Kolejny krótki wyjazd do sąsiedniego stanu zaowocował ponownie „odkryciem” wielu pięknych i ciekawych miejsc. Wodospady, jaskinie, wysokie wapienne klify skalne, zabytkowe młyny, skanseny, skamieniałości koralowców, bizony a nawet drzewo rosnące na szczycie budynku sądu w Greensburg, to wszystko można zobaczyć wybierając się na kilkudniową wycieczkę do Indiany.
TERMIN: 29.V – 01.VI.2021
TRASA: Kankakee Sands Bison viewing area, Williamsport falls, Wilkin’s mill covered bridge, Turkey Run state park (Wedge Rock, Rocky Hollow, Punch Bowl, Lusk Home, Narrows Covered Bridge, Lusk Earth Fill, Gypsy gulch, Box canyon), Bridgeton mill, Fowler park/Irishman cover bridge, Cataract State Park upper & lower, Leonard Spring Nature Park, Spring Mill State park (Twin Caves + Browson cave, Pioneer Village), Marengo Caves (Crystal Palace, Dripstone Trail), Hemlock Cliffs rec area, Shoe tree, CLARKSVILLE, Falls of the Ohio state park, Cliffy Falls State park (Cliffty falls + Little Cliffty falls + Cake rock trail, Tunnel falls), MADISON: Historic District NPS, Hanging Rock, Anderson Falls, Greensburg.

KOSZT WYCIECZKI: $455
DŁUGOŚĆ TRASY: 937 mil
KOSZT BENZYNY: $86
NOCLEGI: 3 noce Hotele $250
BILETY WSTĘPU:
Parki stanowe $9/auto (bilet ważny cały dzień na wejście do wszystkich parków stanowych)
Jaskinia Morengo $29/osoba dorosła i $17/dziecko
PRZEWODNIKI: Indiana – Delorme atlas topograficzny, alltrails.com, Hiking Indiana (falcon guides) Phil Bloom, Indiana State Parks – Nathan D. Strange.
Dzień 1
Zaczynamy od odwiedzenia bizonów…w Kankakee Sands Bison viewing area (3294 US-41, Morocco).

W 2016 roku Nature Conservancy wprowadziło do swojego projektu renowacji prerii stado 23 bizonów. Obecnie na obszarze jednej mili kwadratowej żyje tu ich ponad 90. Nature Conservancy w 1996 roku zakupiło tu 6,500 akrów ziemi, którą obsadzono 600 gatunkami roślin preriowych. Głównym celem jest przywrócenie naturalnego środowiska preriowego, które istniało tu ponad 200 lat temu. Żeby wszystko stało się doskonale funkcjonującym ekosystemem utworzono też rezerwat bizonów, które są nieodzownym i kluczowym elementem krajobrazu prerii. Przyjeżdżając tu mamy 100% szansę ujrzenia tych majestatycznych zwierząt. Mogą wypasać się w każdej części ogrodzonego terenu, więc najprostszym sposobem dotarcia do nich jak najbliżej jest przejechanie dookoła rezerwatu. My byliśmy tu wczesnym rankiem zaczynając od głównego miejsca widokowego ulokowanego w N części (Main Bison Viewing Area).


Stąd wypatrzyliśmy małe stado, które było widoczne tylko dzięki teleobiektywowi aparatu. Znając ich położenie podążyliśmy drogą N County Road 400 na południe i tu już mieliśmy znacznie lepszy widok (niestety centralnie pod słońce).

Według danych historycznych bizony na tym terenie zostały całkowicie wybite w latach 1830-tych, a 99% stanowej prerii zostało przekształconych na pola uprawne. To największe zwierzęta zamieszkujące obecnie Stany Zjednoczone i dzięki staraniom wielu rządowych instytucji obecna ich populacja sięga 500,000 sztuk. Paradoksalnie ówczesny rząd doprowadził przecież do ich wyginięcia….
Szacuje się, że w XIX wieku pionierzy i osadnicy wymordowali około 50 milionów bizonów, chociaż przyczyny spadku liczby i liczby zabitych są kwestionowane i dyskutowane……Podobno linie kolejowe reklamowały przejażdżki z nietypową atrakcją…… Pociągi napotykające duże stada bizonów wzdłuż swoich tras oferowały masowe wystrzały …. Panowie „myśliwi” strzelali z dachu lub okien pociągu, pozostawiając niezliczone zwierzęta, które zostawały tam, gdzie zginęły. Te polowania były częściowo motywowane pragnieniem rządu USA do ograniczenia zasięgu i siły rdzennych Indian i wypędzenia ich z równin, by nowoprzybyli biali osadnicy mogli się na tych terenach osiedlić. Jak wiadomo bizony były głównym źródłem pożywienia dla Indian, którzy traktowali te zwierzęta z największym szacunkiem. Bizony dostarczały im również skóry, z których to wyrabiali namioty tipi czy zimową odzież i bębny, koce, łóżka, worki na wodę, ze ścięgien wyrabiano cięciwy i nici, z kości noże. Zabijając bizony zabijano więc pośrednio również Indian….
Kolejną atrakcją na naszej trasie jest wodospad Williamsport, do którego prowadzi bardzo krótka ścieżka z parkingu w centralnej części miasteczka.

W tym roku zbudowano tu nowy taras widokowy, ale nie daje on zbyt klarownego widoku wodospadu ze względu na przysłaniające go gałęzie drzew. Można zejść ścieżką dalej w dół i odbić na prawo do Fall Branch creek, dochodząc do wodospadu ścieżką poprowadzoną przy samej rzece, co jednak przy wysokim stanie wody może być trochę niebezpieczne.

Można też zjechać (na tyłku) stromo w dół bezpośrednio za nowym drewnianym tarasem. Jest to najwyższy wodospad w stanie Indiana (27 metrów wysokości). Woda spada z wielkim hukiem z wielkiej piaskowcowej półki wpadając do strumienia Fall Creek.


W XIX wieku przepływ wody był na tyle duży, że mógł swobodnie zasilać młyn znajdujący się poniżej wodospadu. Obecnie przepływ jest bardzo niestabilny, dochodzący już pod koniec lata i na jesień do praktycznie zera. Wynika to przede wszystkim z przekształcenia lasów i użytków zielonych w intensywne rolnictwo oraz przekierowania naturalnych przepływów wody do zbiorników wykorzystywanych do zapewnienia dostaw wody do nawadniania i innych celów.
Tuż przed parkiem stanowym Turkey Run skręcamy na wschód w wąską szutrową drogę prowadzącą do krytego mostu Wilkins Mill covered bridge.

Jest to jeden z wielu tego typu mostów w okolicy. Historia krytych mostów w Indianie sięga roku 1835. (Blisko 600 takich mostów było zbudowanych w tym stanie). Do dziś pozostało ich jedynie 98. Głównym celem „przykrywania” mostów była oczywiście ich ochrona przed kapryśną pogodą, ale czasami stanowiły one jedyny większy zadaszony obszar w całej wiosce, dzięki czemu wykorzystywane były do organizowania wszelkiego rodzaju zgromadzeń społecznościowych, a nawet przyjęć weselnych. Tradycyjne mosty drewniane bez pokrycia zwykle wytrzymywały około 20 lat, narażając swoją odporność na zmiany pogodowe, natomiast żywotność mostów zadaszonych wielokrotnie przekraczała okres 100 lat. W Stanach Zjednoczonych zbudowano około 14,000 takich mostów głównie w latach 1825 – 1875. Do dziś pozostało ich około 1,000 i możemy je głównie spotkać na terenie wschodniej części USA – w New England, Iowa, Indianie, Pensylwanii czy stanie Ohio.
I w końcu docieramy do Turkey Run State Park ($9/auto) najbardziej obleganego parku stanowego w Indianie…. Tym razem odwiedzamy jego wschodnią część. Generalnie park oferuje niezliczone wąwozy wyrzeźbione w piaskowcowych skałach, małe wodospady, piękne liściaste lasy i przepływającą przez park rzekę Sugar Creek.

Naszą wędrówkę zaczynamy od przejścia zawieszonym mostem (suspension bridge) na drugą stronę rzeki.


Szlakiem nr 4 idziemy najpierw szerokim kanionem wzdłuż omszonych i porośniętych paprociami pionowych skał (Rocky Hollow),


które w niewielkiej części mienią się niesamowitymi kolorami od brązu przez pomarańcz, czerwień i zieleń.






Dochodzimy do wąskiego przejścia, którym to spływa wodospad i jednocześnie prowadzi szlak.

Jest dość spory „turystyczny korek” zważywszy na fakt, że dużo ludzi wraca tą samą drogą.




Dochodzimy do Punch Bowl – małego wodospadu, gdzie niestety jest więcej ludzi niż wody😊.

Dzieciaki urządziły sobie tu plac zabaw. Żeby dojść do Punch Bowl trzeba odbić nieco na prawo. Cofamy się znowu do głównego szlaku, bo chcemy kontynuować dalej ścieżką nr. 4.

Więc od razu na skrzyżowaniu z odnogą odchodzącą do Punch Bowl wspinamy się po małych kamiennych schodkach do góry. (Idąc wzdłuż strumienia wejdziemy na szlak numer 3). My kontynuujemy więc dalej 4 i tu o dziwo tłum znika … praktycznie sami wędrujemy aż do willi Lusk Home.

Tu korzystając akurat z obecności rangera dołączamy się do wycieczki zwiedzającej posiadłość (czas trwania 1 godzina).

Najciekawszą opowieścią o sadze Lusków jest kontrowersyjna postać Johna Luska – ostatniego żyjącego właściciela tego domu. Był dziwakiem paranoicznie prześladowanym przez różne fobie, przekonany, że każdy napotkany osobnik chce go otruć i zabić.


Nigdy nie pozwalał, aby ktoś stał za nim. Gości witał z naładowaną strzelbą… a jedynym jego pożywieniem były kiszone ogórki i whisky……

Takie „dzieła” jak na zdjęciu powyżej były tworzone z włosów ludzkich, i jak wytłumaczył nam przewodnik, każda rodzina chciała mieć jakąś pamiątkę po swoich przodkach, więc jeśli kogoś nie było stać na opłacenie fotografa czy malarza portrecisty wyrywał sobie kępy włosów i artystycznie wczepiał je w kawałek jedwabnego materiału……razem z kilkoma ozdobami. Po tym interesującym wykładzie przechodzimy na drugą stronę rzeki idąc krytym mostem Narrows Covered Bridge…


Kontynuujemy szlakiem nr 2 idąc groblą – Lusk Earth Fill. Jest to olbrzymi nasyp zbudowany przez pana Luska, któremu obiecano, że jeżeli takową groblę zbuduje za własne fundusze to stan poprowadzi nią drogę, która w dużym stopniu ułatwiła by mu dojazd do jego posesji. Pomimo sporej inwestycji $25,000 i wykonaniu zadania zarząd dróg nie dotrzymal słowa i drogę poprowadzono gdzie indziej…..

Następnie skręcamy w prawo do Gypsy Gulch – wielkiej półki skalnej pod którą przeciskamy się wąską ścieżką.




Mijając Box Canyon wracamy na parking.
Jedziemy następnie polnymi drogami do Bridgeton Grist Mill & Covered Bridge (8104 Bridgeton Rd, Bridgeton).

Jest to jeden z najsłynniejszych krytych mostów w Indianie. Jego długość to 80 metrów. W 2005 roku całkowicie spłonął, ale dzięki lokalnej społecznej inicjatywie został w ciągu roku odbudowany z zachowaniem wszystkich szczegółów i detali i teraz znowu jest prawdziwą perełką okolicy. Pod mostem na rzece znajduje się tama tworząc tzw “dam waterfalls”.
Dzień 2
W porannej mgle wjeżdżamy do Fowler Park (3000 E Oregon Church Road, Terre Haute) powitani przez lokalnych mieszkańców…..



Jest to bardzo „klimatyczny” skansen z zabytkowym młynem (jako główną atrakcją) i krytym mostem (Irishman cover bridge) oraz kilkunastoma chatkami pionierskimi.









Poza chatkami znajdują się tutaj pola namiotowe, wiaty piknikowe, place zabaw i ścieżki. Można tu wynająć drewniane kabinki, jeśli komuś nie chce się rozbijać namiotu (mieszczące 4 osoby/$50/noc).
Następnie odwiedzamy Cataract State Recreation Area ($9/auto).



Znajdują się tu 2 wodospady – Lower o wysokości 6 metrów i 5 metrowy Upper będące największymi wodospadami Indiany – jeśli bierzemy pod uwagę ilość przepływającej wody. Poranek jest zdecydowaniem najgorszym czasem, żeby odwiedzić to miejsce. Padające centralnie na nas promienie słoneczne uniemożliwiają zrobienie praktycznie jakiegokolwiek zdjęcia wodospadów.
Kolejny szlak – Leonard Spring Nature Park (4600 S Whooping Crane Ln, Bloomington) oferuje przyjemny spacer po lesie…..

Szlak prowadzi przez wapienne małe jaskinie,

wzdłuż strumyku z małym wodospadem…..



do zbiornika wodnego Leonard Spring Reservoir….

Do roku 1943 rezerwuar ten dostarczał mieszkańcom pobliskiego Bloomington wodę pitną. Teraz gęsto zarośnięty przekształca się powoli w bagno.
Jednym z ciekawszych (i zarazem najbardziej zatłoczonych) parków stanowych Indiany to Spring Mill State Park (3333 IN-60 E, Mitchell). Niewątpliwie najciekawszą jego częścią jest odrestaurowana wioska pionierska, której głównym „zabytkiem” jest trzypiętrowy młyn pochodzący z 1817 roku. Wokół młyna znajduje się 20 budynków m.in. gorzelnia, kuźnia, stodoły, spiżarnie, chatki mieszkalne, wokół których spacerują wolontariusze poprzebierani w stroje z XIX wieku. Wykonują oni różnego rodzaju prezentacje od kucia żelaza, po wyrób garnków, przędzenie wełny, gotowanie posiłków w kotłach nad ogniskiem itp. Podczas Memorial Weekend (ostatni weekend maja) rozgrywana jest tu inscenizacja bitwy z wojeny secesyjnej, w którą zaangażowane jest około 150 osób tworząc profesjonalnie zorganizowany półk piechoty i….. kilka strzelających przeraźliwie armat……









Wtedy dodatkowo na terenie skansenu rozstawiane są dziesiątki namiotów polowych i powstaje baza wojskowa, gdzie dodatkowo można wypatrzeć różne antyczne gatunki broni i dosyć sporą liczbę ich fascynatów. Oryginalna wioska powstała w 1814 roku w miejscu, gdzie pionierscy „przedsiębiorcy” wykorzystali stałe źródło wody, które nigdy nie zamarzało, zużywając je do zasilania kilku młynów, tartaku i gorzelni.




















Dzień 3
Jaskinie Marengo (Marengo Caves National Natural Landmark – 400 East State Road 64, Marengo, czynne 9am-6pm), które odwiedzamy dzisiaj uważane są jako największa naturalna atrakcja Indiany. Czynne są przez cały rok (dzięki stałej temperaturze 11 C), a zwiedzać je możemy jedynie podczas wycieczek z przewodnikiem. Najlepszą opcją dla nas okazał się zestaw „COMBO” 😊. W promocyjnej cenie ($29 dorosły/$17 dziecko) można wykupić zestaw 2 wycieczek: Crystal Palace, która obejmuje 1/3 mili i trwa około 40 minut, i godzinną wycieczkę Dripstone Trail (1 mila). Obie wycieczki obejmują różne sekcje jaskini i nie są do siebie w żadnej mierze podobne (Dripstone trail zaczyna się w miejscu gdzie Crystal Palace trail się kończy). Opcją dla bardziej odważnych jest dwugodzinna wycieczka eksploracyjna jaskiń, która zabiera grotołazów do niezagospodarowanej części jaskini i wymaga od zwiedzających umiejętności przeciskania się przez wąskie szczeliny, brodzenia po wodzie i czołgania się w błocie…..
Jaskinia Marengo zaczęła powstawać około 1 miliona lat temu, ale została odkryta dopiero 6 września 1883 roku, kiedy to rodzeństwo Orris i Blanche Hiestand spacerując po lesie natknęło się na zapadlisko (sink hole), do którego z czystej ciekawości weszli. Wieść rozeszła się po okolicy w ciągu kilku dni, co spowodowało napływ ciekawskich mieszkańców, którzy to zaczęli wyłamywać stalaktyty i stalagmity zabierając je jako pamiątki z odwiedzonego miejsca. Samuel Steward – właściciel ziemi, na której dokonano odkrycia surowo zabronił tej praktyki ratując w dużej mierze unikatowe formy. Ponieważ zainteresowanie jaskinią było ogromne Steward zaczął pobierać od każdego zainteresowanego po $0.25.
Poniżej zdjęcia z Crystal Palace:










Hibernujący nietoperz przy wyjsciu z jaskini stał się dodatkową atrakcją parku.
Zdjęcia z Dripstone trail:










Obecnie uważa się, że jaskinia znajduje się w końcowej fazie rozwoju, co oznacza, że wciąż przepływa przez nią dużo wody i minerałów, które pomagają tworzyć nowe formacje dzięki czemu jaskinia ciągle „rośnie”.
Po zwiedzaniu jaskiń dzieci naciągają mnie na nieodzowny zestaw „poszukiwaczy złota” czyli worek piasku z „zatopionymi” w środku imitacjami minerałów. Zawartość worka następnie zostaje przesypana do sitek, przez które przepływa woda wypłukując piasek zostawiając „skarby”.



Skarby te następnie są zidentyfikowane na podstawie kartki ze zdjęciami tychże minerałów i schowane z powrotem do foliowego worka.

Po zwiedzeniu jaskiń i odnalezieniu skarbów jedziemy na spacer do Hoosier National Forest). Szlak Hemlock Cliffs (długość 1,4 mili) prowadzi nas przez wyjątkowo piękny kanion zarośnięty gęstym lasem. Zaczynamy skręcając w prawo.

Schodzimy po kamiennych schodach do pierwszego wielkiego klifu, z którego to podczas obfitującej w deszcze wiosny spływa wodospad. (Niestety tegoroczna wiosna nie należała do zbytnio mokrych, więc nie możemy też liczyć na wodospady). Schodzimy w dół do potoku i ponieważ przepływ wody jest minimalny wędrujemy jego wyschniętym korytem po kamieniach …jak się okazuje za daleko….. gubiąc przy tym szlak. Ale tu spotyka nas niespodzianka. Ktoś rozrzucił całe mnóstwo kolorowych minerałów (zakupionych zapewne w Marengo Caves Visitor Center) …jeden za drugim…jakby specjalnie chciał nas poprowadzić złą ścieżką… Idąc rzeką i zbierając błyszczące kamyki nie zauważyliśmy, że szlak odbija w lewo. Pobłądziliśmy trochę natrafiając na jakieś stare obozowiska i okręgi ogniskowe i nie mogąc znaleźć ścieżki cofnęliśmy się korytem rzeki, aż w końcu ją odnaleźliśmy i odbiliśmy w lewo do rozwidlenia dróg. Dalej szlak tworzy malutką pętlę wokół klifów, zagłębiając się w kanion z jednej strony i wychodząc z drugiej (długość 0.2 mile).





Tu w kilku miejscach można dostrzec „honeycombed limestone” czyli wapień tworzący coś na wzór plastra miodu (spowodowany wietrzeniem rud żelaza). Tu również odkryto ślady rdzennych Amerykanów sprzed 10,000 lat, którzy wykorzystywali jaskinie jako schronienie.
Jedziemy dalej polnymi drogami rozglądając się za Amiszami……..

Dosyć dziwną atrakcją na naszej trasie jest Shoe Tree (w okolicy miasteczka Milltown), które ulokowane jest na totalnym bezludziu … Wśród gęstych zarośli na kilku drzewach pozawieszane są setki par butów….. a legenda głosi, że należy zarzucić swoją parę butów, żeby mieć w życiu szczęście 😊. Od nazwy tej „atrakcji” drogę, która przebiega tędy nazwano Shoe Tree Road!!!



Podobno jakieś 20 lat temu szło tą drogą kilku chłopców, którzy dla zabawy rzucali swoimi butami …. I na ich nieszczęście ich buty zawisły na zawsze na tym drzewie.
Wracając do hotelu zajeżdżamy jeszcze do parku stanowego Falls of the Ohio, którego główną atrakcją są największe na świecie odsłonięte złoża skamieniałości z okresu Devonu. Ponad 390 milionów lat temu obszar ten pokryty był ciepłym tropikalnym płytkim morzem. Znaleźć tu możemy więc skamieniałe koralowce, gąbki, stromatoporoidy, liliowce, ramienionogi, trylobity itp….Zidentyfikowano tu aż ponad 600 różnych gatunków morskich. Interpretive Center oferuje bardzo ciekawe interaktywne wystawy dotyczące geologii terenu…. Ale jest niestety już zamknięte. Schodzimy więc do koryta rzeki Ohio.
Tu znajdują się niezliczone ilości skamieniałych morskich zwierząt „zatopione” w skałach podłoża, po których po prostu się spaceruje….








Dzień 4
Cliffy Falls State Park (wjazd $9/auto) poza widokowymi wodospadami, klifami i jaskiniami oferuje również liczne skamieniałości koralowców, kałamarnic, ramienionogów i innych pradawnych zwierząt morskich. Zbieranie tych skamielin w jakimkolwiek parku stanowym jest oczywiście zabronione, ale pobliskie doliny rzeczne oferują niezliczone możliwości dla fanów geologii. Zaczynamy od szlaku Cliffty falls i Little Cliffty falls.



Niestety ekstremalnie sucha wiosna dała się we znaki tutejszym wodospadom… bardzo skąpo sącząca się woda ujmuje dużo piękna temu miejscu.





Po drewnianych pomostach i schodach wędrujemy krótkim szlakiem zahaczając o Cake rock. Spacerujemy jeszcze Tunnel falls trail (szlak nr 5), ale i tu również wodospad nie ma się czym pochwalić.

Jest za to jaskinia – tunel (Broughg’s tunnel), w której zimę spędzają hibernujące nietoperze i która w tym czasie jest też zamknięta dla zwiedzających (listopad 1-kwiecień 30). Pierwotnie tunel był skonstruowany na potrzeby kolei ….ale zaraz po jego przygotowaniu w roku 1850 pomysł poprowadzenia tędy lini kolejowej został zupełnie zaniechany. Od razu wprowadziły się tu nietoperze, które dzięki dużej cyrkulacji powietrza w tunelu mają też mniejsze szanse zarazić się tzw. white nose syndrome (WNS), czyli chorobą grzybiczną zabijającą tysiące nietoperzy rocznie. Wbrew potocznym doniesieniom o roznoszeniu przez nie różnych chorób ssaki te są niesamowicie pożyteczne zjadając rocznie tony szkodników m.in niszczących uprawy rolne czy też nienawidzonych przez nas komarów. Naukowcy obliczyli, że brak nietoperzy w naszym ekosystemie kosztowało by gospodarkę Stanów Zjednoczonych około 3,7 miliarda dolarów rocznie w postaci strat w uprawach rolnych.



Ostatnia krótka ścieżka prowadzi nas do punktu widokowego na Hoffman Falls – które są totalnie wyschnięte i podziwiać możemy jedynie półkę skalną w otoczeniu zielonych drzew i kicające nieopodal króliki….no i kominy pobliskiej elektrowni……



Wjeżdżamy do małego malowniczego miasteczka Madison i kierujemy się od razu do Historic District NPS. Wiele wspaniałych domów i historycznych budynków handlowych jest nadal w użyciu. Miasteczko położone jest nad rzeką Ohio, a jego początki sięgają 1809 roku. Tu powstała pierwsza w Indianie linia kolejowa, a miasto posiadało bardzo aktywny port rzeczny, było centrum handlu rolnego, z największymi w stanie targami tytoniowymi. W 2006 roku większość centrum Madison została uznana za największy ciągły „Narodowy Punkt Zabytkowy” w Stanach Zjednoczonych — 133 bloki „downtown” znane są jako Madison Historic Landmark District. Miasto oferuje liczne festiwale sztuki, koncerty muzyczne, muzea, teatr oraz pokazy lokalnych rzemieślników, a dla chcących zatrzymać się na dłużej w celach edukacyjnych – lokalny college, i najlepsze szkoły w całym stanie.
Najciekawsze budynki MADISON: (Historic District NPS): Lanier Mansion State Historic Site (601 W 1st Street),

Broadway Fountain,


- Lanthier winery,

Washington Fire Company No.2,









Wyjeżdżając z miasteczka zatrzymujemy się jeszcze przy Hanging Rock (Hwy 7) – malowniczym wapiennym urwiskiem, z którego podczas wilgotniejszych dni spada wodospad prosto na drogę.


W drodze powrotnej zajeżdżamy jeszcze do Anderson Falls State Nature Preserve (3699 N 1140 County Rd E, Hartsville), położonego pośród kukurydzianych pół…..

i miasta Greensburg, rozsławionego dzięki budynkowi sądu, na którego szczycie rośnie drzewo.

Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku zauważono małą gałązkę wyrastającą ze szczeliny w dachu wieży sądu …. jakieś 35 metrów na dziedzińcem. Z małego drzewa zaczęły wyrastać nowe odnogi tworząc w końcu mały zagajnik…. Urzędnicy miasta zaniepokoili się, że może to spowodować trwałe uszkodzenie dachu, więc w 1888 roku zatrudnili „drwali” w celu usunięcia tego „wybryku natury”. Jedno z drzew osiągnęło wtedy wysokość około 5 metrów i średnicę prawie 12 cm u podstawy. W niedługim czasie jednak w południowo-wschodnim narożniku wieży pojawiło się kolejne drzewo, które po kilku latach urosło również do znacznej wysokości. Według ostatniego badania drzewo to zostało zakwalifikowane jako morwa. Obecność tych drzew na wieży sądu jest tak samo tajemnicą dla mieszkańców Greensburga, jak dla tych, którzy patrzą na nie po raz pierwszy. Nie znaleziono jednoznacznego wyjaśnienia, w jaki sposób nasiona pierwszych drzew trafiły na swoje „wyniosłe” miejsce i czym tak naprawdę żywi się roślina…. Wiadomo jednakże, że jedyną dietą jaka może być dostarczona w tym miejscu jest kurz i wilgoć…… . Ktoś podobno zasugerował, że drzewo jest zasilane sprężynami w zegarze….. 🙂

Dodaj komentarz