ARIZONA ZIMĄ 2023

TERMIN: 03.I-09.I.2023

TRASA: Phoenix, Prescott (Watson Lake Park: North Shore, Flume and Watson Dam trail), Jerome, Sedona (Soldier Pass trail, Sugarloaf trail, Fay Canyon trail, Devils Bridge trail, Subway trail, Raven cave trail, Cathedral Rock trail, Flagstaff, Sunset crater volcano National Monument (Lava flow trail, Bonito vista trail), Wupatki National Monument (Wukoki Ruin trail, Wupatki Pueblo trail), Walnut Canyon National Monument (Walnut Canyon Rim trail), Slide Rock state park (Pendley Homestead and Clifftop nature trail), Sedona: (Chapel of the Holy Cross, Bell Rock, Cathedral Rock trail), Tuzigoot National Monument (Tuzigoot trail), Jerome Ghost Town, Prescott (Constellation Loop trail, Granite Garden trail), Prescott National Forest, Phoenix, Tom’s Thumb trail, Dutchman state park (Treasure loop)

CAŁKOWITY KOSZT WYJAZDU: $2,440/3 osoby

KOSZT PRZELOTU: Chicago-Phoenix-Chicago $814/3 bilety

KOSZT BENZYNY: $96 – 763 mile

KOSZT WYNAJMU AUTA: Mitsubishi outlander 2022 – $393

NOCLEGI: hotele $814/6 nocy

JEDZENIE: $158/3 osoby

BILETY WSTĘPU: parki stanowe $10/$4, ghost town $10/$7, National Park Pass (dla uczniów czwartych klas szkół podstawowych bezpłatny pass, upoważniający do darmowego wjazdu dla całej towarzyszącej mu rodziny), Red Rock pass $5/auto – (automaty na karty kredytowe/debetowe na parkingach) jeśli nie posiadamy N.P. pass.

PRZEWODNIKI/MAPY: Atlas topograficzny Benchmark, Arizona Lonely Planet, http://www.alltrails.com, www.arizonaruins.com

SKŁAD ZESPOŁU: mama Zuza, Basia (8 lat), Jan (11 lat), gościnnie: Maria, Stenda, Evan, David

POGODA: Temperatury w okolicach Phoenix około 18°C podczas dnia, okolice Sedony w dzień około 8-12°C, w nocy poniżej 0°C. Według danych statystycznych w Sedonie – średnia najwyższa temperatura w styczniu to 14°C, średnia najniższa to −1 °C. Okolice Flagstaff – temperatura podczas dnia około 5°C, miejscami zalegający śnieg.

NAJCIEKAWSZE SZLAKI: Sedona (Devils Bridge trail, Subway trail, Cathedral Rock trail, Soldier Pass trail), Prescott (North Shore, Flume and Watson Dam trail, Constellation Loop trail, Granite Garden trail), Phoenix (Tom’s Thumb trail, Dutchman state park – Treasure loop)

SEDONA SHUTTLE: bezpłatne autobusy kursujące od czwartku do niedzieli.

Ze względu na bardzo duże ograniczenia parkingowe, autobus dowozi turystów w miejsca, skąd wychodzą najbardziej popularne szlaki: Catherdral Rock, Soldier Pass, Little Horse, Dry Creek Vista z dostępem do Devil’s Bridge i Mescal.

Dzień 1

Lądujemy w Phoenix tuż przed południem i po załatwieniu wszelkich formalności z wypożyczeniem auta wyjeżdżamy z miasta kierując się na północny zachód w okolice miasteczka Prescott Valley.

Jedyny szlak na jaki możemy sobie dzisiaj pozwolić ze względu na brak czasu to dwumilowy North Shore, Flume and Watson Dam trail, znajdujący sie na terenie Watson Lake park ($3/auto).

Lake Watson jest jednym z dwóch sztucznych zbiorników w okolicy miasteczka Prescott.

Powstało na początku XX wieku, kiedy zbudowano tu zaporę na rzece Granite Creek.

Jest to bardzo popularne miejsce do wspinaczki skalnej i spacerów pomiędzy granitowymi klifami.

Szlak zaczyna się na końcu drogi Hinsdale Road (Boat Ramp North).

W przypadku tego miejsca bardzo pomocna jest aplikacja alltraills – znajduje się tu bardzo dużo przecinających się ścieżek i w miarę łatwo jest się w tym labiryncie pogubić…..

Spacerując, co chwilę zauważamy jakieś ciekawe formy skalne…  

Duże głazy granitowe, które uległy erozji i przybrały niezwykły, nierówny, pofałdowany wygląd tworząc „kosmiczne” skalne miasteczko.

Granit po którym spacerujemy pochodzi sprzed ponad 1,4 miliarda lat (z prekambru), i charakteryzuje się niezwykle wysoką zawartością uranu, (dlatego wszystkie budowane tu domy powinny być sprawdzane pod kątem wycieków radonu z granitu).

Lake Watson zawiera niski poziom rozpuszczonego tlenu i wysoki poziom składników odżywczych azotu i fosforu, które powodują wzrost glonów i roślin, powodując zielony kolor wody.

Przejście całego szlaku zajmuje nam około 1,5 godziny.

Przed nami pokonanie wąskiej zakręconej drogi prowadzącej do miasteczka Jerome.

Jedziemy bardzo powoli (20 -30 mil/h) zakręconą drogą mijając dosyć spore połacia śniegu….

który zreszta jest na bierząco odgarniany….. Przed nami przez chwilę jedzie nawet odśnieżarka spychająca resztkiśniegu na pobocze. Cała trasa jest bardzo spektakularna.

Przejeżdżamy przez klimatyczne stare Jerome, do którego powrócimy za kilka dni w drodze powrotnej do Phoenix i już po zapadnięciu zmroku dojeżdżamy do hotelu w Sedonie.

Dzień 2

Dzień zaczynamy od szlaku Soldier Pass, na który chyba najtrudniej się dostać ze wzgledu na bardzo limitowany parking (parkowanie przy ulicy jest zabronione).

Jest tu tylko 14 miejsc „zamykanych na kłódkę”…

Brama prowadząca do tych miejsc otwiera się automatycznie o 8 rano, a zamykana jest również automatycznie o 6pm, więc jeśli nie zdążymy wyjechać to nasze auto zostaje tu niestety do rana… Ponieważ bardzo zależy nam na przejściu tego szlaku jesteśmy pod bramą już o 7.10am…. i tak sobie czekamy aż do 8am. Z nami wjeżdża tylko 5 innych aut, w tym druga część naszej grupy, która zdążyła pożądnie się wyspać i przyjechać tu o 7.55am😊. Na szlak można się też dostać bezpłatnym autobusem miejskim – Sedona Shuttle (https://sedonashuttle.com/), który kursuje od czwartku do niedzieli (przez cały rok)…..

Parkujemy i zaczynamy wędrówkę po błotnistej i śliskiej ścieżce, omijając co chwila liczne kałuże.

Długość całkowita szlaku to 4,5 mili, a jego przejście zajmuje nam prawie 4 godziny.

Pierwszy ważny punkt na szlaku to Devil’s Kitchen.

Jest to pionowe zapadlisko (o głębokości około 12-15 metrów), które powstało na początku lat 80. XIX wieku w wyniku nagłego zawalenia się stropu skalnej jaskini. Zapadlisko to powiększyło się o kolejne 30% wraz z kolejnym zapadnięciem w 1989 roku. Obszar ten jest uważany za bardzo niestabilny. (Wapień zwietrzał głęboko pod powierzchnią i nie jest widoczny przez leżący nad nim piaskowiec).

Zapadliska powstają, gdy wapień jest powoli rozpuszczany przez kwaśne wody gruntowe w czasie geologicznym. Ten proces rozpuszczania może powodować powstawanie dużych ubytków w wapieniu.

Idziemy dalej kolejne 0.4 mili mijając kaktusy, agawy, cyprysy, junipery i krzaczki jałowców……

….. oraz przeciekawe dnie – istne dzieła sztuki…

Kolejny punkt to Seven Sacred Pools.

Jest to zestaw baseników, które zostały naturalnie wyrzeźbione w piaskowcu w kolorze ochry i zasilane są sezonowym strumieniem.

Nie mamy jednak okazji obejrzeć ich w pełnej okazałości … z powodu braku słońca, które oświetla je pieknym światłem dając niebieski kolor wody. Baseny te były uważane za święte przez indian Apaczów i Yavapai. Były cennym dostępnym przez cały rok źródłem wody pitnej dla mieszkańców jałowej pustyni.

Kolejna atrakcja szlaku Soldier pass to łuki skalne widoczne z daleka – Soldier Pass Cave.

Wędrówka do tych jaskiń jest utrudniona przez stromość terenu i trzeba bardzo uważać stawiając kroki po luźnych, śliskich kamienach.

Po przejściu 0.5 mili od głównego szlaku dochodzimy do jaskiń.

Są one bardzo spektakularne i trzeba poświęcić przynajmniej 30 minut na ich zwiedzanie…..

To widok ze środkowej jaskini….

A to jaskinia położona w części południowej…

Wracamy do głównej ścieżki i idziemy dalej na północny zachód…. gubiąc w pewnym miejscu szlak…. (wydeptana dzika ścieżka zaprowadziła nas do jakiegoś starego ogrodzenia)…. Pomocna okazała się jak zawsze aplikacja alltrails która wyprowadziła nas bez problemu na własciwą drogę.

Dochodzimy do punktu widokowego i zawracamy….

Nasze ubrania, a w szczególności buty i spodnie oblepione są pięknym pomarańczowym lepkim błotkiem…. które pozostawia plamy niestety nie do usunięcia ☹

Kolejny szlak to Sugarloaf (długość 1.9 mili).

Udaje nam się złapać ostatnie miejsce na parkingu i wyruszamy na kolejną tym razem krótszą wędrówkę.

….

Szlak jest bardzo łatwy, a jedyna trudniejszą jego częścią jest wspinaczka na samą górę Sugarloaf.

Widoki ze szczutu wspaniałe – spoglądamy na  panoramę miasta i okoliczne szczyty.

Dużo mieszkańców przychodzi tu na spacery ze swoimi pupilami.

Ostatnim punktem przewidzianym na dzisiaj jest Fay canyon (długość 2.5 mili).

Parking jest tu olbrzymi co świadczy o popularności tego szlaku. Przechodzimy na drugą stronę ulicy i zaczynamy spacer po piaszczystej ścieżce.

To jeden z łatwiejszych szlaków w okolicy Sedony.

Główną atrakcją tego szlaku są jaskinie, do których prowadzi bardzo strome podejście.

W końcu wychodzi słońce i kolor skał automatycznie zmienia się na jaskrawo czerwony i pomarańczowy.

Wracamy do głównego szlaku i wędrujemy dalej do końca kanionu.

Kiedy dojdziemy do znaku „End of the trail” trzeba się trochę powspinać po skałach by zobaczyć panoramę całego kanionu.

Jedną z atrakcji, która przyciąga turystów w okolice Sedony są tzw „vortexy”…. (Cała Sedona uważana jest w zasadzie za vortex). Według definicji firm organizujących lokalne wycieczki są one „wirującymi ośrodkami energii, które sprzyjają uzdrawianiu, medytacji i samopoznaniu. Są to miejsca, w których Ziemia wydaje się szczególnie ożywiona energią…. Wiele osób czuje się zainspirowanych, naładowanych energią lub podniesionych na duchu po wizycie w vortexie”. Sedona to bardzo komercyjne miejsce, otoczone pięknymi czerwono-pomarańczowymi piaskowcami, do którego zjeżdżają ludzie mający niewiele wspólnego z prawdziwym trekkingiem. Przemysł „vortexowy” napędza tu corocznie około 3 milionów turystów…. Organizatorzy słono płatnych wycieczek są tu zajęci na okrągło…. (https://www.sedona.net/vortex-tours).

Historia dotycząca wirów zaczęła się tutaj na początku lat 60-tych ubiegłego wieku. Poszukiwacze duchowi na czele z Page Bryant’em zaczęli opowiadać wszystkim dookoła o niesamowitych miejscach medytacyjnych połączonych z wybitnie wysoką energią. I tak narodził się tu przemysł turystyczny bazujący na tej właśnie mocy. Sam Page Bryant (1943-2017) był „wybitnym” mistykiem New Age i byłym mieszkańcem Sedony, który swoje nauki pobierał u Sun’a Beara, samozwańczego szamana pochodzenia Ojibwe. Jednak ów szamapn nie miał żadnego duchowego przywództwa w swojej własnej rdzennej społeczności, a jego „rekolekcje duchowe” za $500 na osobę były często potępiane przez organizację American Indian Movement. Poza Sun Bear’em żaden rdzenny Amerykanin nie pomagał w prowadzeniu tych duchowych rekolekcji, więc wiry nie są najprawdopodobniej związane z żadnymi wierzeniami Indian. Niech każdy sam oceni, czy czuje tu coś nadzwyczajnego wspinając się na któryś z vortexów…..

W drodze powrotnej do hotelu jesteśmy świadkami cudownego widowiska….. słońce w końcu wychodzi zza chmur na kilka minut … i daje naszym oczom możliwość ujrzenia doliny Sedony w jej najwspanialszej odsłonie 🙂

Dzień 3

O 7.30 rano zaczynamy zaczynamy wędrówkę do Devils Bridge (długość 3.9 mili).

GPS prowadzi nas do parkingu i pokazuje, żeby jechać dalej szutrową drogą Dry Creek Road… ale niestety standardowe SUV nie jest w stanie przedostać sie przez usypane kamienieste wzniesienie.

Przeszkoda celowo ustawiona jest po to by tylko terenowe jeepy i pickupy mogły je pokonać. Parkujemy więc grzecznie na pobliskim parkingu (który o tak wczesnej godzinie jest już prawie pełny) i dalej idziemy pieszo szeroką wyboistą drogą. (dojazd do szlaku możliwy jest bezpłatnym autobusem od czwartku do niedzieli – sedona shuttle – (https://sedonashuttle.com/).

Co chwila mijają nas terenowe samochody…..

W oddali dostrzegamy kilka wznoszących się balonów na ogrzane powietrze.

Poranek jest dzisiaj bardzo chłodny, widzimy oszronione kaktusy, juki i zamrożone kałuże.

Co chwila mijają nas również różowe wycieczkowe jeepy, (charakterystyczne tylko dla Sedony).

Po przejściu około 1 mili dochodzimy do skrzyżowania i skręcamy w prawo.

Przed nami kroczy dumnie malutki Western Bluebird, jakby chcaił nam pokazać kierunek szlaku 🙂

Tu szlak staje się nieco bardziej stromy.

Im dalej idziemy, tym ścieżka staje się węższa i bardziej stroma.

Musimy trochę powspinać się po wysokich kamiennych schodach, po pokonaniu których czeka nas przepiękna panorama i widok na Diabelski Most.

Jeśli ktoś chce wejśc na ten most musi niestety uzbroić się w cierpliwość…. i poczekać w kolejce, czasami nawet około godziny.

My rezygnujemy z wejścia ze względu na śliskość terenu i obawy przez upadkiem….

Wracamy tą samą drogą mijając już tłumy turystów… Parking jest oczywiście pełny.

Kolejny szlak na dziasiaj to nasz ulubiony Subway trail (5.4 mili) (to najbardziej popularny odcinek szlaku Boynton trail).

Kiedy przyjeżdżamy na parking około godziny 10.30am….. nie ma już żadnego wolnego miejsca, ale legalnie można tu bez problemu zaparkować przy drodze (Boynton Pass Road). Nie mamy dziś szczęścia do pogody – tylko mometami słońce przebija się przez gęste chmury. Jest szaro i ponuro….. (Fotografowanie Subway cave jest najbardziej korzystne gdy niebo jest bezchmurne i bedziemy tam nie wcześniej niż w południe). Zaczynamy więc szlak znowu brnąc w błocie i śniegu…..

Idziemy po praktycznie płaskim terenie.

Mijamy po lewej stronie Enchantment Resort, znajdujący się za wysokim ogrodzeniem.

Po obu stronach pomarańczowe piaskowcowe pasma górskie przypruszone lekko śniegiem….

Co chwilę przy szlaku poustawiane są małe śnigowe bałwanki 😊

Po przejściu około 1 mili wchodzimy w krzaczaste zarośla manzanity porastające cała dolinę.

Po przejściu kolejnej mili po lewej stronie znajduje się potężne aligator tree (Alligator Juniper), które jest jedynym drogowskazem, który wskaże nam ścieżkę odchodzącą na prawo, a prowadzącado Subway cave.

Ścieżka jest znacznie węższa niż ta którą do tej pory szliśmy. Przez kolejne 0.4 mile idziemy początkowo przez las, schodząc do koryta rzeki, a nastepnie musimy trochę podejść do góry by stanąć przed największym wyzawaniem – wspięciem się do jaskini.

Nie jest wcale tak łatwo….., a bardzo pomocne są czyjeś dłonie, które „podsadzą” nas do góry….

Z dołu wejście do jaskini wygląda jak wąska szczelina skalna.

Tu z reguły trzeba chwilę poczekać bo przestrzeń w jaskini jest ograniczona.

Jeśli już wdrapiemy się na górę i odwrócimy o 180 stopni naszym oczom ukaże się ten znany między innymi z instagrama widok ……

Stąd możemy bezpośrednio (z poziomu jaskini) przejść do Sinagua ruins…..(skręcając w prawo)…..

My jednak wybieramy bezpieczniejsze podejście schodząc w dół z Subway Cave i wdrapując się innym stromym podejściem do ruin i półki skalnej, po której możemy bezpiecznie wędrować.

Wracamy tą samą drogą do parkingu.

Ostatnim dzisiejszym szlakiem jest Raven cave (długość szlaku 0.5 mili).

Znajduje się tu tylko 5 miejsc parkingowych.

Widok z samego parkingu jest również przyjemny…..

Wędrujemy po płaskim terenie niecałe ćwierć mili do wejścia do jaskiń.

Przy zwiedzaniu jaskiń trzeba bardzo uważać bo w niektórych miejsach jest dosyć stromo.  

Wracamy do auta tą samą drogą.

I na koniec podjeżdżamy jeszcze do Sedona Airport Scenic lookout (538 Airport Rd, droga prowadzaca do lotniska) (parking $3/auto).

i razem z setką innych turystów podziwiamy panoramę miasta……

Dzień 4

Dzisiaj zmieniamy trochę otoczenie kierując się na północ…. w okolice miasta Flagssaff.

Im dalej na północ tym bardziej biało i zimno ☹  …..

Pierwszy punkt na naszej liście to Sunset Crater Volcano National Monument (National Park pass $80/rok, jednorazowy wjazd $25/auto). Droga prowadząca do parku (Loop Road) pokryta jest w całości śniegiem.

Jedziemy bardzo powoli, zatrzymując się na chwilkę w Visitor Center, które jest jeszcze zamknięte, ale udaje nam się przynajmniej zdobyć parkową mapę.

Wulkan Sunset jest jednym z około 600 wygasłych wulkanów na terenie północnej Arizony. Ten wybuchł prawie 1,000 lat temu (1085 rok). Erupcja utworzyła warstwę popiołu i lapilli pokrywającą obszar ponad 2,100 kilometrów kwadratowych i wymusiła tymczasowe opuszczenie wszystkich osad miejscowej ludności Sinagua, zamieszkujących te obszary. Obecnie obszar pokryty jest już całkiem gęstą roślinnością przede wszystkim drzew sosnowych. 5 czerwca 2015 roku zaobserwowano dym unoszący się nad stożkiem, co wywołało sporą panikę, jak się jednak okazało dym ten pochodził z pożaru lasu….. Geolodzy jednoznacznie stwierdzili, że wulkan ten wygasł.

Pierwszy szlak to Lava flow trail (długość 0.8 mili) oraz Bonito vista trail (długość 0.1 mili).

Jest to w zasadzie spacer po ośnieżonym chodniku … 😊 dookoła pola lawowego.

Jedziemy dalej (Loop road) do Wupatki National Monument. Są to pozostałości wiosek indiańskich (Northern Sinagua, Cohonina, Kayenta, i Hohokam). Dzisiaj poza ruinami pueblo niema tu nic do oglądania, i aż trudno uwierzyć patrząc na tą jałową pustynię, że kiedyś rdzenni Amerykanie uprawiali tu kukurydzę, fasolę, i bawełnę.

Około 800 lat temu zaczęła się masowa emigracja mieszkańców, spowodowana najprawdopodobniej w dużej mierze spadkiem produktywności rolnictwa…

Podjeżdżamy pod Wukoki pueblo, do którego prowadzi krótki szlak (0.3 mili).

Znacznie większe i ciekawsze jest Wupatki Pueblo.

Szlak wychodzi bezpośrednio z budynku Visitor Center i ma długość 0.8 mili.

Wupatki, (w języku Hopi oznacza „Długi Wycięty Dom”), to wielopiętrowe pueblo składające się z ponad 100 pokoi i pomieszczenia socjalnego. Archeolodzy odkryli tu również coś w rodzaju boiska sportowego (najbardziej wysuniętego na północ boiska piłkarskiego, jakie kiedykolwiek odkryto w Ameryce Północnej).

Duży napływ ludności rozpoczął się wkrótce po erupcji Sunset Volcano w XI wieku, który pokrył ten obszar popiołem wulkanicznym, poprawiając produktywność rolnictwa i zdolność gleby do zatrzymywania wody. Do 1182 roku w Wupatki Pueblo mieszkało około 85 do 100 osób, ale do 1225 roku miejsce to zostało na stałe opuszczone. Na podstawie dokładnych badań stanowisk archeologicznych przeprowadzonych w latach 80-tych XX wieku szacuje się, że około 2000 osób przeniosło się na ten obszar w ciągu stulecia po erupcji. Rolnictwo opierało się głównie na kukurydzy i dyni uprawianej na suchych terenach bez nawadniania (mieszkańcy zbierali wodę deszczową ze względu na rzadkość występowania źródeł).

Ściany pueblo zostały zbudowane z cienkich, płaskich bloków lokalnego piaskowca Moenkopi, co nadało mu charakterystyczny czerwony kolor. Każda taka osada była budowana jako pojedyńczy budynek, czasem z dziesiątkami pokoi. Największą odkrytą osadą na tym terenie są właśnie Wupatki Pueblo, zbudowane wokół naturalnego wychodni skalnej.

Znaleziono tutaj kilka artefaktów z odległych miejsc, co sugeruje, że ludzie zamieszkujący Wupatki zajmowali się handlem. Podczas licznych wykopalisk sięgających czasów eksploracji tego miejsca znaleziono na tym miejscu przedmioty pochodzące z wybrzeży Pacyfiku i Zatoki Perskiej, (wiele różnych odmian ceramiki i muszli).

Kolejny nasz punkt to Walnut Canyon National Monument (National park Pass lub $25/auto ).

Obszar ten zmieszkiwany był przez Indian Sinagua co to po hiszpańsku oznacza „bez wody”. Jest to potwierdzeniem, że lud ten mógł żyć w tak suchym regionie…… Sinagua stali się ekspertami w oszczędzaniu wody i radzeniu sobie z suszami. Uważano również, że byli aktywnymi handlarzami, których działalność i wpływy rozciągały się do Zatoki Meksykańskiej, a nawet do Ameryki Środkowej. Indianie, którzy zamieszkiwali domy w Walnut Canyon, opuścili ją w tajemniczych okolicznościach około 1250 roku. Uważa się, że odeszli z obawy przed sąsiednimi plemionami lub suszami, ale nie jest to pewne. Sinagua pozostawił po sobie ponad 80 mieszkań na klifach, które umiejscowione były pod wapiennymi półkami, głęboko w kanionie.

Powstały one pomiędzy 1125 a 1250 rokiem.

Indianie wykorzystali naturalne wgłębienia w wapiennych ścianach klifu.

Typowy pokój mógł być mieszkaniem jednej rodziny i mógł mieć około dwóch metrów wysokości, sześciu metrów długości i trzech metrów głębokości.

Jedynym dostępnym dzisiaj szlakiem jest Rim trail (długość 0.8 mili).

Ruiny Pueblo są stąd niestety bardzo słabo widoczne.

Zataczmy pętelkę i wracamy spowrotem na parking.

Przy samym Visitor Center znajdują się ruiny pithouse, czyli pomieszczenia budowanego z przeznaczeniem na różne potrzeby od mieszkania po magazyny żywności czy miejsca spotkań mieszkańców.

Kolejny nasz punkt to Slide Rock State Park ($8/auto, w lecie wjazd kosztuje $20/auto). Jedynym szlakiem w parku jest Pendley Homestead and Clifftop nature trail (długość 1.2 mili).

Jest to bardzo popularne miejsce szczególnie w lecie, ze względu na znajdujące się tu kąpielisko.

Dzisiaj cały parking zakopany jest w śniegu …. ale i tak całkiem sporo tu spacerujących turystów.

Idziemy chodnikiem mijajac kawiarnię i stare zabytkowe gospodarstwo famerskie.

Schodzimy po schodkach do rzeki i spacerujemy jej brzegiem.

Bardzo maownicze miejsce, niestety w okresie zimowym park zamykany jest o godzinie 4pm, ale ranger zaczyna „przepędzanie” już o 3.45pm.

Wracamy do Sedony i korzystając z ostatnich promieni zachodzącego słońca jedziemy do Kaplicy Chapel of the Holy Cross (wejście bezpłatne).

O dziwo znajdujemy bezproblemowo parking przy samej bramie wjazdowej na posesję. Następnie około ćwierć mili spacerujemy po asfaltowej drodze do kaplicy.

Jest to bardzo popularne miesce do urządzania ceremonii ślubnych (cena zaczyna się od  $1,925).

Widoki na sesję ślubną z tego miejca wręcz idealne !

Deerhorn Cholla

W drodze powrotnej do hotelu zajeżdżamy jeszcze na kilka minut na parking skąd wychodzi szlak do Bell Rock.

Podchodzimy dosłownie kilkaset metrów, bo słońce zaszło już za horyzont i zaczyna robić się ciemno i bardzo zimno …..

Dzień 5

Dzień zaczynamy od szlaku Cathedral Rock (długość 1,4 mili). Ponieważ od czwartku do niedzieli 2 parkingi, skąd wychodzi ten szlak są zamknięte, trzeba dojechać do nich bezpłatnym autobusem (sedona shuttle). Szlak nie jest długi ale jest bardzo stromy szczególnie w dugiej połówce swojej długości. Na początku przechodzimy przez częściowo suche koryto rzeki – dry wash…… i szeroką wyznaczoną ścieżką idziemy w kierunku Catherdal Rock, początkowo pokonując niewielkie nachylenie terenu.

Kiedy wychodzimy na bardziej otwartą przestrzeń jesteśmy kierowani przez metalowe kosze wypełnione kamieniami, których nie sposób nie zauważyć i które to wiernie towarzyszyć nam będą prawie do końca szlaku.

Tu zaczyna robić się coraz stromiej.

Miejscami potrzeba wręcz całkiem sporych umiejętności wspinaczkowych, bo pokonać większe wzniesienia.

Najtrudniejszą częścią szlaku jest pokonania pionowego pęknięcia w bardzo stromej skale.

Tu przy pomocy naturalnych zagłębień w skale i kilku wystąpień możemy w ogóle pokonać ten odcinek podciągając się w większości na rękach.

Po całym tym wysiłku w nagrodę dostajemy wspaniały widok doliny.

o wschodzie słońca….

Szlak teoretycznie kończy się przy znaku „End of trail” ale my podchodzimy do końca półki skalnej po prawej stronie.

To miejsce na zrobienie kultowego zdjęcia.

Po stronie lewej (wschodniej) widoki takie…..

Schodzimy w dół ogrzewani porannym słońcem….

i dosłownie na tyłkach zjeżdżamy w dół w miejscu gdzie znajduje sie wąska szczelina skalna, gdzie tak trudno było się nam wspiąć…..

Wyjeżdżamy z Sedony w kierunku południowo-zachodnim do miasteczka Jerome. Nasz kolejny punkt to Tuzigoot National Monument (National Park Pass lub $10/osoba, dzieci za darmo).

To największa i najlepiej zachowane z wielu ruin Sinagua pueblo w Dolinie Verde obejmujące 3 piętrowe pueblo, w którym znajowało się 110 pokoi. W języku Apaczy Tuzigoot oznacza „krzywe wody”, co odnosi się do meandrującej w okolicy rzeki Verde.

Puebla zostało zbudowane przez lud Sinagua między 1125 a 1400 rokiem n.e.

Budowane były w ten sposób, że zawierały niewiele drzwi; zamiast tego mieszkańcy wchodzili do każdego pokoju po drabinach, przez otwory w dachach.

Warto zacząć zwiedzanie od muzeum, gdzie zgromadzono bardzo dużo okazów znalezionej tu ceramiki…

Po godzinie wyjeżdżamy już w kierunku miasteczka Jerome.

Historia miasteczka sięga roku 1876, kiedy to 3 poszukiwaczy założyło spółkę zajmującą się wydobywaniem miedzi – United Verde Copper Company.

A nazwa miasta pochodzi od Eugene’a Jerome’a, ​​głównego sponsora tego przedsięwzięcia.

Tuż za miasteczkiem znajduje się niesamowite miejsce – Gold King Mine & Ghost town (wstęp $11/$7dzieci).

Wspaniałe miejsce, żeby cofnąć się w czasie ……

Zgromadzono tu tak dużo „zabytków”, że trzeba tu spędzić przynajmniej 2 godziny, żeby to wszystko zobaczyć……

gabinet dentystyczny….

warsztat szewski…..

Pralnia…

Dodatkową atrakcją , szczególnie dla dzieci, są żywe zwierzaki, które można dokarmiać……

Najbardziej dostojnym ptaszyskiem jest wiekowy indyk….. który kroczy dostojnie pomiędzy biegającymi kaczkami i kurami.

Po przeczesaniu każdego zakamarka tej wspaniałej rupieciarni jedziemy w kierunku południowo zachodnim pospacerować trochę w rejonie miasteczka Prescott. Zaczynamy od szlaku Constellation loop (długość 2.4 mili, parking $3/auto).

Szlak meandruje pomiędzy bobkowatymi skałkami i w zasadzie można sobie skręcać w dowolne odnogi i kreować własną wersję ścieżki.

Co chwila na rozgałęzieniach ścieżek ustanowione są mapki z aktualną lokalizacją miejsca, gdzie się obecnie znajdujemy.

Pomimo tego bardzo pomocny jest app alltrails.

Spacerujemy pomiędzy granitowymi głazami w zasadzie sami....
Tworzone przez miliony lat "Dells" składają się z granitowych formacji skalnych, które powtały z magmy wypchniętej na powierzchnię Ziemi, która to następnie uległa rozbiciu na bloki, a następnie "zaokrąglona" w procesie erozji.   `

Po tym interesującym spacerku ruszamy dalej na kolejny…..

Kolejny szlak to znajdujący się niedaleko Granite garden trail (długość 1.2 mili).

Parking znajduje się na bardzo błotnistym terenie.

Ruszamy więc po tym błocie…..

i za chwilę skręcamy w lewo wspinając się na granitowe głazy….

Słońce zaczęło już powoli chować się za horyzont i zrobiło się bardzo zimno….

Wdrapujamy się też po metalowej drabinie na najwyższą elewację szlaku…

Odkrywamy też tajemniczą komnatę… ale niestety bez skarbu.

Naszym miejscem docelowym jest na dzisiejszą noc Phoenix, i chociaż dzień się już praktycznie skończył wybieramy okrężną drogę (#89) prowadzącą przez Prescott National Forest.

Jak się okazuje po chwili było warto….

Żegnamy dzień pięknym zachodem słońca…..

Dzień 6

Dzień rozpoczynamy od bardzo widowiskowego miejsca – Tom’s Thumb to lookout trail (długość 5 mil).

Bardzo ważne jest by zacząć ten szlak bardzo wcześnie by zdążyć przed upałem, który zaczyna doskwierać już około godziny 10am.

Szlak znajduje się w NE części przedmieść Phoenix.

Wspinamy się dosyć stromą meandrującą ścieżką …. mijając rozsiane w okolicy kaktusy saguaro…..

Słońce oświetla okoliczne miasteczko North Scottsdale, ponad które wznosimy się coraz wyżej i wyżej…

Kaktusy saguaro żyją średnio około 150 lat (a rekordowo nawet 200) i mogą ważyć nawet 6 ton…

Wysokość tych kaktusów dochodzi nawet do 18 metrów. Rekordowe okazy mogą osiągać obwód do 2 metrów!!! Saguaro zakwita po raz pierwszy w wieku około 75 lat i wtedy pojawiają się też pierwsze rozgałęzienia. Rośnie bardzo powoli – Po 10 latach ma tylko około 15 cm wysokości. Jest ciepłolubny i występuje głównie na południowych zboczach. W czasie deszczu pobiera bardzo szybko wodę, którą magazynuje w łodydze na okres suszy. Po śmierci saguaro jego zdrewniałe żebra można wykorzystać do budowy dachów, ogrodzeń i części mebli.

Innym ciekawym gatunkiem kaktusów jaki spotykamy na szlaku jest tzw. „skacząca cholla„. Nazwa pochodzi od łatwości, z jaką kulki kaktusowe odrywają się od rośliny.

Wystarczy delikatny dotyk i momentalnie otrzymujemy przysłowiowego rzepa……

Kolce cholli zakończone są tzw. „kotwicami”, które po wbiciu w skórę, poza ogromnym bólem są bardzo trudne do usunięcia……

Wspinamy się coraz wyżej …..

aż w końcu docieramy do punktu docelowego – wielkiej granitowej skały Tom’s Thumb.

Wejście zajęło nam około 2,5 godziny. Powrót odbywa się już znacznie szybciej ale urozmaicony jest kilkoma upadkami…… podłoże jest bardzo niestabilne, a przy sporej prędkości jakiej nabieramy rozpędzając się w najbardziej stromych odcinkach… tracimy po prostu „grunt pod nogami”…..

Wskakujemy do auta i mkniemy dalej autostradą …… by zdobyć kolejny szlak… ale niestety „lądujemy” na poboczu z przebitą oponą.

Przy wypożyczaniu auta dokupiliśmy opcję road assist, co daje nam możliwość skorzystania z pomocy mechanika, który powinien przyjechać i zmienić nam koło. Mechanik owszem i przyjeżdża, ale problemem okazuje się brak zapasowego koła w samochodzie, którym się poruszamy. (Mitsubishi Outlander nie posiada na wyposażeniu koła zapasowego)……..

Pozostaje nam czekanie na nowy samochód…. Postój przedłuża się do 4 godzin przez co musimy zmodyfikować nasz plan wycieczki.

Po zmianie auta pędzimy w kierunku parku stanowego Lost Dutchman ($8/auto), znajdującego się 40 mil na wschód od Phoenix.

Wybieramy jeden z ciekawszych szlaków w parku – Treasure loop trail (długość 2,4 mile).

Z powodu opóźnienia pozostało nam niewiele czasu do zachodu słońca, (5.40 pm) dlatego do plecaków pakujemy również lataratki, które okażą się bardzo przydatne w drodze powrotnej.

Szlak prowadzi nas szeroką kamienistą aleją, obsadzoną aż po horyzont kaktusami saguaro….

Najbardziej popularnymi ptakiem w tej okolicy jest Strzyżyk kaktusowy (Cactus wren). Te drobne stworzenia przystosowały się idealnie do surowych pustynnych warunków. By przetrwać nie potrzebują w zasadzie w ogóle wody, a wszystkie płyny czerpią z soczystych owadów i owoców.

By ochronić siebie i swoje młode przed drapieżnikami, budują gniazda w kaktusach cholla i saguaro.

Innym popularnym gatunkiem są Przepórki (Gambel’s quails), które możemy spotkać biegające po pustyni…. Jeśli już zdecydują się na lot, to trwa on z reguły bardzo krótko i jest bardzo dynamiczny.

Idziemy szlakiem pętelką w kierunku góry Green Boulder (wysokość 786 m. n. p. m).

Zza góry wylatują co chwila paralotniarze …

W najwyższym punkcie szlaku rozkoszujemy się widokiem zachodzącego słońca …

Ze szlaku schodzimy już w totalnych ciemnościach.

Dzień 7

Po „wyśmienitym” śniadaniu serwowanym w naszym hotelu wyruszamy w drogę powrotną do skutego lodem Chicago…..

Do zobaczenia Arizono 🙂

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑