia piasek rozgrzewa się tutaj nawet do 94 °C……
Zaczynamy od Harmony Borax Works. Od razu po odkryciu złóż boraksu w dolinie w roku 1881 rozpoczęto jego wydobywanie.
Zbudowano kopalnie i wydobyty minerał transportowano wozami zaprzęgniętymi w 20 mułów do najbliższej stacji kolejowej w Mojave.

Taki właśnie wóz możemy oglądać spacerując krótką ścieżką z parkingu.

Spacerując dalej widzimy też ruiny rafinerii.

Borax był nazywany białym złotem, a jego zastosowanie to głównie jako wybielacz w detergentach, środek czyszczący i dezynfekujący, który używany był też do produkcji szkła i ceramiki.

Kolejny punkt to Devil’s Golf Course – tu szutrową drogą (o długości pół mili) podjeżdżamy do olbrzymiego solnego pola.

Jest to krótki przystanek na wyjście z auta i przyjrzenie się z bliska wielkim solnym pokładom, ale spacer pomiędzy nimi może być nieco utrudniony ze względu na ostre i poszarpane krawędzie….

….. jak sama nazwa wskazuje – tylko diabeł mógłby tu grywać w golfa…..


Jest to olbrzymi fragment dna doliny pokryty kilkunastocentymetrowymi bryłami mieszaniny ziemi i soli.


Ponieważ robi się coraz cieplej to postanawiamy przespacerować się jak najdzybciej jakimś szlakiem – decydujemy się na Natural Bridge Canyon trail (długość 1,4 mile).


Podjeżdżamy szutrową drogą do parkingu, skąd wychodzi szlak.

Prowadzi on do łuku skalnego i jest w zasadzie monotonną ścieżką ☹ prowadzącą po dnie suchego, kamienistego kanionu.


Za mostem można przejść jeszcze kawałeczek do mini kanionu szczelinowego (zaznaczonego na mapie jako dry fall).

Wracamy do głównej asfaltowej drogi (Badwater road) i jedziemy dalej na południe.

Najważniejszym i przyciągającym najwięcej turystów miejscem w parku jest Badwater –

powstałe w wyniku wyschnięcia (3,000 lat temu) jeziora.

Jest to najniżej położony punkt w parku (i w ogóle w całej Ameryce). (85,5 metra poniżej poziomu morza)…

Nazwa Badwater została wymyślona przez pierwszych wędrowców, którzy próbowali poić swoje muły znajdującą się tu wodą. Zwierzęta jednak odmawiały ze względu na wysokie jej zasolenie… i stąd właśnie „zła woda”…

Spacerujemy chwilkę po zasolonym białym podłożu razem z całą masą innych ludzi….
Słona droga ciągnie się przez następne 5 mil… więc raczej niewielu śmiałków kończy swój spacer na jej końcu. Temperatura w tym momencie jest około 30°C, calkiem przyjemnie jak na marzec😊. Na wysokich skałach po przeciwnej stronie drogi można dostrzec napis „0 feet nad poziomem morza” czyli dokładnie 85,5 metra (280 stóp) powyżej naszych głów.

Kolejna atrakcja to jednokierunkowa droga – Artists Drive.

Jest to 9-milowa, chyba najbardziej widowiskowa trasa w parku.


Meandrujemy pomiędzy paletami fantastycznych barw, a najpiękniejsza część czeka na nas w połowie drogi– Artist Palette – tu wszystkie kolory jakie możemy spotkać w Death Valley mamy podane jak na talerzu w jednym miejscu.

Kolory jakie tu widzimy pochodzą z utleniania metali i minerałów i paleta barw rozciąga sią od brązu, fioletu, zieleni, pomarańczy…po kilka odcieni szarości.

Przykładowo barwa czerwona, fioletowa i żółta powstają w wyniku utleniania związków żelaza, a barwa zielona powstaje w wyniku rozkładu miki.

Kolejny nasz punkt to Mesquite Flat Sand Dunes (przy Hwy 190)….


Wiatr przesypuje tu nieustannie wysokie piaszczyste wydmy (sięgające nawet do 25 metrów wysokości).

Spacerujemy chwilę w kierunku najwyższych z nich, (gorący piasek oczywiście uniemożliwia chodzenie boso).

Daleko możemy wypatrzeć miejsca zwane „Devil’s cornfield”.

System korzeniowy roślin zwanych Arrowweed, przypomina tu wiązki kukurydzy pozostawionej do wyschnięcia w rzędach w czasie żniw. Wiatr wymiata otaczający każdą roślinę piasek, pozostawiając je na „piedestale” zbudowanym z korzeni i ziemi.
Wracamy do głównego skrzyżowania ze 190-tką i skręcamy w prawo do Zabriskie point i Twenty Mule Team Canyon. Zabriskie Point to ciekawe erozyjne formacje skalne (badlands), będące pozostałością po starożytnym jeziorze, które uformowało się tu około 9 milionów lat temu.

W ciągu kilku milionów lat istnienia jeziora na dnie gromadziły się osady w postaci solnych mułów, żwiru z pobliskich gór oraz popiołów z czynnego wówczas pobliskiego wulkanu.

Osady te połączyły się, tworząc coś, co dziś nazywamy formacją Furnace Creek. Za różnorodność występujących tu kolorów odpowiada również wietrzenie i zmiany spowodowane przez wody termalne.
Twenty Mule Team Canyon to przejażdżka wąską, szutrową drogą poprzez zerodowane, pofałdowane wzgórza, przypominające krajobraz księżycowy.

To właśnie tutaj nakręcono sceny z Gwiezdnych wojen do części VI: Powrót Jedi. Nazwa kanionu pochodzi od zaprzęgów dwudziestu mułów i koni, które mozolnie ciągnęły wozy pełne rud boraxu przez tereny Doliny Śmierci.

Wyjeżdząmy w parku zatrzymując się na chwilę przy stuletniej Amargosa Opera House.

i mkniemy przez pustynie w kierunku Las Vegas, mijając opuszczone i zapomniane wioski…


Pustynia w świetle zachodzącego słońca wygląda obłędnie pięknie…..

.


Kulminacją jest widowiskowy zachód słońca.



Dzień 4
Nasza pierwsza docelowa atrakcja na dzisiaj to Nelson Ghost town (16880 State Highway 165, Nelson, http://www.eldoradocanyonminetours.com).

Wyjeżdżamy z Las Vegas o świcie ….


Nie jest to tak naprawdę oryginalne ghost town (w dosłownym tego słowa znaczeniu) tylko miejsce, gdzie oprócz oryginalnych kilku budowli zgromadzono całą masę „antycznych” gratów i stworzono coś w rodzaju muzeum na otwartym powietrzu.

Fani zabytkowych aut będą tutaj mieli prawdziwą ucztę…..






I tu nadmienię, że nie wolno przebywać na tym terenie poza godzinami otwarcia, czyli 8am – 6pm.

Jest to teren prywatny i właściciel surowo zabrania pałętania się po jego posiadłości.

Wszędzie rozstawione są „ostrzegawcze” tablice informacyjne. Cytuje: „bezpańskie dzieci i nastolatki zostaną rozstrzelane na miejscu” …… ☹
Kanion Eldorado, w którym się znajdujemy, był kiedyś uosobieniem Dzikiego Zachodu. Historia Nelson sięga roku 1859, kiedy to odkryto tu pokaźne zasoby złota i srebra, będące jednymi z największych w stanie Nevada. W ciągu kilku następnych lat zbudowano tu kilkanaście kopalni, a Nelson stał się miastem bezprawia, samowolki, przemocy…i nielegalnej produkcji bimbru. Ukrywali się tu najwięksi przestępcy i dezerterzy, ponieważ z uwagi na bardzo odosobnione położenie nikt nie był w stanie ich tu odnaleźć. W latach siedemdziesiątych XIX wieku najbliższy szeryf mieszkał w Pioche, 200 mil na północ, a więc dotarcie tu zajęłoby mu tydzień. Nic więc dziwnego, że nawet zabójstwo nie było wystarczającym powodem, żeby tu przyjechał.



Ze względu na bardzo bogate pokłady złota, srebra, miedzi i ołowiu największa z kopalni – Techatticup działała tu nieprzerwanie 87 lat (od 1858 aż do 1945), przynosząc miliony dolarów dochodu. Dzisiaj tą kopalnie można zwiedzać (15$/$10 dzieci: 9am, 12pm and 2pm) po zrobieniu wcześniejszej rezerwacji.

Ówcześni właściciele tej posesji Tony Werly i jego żona Bobbie zakupili tą posiadłość w 1994 roku i odrestaurowali znajdujące się na niej budynki, sprowadzając przez kolejne lata dziesiątki starych samochodów, urządzeń i różnorakich konstrukcji.


Cała ta zbieranina artystycznie rozlokowana na olbrzymiej powierzchni powoduje, że miejsce to stało się popularnym tłem sesji zdjęciowych oraz filmowych.



Nakręcono tu np. sceny do filmów „3000 Miles to Graceland” z 2001 (Kurt Russell, Kevin Costner i Courtney Cox), “Breakdown” z 1997 (Kurt Russell), National Geographic Channel’s “Brain Games.” i dziesiatki reklam.


Są dwie ważne rzeczy, na które trzeba uważać podczas spaceru – grzechotniki i kaktusy cholla.

Igły tego kaktusa wbijają się w skórę i zaczepiają jak kotwice powodując okrutny ból…. (nadepnęłam na to paskudztwo kilka lat temu)…

Bardzo ciężko jest usunąć takie igły z ciała……

Po 2 godzinach spacerowania pomiędzy zabytkowymi rupieciami jedziemy w kierunku Boulder City.
Miasto to powstało na początku lat trzydziestych XX wieku jako baza dla 5,000 pracowników zajmujących się budową tamy Hoover’a na rzece Coloroado. Wśród naważniejszych wprowadzonych tutaj przepisów był całkowity zakaz spożywania alkoholu i hazardu.

My zaglądamy na chwilkę do Nevada State Railroad Museum (601 Yucca St, Boulder City) gdzie „rzucamy okiem” na stare lokomotywy…..

Nature Discovery Trail and Rock Garden. Jest to swoista perełka miasteczka – wśród kaktusów i wielkich głazów ukryte są wielkie rzeźby mieszkańców pustyni – skorpiona, węża, jaszczórki, królika ….



Szlak jest krótki (0,5 mili) i zaczyna się na parkingu Bootleg Canyon Park, gdzie spacerując zakręconą wyasfaltowaną ścieżką mijamy kolejno bohaterów życia pustynnego.



Kolejny punkt to Hoover Dam. Po przejechaniu punktu kontrolnego, gdzie wyrywkowo sprawdzane są samochody ze względów bezpieczeństwa, zatrzymujemy się na parkingu, skąd po schodach wspinamy się do najlepszego punktu widokowego na tamę – mostu – Mike O’Callagan Pat Tillman Memorial Bridge Wieje okrutnie …

wiatr praktycznie uniemożliwia bezpieczne poruszanie się po moście !!!

Budowa tego mostu ruszyła w 2006 roku, a zakończona została w listopadzie 2010 roku.

Obecnie po moście przejeżdża około 17 tys. samochodów i ciężarówek dziennie.

Przejeżdżamy następnie pod tym mostem i jedziemy po tamie (wjeżdżamy do stanu Arizona) do punktu widokowego.


Zapora Hoovera ma wysokość 60-piętrowego budynku (wysokość 224 m i długość 379 m). Kiedy została ukończona w 1935 roku, była zarówno największą na świecie elektrownią wodną, jak i największą na świecie konstrukcją betonową. Jej podstawa ma grubość dwóch boisk piłkarskich (Szerokość u podstawy wynosi 200 m, a na górze 15 m). Dostarcza energii elektrycznej do trzech stanów: Kalifornii, Arizony oraz Nevady. Zbudowano ją by pozyskać energięi wodę do nawadniania pól, ale przede wszystkim w celu ochrony terenów południowej Kaliforni i Arizony przed katastrofalnymi powodziami.
Opuszczając Hoover Dam warto na chwilkę zjechać na punkt widokowy Lake Mead – Lakeview Overlook Jezioro, a w zasadzie zalew, utworzono przez zatamowanie rzeki Colorado i jest ono największym sztucznym zbiornikiem w USA pod względem pojemności wodnej.

Obecnie, w wyniku suszy, poziom jeziora Mead spadł do najniższego poziomu od czasu pierwszego napełnienia w latach trzydziestych XX wieku. Ma wystarczającą pojemność, aby utrzymać cały średnioroczny przepływ rzeki Colorado przez dwa lata. Gdyby zabrakło w nim wody, tama Hoovera nie byłaby już w stanie wytwarzać energii ani dostarczać wody do okolicznych miast i farm. Rzeka Kolorado zasadniczo przestałaby płynąć, a południowy zachód znalazłby się w poważnym kryzysie wodnym.
To był ostatni punkt tej wycieczki, po którym jedziemy bezpośrednio na lotnisko.
Dodaj komentarz